REKLAMA

[Felieton "TS"] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Dyplomacja publiczna zintegrowana

Dyplomacja publiczna to usiłowanie wpłynięcia na cudzoziemców z pominięciem ich władz państwowych. O ile jest to przedsięwzięcie oficjalne, nie powinna ona operować w próżni, sobie a muzom. Musi być częścią generalnego wysiłku dyplomatycznego państwa.
 [Felieton "TS"] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Dyplomacja publiczna zintegrowana
/ fot. Tomasz Gutry, Tygodnik Solidarność
Dyplomacja  jest jednym z wielu narzędzi sprawowawnia władzy (tools of statecraft). Wszelkie jej ruchy powinny być częścią wielkiej strategii narodowej (grand strategy). Żadna wielka strategia nie ma większych szans na sukces, o ile nie jest zintegrowana (integrated strategy). Oznacza to, że musi być skorelowana i zsynchronizowana ze wszelkimi innymi przedsięwzięciami państwa.

Strategia zintegrowana łączy wszystkie narzędzia sprawowania władzy w jeden skoordynowany proces praktyki sztuki sprawowania władzy (statecraft). Praktyka z kolei odzwierciedla rozważność czy roztropność (prudence) w osiągnięciu celu strategicznego. Najpierw cel ten trzeba ustanowić jednoznacznie. Następnie należy wytyczyć plan do osiągnięcia tego celu. I dostosować do niego kroki taktyczne.

Co to jest strategia? To przemyślana droga, aby osiągnąć zamierzony cel. Istnieją rozmaite rodzaje strategii. Dotyczą one zarówno jednostek, jak i organizacji, a w tym państwowej. Na przykład strategia ekonomiczna dyktuje nam, że trzymanie się opracowanego budżetu spowoduje oszczędności, które odłożymy sobie, aby móc w przyszłości zakupić samochód. Strategia polityczna ma na celu osiągnięcie celu politycznego. Można go osiągnąć w sposób pokojowy (e.g., wygrywając wybory albo negocjując koncesję handlową). Można też dojść do niego, stosując przemoc. Czasami umowę, którą dyplomaci wynegocjują bez przemocy i w konteście rzeczywiście trwającego pokoju, można osiągnąć optymalnie i zagwarantować dzięki istnieniu niewypowiedzianego militarnego zagrożenia (implicit military threat) albo możliwości zaistnienia takowego. Siła zawsze pozostaje ultima ratio (ostateczny argument).

W tym sensie element siłowy, a dokładniej – wojskowy, jest zawsze obecny w strategii politycznej, nawet jeśli nie zawsze go się uruchamia. Ponieważ sprawy militarne funkcjonują jako podległe sprawom politycznym, strategia wojskowa jest podległa strategii politycznej. Jednak jest ona wystarczająco ważna, a być może nawet najważniejsza, aby traktować ją osobno. Co podejmiemy w ramach innego felietonu.
Trzy elementy strategii mają wymiar uniwersalny i permanentny. Są one obecne w każdych czasach i w każdych warunkach: otumanianie (deception); budowa koalicji bądź ich niszczenie; stosowanie przemocy albo jej groźba. Bez tych elementów nie sposób jest osiągnąć pożądanego celu strategicznego.

Do wytyczonego celu strategicznego może wieść kilka dróg. W związku z tym należy być elastycznym w taktyce, a trzeba być skoncentrowanym maksymalnie na osiągnięciu końcowego rezultatu. Strategia musi więc opierać się przede wszystkim na trzech elementach. Po pierwsze, należy przeprowadzić zimną kalkulację własnego potencjału. Po drugie, trzeba z otwartymi oczyma rozpoznać światowy oraz regionalny układ sił. Po trzecie, wypada surowo ocenić ryzyko wpisane w rozmaite scenariusze. Tylko realistyczna ocena tych trzech czynników pozwoli na wykreowanie strategii i prowadzenie solidnej polityki wynikającej z takich wytycznych.

Gdy wykoncypujemy już strategię, należy podzielić odpowiednio role. W ramach tego scenariusza wszystkie narzędzia sprawowania władzy muszą współdziałać jak instrumenty w orkiestrze symfonicznej. Inaczej będzie kakafonia, jak powiada John Lenczowski. Dotyczy to też dyplomacji.

Dyplomacja to sztuka kompromisu. Nie może być to kompromis dla kompromisu. Takie czasami są inklinacje dyplomatów, których satysfakcjonuje, gdy proces negocjacji toczy się wciąż i uważają to za sukces sam w sobie. A przecież dyplomacja ma za zadanie osiągnąć coś korzystnego dla swego kraju. Zadaniem dyplomacji jest więc znaleźć kompromis taki, który odzwierciedla nasze interesy narodowe. Możemy oddać więc wszelkie drugorzędne sprawy w ramach negocjacji, ale nigdy kluczowe.

Jednym ze sposobów na poprawienie swojej pozycji negocjacyjnej (oraz ogólne wzmocnienie swego państwa) jest wpłynięcie na kraj, od którego staramy się uzyskać jakieś koncesje czy inne wymierne korzyści. Może to być państwo neutralne, zaprzyjaźnione czy wrogie. W każdym wypadku warto jest wywierać wpływ na obywateli tego państwa. Najlepszym narzędziem, aby to osiągnąć, jest dyplomacja publiczna.
Przykładem dyplomacji publicznej było Radio Wolna Europa w czasie zimnej wojny. Rząd USA za pomocą programów radiowych starał się dotrzeć bezpośrednio do ludzi zza żelaznej kurtyny ponad głowami totalitarnego reżimu komunistycznego. Chodziło o podanie zniewolonym Polakom, Czechom, Węgrom i innym alternatywy do czerwonej propagandy.

Dyplomacja publiczna ma różne formy. Objawiać się może przez działalność medialną, gospodarczą, artystyczną, sportową i inną. W każdym wypadku chodzi o popisywanie się i zachwalanie własnego kraju. Wykonuje się to czasami w sposób subtelny, a kiedy indziej bezczelny, wstrzemięźliwość – bądź brak umiaru. I naturalnie między tymi wszystkimi skrajnościami.   

Można to osiągnąć choćby przez sponsorowane wstępniaki w poczytnych pismach czy załatwienie zmasowanej i długofalowej kampanii urabiania opinii publicznej zagranicznej za pomocą mediów społecznościowych. Podobnie pomaga organizowanie wernisaży czy koncertów orkiestr lub chórów w centrach kulturalnych cudzoziemskich (przypomina się występ chóru Armii Czerwonej w Waszyngtonie w grudniu 1979 r., aby odwrócić uwagę od sowieckiej inwazji w Afganistanie). Organizowanie pokazów sportowych (tutaj można przywołać przykład żołnierzy piechoty morskiej USA z obstawy ambasady w Tallinie, którzy rozgrywali mecze piłki nożnej ze wszystkimi szkołami średnimi w Estonii; albo wysłanie mistrza skoków narciarskich bądź drużyny siatkówki w obiazd po prowincjonalnych ośrodkach danego kraju. Sponsorowanie wyprawy „Daru Młodzieży” dookoła świata to świetny pomysł, a każda wizyta w porcie powinna łączyć się ze spotkaniami nie tylko z notablami, ale przede wszystkim z ludźmi, a szczególnie z lokalnymi dziećmi i młodzieżą. Wysyłanie zespołu mistrzów-konstruktorów robotów z polskiej politechniki na kongresy techniki i nauki w Las Vegas czy pokazy modeli polskiej broni na karnawałach w Teksasie, a szczególnie jarmarkach karabinów i pistoletów – również spełniają pozytywne role.

Kluczem jest obecność i stałe bębnienie prostego przekazu: Polska gola! Polska jest taka jak wy. W wielu rzeczach jest najlepsza. Ma wam wiele do zaoferowania. Taka narracja – aby zaistnieć – musi wywodzić się, po pierwsze, z braku kompleksów i doceniania własnych talentów i przewag. A po drugie, ze sprawnej maszyny systemu sprawowania władzy (statecraft).

Bowiem dyplomacja publiczna musi być posiłkowana przez inne narzędzia statecraft. Na przykład propaganda wyznacza pozytywne i negatywne wątki narracyjne. Operacje tajne (covert operations) wzmacniają wątki propagandowe, przygotowując glebę na dyplomację publiczną przez rozpowszechnianie żądanych narracji czy też wzmacniając jej przekaz, odnosząc się do głęboko zakorzenionych kulturowo uprzedzeń bądź preferencji społeczeństw cudzoziemskich. W tym celu wyzyskuje się też agenturę wpływu. Najchętniej tubylczą, amerykańską. Piszą i gadają, piejąc peany na temat Polski.

Pokrewnym narzędziem jest też dyplomacja ludzi do ludzi (people to people diplomacy). Może ona rzeczywiście dotyczyć inicjatyw oddolnych. Na przykład kółko czytelników bilbioteki publicznej w Węgrowie zaprzyjaźni się z podobnym w Fargo (Minnesota). Korespondują, odwiedzają się nawzajem. Dochodzi do zawarcia układu o przyjaźni między miastami siostrzanymi – Wadowice i Loredo (Teksas). Czy grupa nauczycieli z Nowego Targu podróżuje do Rockford (Illinois), aby zapoznać się z amerykańskim doświadczeniem. I następuje rewizyta. Naturalnie w wypadku amerykańskim będą to ruchy oddolne. Ale w wypadku polskim najpewniej to wszystko będzie wspomagane przez państwo, a więc dyplomacja ludzi do ludzi będzie formą dyplomacji publicznej. To wszystko buduje dobrą wolę.

Proszę nie mylić z solidną dyplomacją publiczną działań jednostek państwowych czy też wspieranych przez państwo, które promują siebie same. Dzieje się to za pomocą kreowania wrażenia aktywności za granicą, ale w taki sposób, że największy oddźwięk tej aktywności powstaje we własnym kraju. Jest to strata pieniędzy i czasu.

Na przykład wynajmuje się drugorzędnych czy dawniej słynnych artystów lub sportowców, aby promowali sprawy albańskie. I nagrywa się w tym celu filmiki na YouTube. W Albanii wiele osób jest pod wielkim wrażeniem. Powoduje to wzrost prestiżu albańskich instytucji promujących takie akcje. Zwiększa się im budżet, podatnik nie narzeka, jest usprawiedliwienie dla dalszej działalności. W rzeczywistości działalność ta ma bardzo ograniczony zasięg, bowiem nie dotarła zupełnie do cudzoziemskich widowni. W Ameryce po prostu takiej działalności proalbańskiej nie odnotowano ze względu na formę przekazu.

Z drugiej strony nieznajomość kultury amerykańskiej częstokroć wywołuje krytykę rodaków nad Wisłą. Dla nich pewne akcje nad Potomakiem są po prostu niezrozumiałe. Proszę fiasko albańskie porównać z wielkim sukcesem kampanii promowania Rzeczypospolitej w USA  poprzez nagranie życzeć bożonarodzeniowych przez polskich kapelanów wojskowych wszystkich wyznań. W Polsce to się raczej nie podobało, wśród Polonii często też. Ale Amerykanie byli zachwyceni. Zauważył to nawet Biały Dom, rodzina Trumpa piała o tym na Twitterze! Podkreślmy: spot był dla Amerykanów, a nie dla Polaków. Przeciętny Polak nie musiał nic rozumieć, Amerykanin tak. Udało się. I o to chodziło. 
Nie uda się jednak prowadzić z sukcesem operacji dyplomacji publicznej, negocjacji dyplomatycznych czy tworzyć propagandowo odpowiedniej narracji, już nie mówiąc o koordynowaniu zintegrowanej strategii w ramach wielkiej strategii narodowej, o ile po prostu nie ma elity, która znałaby się na tych wszystkich rzeczach. Kluczem jest wyhodowanie i wykształcenie takowych. Muszą oni być złaknionymi wiedzy oszołomami, którzy chcą służyć Polsce. O resztę zadbamy my. Zapraszamy do The Institute of World Politics. Uczymy, między innymi, jak wpływać na innych wielopoziomowo.  A w tym i w ramach operacji dyplomacji publicznej.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 21 stycznia 2019
www.iwp.edu
 
 

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura