REKLAMA

[Tylko u nas] Jakub Pacan: Großdeutschland

Cele i zadania niemieckich interesów narodowych mają charakter niezmienności i politycznej ciągłości. Pewne szkoły politycznego myślenia są nieusuwalne i niemiecki program polityczno-terytorialny jest realizowany z żelazną konsekwencją. W niemieckiej prezydencji w UE czuć ducha von Clausewitza, Naumanna i Mitteleuropy.
Angela Merkel [Tylko u nas] Jakub Pacan: Großdeutschland
Angela Merkel / EPA/HAYOUNG JEON Dostawca: PAP/EPA

Unia Europejska, aktualnie pod prezydencją Niemiec, chce powiązać budżet z praworządnością. Od początku wiadomo, że nie chodzi o praworządność, bo nie ma nawet jednej definicji praworządności w UE, lecz de facto o hegemonię niemiecką w naszej części Europy. Na pytanie Konrada Adenauera: „Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?”, odpowiedź zaczyna nasuwać się sama.


Niemiecka Europa
Niestety coraz natarczywiej zaczyna być realizowana koncepcja niemieckiej Europy. Doktryna Niemiec o samoograniczaniu swoich politycznych ambicji głosząca, że RFN jest „gospodarczym gigantem i politycznym karłem”, już dawno nie obowiązuje. Niemcy od kilkunastu lat przestały się ograniczać w swoich ekspansjonistycznych zapędach, a o ich „besserwisser”, tzn. że oni wiedzą lepiej, coraz częściej potykają się takie kraje jak Polska. 


„Ktoś chce stworzyć państwo federacyjne i doprowadzić do możliwości wpływu na nasz porządek prawny. Chcą nam zafundować małżeństwa jednopłciowe, adopcje dzieci przez te małżeństwa, wyrugować z przestrzeni publicznej religię. Ceną mają być pieniądze. Mówię to wprost, Polska nie jest na sprzedaż”

– podkreślił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. Celnie! Właśnie o to chodzi.


Ten ktoś to przede wszystkim Niemcy i ich akolici z mniejszych państw, np. Holandii. I dziś, jak ponad sto lat temu, Polacy w konfrontacji z niemiecką machiną narracyjną muszą się tłumaczyć, że nie są wielbłądem, zaprzeczać jawnym absurdom, jak choćby o nieistniejących strefach wolnych od LGBT. Bardzo podobne problemy Polska przechodziła u progu niepodległości. Eugeniusz Kwiatkowski w 1919 roku tak opisywał boje toczone przez Polaków z Niemcami w książce „Dysproporcje”. „Wszystko, co mówili Polacy, było w opinii światowej uznawane za niesłuszne i niesprawiedliwe. W czasie tworzenia nowej, powojennej karty Europy zwyciężały nie nasze argumenty i dowody, ale niemieckie. Ich mapy, ich statystyki, ich opinie (…). Niemcy mają w opinii politycznej kredyt na rachunku otwartym, my mamy tylko kredyt hipoteczny, lichwiarsko oprocentowany. Niemcy w razie potrzeby uzyskują pomoc nawet od swych politycznych przeciwników – my nie możemy uzyskać tej pomocy nawet od przyjaciół. Niemcy mają uznane prawo nawet do agresji, nasze prawo do obrony jest stawiane pod znakiem zapytania. Dla Niemiec wydaje się za mało miejsca nawet w potężnym, czterofrontowym domu; dla nas ma być za dużo we własnym, ciasnym «korytarzu». To jest atmosfera psychiczna, którą żyje współczesny świat; skorygowanie jej wymaga od nas wysiłku, powagi w każdym działaniu, wytrwałości i czasu”. Brzmi niepokojąco znajomo?


Owszem, ponieważ zadania i cele niemieckich interesów narodowych – jak zresztą każdego innego poważnego państwa – posiadają charakter niezmienności i politycznej ciągłości. Pewne szkoły politycznego myślenia i politycznych tradycji są po prostu nieusuwalne i niemiecki program polityczno-terytorialny jest realizowany z żelazną konsekwencją. Ponadto i Niemcy, i Polska, i Rosja są więźniami geografii, zatem pewne determinanty geopolityczne nie zmieniają się w czasie. 


Powrót Clausewitza i Naumanna
A Polska do budowy niemieckiej potęgi jest dziś tak samo potrzebna, jak kiedyś rozbiory zbudowały potęgę Prus. „Cząstka ziem polskich, jaka przypadła Rosji, jest dla niej kwestią wygody, albowiem łączy ona jej prowincje północne i południowe. Udział Austrii stanowi artykuł luksusowy, albowiem ma ona dostateczną osłonę w Karpatach i może obyć się bez Galicji. Część natomiast pruska jest organizmem życiowym, bez którego organizm państwowy nie mógłby długo istnieć. Z tego względu zrezygnowanie z niej jest niemożliwością” – pisał w 1831 r. feldmarszałek Karl von Clausewitz. Zagrabienie zachodnich ziem polskich traktowane było jako pruska racja stanu. 

Joachim Bartoszewicz, polski polityk endecki, publicysta, działacz niepodległościowy i prawnik, tak pisał w „Zagadnieniach polityki polskiej” w 1919 roku: „Prusy mogli zdominować Niemcy i myśleć o dominacji świata dopiero po rozbiorze i upadku Polski. Zarówno wielkość Prus, jak i wielkość Niemiec jest nie do pogodzenia z wielkością Polski. To dlatego Niemcy, przygotowując swoją Mitteleuropę, nie mogły wyjść poza małą, rozbitą Polskę, otoczoną z jednej strony Prusami, z drugiej małymi państwami. Te małe państwa pomyślane były jako teren eksploatacji i kolonizacji dla ludu panów. To dlatego Niemcy chętnie by dzisiaj przystały na wyrzeczenia znacznie bardziej dotkliwe, jeżeli chodzi o interesy na Zachodzie, jeśliby pozwolono im powetować straty na Wschodzie, to znaczy przyjąć tam niemiecką koncepcję Mittel und Ost Europa”.


Właśnie koncepcja Mitteleuropy przez wielu wyśmiewana, ale dla zrozumienia polityki niemieckiej wobec Polski niezbędna, jest jak najbardziej aktualna. Niemieckie dążenia do podboju lub podporządkowania sobie wschodniej Europy znamy co najmniej od wojen krzyżackich. W XIX i na początku XX wieku bardzo popularne były twierdzenia o niemieckiej „przestrzeni życiowej” (Lebensraum), konieczności „ekspansji na wschód” (Drang nach Osten) czy po prostu idei „wielkiej przestrzeni” dla wielkiego „narodu pozbawionego przestrzeni” (Volk ohne Raum).


Joseph Partsch był tym teoretykiem niemieckim, który bardzo ideę Mitteleuropy rozpropagował. Nie wchodząc w szczegóły jego koncepcji, w skrócie chodziło o to, by w organizm wielkiego państwa, które mogło stać się mocarstwem europejskim pod kulturalną, polityczną i gospodarczą dominacją Niemiec, wchodziło wiele państw europejskich, w tym niemal cała Europa Środkowo-Wschodnia. Berlin miał w tej wielkiej federacyjnej Europie pełnić rolę przewodnią, integracyjną i spajającą. 


Koncepcja Mitteleuropy miała różne odcienie, kolejni badacze różnie rozkładali poszczególne akcenty, od skrajnie nacjonalistycznych, mówiących o konieczności twardej germanizacji i podboju militarnego, do pomysłów bardziej łagodnych proponujących trwanie mniejszych państw w zależności od Niemiec.


Bardziej praktyczną wizję Mitteleuropy przedstawił Friedrich Naumann w swojej książce na ten temat z 1915 roku. Jego tezy natychmiast uzyskały powszechny entuzjazm. „Według niego minęły czasy umożliwiające asymilację językową narodów już ukształtowanych, posiadających specyficzną kulturę. Sądził, że nawet germanizacja Czechów jest już niemożliwa. Polityka państwa powinna być pozbawiona szowinizmu i walki opartej na kryteriach etnicznych. Uważał, że znacznie ważniejsze są bowiem zadania gospodarcze. Zapewnienie zaś pełnej autonomii językowej i kulturowej nie tylko nie może być sprzeczne z interesami wielkich Niemiec, zmierzających do globalizacji i integracji dużej części Europy, ale umocni stosunki partnerskie między Niemcami a ich sąsiadami” – pisze o koncepcji Neumanna Piotr Eberhardt w pracy „Geneza niemieckiej koncepcji Mitteleuropy”. 


Co ciekawe, Neumann w 1917 r. napisał: „Z niemieckiego punktu widzenia należy sobie życzyć, by jak najszybciej powstało nowe polskie życie, gdyż jedynie postępowa, pełna zapału do działania i odnosząca sukcesy Polska będzie stanowiła trwałą, wyraźną granicę między sobą a Rosją”. Widział też konieczność utworzenia wielkiego bloku gospodarczego, który ma zapewniać bezpieczeństwo i rozwój. 


Ambitny antypolonizm
Ta ewolucja z kierunku „Wielkich Niemiec” i germanizacji w stronę ponadpaństwowej Mitteleuropy z dominacją Niemiec była podyktowana realizmem politycznym i zmysłem praktycznym. „Wielkie Niemcy” mogą wywoływać, a raczej na pewno będą wywoływać kontrofensywę zaniepokojonych państw trzecich, w tym na pewno Francji i USA, nie mówiąc już o powstaniach naszego regionu. Pokojowo budowana Mitteleuropa to doskonały wehikuł do podboju gospodarczego i posiadania quasi-kolonii w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. We współczesnych czasach nie tylko nie jest możliwy podbój militarny jakiegokolwiek państwa w Europie przez inne państwo, ale taka okupacja jest też bardzo energetyczna. Lepiej dać namiastki państwa i mieć podporządkowanych sobie polityków, własne aktywa i strefy wpływów w państwie zależnym. To mniej kosztuje i nie wygląda tak brzydko.


Niestety dla takich krajów jak Polska ma to swoją cenę. Państwo zależne w tej optyce od Niemiec to państwo peryferyjne, z wiecznym niedorozwojem, ograniczoną suwerennością, państwo średniego dochodu dostarczające taniej siły roboczej i półproduktów. W przypadku Polski widzimy też, że jest to państwo bez żadnej znanej marki własnej w świecie. Nie produkujemy np. własnej marki samochodów czy elektroniki. Polska gospodarka jest uzależniona od gospodarki niemieckiej podobnie jak nasz eksport, ponieważ znaczna część polskiego eksportu przez Niemcy trafia do krajów całego świata. W Polsce doszło jeszcze do tego kuriozum, że większość podmiotów medialnych jest w rękach niemieckich. Co ciekawe, tego samego zabraniają u siebie Niemcy. Prawo RFN zabrania zbyt dużego udziału procentowego zagranicznych podmiotów medialnych, ponieważ mogłoby to wpływać na nastroje społeczne w tym kraju.


„Z punktu widzenia polskiego jest rzeczą niezwykle ważną, iż dziewięć dziesiątych społeczeństwa niemieckiego planów się tych nie wyrzekło, przeciwnie, front antypolski w Niemczech jest dziś bardziej jednolity i zwarty, jest szerszy i głębszy zarazem, bardziej żądny nie tylko rewindykacji dawnych zaborów polskich, ale i zemsty, niż kiedykolwiek dawniej. Nastawienie antypolskie w każdym calu, w każdej sprawie jest dziś w Niemczech wstępnym warunkiem egzystencji każdego z rządów (…) Należy sobie wyraźnie i jasno zdać sprawę w Polsce z tego, że gdyby nawet późniejsze pokolenia niemieckie pogodziły się kiedyś z utratą Poznańskiego, to żadne z nich nie pogodzi się z przynależnością do Polski Pomorza i Górnego Śląska. Dla narodu niemieckiego program ten pozostanie zawsze kwestią ambicji; dla polityków niemieckich wypływa on ze świadomości, że Pomorze i Śląsk są podstawą niezależności gospodarczej i politycznej Polski, a jako takie stwarzają mocną zaporę dla germańskiej tendencji parcia na Wschód, a jednocześnie paraliżują swobodę ruchów niemieckich na Zachodzie”

– pisze w „Dysproporcjach” Kwiatkowski. Przesada, już nieaktualne? Dr Piotr Łysakowski przez lata pracujący nad polsko-niemieckim pojednaniem zrobił gigantyczną kwerendę, co na temat Polski piszą niemieckie media. Otóż na 1500 artykułów z lat 2016-2018 zaledwie kilka było obiektywnych, a wszystkie pozostałe negatywne i często przekłamane. 

– Dzisiaj sytuacja Polski jest inna, niż była u progu niepodległości. Jesteśmy państwem średniej wielkości w Europie bez konfliktów terytorialnych. Jak na razie nie widzę rewindykacji granic ze strony RFN. Co innego zagadnienia ekonomiczne. Na jedno euro zainwestowane w Polsce 80 centów wraca do inwestorów, czyli głównie do Niemiec, tutaj jest problem. Główna oś konfliktu dotyczy dzisiaj inicjatywy Trójmorza, której Polska patronuje. Konflikt o tzw. praworządność dotyczy właśnie tych zagadnień ekonomicznych

– tłumaczy dr Łysakowski. 

Polacy przez wieki wypracowali pewne narzędzia walki z niemieckim ekspansjonizmem szczególnie w zaborze pruskim. Walka miała sens i była skuteczna wtedy, gdy opierała się na niemieckim prawie. Niemcy jako legaliści nie mogli łamać ustaw, które sami ustanowili. Na tej samej zasadzie Niemcy, choć zgrzytają zębami, mają związane ręce wetem Polski i Węgier ws. budżetu UE. Na przełomie XIX i XX w. Polacy podjęli akcję walki o ziemię w ten sposób, że Bank Ziemski wykupywał wystawione na sprzedaż majątki ziemskie, a następnie osadzał na nich polskich chłopów. Z germanizacją szkoły walczono poprzez budowę Towarzystwa Oświaty Ludowej i Towarzystwa Czytelni Ludowych. 

Ogromną rolę w walce z niemieckim kapitałem w Wielkopolsce odegrał ruch spółdzielczy pod patronatem ks. Augustyna Szamarzewskiego i ks. Piotra Wawrzyniaka. Ks. Szamarzewski założył spółdzielnię kredytową, będącą kasą oszczędności i pożyczek oraz kasę pogrzebową, kasę chorych i pogorzelców, sklep spożywczy, handel skórami oraz inne formy spółdzielcze. Rozwojowi spółdzielczości towarzyszyły hasła obrony narodowej. 

– Dzisiaj trzeba polski kapitał inwestować za granicą. To pierwszy i podstawowy warunek, by Polska była słyszana i nielekceważona. Pozytywnym przykładem jest np. Orlen. Niezwykle istotne jest także, by nasz kraj narzucał swoją narrację w świecie. W mediach anglojęzycznych jest nas mało. Nasz punkt widzenia na angielski, francuski, niemiecki, włoski, hiszpański trzeba tłumaczyć stąd, z Polski. Inaczej polski przekaz pozostawiamy de facto samopas

– dodaje dr Łysakowski.

Artykuł dostępny również w aktualnym numerze Tygodnika Solidarność
 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura