"Tygodnik Solidarność" - Pomnik wolności słowa

Nie bez przyczyny „Tygodnik Solidarność” był nazywany pierwszym wolnym pismem od Łaby po Władywostok. 
Ilustracja z komiksu
Ilustracja z komiksu "Tygodnik Solidarność - pomnik wolności słowa", który ukaże się w najnowszym numerze "TS" / K. Brynecki, "Tygodnik Solidarność"

„Więc w końcu jest. Oto masz Czytelniku w ręku pierwszy numer »Tygodnika Solidarność«. Pierwszy numer pierwszego ogólnopolskiego pisma naszego związku. Przyszło nam długo na nie czekać. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy uda nam się wydać je w ustalonym terminie […]. Pismo nasze podlega cenzurze. Ukazuje się ono na podstawie Porozumień Gdańskich i zostało utworzone zgodnie z zawartymi w nich ustaleniami. Tygodnik będzie zatem podlegał ograniczeniom, to prawda, za to nikt nie będzie mógł niczego nam narzucić. Czasami nasze milczenie będzie równie wymowne jak zredukowane strony. Czego jeszcze chcemy? Chcemy dobrze służyć naszemu związkowi, walczyć o jego zasady, program, idee. Chcemy uczestniczyć w tworzeniu lepszych warunków życia dla całego naszego społeczeństwa, życia godniejszego, sprawiedliwszego i swobodniejszego, aniżeli było dotąd. […] Chcemy więc służyć zasadom i ideom Solidarności, która wyrasta z wielkich, demokratycznych tradycji narodu polskiego, z jego umiłowania prawdy i sprawiedliwości […]” – czytamy w odezwie „Do Czytelników”, podpisanej przez „Redakcję” w pierwszym numerze „TS”, który nosi datę wydawniczą 3 kwietnia 1981 r. 

Instytucja zaufania społecznego

Tym samym w ograniczonej formie spełnił się trzeci punkt 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który wzywał władzę do przestrzegania „zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonowania niezależnych wydawnictw oraz udostępnienia środków masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań”. Przez Polskę toczył się walec solidarnościowej rewolucji, a „Tygodnik Solidarność” był jej istotnym elementem. Polacy, naród, który walczył o wolność, w tym wolność słowa przez cały XIX i większą część XX wieku, pragnęli niezależnej od komunistycznego okupanta prasy. Półmilionowy nakład popularnego „Tysola”, bo na taki zgodziła się władza, rozprowadzany po komisjach zakładowych, ale dostępny również w wolnej sprzedaży, znikał w mgnieniu oka.
„«Tygodnik Solidarność« stawał się dla wielu czytelników jedną z instytucji zmieniającej się Polski. Świadczył o tym napływ tysięcy listów od zwykłych ludzi i w najróżniejszych sprawach. Nadsyłali swoje refleksje, wspomnienia, nieraz utwory literackie oraz prośby o porady życiowe w sprawach prawnych. Przyjmowano w redakcji zasadę, by na każdy list odpowiedzieć, co wymagało tytanicznej pracy działu listów, ale też innych działów. Ogromna korespondencja od czytelników i jej różnorodność świadczyła o tym, jak bardzo «Tygodnik» był im potrzebny jako instytucja zaufania, adresat refleksji i świadectw (nie przeznaczonych nawet do druku), czy zawierzenia swych wspomnień bądź pamiątek” – zaznacza w artykule „Tygodnik Solidarność 1981” na łamach „Biuletynu IPN” nr 7-8/2005 prof. Andrzej Friszke. 

Wokół „Tygodnika Solidarność” zachodziły procesy podobne do tych, jakie zachodziły w samej Solidarności. Nie był to w końcu związek jednolity – działali w nim ludzie związani z przedsierpniową opozycją, nawróceni byli członkowie PZPR, ideologiczni konserwatyści, niepodległościowi socjaliści, liberałowie. Wierzący i niewierzący. Różnorodność ludzi, których zjednoczył wspólny cel – zmiana otaczającej rzeczywistości – stanowiła prawdziwą siłę związku. Etap formowania redakcji „Tygodnika” nie był więc prosty – wokół tytułu toczyła się prawdziwa walka o wpływy. Ostatecznie pracami redakcji pokierował Tadeusz Mazowiecki, jeden z liderów Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, redaktor naczelny katolickiego czasopisma „Więzi”. Zostało to odebrane jako powstrzymanie zapędów do kierowania „Tygodnikiem” środowiska KOR-u. „Jako redaktor naczelny miesięcznika «Więź» Mazowiecki dbał, by każdy numer miał logiczną konstrukcję i przesłanie. Proporcje tekstów, ich tytuły, akcenty w tekstach programowych, użyte słowa – wszystko to miało swoje znaczenie i tworzyło element przesłania do czytelnika, a gdy było trzeba do politycznego partnera. Z tymi doświadczeniami Mazowiecki przychodził do tygodnika, który miał kształtować miliony czytelników, ale też być czytany przez przeciwników «Solidarności» w kraju i za granicą. Sposób redagowania pisma i artykuły polityczne miały zwiększać szansę «Solidarności» na przetrwanie i Polski na stopniowe poszerzanie granic wolności. By to osiągać, tygodnik powinien być odważny, ale i roztropny, uderzać we wrogów «Solidarności», ale też nie prowokować tych, którzy byli niezdecydowani. Za granicą – wschodnią granicą – miał starać się budować przekonanie, że to, co dzieje się w Polsce, jest sprawą Polaków, nie zagraża globalnemu porządkowi, spokojnie i konsekwentnie oswajać Kreml z polską odmiennością” – ocenia Andrzej Friszke.

Świat nie dowierzał

Wydarzenia karnawału Solidarności, którego elementem było powstanie „Tygodnika Solidarność”, przykuwały uwagę całego świata. Na łamach książki „Tygodnik Solidarność – 35 lat. Odkłamujemy historię najnowszą” wspominał to Kornel Morawiecki: „W 1981 roku «Tygodnik Solidarność» był pismem dającym powiew prawdziwej wolności w komunistycznym systemie. Pełnił olbrzymią rolę przy relacjonowaniu pierwszego zjazdu «Solidarności». Uwrażliwiał ludzi na głębokie problemy społeczne. Dzięki niemu zdołaliśmy przetrwać ten najgorszy czas w najnowszej historii Polski, wprowadzenie stanu wojennego. (…) W 1980 r. «Solidarność» była fenomenem w całym obozie zniewolonym. Niemcy, Ukraińcy czy Rosjanie uczyli się polskiego, by słuchać naszych wiadomości. Świat zachodni również z zainteresowaniem i niedowierzaniem przyjął naszą propozycję ustrojową”. 

Prace redakcji „Tygodnika Solidarność” nie mogły nie zostać zauważone przez komunistycznych oponentów. Jak zaznacza Andrzej Friszke, „W analizie pierwszych dziesięciu numerów sporządzonej w KC PZPR pisano, że «Tygodnik Solidarność» chce wyprzedzać inne tytuły prasowe w oświetlaniu zjawisk i faktów. Publikacje pisma «dążą do przedstawienia 36 lat Polski Ludowej jako pasma ciągłego kryzysu i wielu drobnych nieszczęść, przerywanego wielkimi dramatami cyklicznie powtarzających się wybuchów niezadowolenia społecznego» (…). Liczne publikacje zmierzają «do tworzenia mitów – bohaterskich, patriotycznych i obywatelskich – wokół zorganizowanych – zwłaszcza po czerwcu 1976 r. – grup przeciwników socjalizmu. Szczególnie podnosi się zasługi oraz ideowość członków KSS «KOR» i WZZ (…), pełno apologetycznych pochwał dla nielegalnej działalności wydawniczej». Pismo uprawia popularyzowanie «prawicowych ideologii oraz działaczy politycznych zapisanych w dziejach Polski z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku». Pisząc o «Solidarności», «Tygodnik» dąży do upowszechnienia przekonania, że Związek «jest kontynuacją wszystkich patriotycznych, niepodległościowych i demokratycznych tradycji polskiego narodu, powiązanych z tradycją śródziemnomorskiej kultury, rzymskiego prawa i etyki chrześcijańskiej». Przez sam fakt powstania Związek «wprowadził w życie kraju głęboko humanistyczne treści» oraz «jest główną siłą, która chce i może trwale wyprowadzić [kraj] z kryzysu i tym motywowany usiłuje przełamać indolencję władzy, która nie pomija żadnej okazji, by łamać podpisaną przez siebie umowę społeczną». NSZZ «Solidarność» nie może dać się zepchnąć do roli zwykłego związku zawodowego, ale chce istnieć jako ruch społeczny, «który najpierw musi stworzyć, a później utrzymać możliwości, żeby siły społeczne mogły kontrolować władzę» wszystkich szczebli i rodzajów, tzn. władzę polityczną, administrację terenową i gospodarczą»”. 
Analiza ta zgadzała się z poglądami wielu dziennikarzy „Tygodnika”, ale czy z dzisiejszej perspektywy nie możemy stwierdzić, że były to poglądy słuszne? 

Pokonać cenzurę

„Tygodnik Solidarność” przełamywał komunistyczny monopol na prasę. Wywoływało to reakcje ze strony cenzury, która zaczęła być regulowana przez wynegocjowaną między władzą a Solidarnością ustawę. Gdy z łamów „TS” został zdjęty list chwalący wydawnictwa niezależne i krytykujący państwową cenzurę, redakcja odwołała się do Naczelnego Sądu Administracyjnego... i po raz pierwszy w historii PRL z cenzurą wygrała proces sądowy. „Tygodnik” pokazywał, że zamierza korzystać z obywatelskich praw, które pojawiły się w okresie między sierpniem 1980 a grudniem 1981 r. 

Polacy, którzy w czasie „karnawału Solidarności” poczuli zew wolności, nie mogli jej stracić już nigdy. W nocy z 12 na 13 grudnia wraz z licznymi działaczami Solidarności internowano również redaktorów „TS”: Tadeusza Mazowieckiego, Waldemara Kuczyńskiego, Krzysztofa Wyszkowskiego, Jana Dworaka i Małgorzatę Łukasiewicz. W następnych dniach internowano jeszcze Wojciecha Brojera, Macieja Cisłę i Wandę Falkowską. Służba Bezpieczeństwa popełniła jednak potężny błąd – przez kilka dni nie zajęła ani nie zapieczętowała lokalu, w którym mieściła się redakcja „TS”. Już w poniedziałek, 14 grudnia, pozostali na wolności pracownicy redakcji wywieźli z niej bezcenny w tych czasach kserograf i maszyny do pisania. Rozpoczął się kolejny, podziemny etap walki o wolność, również z użyciem potężnego oręża, jakim jest słowo. Próżnię, którą wytworzyło zniknięcie „Tygodnika Solidarność”, usiłowały zapełnić podziemny „Tygodnik Wojenny” i „Tygodnik Mazowsze”. Co ciekawe, ten pierwszy powielano na uratowanym z redakcji „TS” kserografie. Również pozostali na wolności dziennikarze zasilili redakcje obu pism. 

„Tygodnik Solidarność” powrócił 2 czerwca 1989 r., tuż przed częściowo wolnymi wyborami kontraktowymi, w których Polacy wyrazili wolę odrzucenia idei komunizmu. Pismo miało tego samego redaktora naczelnego, ten sam nakład i szatę graficzną. Sytuacja w kraju jednak zmieniła się, a w obozie opozycji antykomunistycznej wkrótce dojdzie do podziałów. Tadeusz Mazowiecki zostanie pierwszym niekomunistycznym premierem. Polska zmieni się w oczach, zmieni się również „Tygodnik Solidarność”, którego redaktorem naczelnym zostanie Jarosław Kaczyński, w przyszłości jeden z najważniejszych polityków dwóch pierwszych dekad XXI wieku. Jednak upadek komunizmu okraszony będzie wielkimi kosztami społecznymi. Jak na łamach „Odkłamujemy historię” zaznacza Barbara Fedyszak-Radziejowska, socjolog, etnograf, doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy, w przeszłości współpracownica „TS” – „w dyskusji zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej na temat «Solidarności» nazwałam związek niewygodnym świadkiem transformacji i jednocześnie bardzo ważnym instrumentem zmiany społecznej. «Tygodnik Solidarność» od 1981 r. towarzyszył wszystkim ważniejszym wydarzeniom, w odchodzeniu od systemu totalitarnego, niesuwerennego sprawowania władzy oraz ograniczania praw i wolności obywatelskich”. „Tygodnik Solidarność” w kolejnych latach III RP okaże się świadkiem niewygodnym, zwalczanym z całą siłą przez swoich przeciwników. 

Jednak jak wspominał na łamach „Odkłamujemy historię” Waldemar Łysiak, „Polacy są tu wyjątkowi – nigdy nie mieli duszy niewolnika, co w dużym stopniu zawdzięczamy genetyce. Załóż Polakowi więzy – on je zrzuci”. Dziś powinniśmy być dumni z tego, że to polskie pismo jako pierwsze przełamało komunistyczną dominację. Nie powinniśmy zapominać, że „Tygodnik Solidarność” jest ogólnopolskim dobrem, prawdziwym pomnikiem wolności słowa. To potężny oręż, szczególnie w czasach, gdy wolność słowa wciąż jest zagrożona – czy to przez tyranów, jak Aleksander Łukaszenko, czy despotyczne, niekontrolowane koncerny tworzące media społecznościowe. Obyśmy z tego oręża potrafili skorzystać. 

Artykuł pochodzi z rocznicowego "Tygodnika Solidarność", który w kioskach ukaże się 7.04.2021 r. 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe