Szukaj
Konto

Wybory w Rumunii - lekcja dla Polski

20.05.2025 21:48
George Simion
Źródło: EPA/ROBERT GHEMENT Dostawca: PAP/EPA
Komentarzy: 0
Nie, nie chodzi o „skręcenie” wyborów na jesieni ub.r. i późniejsze wyeliminowanie Georgescu. Chodzi o wybory majowe. Nawet jeśli były różnego rodzaju naciski i kombinacje operacyjne systemu – od rzekomej presji na szefa Telegramu we Francji, by ograniczać wpisy przychylne Simionowi, po mobilizację uprawionych do głosowania mieszkańców Mołdawii – nie ma wątpliwości, że po prostu większość głosujących obywateli Rumunii powiedziała „nie” Simionowi.
Co musisz wiedzieć
  • Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Rumunii została anulowana pod wątpliwym pretekstem
  • Powtórzoną pierwszą turę wygrał prawicowy George Simion
  • Druga turę wyborów prezydenckich w Rumunii wygrał globalistyczny Nicusor Dan

 

Znów ktoś nie docenił nie tyle siły systemu krajowego, za którym stoi system unijny, co społeczeństwa postkomunistycznego, któremu skutecznie wmówiono "europejski raj" i rzekomą groźbę jego utraty, jeśli wygra kandydat antysystemowy. Czyli przestraszono utratą stosunkowej stabilizacji i ciepłej wody w kranie. Nie oszukujmy się, taka jest większość wyborców. Także w Polsce.

Mobilizacja głupcze!

Mobilizacja głupcze! Parafraza słynnego hasła Clintona (jak wiemy, skutecznego) dobrze oddaje sytuację w Rumunii. Ale nie tylko. George Simion przegrał rzekomo wygrane wybory z powodu potężnej kampanii mobilizowania elektoratu przez przeciwników politycznych. Cóż z tego, że zdobył więcej głosów niż w I turze, i więcej niż Georgescu, od którego w pewnym sensie przejął pałeczkę. Rywal zdobył więcej. Trochę to przypomina sytuację z Polski. W 2007 roku i w 2023 roku PiS zdobyło wyraźnie więcej głosów niż, odpowiednio, w 2005 roku i 2019 roku. Ale rywale zdobyli więcej - dzięki ogromnej mobilizacji ludzi zwykle nie interesujących się polityką. W tym właśnie jest problem.

Pomijając twarde elektoraty wszystkich uczestników wyborów - czy to partii w wyborach parlamentarnych, czy kandydatów w wyborach prezydenckich - większość pozostałych uprawnionych do głosowania nie angażuje się w politykę, nie interesuje się nią, zwykle nie chodzi głosować. Generalnie jest im w miarę dobrze i nie chcą zmian. Łatwo ich przestraszyć, że ktoś może im ten święty spokój zakłócić. I zmobilizować do pójścia do urny. To elektorat więc w swej istocie prosystemowy. Który jest jednak liczniejszy niż antysystemowcy, tylko trzeba go pobudzić. Tak było w Rumunii. W ub. roku i w I turze tegorocznych wyborów górą byli antysystemowcy. Postraszenie "ruskim agentem", który wyprowadzi Rumunię z UE zmobilizowało "elektorat ciepłej wody (europejskiej)".

Warto o tym pamiętać także w Polsce. W staraniach o wyborców Mentzena czy Brauna Nawrocki powinien być ostrożny, by nie zrobili z niego radykała. Prorosyjskiego, antyzachodniego. Oczywiście trzeba walczyć o prawicowy elektorat, ale tak, by nie dać pretekstu przeciwnikom do zmobilizowania "elektoratu ciepłej wody". Simion zapewne popełnił błąd, afiszując się z Georgescu i mówiąc, że chce go zrobić premierem. Nie zyskał nowych głosów. Ci popierający Georgescu i tak by na niego zagłosowali - jak w I turze. Za to dał powód do mobilizacji "europejczyków". W efekcie, Simion przegrał wyraźnie. Do urn poszły tysiące Rumunów, którzy uwierzyli, że kandydat AUR jest złem wcielonym. Jednak kompleksy niższości i chęć "bycia w Europie" okazały się wystarczającym motywem.

Wniosek dla Polski

I to jest wniosek dla Polski. Śmiem twierdzić, że większość ludzi, którzy nie interesują się polityką i zwykle nie głosują, w przypadku jakiejś niezwykłej mobilizacji zagłosuje na system. Bo UE, bo spokój, etc. I moim zdaniem strona rządowa i Trzaskowski będą próbowali zrobić to samo, co w 2007 roku i w 2023 roku. Sztab Nawrockiego nie powinien tego lekceważyć. Wydaje się, że to ostatnia szansa na wygraną Trzaskowskiego. No i nie można popadać w pychę, że już wszystko jest załatwione. Tak postąpił Simion. Nawet po ogłoszeniu exit polls ogłosił, że to on wygrał. Później musiał się szybko wycofać i pogratulować wygranej rywalowi.
Dobra wiadomość jest taka, że w dwóch wspomnianych przypadkach polskich wyborów obóz Tuska szedł do wyborów z pozycji opozycyjnych. Druga dobra wiadomość jest taka, że w Rumunii Simion już za bardzo nie miał skąd czerpać nowych wyborców w drugiej turze. Nawrocki jest w innej sytuacji.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.05.2025 21:48
Źródło: tysol.pl