Liban czyli Europa na Bliskim Wschodzie

Liban czyli Europa na Bliskim Wschodzie

Liban. Najbardziej zeuropeizowany kraj Bliskiego Wschodu. Wciąż jest tu bardzo wielu chrześcijan, w przeciwieństwie do Iraku i Syrii, gdzie islamski terroryzm , wojna, pauperyzacja wygnały znaczącą większość wyznawców Chrystusa z miejsc, w których mieszkali od kilkunastu wieków.

Samolot ląduje o trzeciej w nocy. Kiedyś Bejrut był znany z uroków nocnego życia. Ale ja tego nie sprawdzę, bo pierwsze spotkanie mam o ósmej rano, a jeszcze przed południem rozmowa z prezydentem Libanu, chrześcijaninem - maronitą Michelem Aounem, a po południu z premierem ,muzułmaninem Nadżibem Mikati.

 

Powrót do Libanu

 

Zaraz po przyjeździe do hotelu gaśnie światło. Ciemno w pokoju, ciemno w korytarzu ,a jeszcze moja komórka też nie działa. Po kilkunastu minutach włączają światło, ale za chwilę znowu awaria. Rozpakowuję się po ciemku. Za parę dni sytuacja się powtarza, tyle że na szczęście już w dzień.

Jestem tu drugi raz. Od mojej pierwszej wizyty minęło kilka lat i kolorowy Bejrut wydaje się być teraz, w czasie kryzysu gospodarczego, bezrobocia i spadku wartości pieniądza bardziej szary.

Na chrześcijańskim uniwersytecie św. Józefa, powstałym z katolickiego Kolegium Azjatyckiego, założonego w I połowie XIX wieku przez Polaka ,ojca Maksymiliana Ryllo (ma on swoją tablicę w kościele akademickim przy tym pierwszym uniwersytecie w całej Azji Mniejszej) na ścianie portrety kilkudziesięciu profesorów, głównie Francuzów, którzy wykładali na tej uczelni w ostatnich osiemdziesięciu latach. To tylko jeden z przykładów oddziaływania Francji w tym kraju. Tutaj dzieci od pierwszej klasy, obok arabskiego uczą się francuskiego. Znajomość tego języka jest powszechna ,a elity swobodnie komunikują się także po angielsku. Naukowcy opowiadają, że każda formacja polityczna ma tutaj swojego zagranicznego sponsora: islamscy radykałowie z Hezbollahu wspierani są przez Iran, a Siły Libańskie, gdzie jest bardzo dużo chrześcijan, z kolei przez… Arabię Saudyjską.

Po wyjściu z uniwersytetu mijam stary kościół, który ostał się wśród nowoczesnych biurowców i budynków mieszkalnych. Wygląda to, jak metafora : na tej ziemi zmienia się wiele,ale wiara trwa.

 

Michel Aoun : mój londyński sentyment

 

Państwo funkcjonuje dzięki podziałowi władzy między chrześcijan i muzułmanów – szyitów (Hezbollah) i muzułmanów-sunnitów. Chrześcijanie maja zagwarantowana połowę miejsc w 128 osobowym parlamencie. Druga połowa należy do wyznawców Mahometa. Na spotkaniu z szefem rządu premier-muzułmanin siedzi pod portretem prezydenta- chrześcijanina. To też niczym metafora. Premier Mikati to bardzo bogaty człowiek. Robi biznesy cały czas , będąc premierem też- zresztą razem z bratem. W czasie pandemii miał zarobić, jak mówi mi ktoś z ONZ-u, kolejny milion dolarów. Jednak interesy, jak tłumaczy, robi poza  krajem i nie wykorzystuje do tego stanowiska szefa rządu...

 

Do prezydenta-staruszka, 87-letniego Michela Aouna mam stosunek sentymentalny. Gdy pracowałem jako dziennikarz w Londynie i ściągałem ze specjalnej maszyny depesze Reuters’a, Aoun, wtedy pięćdziesięcioparolatek , pojawiał się w nich często i to jako heroiczny bohater. Podjął walkę z muzułmanami, ale też z drugiej strony z milicjami chrześcijańskimi wspieranymi przez Syrię. Potem opuścił kraj udając się do Francji, aby wrócić po dłuższym czasie i na podstawie porozumienia międzywyznaniowego z islamistami zostać głowa państwa. Dziś jest mocno starszym panem, który ma własną formację polityczną, formalnie kierowaną przez jego 52-letniego zięcia. Jego zwolenników będę przez najbliższe dni spotykał na ulicach stolicy, ale także mniejszych miast i miasteczek ubranych na pomarańczowo. Każda formacja ma tu swój „kolor”. Na przykład Siły Libańskie mają czerwony. Z prezydentem spotkanie zapowiadane na trzy kwadranse, zostaje skrócone. Widać zmęczenie sędziwego już człowieka.

Z premierem Nadżibem Mikati rozmawiamy między innymi o państwach, które mają najwięcej do powiedzenia w jego kraju: USA, Iran, Arabia Saudyjska, Syria. Pytam o Turcję. Szef tutejszej Rady Ministrów podkreśla, że przyjaźni się z prezydentem Erdoganem i że Ankara to bardzo silny kraj, ze względu na wielkość populacji, siłę ekonomiczną, ale także czynnik religijny i kulturę. Libański premier mówi, że Recep Erdogan chce być jak król czy sułtan. Premier Mikati utyskuje, o dziwo, na kampanię telewizyjną. Z tamtejszej.kancelarii prezesa rady ministrów przejeżdżam przez dzielnicę Dżemaisi – centrum kulturalne z licznymi barami i pubami.

 

Polacy w Libanie

 

Wybory w Libanie odbywają się w niedziele od 7:00 do 19:00. Wyruszam pochmurnym świtem. Widzą jak morskie fale rozbijają się o brzeg w centrum stolicy. Jedziemy w górę Bejrutu, w zasadzie pustym miastem. Jeszcze nie ma ruchu, tym większa uwagę przyciąga jedno z nielicznych aut obwieszone plakatami wyborczymi. Tu nie ma ciszy wyborczej, a poszczególne partie agitują tuż koło lokali wyborczych, a ich zwolennicy w komisjach wyborczych wprost – kolorami i napisami – demonstrują z kim są związani i na kogo będą głosować. Już po moim przyjeździe do Libanu polski MSZ przestrzegł Polaków przed podróżami po Libanie. Ale ja nie zmieniam marszruty. W niedzielę pięć godzin spędzę w samochodzie.

Na ulicach stolicy co rusz auta z żołnierzami z karabinami. Tuż koło takiej kolumny wóz telewizyjny. Ale to właśnie żołnierze przy każdym lokalu wyborczym sprawdzają dokumenty wchodzącym – także nam, obserwatorom z ramienia Parlamentu Europejskiego.

Mijam kolumnę pięciu wojskowych aut. Na dziedzińcu szkoły, w której mieści się kilka komisji wyborczych dostrzegam figurkę Matki Boskiej. W klasach, gdzie się głosuje, w każdej wisi krzyż. Od samego rana głosuje sporo ludzi. W kolejce do urn stoją dziesiątki osób. Mnie, przyzwyczajonego do ciszy wyborczej, trochę zaskakuje przedstawicielka partii politycznej – „mąż zaufania” w T-shircie z podobizną lidera jej partii, ale też krzyżykiem na szyi.

Wyjeżdżamy w kierunku historycznego Byblos. W Bejrucie mijamy hotel „Afrodite”, a kawiarnie z sieci Caffe Abi Nasri krzyżują się z figurkami chrześcijańskich świętych i lokalami z europejskimi nazwami: piekarnią „Moulin d’or”, czy cukiernią „Elminato”. Na ulicach i w komisjach wyborczych spotykamy mnóstwo ludzi, którzy niczym nie różnią się od Europejczyków, zwłaszcza mieszkańców  Europy Południowej. Gdybym spotkał ich w Hiszpanii, Francji, Włoszech czy Portugalii uznałbym ich, dzięki europejskim rysom twarzy, za rodowitych mieszkańców Starego Kontynentu.

 

A teraz POLONICA. W Libanie jest ambasada RP, którą kieruje amb. Przemysław Niesiołowski. Stacjonują też tradycyjnie żołnierze w ramach kontyngentu ONZ. Specjalnym Wysłannikiem Organizacji Narodów Zjednoczonych jest była wiceszefowa polskiego MSZ, a potem ambasador przy ONZ Joanna Wronecka. Ale zaczęło się od Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, który przybył tu na przełomie XVI i XVII wieku z wizytą do patriarchy maronitów. O jezuicie o. Maksymilianie Ryllo wspomniałem już wcześniej. Dziś jego pracę kontynuuje w jakiejś mierze o. Marek Cieślik, zawiadujący czteroma jezuickimi szkołami i wykładający na wspomnianym już najstarszym uniwersytecie Libanu i regionu - św. Józefa. Jest też Kazimierz Gajowy, współautor (z Pawłem Rakowskim) przewodnika, a raczej kompendium wiedzy o Libanie historycznym i współczesnym, animator pielgrzymek z Polski do tego kraju i korespondent polskich mediów w Bejrucie.

 

Powrót do Bejrutu. Czas na refleksje. Ciekawe jest to państwo. Siła partii czy ruchu politycznego nie zależy tu od kartki wyborczej, jak w Europie. Albo nie głównie od niej. Taki Hezbollah miał 16 mandatów w 128 - miejscowym parlamencie, teraz będzie miał ich mniej-13, ale jego potęga polega na wsparciu z zagranicy czyli Iranu, rozbudowanej, świetnie uzbrojonej milicji, z arsenałem broni, o którym krążą legendy, własnym wywiadzie (niczym „państwo w państwie”), sieci własnych aptek, gdzie rozdają w zasadzie za darmo leki otrzymywane z Teheranu, kontrolowaniu granic (to oni stanowią straż graniczna) i lotniska w Bejrucie.

To kraj, który nie wie, ilu tak naprawdę ma obywateli, bo ostatni wiarygodny spis ludności przeprowadzili... Francuzi w latach 1930-ch! I, Boże broń, nie chce wiedzieć, bo weryfikacja demograficzna zapewne pokazałaby zwiększenie liczby muzułmanów i wyraźne uszczuplenie populacji chrześcijan, co z kolei mogłoby wysadzić w powietrze uzgodnioną przed dekadami konstrukcje parytetów polityczno-religijnych na których opiera się chybotliwy, ale funkcjonujący konsensus. Konsens będący pokojowym fundamentem kraju rozdzieranego wojnami domowymi i zamachami terrorystycznymi. Ale ten konsensus oznacza jednocześnie polityczny pat i blokuje oczekiwane przez ludność zmiany. Libańska kwadratura koła...

 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (23.05.2022)


 

POLECANE
Tȟašúŋke Witkó: Tępe nożyce niemiecko–rosyjskie tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Tępe nożyce niemiecko–rosyjskie

W tych trudny, pełnych zawirowań czasach mam dla Państwa dwie wspaniałe wiadomości. Otóż, pierwsza jest taka, że Niemcy nie są w stanie skompletować oddziału złożonego z, raptem, 5 tys. gemajnów, aby wysłać na Litwę obiecaną brygadę pancerną, mającą bronić sojuszników przed rosyjską agresją, gdyż nikt z Teutonów nie garnie się do służby poza granicami państwa. Druga – jeszcze lepsza – głosi, że pogrobowcy Kraju Rad w ostatnim czasie stracili na froncie ukraińskim więcej sołdatów, niż byli w stanie wcielić

Sąd Najwyższy ogranicza cła. Trump zapowiada nowe taryfy Wiadomości
Sąd Najwyższy ogranicza cła. Trump zapowiada nowe taryfy

Prezydent USA Donald Trump oskarżył w piątek Sąd Najwyższy o uleganie obcym wpływom oraz zapowiedział wprowadzenie nowych tymczasowych 10-procentowych ceł na towary z całego świata. To reakcja prezydenta na unieważnienie przez Sąd większości nałożonych przez niego ceł.

Tusk ma powody do niepokoju. Nowe wyniki sondażu CBOS Wiadomości
Tusk ma powody do niepokoju. Nowe wyniki sondażu CBOS

W lutym br. 34 proc. ankietowanych popiera rząd, 41 proc. jest mu przeciwnych, a 22 proc. wyraziło obojętność – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Sondażownia odnotowała minimalny spadek ocen premiera - 35 proc. badanych wyraża zadowolenie z faktu, że funkcję szefa rządu sprawuje Donald Tusk.

GIS ostrzega przed skażonym produktem spożywczym Wiadomości
GIS ostrzega przed skażonym produktem spożywczym

Główny Inspektorat Sanitarny wydał w piątek ostrzeżenie dotyczące wykrycia bakterii Salmonella spp. na powierzchni skorupek jaj. Spożycie produktu zanieczyszczonego pałeczkami Salmonella, zwłaszcza bez odpowiedniej obróbki termicznej, wiąże się z ryzykiem zatrucia pokarmowego.

CDU ponownie stawia na Merza. Jednogłośny wybór w Stuttgarcie Wiadomości
CDU ponownie stawia na Merza. Jednogłośny wybór w Stuttgarcie

Zgodnie z oczekiwaniami kanclerz Niemiec Friedrich Merz został w piątek ponownie wybrany na stanowisko przewodniczącego CDU na zjeździe partyjnym tego chadeckiego ugrupowania w Stuttgarcie.

Tragedia na Majorce. Nie żyje 47-letni Polak Wiadomości
Tragedia na Majorce. Nie żyje 47-letni Polak

Policyjna interwencja w Palmie na Majorce zakończyła się śmiercią 47-letniego Polaka. Mężczyzna zmarł po użyciu paralizatora przez funkcjonariuszy. Do zdarzenia doszło nad ranem 19 lutego w dzielnicy Coll d’en Rabassa. Okoliczności tragedii wyjaśnia wydział zabójstw.

Zacharowa reaguje na decyzję Polski: Konsekwencje nie będą długo czekać” pilne
Zacharowa reaguje na decyzję Polski: "Konsekwencje nie będą długo czekać”

Wycofanie się Polski z konwencji ottawskiej wywołało natychmiastową reakcję Moskwy. Rosyjskie MSZ ostrzega przed „efektem domina” i dalszą eskalacją napięć w Europie.

Komunikat dla mieszkańców Gdańska Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Gdańska

Rozpoczyna się warta 114,6 mln zł modernizacja nabrzeży w Port Gdańsk, którą zrealizuje spółka PORR - podało w piątek biuro prasowe portu. Inwestycja ma zwiększyć możliwości przeładunkowe i usprawnić logistykę portu.

Groźne żeglarze portugalskie pojawiły się u wybrzeży Teneryfy. Służby alarmują Wiadomości
Groźne żeglarze portugalskie pojawiły się u wybrzeży Teneryfy. Służby alarmują

Niebezpieczne organizmy pojawiły się u wybrzeży jednej z najpopularniejszych wysp wakacyjnych w Europie. Władze Teneryfy zamknęły kąpieliska po tym, jak turysta po kontakcie z aretuzą zwaną żeglarzem portugalskim trafił do szpitala.

Harry próbował pogodzić się z Williamem? Pałac Buckingham przerywa milczenie Wiadomości
Harry próbował pogodzić się z Williamem? Pałac Buckingham przerywa milczenie

Relacje między księciem Harrym a księciem Williamem od lat pozostają napięte. Teraz ponownie pojawiły się sprzeczne doniesienia dotyczące rzekomej próby pojednania między braćmi.

REKLAMA

Liban czyli Europa na Bliskim Wschodzie

Liban czyli Europa na Bliskim Wschodzie

Liban. Najbardziej zeuropeizowany kraj Bliskiego Wschodu. Wciąż jest tu bardzo wielu chrześcijan, w przeciwieństwie do Iraku i Syrii, gdzie islamski terroryzm , wojna, pauperyzacja wygnały znaczącą większość wyznawców Chrystusa z miejsc, w których mieszkali od kilkunastu wieków.

Samolot ląduje o trzeciej w nocy. Kiedyś Bejrut był znany z uroków nocnego życia. Ale ja tego nie sprawdzę, bo pierwsze spotkanie mam o ósmej rano, a jeszcze przed południem rozmowa z prezydentem Libanu, chrześcijaninem - maronitą Michelem Aounem, a po południu z premierem ,muzułmaninem Nadżibem Mikati.

 

Powrót do Libanu

 

Zaraz po przyjeździe do hotelu gaśnie światło. Ciemno w pokoju, ciemno w korytarzu ,a jeszcze moja komórka też nie działa. Po kilkunastu minutach włączają światło, ale za chwilę znowu awaria. Rozpakowuję się po ciemku. Za parę dni sytuacja się powtarza, tyle że na szczęście już w dzień.

Jestem tu drugi raz. Od mojej pierwszej wizyty minęło kilka lat i kolorowy Bejrut wydaje się być teraz, w czasie kryzysu gospodarczego, bezrobocia i spadku wartości pieniądza bardziej szary.

Na chrześcijańskim uniwersytecie św. Józefa, powstałym z katolickiego Kolegium Azjatyckiego, założonego w I połowie XIX wieku przez Polaka ,ojca Maksymiliana Ryllo (ma on swoją tablicę w kościele akademickim przy tym pierwszym uniwersytecie w całej Azji Mniejszej) na ścianie portrety kilkudziesięciu profesorów, głównie Francuzów, którzy wykładali na tej uczelni w ostatnich osiemdziesięciu latach. To tylko jeden z przykładów oddziaływania Francji w tym kraju. Tutaj dzieci od pierwszej klasy, obok arabskiego uczą się francuskiego. Znajomość tego języka jest powszechna ,a elity swobodnie komunikują się także po angielsku. Naukowcy opowiadają, że każda formacja polityczna ma tutaj swojego zagranicznego sponsora: islamscy radykałowie z Hezbollahu wspierani są przez Iran, a Siły Libańskie, gdzie jest bardzo dużo chrześcijan, z kolei przez… Arabię Saudyjską.

Po wyjściu z uniwersytetu mijam stary kościół, który ostał się wśród nowoczesnych biurowców i budynków mieszkalnych. Wygląda to, jak metafora : na tej ziemi zmienia się wiele,ale wiara trwa.

 

Michel Aoun : mój londyński sentyment

 

Państwo funkcjonuje dzięki podziałowi władzy między chrześcijan i muzułmanów – szyitów (Hezbollah) i muzułmanów-sunnitów. Chrześcijanie maja zagwarantowana połowę miejsc w 128 osobowym parlamencie. Druga połowa należy do wyznawców Mahometa. Na spotkaniu z szefem rządu premier-muzułmanin siedzi pod portretem prezydenta- chrześcijanina. To też niczym metafora. Premier Mikati to bardzo bogaty człowiek. Robi biznesy cały czas , będąc premierem też- zresztą razem z bratem. W czasie pandemii miał zarobić, jak mówi mi ktoś z ONZ-u, kolejny milion dolarów. Jednak interesy, jak tłumaczy, robi poza  krajem i nie wykorzystuje do tego stanowiska szefa rządu...

 

Do prezydenta-staruszka, 87-letniego Michela Aouna mam stosunek sentymentalny. Gdy pracowałem jako dziennikarz w Londynie i ściągałem ze specjalnej maszyny depesze Reuters’a, Aoun, wtedy pięćdziesięcioparolatek , pojawiał się w nich często i to jako heroiczny bohater. Podjął walkę z muzułmanami, ale też z drugiej strony z milicjami chrześcijańskimi wspieranymi przez Syrię. Potem opuścił kraj udając się do Francji, aby wrócić po dłuższym czasie i na podstawie porozumienia międzywyznaniowego z islamistami zostać głowa państwa. Dziś jest mocno starszym panem, który ma własną formację polityczną, formalnie kierowaną przez jego 52-letniego zięcia. Jego zwolenników będę przez najbliższe dni spotykał na ulicach stolicy, ale także mniejszych miast i miasteczek ubranych na pomarańczowo. Każda formacja ma tu swój „kolor”. Na przykład Siły Libańskie mają czerwony. Z prezydentem spotkanie zapowiadane na trzy kwadranse, zostaje skrócone. Widać zmęczenie sędziwego już człowieka.

Z premierem Nadżibem Mikati rozmawiamy między innymi o państwach, które mają najwięcej do powiedzenia w jego kraju: USA, Iran, Arabia Saudyjska, Syria. Pytam o Turcję. Szef tutejszej Rady Ministrów podkreśla, że przyjaźni się z prezydentem Erdoganem i że Ankara to bardzo silny kraj, ze względu na wielkość populacji, siłę ekonomiczną, ale także czynnik religijny i kulturę. Libański premier mówi, że Recep Erdogan chce być jak król czy sułtan. Premier Mikati utyskuje, o dziwo, na kampanię telewizyjną. Z tamtejszej.kancelarii prezesa rady ministrów przejeżdżam przez dzielnicę Dżemaisi – centrum kulturalne z licznymi barami i pubami.

 

Polacy w Libanie

 

Wybory w Libanie odbywają się w niedziele od 7:00 do 19:00. Wyruszam pochmurnym świtem. Widzą jak morskie fale rozbijają się o brzeg w centrum stolicy. Jedziemy w górę Bejrutu, w zasadzie pustym miastem. Jeszcze nie ma ruchu, tym większa uwagę przyciąga jedno z nielicznych aut obwieszone plakatami wyborczymi. Tu nie ma ciszy wyborczej, a poszczególne partie agitują tuż koło lokali wyborczych, a ich zwolennicy w komisjach wyborczych wprost – kolorami i napisami – demonstrują z kim są związani i na kogo będą głosować. Już po moim przyjeździe do Libanu polski MSZ przestrzegł Polaków przed podróżami po Libanie. Ale ja nie zmieniam marszruty. W niedzielę pięć godzin spędzę w samochodzie.

Na ulicach stolicy co rusz auta z żołnierzami z karabinami. Tuż koło takiej kolumny wóz telewizyjny. Ale to właśnie żołnierze przy każdym lokalu wyborczym sprawdzają dokumenty wchodzącym – także nam, obserwatorom z ramienia Parlamentu Europejskiego.

Mijam kolumnę pięciu wojskowych aut. Na dziedzińcu szkoły, w której mieści się kilka komisji wyborczych dostrzegam figurkę Matki Boskiej. W klasach, gdzie się głosuje, w każdej wisi krzyż. Od samego rana głosuje sporo ludzi. W kolejce do urn stoją dziesiątki osób. Mnie, przyzwyczajonego do ciszy wyborczej, trochę zaskakuje przedstawicielka partii politycznej – „mąż zaufania” w T-shircie z podobizną lidera jej partii, ale też krzyżykiem na szyi.

Wyjeżdżamy w kierunku historycznego Byblos. W Bejrucie mijamy hotel „Afrodite”, a kawiarnie z sieci Caffe Abi Nasri krzyżują się z figurkami chrześcijańskich świętych i lokalami z europejskimi nazwami: piekarnią „Moulin d’or”, czy cukiernią „Elminato”. Na ulicach i w komisjach wyborczych spotykamy mnóstwo ludzi, którzy niczym nie różnią się od Europejczyków, zwłaszcza mieszkańców  Europy Południowej. Gdybym spotkał ich w Hiszpanii, Francji, Włoszech czy Portugalii uznałbym ich, dzięki europejskim rysom twarzy, za rodowitych mieszkańców Starego Kontynentu.

 

A teraz POLONICA. W Libanie jest ambasada RP, którą kieruje amb. Przemysław Niesiołowski. Stacjonują też tradycyjnie żołnierze w ramach kontyngentu ONZ. Specjalnym Wysłannikiem Organizacji Narodów Zjednoczonych jest była wiceszefowa polskiego MSZ, a potem ambasador przy ONZ Joanna Wronecka. Ale zaczęło się od Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, który przybył tu na przełomie XVI i XVII wieku z wizytą do patriarchy maronitów. O jezuicie o. Maksymilianie Ryllo wspomniałem już wcześniej. Dziś jego pracę kontynuuje w jakiejś mierze o. Marek Cieślik, zawiadujący czteroma jezuickimi szkołami i wykładający na wspomnianym już najstarszym uniwersytecie Libanu i regionu - św. Józefa. Jest też Kazimierz Gajowy, współautor (z Pawłem Rakowskim) przewodnika, a raczej kompendium wiedzy o Libanie historycznym i współczesnym, animator pielgrzymek z Polski do tego kraju i korespondent polskich mediów w Bejrucie.

 

Powrót do Bejrutu. Czas na refleksje. Ciekawe jest to państwo. Siła partii czy ruchu politycznego nie zależy tu od kartki wyborczej, jak w Europie. Albo nie głównie od niej. Taki Hezbollah miał 16 mandatów w 128 - miejscowym parlamencie, teraz będzie miał ich mniej-13, ale jego potęga polega na wsparciu z zagranicy czyli Iranu, rozbudowanej, świetnie uzbrojonej milicji, z arsenałem broni, o którym krążą legendy, własnym wywiadzie (niczym „państwo w państwie”), sieci własnych aptek, gdzie rozdają w zasadzie za darmo leki otrzymywane z Teheranu, kontrolowaniu granic (to oni stanowią straż graniczna) i lotniska w Bejrucie.

To kraj, który nie wie, ilu tak naprawdę ma obywateli, bo ostatni wiarygodny spis ludności przeprowadzili... Francuzi w latach 1930-ch! I, Boże broń, nie chce wiedzieć, bo weryfikacja demograficzna zapewne pokazałaby zwiększenie liczby muzułmanów i wyraźne uszczuplenie populacji chrześcijan, co z kolei mogłoby wysadzić w powietrze uzgodnioną przed dekadami konstrukcje parytetów polityczno-religijnych na których opiera się chybotliwy, ale funkcjonujący konsensus. Konsens będący pokojowym fundamentem kraju rozdzieranego wojnami domowymi i zamachami terrorystycznymi. Ale ten konsensus oznacza jednocześnie polityczny pat i blokuje oczekiwane przez ludność zmiany. Libańska kwadratura koła...

 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (23.05.2022)



 

Polecane