REKLAMA

Prof. Romuald Szeremietiew: "Ja was nienawidzę!"

Kiedy zajmowałem stanowisko w MON bywałem oficjalnym gościem Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Uczestniczyłem też w przyjęciach organizowanych dla uczestników tych imprez. Na jednym dostrzegłem wśród gości przedsiębiorcę, o którym było wiadomo, że w PRL zajmował jakieś podrzędne stanowisko w komitecie wojewódzkim PZPR. W pewnym momencie natknąłem się na niego. Widać było, że sporo wypił, chwiał się na nogach. Spojrzał na mnie i wysyczał – ja was nienawidzę. Zdziwiłem się – ma pan własną firmę, jeździ mercedesem, w PRL było biurko w komitecie i jeździł pan "maluchem", skąd więc ta nienawiść? A on wybełkotał – wtedy ja miałem władzę, a pan siedział w więzieniu, a teraz pan jest ministrem, a ja zależę od takich jak pan. Jak widać pieniądze szczęścia mu nie dały, uwięzienie mnie jak najbardziej dawało.
 Prof. Romuald Szeremietiew:
/ pixabay.com/AndreCarvalhoFotografia

 

Od szturmówki czerwonej do tęczowej

Rafał Ziemkiewicz na Twitterze:

„polskie tzw. środowiska twórcze żyją we własnej bańce, w swoim światku, starannie odgrodzonym od Polski murem i strażnikami jak nowobogackie osiedle

- ponieważ się od nas odcięli, nic o nas nie wiedzą,

- ponieważ nic o nas nie wiedzą, boją się nas,

- ponieważ się nas boją, nienawidzą nas,

- ponieważ nas nienawidzą, wierzą w każda znieważająca Polskę i Polaków brednie, jaką usłyszą,

i dodają do niej kolejne, własne. A potem idzie to w świat jako ‘polska sztuka’.”

 

A tymczasem...

Najpierw był Wschód 

Kiedy wojska sowieckie w trakcie dobijania III Rzeszy Hitlera zajmowały Europę Środkową Stalin zadbał, aby utworzyć powolną sobie warstwę kierowniczą w opanowanych krajach. Zgodnie z wskazaniem Andrieja Żdanowa w Polsce budowano nowy ustrój: „narodowy w formie i socjalistyczny w treści”. W budowie ważną rolę mieli odgrywać literaci, filmowcy, artyści, którzy socjalistyczną „treść” wkładaliby do polskich głów posługując się zrozumiałym dla tubylców językiem polskim. Tym sposobem pojawiła się w Polsce „twórczość” sławiąca ZSRR, komunizm, Stalina i jego oprawców, w wierszach i powieściach, w sztukach teatralnych, w filmie, radiu i prasie, w końcu w telewizji, gdy ona powstała.

 Literaci i artyści, którzy trudzili się przebudową umysłów i serc Polaków byli uważani przez komunistyczną władzę za szczególnie cennych i ważnych, byli obsypywani przywilejami, hojnie wynagradzani. Utwierdzano ich w przekonaniu, że są kimś wyjątkowym. Oddzieleni od Polaków, ich trosk i spraw, służąc obcej władzy żyli w przekonaniu, że znajdują się we wrogim polskim otoczeniu. Ta świadomość nienawistnej, dybiącej na nich Polski, udzieliła się ich bliskim i ich potomstwu, całemu temu środowisku.

Zmiany zachodzące w PRL po śmierci Stalina (destalinizacja) przyniosły złagodzenie reżimu. Ustały procesy sądowe i egzekucje, a za postawy patriotyczne nie szło się tak łatwo do więzienia jak przedtem. Jednak monopol marksistów wysługujących się Sowietom w polityce i kulturze pozostał. Mimo potężnego kaca po słynnym referacie Nikity Chruszczowa odsłaniającym cześć zbrodni Stalina, szybko wracano na dawne pozycje. Rozczarowani do „stalinizmu” nie porzucali komunizmu, nie zamierzali rezygnować z odgrywania „postępowej” roli w społeczeństwie. Aby ją zachować trzeba było polskość zdyskredytować i wykpić - skoro nie dało się jej zabić. Teraz artyści i twórcy zaczęli wyśmiewać polską głupotę, tzw. bezrozumne bohaterstwo – „bohaterszczyznę”, atakować „reakcyjnego” Prymasa Stefana Wyszyńskiego i „zacofany” Kościół katolicki, ostoję ciemnogrodu. Polski patriota był przez nich pokazywany jako szowinista i antysemita, prawie faszysta.

Ta kampania odniosła pewien skutek. Indoktrynowani młodzi Polacy, nie znający historii i wartości patriotycznych, odżegnywali się od posądzeń o reakcyjność. Szukali inspiracji w gronie liberałów lewicowych, którymi zresztą byli niedawni zajadli komuniści przedtem szczerze opłakujący zmarłego Stalina. Znaleźli się też ludzie naiwni wierzący, że w PRL można będzie zbudować „prawdziwy socjalizm”.  

Przegrana przez „liberałów” walka frakcyjna w PZPR skutkowała powstaniem środowiska opozycyjnego utworzonego przez wyrzuconych z partii komunistycznej. Kiedy w PRL coraz powszechniejszą stawała się działalność niezależna głównie to środowisko Polacy poznawali z audycji Radia Wolna Europa nadającego z Monachium. W propagowaniu partyjnych dysydentów ogromną rolę odegrał też miesięcznik „Kultura” Jerzego Giedroycia w Paryżu. Juliusz Mieroszewski, główny ideolog tego pisma, prezentował następującą koncepcję: socjalizm przeorał dogłębnie społeczeństwo polskie i zmienił w istotny sposób świadomość Polaków, a polscy robotnicy tak dalece nim przesiąkli, że wartości tradycyjnie polskie stały się im obce. Niepodległość, symbole takie jak orzeł w koronie, a nawet religia to sprawy przebrzmiałe (w 1972 r. zostałem nazwany przez Mieroszewskiego „pogrobowcem” umarłych idei, ponieważ usiłowałem go przekonać, że patriotyzm i niepodległość to sprawy bardzo dla nas ważne). Wniosek: poprawę sytuacji w Polsce mogą zapewnić tylko dysydenci partyjni posługujący się językiem zrozumiałym dla klasy robotniczej, a nie jacyś anachroniczni niepodległościowcy. „Październik” Władysława Gomułki w 1956 r., a zwłaszcza „Praska Wiosna” 1968 r. Aleksandra Dubczeka w Czechosłowacji zdawały się potwierdzać słuszność takich założeń.

Tak ukształtował się po stronie przeciwników reżimu PRL kierunek zakładający możliwość reformowania systemu ku demokracji przy zachowaniu zasady, że reżim nie będzie przyciskany do ściany i zmuszany do stanowczych reakcji w obronie tzw. pryncypiów ustrojowych. Twórcami tego pomysłu byli działacze usunięci z PZPR, tworzący KOR-owską „opozycję demokratyczną”, nazwaną precyzyjnie przez Adama Michnika „lewicą laicką”. Najpełniej jej cele wyrażał główny ideolog grupy były lider „czerwonego” harcerstwa (tzw. Walterowcy) Jacek Kuroń w programie tworzenia „ruchów społecznych”. Zwolennikami programu „reformistów” okazali się głównie lewicujący intelektualiści, artyści, twórcy, inteligenci.

Teraz tęczowy Zachód

Wydarzenia sierpnia 1980 r., powstanie NSZZ„Solidarność” „reformiści” uznali za realizację ich programu. W końcu 1981 r. ogłosili – rewolucja dokonała się! Jednocześnie postulowali „samoograniczającą się rewolucję” jako program działania, przekonani, że są panami sytuacji. Zapewniali iż nie chcą sprowokować interwencji sowieckiej i dlatego pozostawią komunistom „czerwoną czapeczkę” tj. resorty spraw wewnętrznych, zagranicznych i obrony. Należało tylko powoli, etapami doprowadzić do sytuacji, gdy rządy PZPR staną się atrapą i następnie porozumieć się z Moskwą przejmując rolę gwaranta sowieckich interesów nad Wisłą.

Charakterystyczne, że kiedy PRL upadał i rządzący poszukiwali partnera, który by ich uratował przed rozliczeniami za lata rządów wtedy pomocnymi okazali się opozycjoniści ze środowiska „reformistów”. Entuzjastycznie wręcz to przyjęli związani z nimi artyści i twórcy. Pewna aktorka nawet ogłosiła, że tak oto „skończył się w Polsce komunizm”.

Minione trzydziestolecie, gdy powstała III RP pokazuje, że przeszłość „Polski Ludowej” nie została przezwyciężona. Wpływy ośrodków związanych z dawnym reżimem w przedsiębiorczości, finansach, wymiarze sprawiedliwości, w obronności i bezpieczeństwie narodowym, w mediach, nauce, oświacie, kulturze i sztuce pozostały. Są widoczne nie tylko poprzez biografie zapisane przez Służbę Bezpieczeństwa, a odnajdywane w archiwum IPN. Są też w mentalności, poglądach i postawach nawet młodych ludzi – prawdziwe jest spostrzeżenie, że obecnie w Polsce doświadczamy starcia staliniątek, wnuków Ubeków z wnukami Akowców, Żołnierzy Niezłomnych.

 Intelektualni kolaboranci przywiezieni do nas na sowieckich czołgach dochowali się następców, którzy też chcą służyć obcym i wprowadzić w Polsce obce nam ideologie, tylko teraz „socjalizm” komunistyczny z Moskwy, ma zastąpić „socjalizm” tęczowy z Brukseli.

Przed laty na Zachodzie Europy działali Karol Marks i Fryderyk Engels snujący wizje komunistycznej utopii bez Boga, i z tą wizją w 1917 r. niemieckim pociągiem zmierzał do Rosji Lenin, z zamiarem wywołania przewrotu. Kiedy jednak po zdobyciu władzy w Rosji chciał połączyć się z towarzyszami w Berlinie przeszkodziła mu Polska zatrzymując bolszewicką nawałę na przedpolach Warszawy w 1920 r.

Stalinowi, do spółki z Hitlerem, udało się Polskę zdruzgotać w 1939 r., a później, za przyzwoleniem wiarołomnych sojuszników Polski, utwierdzić swoje panowania nad Europą Środkową. Po latach, znowu za sprawą Polski, „Solidarności” i Jana Pawła II, komunizm zbankrutował i rozpadł się sowiecki „obóz socjalizmu”.

Mamy ponownie narastające zagrożenie - Polska musi przeciwstawić się „tęczowej zarazie”, jak to prawdziwie nazwał arcybiskup Marek Jędraszewski. Nie trzeba chyba wyjaśniać jak dziś mają postępować Polacy, ale też nie powinny budzić zdziwienia wyczyny mentalnych spadkobierców intelektualnych kolaborantów Stalina. Dla nich, jak zawsze, wrogiem jest Polska z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna, Polska, którą mamy obowiązek obronić!

A wracając do przytoczonych na początku felietonu słów Rafała Ziemkiewicza – „oni” nienawidzą nas nie dlatego, że „nic o nas nie wiedzą” – oni wiedzą i dlatego nas nienawidzą.

 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura