[Tylko u nas] Prof. David Engels: "Fakty są narzędziem opresji" czyli łom "woke culture" w badaniach... starożytności

Po tym, jak w Stanach Zjednoczonych kilka dni temu badacze starożytności (tacy jak Dan-el Padilla Peralta), kierując się polityczną poprawnością zażądali nawet likwidacji własnego fachu, z powodu rzekomo „nierozerwalnego” związku z „białą supremacją” i „mizoginią”, wydaje się jasne, że polit-poprawne myślenie dosięgnęło już także historycznych nauk specjalistycznych. I rzeczywiście: prawie nie ma już nowo powoływanych katedr, które nie zajmowałoby się kwestiami płci, postkolonializmem, migracją czy rasizmem, wskutek czego na wszystkich uniwersytetach obserwujemy obecnie zamieranie „klasycznych” kierunków badań oraz pojawianie się całych generacji zupełnie nowych, całkowicie zideologizowanych politycznie dyscyplin. I o ile w dziedzinach współczesnych tego rodzaju stopniowe przenoszenie punktów ciężkości na takie tematy jak kolonializm, historia mniejszości czy rola kobiet, może mieć pewien sens i otwierać wiele obszarów badawczych i percepcji na te aspekty, które dawniej spychane były na margines, o tyle takie siłowe wtłaczanie motywowanych ideologicznie zagadnień w obszar badań nad starożytnością wydaje się po wielokroć bardziej problematyczne i jest wielce prawdopodobne, że doprowadzi raczej do bardzo poważnych, długotrwałych deformacji, niźli do rzeczywistych zysków o charakterze poznawczym.
/ Pixabay.com

Po pierwsze kwestia źródeł. W odniesieniu do starożytności  są one często tak złe i mało wiarygodne, że nawet fundamentalnych pytań z zakresu ogólnej historycznej faktografii nie da się  dobrze zrekonstruować, a jeśli to z wielkim trudem. Stąd też włączanie tu takich kwestii, jak rzekomy „rasizm strukturalny”, zgodnie z „konstrukcją gender” czy też temat „migracji” w większości przypadków nie ma najmniejszego sensu lub prowadzi wręcz do deformacji na ogromną skalę, nie mówiąc już o licznych absurdach. Było to widoczne już w czasach marksistowskich, kiedy jednostronne spojrzenie na ekonomię starożytną z punktu widzenia „społeczeństwa właścicieli niewolników” uniemożliwiało szersze spojrzenie na różnorodność i bogatą ewolucję starożytnych systemów ekonomicznych. Coś podobnego grozi nam dzisiaj, gdy próbuje się zrozumieć niemal zapomniane już epoki starożytności wyłącznie przez pryzmat „ucisku” „mniejszości” i „białego” patriarchatu.

Inny problem dotyczy światopoglądów panujących w dawnych kulturach. Pod wieloma względami są one tak zasadniczo odmienne od naszych, że w wielu przypadkach rzutowanie na nie bieżących problemów społecznych, a tym samym sugerowanie jakiejś porównywalności, której przecież albo nie ma, albo wręcz odciąga nas od  rzeczywistych problemów i kieruje w stronę problemów w dużej mierze wyimaginowanych,  jest nie tylko anachroniczne, ale i całkowicie niesłuszne. Dotyczy to w szczególności kwestii rasowych, które w naszej literaturze starożytnej nie odgrywają prawie żadnej roli, podczas gdy w obecnych politycznie zaangażowanych badaniach są one coraz częściej wprowadzane do źródeł za pomocą łomu - z absurdalnym  skutkiem, że starożytność postrzegana jest przez niektórych jako cywilizacja fundamentalnie "rasistowska”, podczas gdy inni (np. Martin Bernal, autor „Czarnej Ateny”) równie absurdalnie starają się ją zdegradować do jakiegoś peryferyjnego odgałęzienia rzekomo „afrykańskich” kulturotwórców, po to, by owo rzekomo „eurocentryczne” i oczywiście naganne spojrzenie na starożytność  zastąpić nowym, oczywiście pozytywnym spojrzeniem „afrocentrycznym”.

Znacząco przyczynia się do tego również wszechobecny dziś pogląd, że „uczucia” są argumentem o wiele lepszym niźli „fakty”, tak więc nawet oczywiste prawdy historyczne lub konsensus badawczy muszą zejść na plan dalszy, jeśli ten lub ów poczuje się (rzekomo) dotknięty lub  zraniony. I rzeczywiście, dzisiaj całkiem na poważnie przyjmuje się pogląd, że „fakty” są zasadniczo względne lub - jeśli negatywnie wpływają na interesy rzekomo uciskanych społeczeństw równoległych i mniejszości - powinny zostać definitywnie wymazane, jako narzędzie obcej „opresji”, albowiem - jak stwierdziła niedawno Donna Zuckerberg - badania starożytności i tak pozostają  „fundamentalnie mizoginiczne” i podporządkowane supremacji białej rasy. Rezultatem tego jest prawdziwa „trybalizacja” badań naukowych: przekazywanie studentom pochodzenia pozaeuropejskiego myśli Homera czy Seneki może być dziś interpretowane jako akt agresji kulturowej, a białym badaczom starożytnej Afryki subsaharyjskiej, czy też mężczyznom zajmującym się kwestią kobiet, zarzuca się „kulturową apropriację”, wszelkie zaś wypowiedzi, choćby i najbardziej naukowe, traktowane są jako wręcz niedopuszczalne i podlegają zakazom - z odpowiednimi tego konsekwencjami polityczno-personalnymi, zwłaszcza gdy chodzi o powoływanie i mianowanie nowych profesorów. Oczywiście, ta trybalizacja odbywa się tylko w jednym kierunku: „staremu białemu profesorowi” coraz częściej zabrania się wypowiadania się w tematach, które „nie odpowiadają” jego „rasie” lub „płci”, podczas gdy te rzekomo „uciskane” mniejszości są wręcz entuzjastycznie zachęcane do pracy nad klasycznymi dziedzinami badawczymi, do których, zgodnie z ich własną plemienną logiką, w rzeczywistości nie powinni rościć sobie pretensji: obowiązuje bowiem tutaj  priorytet „przełamywania” rzekomo „skostniałych” dyscyplin nauki.

Bezpośrednią konsekwencją tej stale pogłębiającej się asymetrii, mającej jedynie ograniczone konotacje z rzeczywistą dziedziną badań, jest fakt, że politycznie poprawne włączanie tematyki kobiet, rasy, migracji czy LGBT do badań i nauczania o starożytności prowadzi często do wypierania podstawowej działalności naukowej w obszarze samego rdzenia tych dziedzin: jeśli bowiem fundamentalne teksty Platona czy Arystotelesa zostają pominięte na rzecz studiów nad dziełami całkowicie drugorzędnymi, takimi jak choćby pseudoepigraficzne „Listy pitagorejczyków”, tylko dlatego, że są (hipotetycznie) związane z autorkami płci żeńskiej, lub jeśli wymagany jest parytet w traktowaniu „białych” i „czarnych” aspektów historii starożytnej, w sytuacji gdy te ostatnie dla naszej percepcji starożytności mają znaczenie co najwyżej czwartorzędne,  główne idee okcydentalnej tradycji zostają tym samym nieuchronnie utracone wskutek  owego przenoszenia punktu ciężkości z rzeczy naprawdę istotnych na te o mniejszej wadze, nie generując w zamian żadnych korzyści w zakresie wiedzy starożytnej - z wyjątkiem może  samej „dumy” z własnej „wrażliwości” kulturowej. I właśnie ta celowa dekonstrukcja i to radykalne zaburzenie równowagi w naszej zbiorowej percepcji przeszłości wydaje się być czymś celowo zamierzonym.

Dodajmy do tego tendencję do czytania tekstów, nawet tych najbardziej klasycznych, jak Owidiusza czy Arystotelesa,  z moralnie uniesionym palcem i opatrywanie ich „ostrzeżeniami dla czytelników”, a nawet rugowanie ich z obowiązkowych kursów uniwersyteckich a także z bibliotek publicznych, gdyż zawierają jakoby elementy „przemocy wobec kobiet” lub  „uwagi o charakterze rasistowskim”, które czytelnicy mogą odebrać jako „bolesne”, a to już krok w kierunku całkowitej infantylizacji i absurdu - z niszczycielskimi tego konsekwencjami nie tylko dla samych badań, ale i dla edukacji, a co za tym idzie i dla świadomości historycznej pokolenia młodych Europejczyków. Zresztą widać już, że  kulturowa świadomość młodzieży jest już całkowicie zniekształcona w wyniku edukacji historycznej, która została „zareformowana” na śmierć, gdzie całkowicie utracona została nie tylko wiedza faktograficzna rezygnująca najczęściej z rudymentalnej chronologii i geografii, ale nawet owe „wyspy” tematyczne, do których sprowadzone zostały dzisiejsze lekcje historii, są beznadziejnie przeładowane ideologią.
I tak oto dorasta nam nowe pokolenie, które św. Augustyna i cesarza Augusta uważa za jedną i tę samą osobę, Ludwika XIV datuje na okres późniejszy niż rewolucję francuską, a budowę Muru Berlińskiego przypisuje Adolfowi Hitlerowi; „wie” natomiast, że kultura grecka jest pochodzenia afrykańskiego, zaś prawdziwą tolerancję religijną praktykowali jedynie muzułmanie, podczas gdy Kościół winien jest „ciemnościom średniowiecza”, a gospodarczy boom w Europie opierał się wyłącznie na niewolnictwie, cały zaś postęp technologiczny Zachodu to rezultat „kradzieży” z innych cywilizacji. W Europie bowiem,  jeszcze kilka lat temu, panował jedynie radykalny patriarchat, gdzie kobiety i mniejszości były permanentnie uciskane.

Fakt, że ten politycznie motywowany upadek oświaty historycznej nie ominął także „poważnych” badań uniwersyteckich - i to nawet w takich dziedzinach, jak studia nad starożytnością, co prawdopodobnie zmieni je na lata, jeśli nie dziesięciolecia - może doprowadzić do fundamentalnego zerwania z tradycją i stanowi bolesny cios wymierzony w wolność nauk historycznych jaką dotąd znaliśmy, po którym trudno będzie się podnieść, o ile w ogóle okaże się to możliwe.


 

POLECANE
Francuski dyplomata oskarżył Ursulę von der Leyen o nadużycie z ostatniej chwili
Francuski dyplomata oskarżył Ursulę von der Leyen o nadużycie

„Komisja Europejska nie powinna przekraczać swojego oficjalnego mandatu, uzurpując sobie rolę służby dyplomatycznej UE w polityce zagranicznej” - powiedział w poniedziałek ambasadorom UE francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot na konferencji, w której uczestniczyła Ursula von der Leyen. Sprawę opisał portal Euractive.com.

Francja przygotowuje misję otwarcia Cieśniny Ormuz w związku ze wzrostem cen ropy z ostatniej chwili
Francja przygotowuje misję otwarcia Cieśniny Ormuz w związku ze wzrostem cen ropy

Jak poinformował portal European Conservative, Francja ogłosiła przygotowania do “misji międzynarodowej” mającej na celu utrzymanie otwartej Cieśniny Ormuz, gdyż wojna wokół Iranu zagraża jednemu z najważniejszych szlaków energetycznych świata.

ORLEN obniża ceny paliw. Koncern wydał komunikat z ostatniej chwili
ORLEN obniża ceny paliw. Koncern wydał komunikat

"ORLEN wykonuje kolejny krok i obniża ceny dla swoich klientów. Od czwartku 12 marca rusza specjalna promocja. Każdy kierowca korzystający z aplikacji ORLEN Vitay przez kolejnych osiem weekendów kupi nawet 50 litrów benzyny lub oleju napędowego w cenie obniżonej nawet o 35 groszy" - poinformował koncern w komunikacie.

Reżim irański rzuci hasło do ogólnoświatowego dżihadu? Ekspert wyjaśnia tylko u nas
Reżim irański rzuci hasło do ogólnoświatowego dżihadu? Ekspert wyjaśnia

„Wzrósł poziom prawdopodobieństwa ataków terrorystycznych. Trzeba pamiętać, że toczona jest wojna, więc podobnie jak Ukraina uderza w Rosję na całym świecie, tak samo Iran może uderzyć w izraelskie, czy amerykańskie interesy na całym świecie” - mówi w wywiadzie dla Tysol.pl dr Wojciech Szewko, politolog, ekspert ds. terroryzmu.

Czy judaizm dopuszcza rasizm? tylko u nas
Czy judaizm dopuszcza rasizm?

W debacie publicznej pojawiają się zarzuty, że judaizm ma charakter rasowy. Autor artykułu wyjaśnia, jak na tę kwestię patrzy tradycja religijna i teksty takie jak Tora czy Talmud.

Beata Szydło: „Cesarskie” zachowania von der Leyen budzą coraz większe oburzenie z ostatniej chwili
Beata Szydło: „Cesarskie” zachowania von der Leyen budzą coraz większe oburzenie

„Ursula von der Leyen nie ma żadnych uprawnień do reprezentowania Unii na zewnątrz” - skomentowała na platformie X eurodeputowana Beata Szydło poniedziałkową wideokonferencję Ursuli von der Leyen i przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy m.in. z przywódcami Zatoki Perskiej.

tylko u nas
Idziemy PO was oszuści! - nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Mobilizacja środowisk społecznych i patriotycznych wokół Solidarności, spór o przyszłość Polski oraz konsekwencje decyzji obecnej władzy – to główne tematy najnowszego numeru „Tygodnika Solidarność” nr 10/2026. Wydanie koncentruje się na spotkaniu w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie przedstawiciele wielu organizacji społecznych dyskutowali o wyzwaniach stojących dziś przed państwem i społeczeństwem.

Partia Orbana proponuje ustawę o zatrzymaniu skonfiskowanej ukraińskiej gotówki i złota z ostatniej chwili
Partia Orbana proponuje ustawę o zatrzymaniu skonfiskowanej ukraińskiej gotówki i złota

Rządząca na Węgrzech partia Fidesz premiera Viktora Orbana zaproponowała w poniedziałek projekt ustawy, który umożliwiłby organom podatkowym zatrzymanie skonfiskowanej w ubiegłym tygodniu ukraińskiej gotówki i złota na czas trwania dochodzenia podatkowego.

Kolejni funkcjonariusze BOR podejrzani w śledztwie dotyczącym wypadku premier Szydło z ostatniej chwili
Kolejni funkcjonariusze BOR podejrzani w śledztwie dotyczącym wypadku premier Szydło

Do sześciu wzrosła liczba b. funkcjonariuszy BOR, którym Prokuratura Regionalna w Białymstoku przedstawiła zarzuty w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w postępowaniach po wypadku premier Beaty Szydło, do którego doszło w Oświęcimiu w 2017 r. Zarzuca im składanie w tych postępowaniach fałszywych zeznań.

Ceny ropy wystrzeliły. Trump: Mam plan. Będziecie zadowoleni z ostatniej chwili
Ceny ropy wystrzeliły. Trump: Mam plan. Będziecie zadowoleni

Prezydent USA Donald Trump zapewnił w poniedziałek, że ma plan, by zahamować wzrost cen ropy z powodu wojny z Iranem.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: "Fakty są narzędziem opresji" czyli łom "woke culture" w badaniach... starożytności

Po tym, jak w Stanach Zjednoczonych kilka dni temu badacze starożytności (tacy jak Dan-el Padilla Peralta), kierując się polityczną poprawnością zażądali nawet likwidacji własnego fachu, z powodu rzekomo „nierozerwalnego” związku z „białą supremacją” i „mizoginią”, wydaje się jasne, że polit-poprawne myślenie dosięgnęło już także historycznych nauk specjalistycznych. I rzeczywiście: prawie nie ma już nowo powoływanych katedr, które nie zajmowałoby się kwestiami płci, postkolonializmem, migracją czy rasizmem, wskutek czego na wszystkich uniwersytetach obserwujemy obecnie zamieranie „klasycznych” kierunków badań oraz pojawianie się całych generacji zupełnie nowych, całkowicie zideologizowanych politycznie dyscyplin. I o ile w dziedzinach współczesnych tego rodzaju stopniowe przenoszenie punktów ciężkości na takie tematy jak kolonializm, historia mniejszości czy rola kobiet, może mieć pewien sens i otwierać wiele obszarów badawczych i percepcji na te aspekty, które dawniej spychane były na margines, o tyle takie siłowe wtłaczanie motywowanych ideologicznie zagadnień w obszar badań nad starożytnością wydaje się po wielokroć bardziej problematyczne i jest wielce prawdopodobne, że doprowadzi raczej do bardzo poważnych, długotrwałych deformacji, niźli do rzeczywistych zysków o charakterze poznawczym.
/ Pixabay.com

Po pierwsze kwestia źródeł. W odniesieniu do starożytności  są one często tak złe i mało wiarygodne, że nawet fundamentalnych pytań z zakresu ogólnej historycznej faktografii nie da się  dobrze zrekonstruować, a jeśli to z wielkim trudem. Stąd też włączanie tu takich kwestii, jak rzekomy „rasizm strukturalny”, zgodnie z „konstrukcją gender” czy też temat „migracji” w większości przypadków nie ma najmniejszego sensu lub prowadzi wręcz do deformacji na ogromną skalę, nie mówiąc już o licznych absurdach. Było to widoczne już w czasach marksistowskich, kiedy jednostronne spojrzenie na ekonomię starożytną z punktu widzenia „społeczeństwa właścicieli niewolników” uniemożliwiało szersze spojrzenie na różnorodność i bogatą ewolucję starożytnych systemów ekonomicznych. Coś podobnego grozi nam dzisiaj, gdy próbuje się zrozumieć niemal zapomniane już epoki starożytności wyłącznie przez pryzmat „ucisku” „mniejszości” i „białego” patriarchatu.

Inny problem dotyczy światopoglądów panujących w dawnych kulturach. Pod wieloma względami są one tak zasadniczo odmienne od naszych, że w wielu przypadkach rzutowanie na nie bieżących problemów społecznych, a tym samym sugerowanie jakiejś porównywalności, której przecież albo nie ma, albo wręcz odciąga nas od  rzeczywistych problemów i kieruje w stronę problemów w dużej mierze wyimaginowanych,  jest nie tylko anachroniczne, ale i całkowicie niesłuszne. Dotyczy to w szczególności kwestii rasowych, które w naszej literaturze starożytnej nie odgrywają prawie żadnej roli, podczas gdy w obecnych politycznie zaangażowanych badaniach są one coraz częściej wprowadzane do źródeł za pomocą łomu - z absurdalnym  skutkiem, że starożytność postrzegana jest przez niektórych jako cywilizacja fundamentalnie "rasistowska”, podczas gdy inni (np. Martin Bernal, autor „Czarnej Ateny”) równie absurdalnie starają się ją zdegradować do jakiegoś peryferyjnego odgałęzienia rzekomo „afrykańskich” kulturotwórców, po to, by owo rzekomo „eurocentryczne” i oczywiście naganne spojrzenie na starożytność  zastąpić nowym, oczywiście pozytywnym spojrzeniem „afrocentrycznym”.

Znacząco przyczynia się do tego również wszechobecny dziś pogląd, że „uczucia” są argumentem o wiele lepszym niźli „fakty”, tak więc nawet oczywiste prawdy historyczne lub konsensus badawczy muszą zejść na plan dalszy, jeśli ten lub ów poczuje się (rzekomo) dotknięty lub  zraniony. I rzeczywiście, dzisiaj całkiem na poważnie przyjmuje się pogląd, że „fakty” są zasadniczo względne lub - jeśli negatywnie wpływają na interesy rzekomo uciskanych społeczeństw równoległych i mniejszości - powinny zostać definitywnie wymazane, jako narzędzie obcej „opresji”, albowiem - jak stwierdziła niedawno Donna Zuckerberg - badania starożytności i tak pozostają  „fundamentalnie mizoginiczne” i podporządkowane supremacji białej rasy. Rezultatem tego jest prawdziwa „trybalizacja” badań naukowych: przekazywanie studentom pochodzenia pozaeuropejskiego myśli Homera czy Seneki może być dziś interpretowane jako akt agresji kulturowej, a białym badaczom starożytnej Afryki subsaharyjskiej, czy też mężczyznom zajmującym się kwestią kobiet, zarzuca się „kulturową apropriację”, wszelkie zaś wypowiedzi, choćby i najbardziej naukowe, traktowane są jako wręcz niedopuszczalne i podlegają zakazom - z odpowiednimi tego konsekwencjami polityczno-personalnymi, zwłaszcza gdy chodzi o powoływanie i mianowanie nowych profesorów. Oczywiście, ta trybalizacja odbywa się tylko w jednym kierunku: „staremu białemu profesorowi” coraz częściej zabrania się wypowiadania się w tematach, które „nie odpowiadają” jego „rasie” lub „płci”, podczas gdy te rzekomo „uciskane” mniejszości są wręcz entuzjastycznie zachęcane do pracy nad klasycznymi dziedzinami badawczymi, do których, zgodnie z ich własną plemienną logiką, w rzeczywistości nie powinni rościć sobie pretensji: obowiązuje bowiem tutaj  priorytet „przełamywania” rzekomo „skostniałych” dyscyplin nauki.

Bezpośrednią konsekwencją tej stale pogłębiającej się asymetrii, mającej jedynie ograniczone konotacje z rzeczywistą dziedziną badań, jest fakt, że politycznie poprawne włączanie tematyki kobiet, rasy, migracji czy LGBT do badań i nauczania o starożytności prowadzi często do wypierania podstawowej działalności naukowej w obszarze samego rdzenia tych dziedzin: jeśli bowiem fundamentalne teksty Platona czy Arystotelesa zostają pominięte na rzecz studiów nad dziełami całkowicie drugorzędnymi, takimi jak choćby pseudoepigraficzne „Listy pitagorejczyków”, tylko dlatego, że są (hipotetycznie) związane z autorkami płci żeńskiej, lub jeśli wymagany jest parytet w traktowaniu „białych” i „czarnych” aspektów historii starożytnej, w sytuacji gdy te ostatnie dla naszej percepcji starożytności mają znaczenie co najwyżej czwartorzędne,  główne idee okcydentalnej tradycji zostają tym samym nieuchronnie utracone wskutek  owego przenoszenia punktu ciężkości z rzeczy naprawdę istotnych na te o mniejszej wadze, nie generując w zamian żadnych korzyści w zakresie wiedzy starożytnej - z wyjątkiem może  samej „dumy” z własnej „wrażliwości” kulturowej. I właśnie ta celowa dekonstrukcja i to radykalne zaburzenie równowagi w naszej zbiorowej percepcji przeszłości wydaje się być czymś celowo zamierzonym.

Dodajmy do tego tendencję do czytania tekstów, nawet tych najbardziej klasycznych, jak Owidiusza czy Arystotelesa,  z moralnie uniesionym palcem i opatrywanie ich „ostrzeżeniami dla czytelników”, a nawet rugowanie ich z obowiązkowych kursów uniwersyteckich a także z bibliotek publicznych, gdyż zawierają jakoby elementy „przemocy wobec kobiet” lub  „uwagi o charakterze rasistowskim”, które czytelnicy mogą odebrać jako „bolesne”, a to już krok w kierunku całkowitej infantylizacji i absurdu - z niszczycielskimi tego konsekwencjami nie tylko dla samych badań, ale i dla edukacji, a co za tym idzie i dla świadomości historycznej pokolenia młodych Europejczyków. Zresztą widać już, że  kulturowa świadomość młodzieży jest już całkowicie zniekształcona w wyniku edukacji historycznej, która została „zareformowana” na śmierć, gdzie całkowicie utracona została nie tylko wiedza faktograficzna rezygnująca najczęściej z rudymentalnej chronologii i geografii, ale nawet owe „wyspy” tematyczne, do których sprowadzone zostały dzisiejsze lekcje historii, są beznadziejnie przeładowane ideologią.
I tak oto dorasta nam nowe pokolenie, które św. Augustyna i cesarza Augusta uważa za jedną i tę samą osobę, Ludwika XIV datuje na okres późniejszy niż rewolucję francuską, a budowę Muru Berlińskiego przypisuje Adolfowi Hitlerowi; „wie” natomiast, że kultura grecka jest pochodzenia afrykańskiego, zaś prawdziwą tolerancję religijną praktykowali jedynie muzułmanie, podczas gdy Kościół winien jest „ciemnościom średniowiecza”, a gospodarczy boom w Europie opierał się wyłącznie na niewolnictwie, cały zaś postęp technologiczny Zachodu to rezultat „kradzieży” z innych cywilizacji. W Europie bowiem,  jeszcze kilka lat temu, panował jedynie radykalny patriarchat, gdzie kobiety i mniejszości były permanentnie uciskane.

Fakt, że ten politycznie motywowany upadek oświaty historycznej nie ominął także „poważnych” badań uniwersyteckich - i to nawet w takich dziedzinach, jak studia nad starożytnością, co prawdopodobnie zmieni je na lata, jeśli nie dziesięciolecia - może doprowadzić do fundamentalnego zerwania z tradycją i stanowi bolesny cios wymierzony w wolność nauk historycznych jaką dotąd znaliśmy, po którym trudno będzie się podnieść, o ile w ogóle okaże się to możliwe.



 

Polecane