[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: O dawnych Beduinach

W starych czasach plemiona kontrolujące oazy w Arabii (czyli w Hidżaz i okolicach) były najbardziej prominentne i najzamożniejsze. Nie były jednak najliczniejsze. Większość Arabów to Beduini. Prowadzili koczowniczy tryb życia, stale poruszali się w poszukiwaniu lepszych warunków: szukali wody, paszy dla zwierząt oraz łupów. Łączyli pasterstwo z piractwem pustynnym.
 [Tylko u nas]  Prof. Marek Jan Chodakiewicz: O dawnych Beduinach
/ Foto T. Gutry

Beduini jawią się nam jako zdziczałe prymitywy, co powinno być zrozumiałe w odniesieniu do społeczeństw koczowniczych. Z drugiej strony warto odnotować, że najbardziej wysublimowanym elementem kultury arabskiej była poezja. Podejrzewa się, że jeszcze w V w. po Chrystusie na północy dominował język aramejski, szczególnie wśród ludu Kinda, który podbił i zjednoczył większość tej krainy. Nie wiemy dokładnie, jak i kiedy wyodrębnił się z tego język arabski, ale bezsprzecznie poezja i tradycja przekazów ustnych grała tutaj kluczową rolę. Pamiętajmy o tym również w kontekście Koranu, który przez długi okres nie istniał w formie pisanej, a opierał się (w różnych wersjach) na recytatorach.  

Charakterystyczne, że na północy na ogół nie występowali królowie. Elitę stanowili ludzie, którzy łączyli funkcje polityczne, gospodarcze i szczególnie religijne. Każde z plemion arabskich pozostawało w dużym stopniu oddzielnym bytem społecznym. Na czele każdego klanu stał „starszy” (sheik, szejk), a ich grupa podporządkowywała się szejkowi plemiennemu. Szejkowie zwykle wyprzedzali swych krewnych i powinowatych w ilości posiadanych koni, kóz, owiec, wielbłądów, a szczególnie w liczbie kontrolowanych przez siebie karawan i towarów. Podlegli im byli podrzędni handlarze, wyrobnicy, rozmaici specjaliści cudzoziemskiego pochodzenia, spokrewnieni koczownicy, biedota i niewolnicy. Te cechy spotkać można było w każdym z plemion.

Występowały też pewne inne arabskie cechy wspólne, ale każda z większych grup szczepowych miała też wielce odróżniające je zwyczaje. Elementem integrującym były kobiety-dziewice, które oddawano sąsiadom za żony, aby tworzyć w ten sposób przymierza krwi. W pewnych wypadkach w dłuższym okresie wysoki stopień wzajemnych ożenków mógł prowadzić do integracji klanów w większe plemię. Dary z kobiet pomagały we wzajemnym dogadywaniu się w rozmaitych kwestiach, a szczególnie w celu ochrony karawan. Łagodziły też spory, m.in. temperowały zemstę za zabójstwa.

Jeszcze w połowie XX w. na bagnach arabskich Iraku używano kobiet jako zapłaty za zabójstwo (blood money), aby załagodzić lokalny konflikt. Kobiety były traktowane jako jednostki płatnicze, tak jakby były przedmiotami bądź pieniędzmi. Zob. Wilfred Thesiger, “The Marsh Arabs” (New York: Penguin Books, 2008), s. 73-74.  Potwierdza to – w odniesieniu do wszystkich irackich plemion, gdzie funkcjonowały sądy starszych (madżlis/majlis) – Gertrude Bell, “A Woman in Arabia: The Writings of the Queen of the Desert”, red. Georgina Howell (New York: Penguin, 2015), s. 184-185.

Jednak na krótki dystans plemiona i klany rodowe pozostawały hermetyczne. Obcy w tym kontekście to nie tyle cudzoziemiec (tacy nie zawsze zapuszczali się w te strony), ale sąsiad z innego plemienia czy klanu. W relacjach z „obcymi” obowiązała odpowiedzialność zbiorowa. Za przekroczenie czy uraz, za które odpowiedzialny był jeden z obcych, karano wszystkich jego współplemieńców. Funkcjonował system „krew za krew,” ale do załatwienia sprawy niekonieczna była krew bezpośrednio winnego. Wystarczył jakikolwiek członek jego klanu. Prowadziło to do stałych niemal aktów zemsty. Spirala nakręcała się i eskalacja przemocy dotykała potencjalnie wszystkich. Wzajemne ataki natężały się wraz z destabilizacją polityczną.

W XIX w. liczyła się tylko więź między mężczyznami z danego klanu. Krzywda uczyniona jednemu z nich, a szczególnie zabicie takiego człowieka, wołała o zemstę albo zapłatę tzw. daninę za krew. Na przykład w Zayla na wybrzeżu somalijskim za zabicie syna prominentnego przywódcy tego miasta Beduini zapłacili daninę w formie „jednego abisyńskiego niewolnika, siedmiu wielbłądów, siedmiu krów, białego muła, oraz małej czarnej klaczy” („an Abyssynian slave, seven camels, seven cows, a white mule, and a small black mare,” s. 44). Zob. Richard Francis Burton, „First Footsteps in East Africa” (Middletown, DE: Shepperd Publications, 2015), s. 43-44, 53-54 n. 29 (tutaj: dalsze informacje o cenach za zabójstwo, porównanie w tym względzie między Arabami i Somalijczykami i zastrzeżenie, że transakcja taka może zaistnieć jedynie, jeśli mord popełniono za pomocą uprawnionej broni; trucicieli bez pardonu zabijał ich własny klan czy szczep). Notabene z ducha zamordowanego powstawał ptak-Feniks, który domagał się zemsty za śmierć. Wierzenie takie zostało zabronione w islamie, chociaż podskórnie trwało. Zob. „The Arabian Nights: Tales from a Thousand and One Nights”, tłum. Sir Richard F. Burton (New York: The Modern Library, 2004), s. 950 n. 76.

Tak opisuje Beduinów Marshall G.S. Hodgson: „Relatywna równość pomiędzy Beduinami była wymuszana przez ich organizację plemienną, taką jak niezależni pasterze zwykle tworzą; to oznacza dziedziczną gospodarczą i społeczną solidarność między mniejszymi czy większymi grupami rodzin, nieoparta o ich bliskość terytorialną czy na bezpośrednich funkcjonalnych relacjach, a mimo tego dzielącą się wspólnymi obowiązkami w dobrych i złych czasach. W ten sposób rodziny związane były z większymi grupami dla generalnych celów gospodarczych, a te z kolei połączone w jeszcze większe grupy dla celów siły politycznej. Grupy na każdym poziomie posiadały wewnętrzną autonomię, ale prawdopodobne było, że łączyły się jeszcze z innymi w jeszcze większe związki. Nazywamy te większe – i mniej trwałe – grupy plemionami. Mniejsze grupy czasami nazwane są klanami. Na każdym poziomie grupy te definiowały siebie poprzez prawdziwe czy fikcyjne wspólne pochodzenie, chociaż można było zaadoptować do nich nowych ludzi. Nikt, kto miał wystarczające związki rodzinne, nie musiał się obawiać o swoje bezpieczeństwo i status.

To, że pasterze ci byli koczownikami, nie oznacza oczywiście, że włóczyli się bez powodu wedle swego widzimisię. Każda z większych grup – co normalnie nazywamy szczepem czy też jakimś jego odłamem – posiadała swoje własne uznane tereny pasterskie, jednak nawet w ramach tych terenów uzbrojone zmasowane grupy mogły przenosić się na dużą skalę. Ale koczownictwo wielbłądzie w Arabii było dużo mniej połączone z ustalonymi pastwiskami i sezonowymi marszrutami niż większość systemów koczowniczych w innych miejscach. Pozostawało wiele swobody dla nieprzewidzianych wędrówek mniejszych grup, a nawet jednostek, co pomogło nadać pewien ton beduińskiemu życiu społecznemu. Każde plemię, prawie każdy klan, były suwerenne; prowadzone przez wodza, którego wybierało się częściowo ze względu na jego korzenie rodzinne, a częściowo ze względu na jego mądrość osobistą. Każda grupa broniła swych praw do wypasania na swoim terytorium albo usiłowała polepszyć swoje położenie kosztem innych. Każda grupa musiała podejmować decyzje, w których wszyscy mogli uczestniczyć i które wielokrotnie mogły oznaczać życie czy śmierć dla wszystkich dorosłych mężczyzn tej grupy.
Takie społeczeństwo odrzuciło autorytarne formy polityczne i zamiast tego oparło się na indywidualnej waleczności i prestiżu oraz lojalnościach wynikających z bliskiego pokrewieństwa. Oprócz przywództwa na polu bitwy wódz mógł służyć jako arbiter sporów, mógł być opiekunem świętych symboli grupy, ale inni też mogli wypełniać te role. W każdym razie, wódz nie miał takiej władzy, aby wymusić akceptację swej pozycji na jakiejkolwiek rodzinie. Każdy człowiek był w końcowym rozliczeniu wolny, aby odejść z podległymi sobie ludźmi. Ponieważ nie istniał wspólny sąd sprawiedliwości, wstrzemięźliwość wewnątrzgrupową utrzymywano za pomocą zasady krwawej zemsty; skrzywdzenie przez obcego jakiegokolwiek członka grupy było uznawane za przestępstwo przeciw całej grupie poprzez całą grupę, do której należał ten obcy; honor grupy skrzywdzonej domagał się wyegzekwowania w zemście równowartości – zwykle oko za oko, życie za życie (chociaż odpowiednik w dobrach mógł być zaakceptowany) – albo więcej, jeśli skrzywdzona grupa uważała siebie za stojącą ponad poziomem tej drugiej. Ale o ile druga grupa uznałaby zemstę za zbyt przesadną, to honor dyktował, że musiałaby ona wziąć odwet ponownie – aż wendetę jakoś by się zatrzymało”.
I tak było przez tysiące lat przed nadejściem Mahometa, i trwała ta sytuacja dalej przez następne 1500 lat. Aż w połowie wieku XX zaczęło się zmieniać. Chodzi przede wszystkim o odkrycie ropy naftowej, o odzyskanie niepodległości przez kraje arabskie oraz – w związku z tym – o możliwość kupienia sobie modernizacji na swoich własnych warunkach.

W bogatych państwach Zatoki Arabskiej wciąż można na pustyni zobaczyć namioty – ale z klimatyzacją. Oddają tym sposobem Beduini hołd tradycji. W biednych miejscach, takich choćby jak Synaj, Beduini przesiedli się na Toyoty – uzbrojone w karabiny maszynowe zwą się „technicals”. Ale o nowoczesnych czasach pisałem dla „Tygodnika” już wielokrotnie.

Marek Jan Chodakiewicz

 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe