Rafał Woś: Droga do zakończenia wojny na Ukrainie

Teraz mamy kolejną odsłonę wielkiego informacyjnego szumu. To niezawodny znak, że idzie w kierunku przesilenia. Ono może zakończyć konflikt. Czy zakończy? Na pewno negocjacje ruszyły. Ale zainteresowanych stron jest wiele.
Spór na Ukrainie
W samej tylko Ukrainie jest kilku aktorów, a spór między nimi może być bardzo ostry. Prezydent Wołodymyr Zełeński był na zewnątrz przez te trzy lata symbolem walczącej Ukrainy, ale w środku jego władza trzyma się głównie na tym, że wojna zawiesiła normalne demokratyczne procesy i procedury. Prezydent - jako główny wódz kończącej się wojny - będzie chciał wyjść z konfliktu jako zwycięzca. Ale to może stanąć w sprzeczności z oczekiwaniami olbrzymiej części wycieńczonego konfliktem ukraińskiego społeczeństwa. A jest jeszcze soldateska, która w ostatnich latach (co naturalne) bardzo urosła w siłę.
Jest Rosja, która na konflikcie ani jakoś szczególnie nie zyskała, ale też na nim - wbrew nadziejom Zachodu - nie straciła. Gospodarczo się nie przewróciła, a jej surowcowa potęga trzyma się mocno - dość powiedzieć, że przez całe trzy ostatnie lata Unia kupowała od Rosji gaz, płacąc za niego w rublach, co pomogło rublowi uchronić się przed krachem walutowym. Owszem, rosyjska plutokracja przestała być mile widziana w Londynie czy Monte Carlo. Ale z drugiej strony na wojnie urosło parę nowych rosyjskich fortun. Klasa średnia przestała latać na wakacje do Europy, ale przecież na Europie świat się nie kończy. Ubożsi Rosjanie też - jak pokazują statystyki - żadnego wielkiego głodu w tych ostatnich latach nie zaznali. Na dłuższą metę Putinowi ta wojna nie jest potrzebna. Ale "dłuższa meta" to nie jest trzy ani nawet pięć lat. On nie wchodzi do negocjacji z pozycji słabej strony.
-
"Kluczowa decyzja". Właściciel TVN Warner Bros. Discovery się wycofuje
-
Niepokojące informacje z granicy polsko-białoruskiej. Komunikat Straży Granicznej
Rola Donalda Trumpa w kwestii potencjalnego zakończenia konfliktu
Jest Donald Trump. Ten obiecał Ameryce i światu zakończenie konfliktu. Będzie więc chciał to dowieźć. Ale z drugiej strony, jaki miałby interes w tym, by robić to na każdych warunkach i przechodzić do historii jako grabarz NATO? Trump będzie próbował użyć rokowań pokojowych jako elementu dominowania swoich europejskich sojuszników do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. Na to Berlin, Paryż i Bruksela reagują na razie histerią. Na tym etapie ukrywają ją za maską nagłego przypływu pewności siebie. Unijne elity przeszły w ostatnich latach przyspieszoną metamorfozę od zwolenników pojednania i robienia interesów z Putinem do antyputinowskich jastrzębi. Ta maska bardzo im się podoba, bo pozwala ukryć, jak bardzo sami swoją naiwnością i spolegliwością wobec Rosji rozzuchwalili Kreml. Obustronne oskarżenia o rozbijanie NATO będą latały w powietrzu.
Pomijam już nawet Chiny, Turcję, Izrael i Iran, które też mają w tym geopolitycznym układzie coś do powiedzenia. Pomijam również Polskę, która swoje interesy na Ukrainie oczywiście ma, ale nasz wpływ na rozwój wypadków jest dziś - niestety - żaden. To zresztą jest temat na osobny tekst.
"Histeria niczemu nie służy"
Z tej plątaniny interesów będzie wychodziło w następnych tygodniach i miesiącach wiele plotek i ploteczek. Będziemy więc słyszeć, że "Trump sprzedał Ukrainę" albo "NATO jest martwe".
Dobra rada na te rozedrgane tygodnie może być tylko jedna: Keep calm and carry on. Zachowajcie spokój i żyjcie normalnie.
Histeria niczemu nie służy i rzadko komuś z nią do twarzy.
[Felieton pochodzi z Tygodnika Solidarność 08/2025]
Komentarze
Trump przedłuża zawieszenie broni

Ukraina wznowi przesył ropy na Węgry? Zapowiedziano testy rurociągu

Najwyższy dowódca NATO ostrzegł kraje Sojuszu. „Musimy być przygotowani”

Ceny benzyny. Donald Trump zabrał głos

Nowe przepisy w Rosji. Służby sprawdzą telefon na granicy
