[Tylko u nas] Prof. David Engels: "Fakty są narzędziem opresji" czyli łom "woke culture" w badaniach... starożytności

Po tym, jak w Stanach Zjednoczonych kilka dni temu badacze starożytności (tacy jak Dan-el Padilla Peralta), kierując się polityczną poprawnością zażądali nawet likwidacji własnego fachu, z powodu rzekomo „nierozerwalnego” związku z „białą supremacją” i „mizoginią”, wydaje się jasne, że polit-poprawne myślenie dosięgnęło już także historycznych nauk specjalistycznych. I rzeczywiście: prawie nie ma już nowo powoływanych katedr, które nie zajmowałoby się kwestiami płci, postkolonializmem, migracją czy rasizmem, wskutek czego na wszystkich uniwersytetach obserwujemy obecnie zamieranie „klasycznych” kierunków badań oraz pojawianie się całych generacji zupełnie nowych, całkowicie zideologizowanych politycznie dyscyplin. I o ile w dziedzinach współczesnych tego rodzaju stopniowe przenoszenie punktów ciężkości na takie tematy jak kolonializm, historia mniejszości czy rola kobiet, może mieć pewien sens i otwierać wiele obszarów badawczych i percepcji na te aspekty, które dawniej spychane były na margines, o tyle takie siłowe wtłaczanie motywowanych ideologicznie zagadnień w obszar badań nad starożytnością wydaje się po wielokroć bardziej problematyczne i jest wielce prawdopodobne, że doprowadzi raczej do bardzo poważnych, długotrwałych deformacji, niźli do rzeczywistych zysków o charakterze poznawczym.
/ Pixabay.com

Po pierwsze kwestia źródeł. W odniesieniu do starożytności  są one często tak złe i mało wiarygodne, że nawet fundamentalnych pytań z zakresu ogólnej historycznej faktografii nie da się  dobrze zrekonstruować, a jeśli to z wielkim trudem. Stąd też włączanie tu takich kwestii, jak rzekomy „rasizm strukturalny”, zgodnie z „konstrukcją gender” czy też temat „migracji” w większości przypadków nie ma najmniejszego sensu lub prowadzi wręcz do deformacji na ogromną skalę, nie mówiąc już o licznych absurdach. Było to widoczne już w czasach marksistowskich, kiedy jednostronne spojrzenie na ekonomię starożytną z punktu widzenia „społeczeństwa właścicieli niewolników” uniemożliwiało szersze spojrzenie na różnorodność i bogatą ewolucję starożytnych systemów ekonomicznych. Coś podobnego grozi nam dzisiaj, gdy próbuje się zrozumieć niemal zapomniane już epoki starożytności wyłącznie przez pryzmat „ucisku” „mniejszości” i „białego” patriarchatu.

Inny problem dotyczy światopoglądów panujących w dawnych kulturach. Pod wieloma względami są one tak zasadniczo odmienne od naszych, że w wielu przypadkach rzutowanie na nie bieżących problemów społecznych, a tym samym sugerowanie jakiejś porównywalności, której przecież albo nie ma, albo wręcz odciąga nas od  rzeczywistych problemów i kieruje w stronę problemów w dużej mierze wyimaginowanych,  jest nie tylko anachroniczne, ale i całkowicie niesłuszne. Dotyczy to w szczególności kwestii rasowych, które w naszej literaturze starożytnej nie odgrywają prawie żadnej roli, podczas gdy w obecnych politycznie zaangażowanych badaniach są one coraz częściej wprowadzane do źródeł za pomocą łomu - z absurdalnym  skutkiem, że starożytność postrzegana jest przez niektórych jako cywilizacja fundamentalnie "rasistowska”, podczas gdy inni (np. Martin Bernal, autor „Czarnej Ateny”) równie absurdalnie starają się ją zdegradować do jakiegoś peryferyjnego odgałęzienia rzekomo „afrykańskich” kulturotwórców, po to, by owo rzekomo „eurocentryczne” i oczywiście naganne spojrzenie na starożytność  zastąpić nowym, oczywiście pozytywnym spojrzeniem „afrocentrycznym”.

Znacząco przyczynia się do tego również wszechobecny dziś pogląd, że „uczucia” są argumentem o wiele lepszym niźli „fakty”, tak więc nawet oczywiste prawdy historyczne lub konsensus badawczy muszą zejść na plan dalszy, jeśli ten lub ów poczuje się (rzekomo) dotknięty lub  zraniony. I rzeczywiście, dzisiaj całkiem na poważnie przyjmuje się pogląd, że „fakty” są zasadniczo względne lub - jeśli negatywnie wpływają na interesy rzekomo uciskanych społeczeństw równoległych i mniejszości - powinny zostać definitywnie wymazane, jako narzędzie obcej „opresji”, albowiem - jak stwierdziła niedawno Donna Zuckerberg - badania starożytności i tak pozostają  „fundamentalnie mizoginiczne” i podporządkowane supremacji białej rasy. Rezultatem tego jest prawdziwa „trybalizacja” badań naukowych: przekazywanie studentom pochodzenia pozaeuropejskiego myśli Homera czy Seneki może być dziś interpretowane jako akt agresji kulturowej, a białym badaczom starożytnej Afryki subsaharyjskiej, czy też mężczyznom zajmującym się kwestią kobiet, zarzuca się „kulturową apropriację”, wszelkie zaś wypowiedzi, choćby i najbardziej naukowe, traktowane są jako wręcz niedopuszczalne i podlegają zakazom - z odpowiednimi tego konsekwencjami polityczno-personalnymi, zwłaszcza gdy chodzi o powoływanie i mianowanie nowych profesorów. Oczywiście, ta trybalizacja odbywa się tylko w jednym kierunku: „staremu białemu profesorowi” coraz częściej zabrania się wypowiadania się w tematach, które „nie odpowiadają” jego „rasie” lub „płci”, podczas gdy te rzekomo „uciskane” mniejszości są wręcz entuzjastycznie zachęcane do pracy nad klasycznymi dziedzinami badawczymi, do których, zgodnie z ich własną plemienną logiką, w rzeczywistości nie powinni rościć sobie pretensji: obowiązuje bowiem tutaj  priorytet „przełamywania” rzekomo „skostniałych” dyscyplin nauki.

Bezpośrednią konsekwencją tej stale pogłębiającej się asymetrii, mającej jedynie ograniczone konotacje z rzeczywistą dziedziną badań, jest fakt, że politycznie poprawne włączanie tematyki kobiet, rasy, migracji czy LGBT do badań i nauczania o starożytności prowadzi często do wypierania podstawowej działalności naukowej w obszarze samego rdzenia tych dziedzin: jeśli bowiem fundamentalne teksty Platona czy Arystotelesa zostają pominięte na rzecz studiów nad dziełami całkowicie drugorzędnymi, takimi jak choćby pseudoepigraficzne „Listy pitagorejczyków”, tylko dlatego, że są (hipotetycznie) związane z autorkami płci żeńskiej, lub jeśli wymagany jest parytet w traktowaniu „białych” i „czarnych” aspektów historii starożytnej, w sytuacji gdy te ostatnie dla naszej percepcji starożytności mają znaczenie co najwyżej czwartorzędne,  główne idee okcydentalnej tradycji zostają tym samym nieuchronnie utracone wskutek  owego przenoszenia punktu ciężkości z rzeczy naprawdę istotnych na te o mniejszej wadze, nie generując w zamian żadnych korzyści w zakresie wiedzy starożytnej - z wyjątkiem może  samej „dumy” z własnej „wrażliwości” kulturowej. I właśnie ta celowa dekonstrukcja i to radykalne zaburzenie równowagi w naszej zbiorowej percepcji przeszłości wydaje się być czymś celowo zamierzonym.

Dodajmy do tego tendencję do czytania tekstów, nawet tych najbardziej klasycznych, jak Owidiusza czy Arystotelesa,  z moralnie uniesionym palcem i opatrywanie ich „ostrzeżeniami dla czytelników”, a nawet rugowanie ich z obowiązkowych kursów uniwersyteckich a także z bibliotek publicznych, gdyż zawierają jakoby elementy „przemocy wobec kobiet” lub  „uwagi o charakterze rasistowskim”, które czytelnicy mogą odebrać jako „bolesne”, a to już krok w kierunku całkowitej infantylizacji i absurdu - z niszczycielskimi tego konsekwencjami nie tylko dla samych badań, ale i dla edukacji, a co za tym idzie i dla świadomości historycznej pokolenia młodych Europejczyków. Zresztą widać już, że  kulturowa świadomość młodzieży jest już całkowicie zniekształcona w wyniku edukacji historycznej, która została „zareformowana” na śmierć, gdzie całkowicie utracona została nie tylko wiedza faktograficzna rezygnująca najczęściej z rudymentalnej chronologii i geografii, ale nawet owe „wyspy” tematyczne, do których sprowadzone zostały dzisiejsze lekcje historii, są beznadziejnie przeładowane ideologią.
I tak oto dorasta nam nowe pokolenie, które św. Augustyna i cesarza Augusta uważa za jedną i tę samą osobę, Ludwika XIV datuje na okres późniejszy niż rewolucję francuską, a budowę Muru Berlińskiego przypisuje Adolfowi Hitlerowi; „wie” natomiast, że kultura grecka jest pochodzenia afrykańskiego, zaś prawdziwą tolerancję religijną praktykowali jedynie muzułmanie, podczas gdy Kościół winien jest „ciemnościom średniowiecza”, a gospodarczy boom w Europie opierał się wyłącznie na niewolnictwie, cały zaś postęp technologiczny Zachodu to rezultat „kradzieży” z innych cywilizacji. W Europie bowiem,  jeszcze kilka lat temu, panował jedynie radykalny patriarchat, gdzie kobiety i mniejszości były permanentnie uciskane.

Fakt, że ten politycznie motywowany upadek oświaty historycznej nie ominął także „poważnych” badań uniwersyteckich - i to nawet w takich dziedzinach, jak studia nad starożytnością, co prawdopodobnie zmieni je na lata, jeśli nie dziesięciolecia - może doprowadzić do fundamentalnego zerwania z tradycją i stanowi bolesny cios wymierzony w wolność nauk historycznych jaką dotąd znaliśmy, po którym trudno będzie się podnieść, o ile w ogóle okaże się to możliwe.


 

POLECANE
We Włoszech przyznano pierwsze odszkodowanie za wypadek podczas pracy zdalnej z ostatniej chwili
We Włoszech przyznano pierwsze odszkodowanie za wypadek podczas pracy zdalnej

Po raz pierwszy we Włoszech przyznano odszkodowanie za wypadek, do którego doszło podczas pracy zdalnej. Otrzymała je kobieta, która pracując w domu w czasie wideokonferencji wstała sprzed biurka sięgając po teczkę z dokumentami, potknęła się i złamała kostkę. Musiała przejść operację.

„TSUE zajmuje się inżynierią społeczną i chce być federalnym sądem konstytucyjnym” z ostatniej chwili
„TSUE zajmuje się inżynierią społeczną i chce być federalnym sądem konstytucyjnym”

Sądy na pierwszym planie europejskich konfliktów wartości —tak nazywało się wydarzenie zorganizowane przez Mathias Corvinus Collegium (MCC) na kampusie w Budapeszcie nad jeziorem Bottomless Lake w Budapeszcie na Węgrzech w piątek 27 lutego. Tematem debaty był proces, dzięki któremu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu stał się narzędziem narzucania postępowego programu wszystkim państwom członkowskim.

Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały umowę o przejęciu WBD z ostatniej chwili
Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały umowę o przejęciu WBD

Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały w piątek umowę o przejęciu WBD przez PSKY - powiedział jeden z dyrektorów WBD Bruce Campbell, cytowany przez agencję Reutera. Transakcja opiewać ma na 110 mld dolarów.

Trump: Możemy skończyć na przyjacielskim przejęciu Kuby z ostatniej chwili
Trump: Możemy skończyć na przyjacielskim przejęciu Kuby

Prezydent Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami zasugerował, że może dojść do „przyjaznego przejęcia” Kuby przez Stany Zjednoczone.

Ostre starcie mec. Lewandowskiego z Żurkiem. „Immunitet Prokuratora Generalnego nie trwa wiecznie” gorące
Ostre starcie mec. Lewandowskiego z Żurkiem. „Immunitet Prokuratora Generalnego nie trwa wiecznie”

Mec. Bartosz Lewandowski w dosadny sposób zareagował na słowa ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, które ten wypowiedział pod jego adresem podczas piątkowej konferencji prasowej.

Tȟašúŋke Witkó: Tusk musi coś zrobić w kwestii powszechnej służby wojskowej tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Tusk musi coś zrobić w kwestii powszechnej służby wojskowej

Czy w Polsce powinien wrócić obowiązkowy pobór? Autor felietonu przekonuje, że rząd Donald Tusk musi pilnie zmierzyć się z tematem powszechnej służby wojskowej – i zacząć od polityków. W tle wojna za wschodnią granicą oraz rosnące napięcia w Europie.

Facebook usuwa strony węgierskich gazet prorządowych na kilka tygodni przed wyborami z ostatniej chwili
Facebook usuwa strony węgierskich gazet prorządowych na kilka tygodni przed wyborami

Jak poinformował portal European Conservative, w piątek 27 lutego kilka stron na Facebooku należących do węgierskich prorządowych gazet okręgowych stało się niedostępnych w wyniku interwencji, która może mieć podłoże polityczne, zaledwie kilka tygodni przed pójściem kraju do urn.

SAFE. Gen. Wroński: Za brak interoperacyjności zapłacimy dodatkowo ukrytym podatkiem logistycznym tylko u nas
SAFE. Gen. Wroński: Za brak interoperacyjności zapłacimy dodatkowo ukrytym podatkiem logistycznym

„Jeżeli SAFE dołoży nowe programy obok amerykańskich i koreańskich, a my nie wymusimy jednej architektury interoperacyjności, to w ciągu najbliższych lat, 8-10, zapłacimy za to ukrytym podatkiem logistycznym, a gotowość spadnie” - powiedział w wywiadzie dla portalu Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Korzystała z Instagrama cały dzień. Teraz pozywa Meta i Google Wiadomości
Korzystała z Instagrama cały dzień. Teraz pozywa Meta i Google

Kaley, znana również jako KGM, przed sądem w Los Angeles opowiedziała o swoim dorastaniu w świecie mediów społecznościowych. „Przestałam utrzymywać kontakty z rodziną, bo cały czas spędzałam w mediach społecznościowych” – przyznała, chroniąc swoją prywatność. Dziewczyna zaczęła korzystać z YouTube’a w wieku 6 lat, a z Instagrama od 9. „To była pierwsza rzecz po przebudzeniu” – dodała.

Tragedia w Kadłubie. Prokuratura przedstawiła zarzuty nastolatkowi Wiadomości
Tragedia w Kadłubie. Prokuratura przedstawiła zarzuty nastolatkowi

W piątek prokurator przedstawił 17-letniemu Łukaszowi G. zarzut popełnienia dwóch morderstw ze szczególnym okrucieństwem - powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu Stanisław Bar. Nastolatkowi, który przyznał się do popełnienia zbrodni, grozi do 30 lat więzienia.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: "Fakty są narzędziem opresji" czyli łom "woke culture" w badaniach... starożytności

Po tym, jak w Stanach Zjednoczonych kilka dni temu badacze starożytności (tacy jak Dan-el Padilla Peralta), kierując się polityczną poprawnością zażądali nawet likwidacji własnego fachu, z powodu rzekomo „nierozerwalnego” związku z „białą supremacją” i „mizoginią”, wydaje się jasne, że polit-poprawne myślenie dosięgnęło już także historycznych nauk specjalistycznych. I rzeczywiście: prawie nie ma już nowo powoływanych katedr, które nie zajmowałoby się kwestiami płci, postkolonializmem, migracją czy rasizmem, wskutek czego na wszystkich uniwersytetach obserwujemy obecnie zamieranie „klasycznych” kierunków badań oraz pojawianie się całych generacji zupełnie nowych, całkowicie zideologizowanych politycznie dyscyplin. I o ile w dziedzinach współczesnych tego rodzaju stopniowe przenoszenie punktów ciężkości na takie tematy jak kolonializm, historia mniejszości czy rola kobiet, może mieć pewien sens i otwierać wiele obszarów badawczych i percepcji na te aspekty, które dawniej spychane były na margines, o tyle takie siłowe wtłaczanie motywowanych ideologicznie zagadnień w obszar badań nad starożytnością wydaje się po wielokroć bardziej problematyczne i jest wielce prawdopodobne, że doprowadzi raczej do bardzo poważnych, długotrwałych deformacji, niźli do rzeczywistych zysków o charakterze poznawczym.
/ Pixabay.com

Po pierwsze kwestia źródeł. W odniesieniu do starożytności  są one często tak złe i mało wiarygodne, że nawet fundamentalnych pytań z zakresu ogólnej historycznej faktografii nie da się  dobrze zrekonstruować, a jeśli to z wielkim trudem. Stąd też włączanie tu takich kwestii, jak rzekomy „rasizm strukturalny”, zgodnie z „konstrukcją gender” czy też temat „migracji” w większości przypadków nie ma najmniejszego sensu lub prowadzi wręcz do deformacji na ogromną skalę, nie mówiąc już o licznych absurdach. Było to widoczne już w czasach marksistowskich, kiedy jednostronne spojrzenie na ekonomię starożytną z punktu widzenia „społeczeństwa właścicieli niewolników” uniemożliwiało szersze spojrzenie na różnorodność i bogatą ewolucję starożytnych systemów ekonomicznych. Coś podobnego grozi nam dzisiaj, gdy próbuje się zrozumieć niemal zapomniane już epoki starożytności wyłącznie przez pryzmat „ucisku” „mniejszości” i „białego” patriarchatu.

Inny problem dotyczy światopoglądów panujących w dawnych kulturach. Pod wieloma względami są one tak zasadniczo odmienne od naszych, że w wielu przypadkach rzutowanie na nie bieżących problemów społecznych, a tym samym sugerowanie jakiejś porównywalności, której przecież albo nie ma, albo wręcz odciąga nas od  rzeczywistych problemów i kieruje w stronę problemów w dużej mierze wyimaginowanych,  jest nie tylko anachroniczne, ale i całkowicie niesłuszne. Dotyczy to w szczególności kwestii rasowych, które w naszej literaturze starożytnej nie odgrywają prawie żadnej roli, podczas gdy w obecnych politycznie zaangażowanych badaniach są one coraz częściej wprowadzane do źródeł za pomocą łomu - z absurdalnym  skutkiem, że starożytność postrzegana jest przez niektórych jako cywilizacja fundamentalnie "rasistowska”, podczas gdy inni (np. Martin Bernal, autor „Czarnej Ateny”) równie absurdalnie starają się ją zdegradować do jakiegoś peryferyjnego odgałęzienia rzekomo „afrykańskich” kulturotwórców, po to, by owo rzekomo „eurocentryczne” i oczywiście naganne spojrzenie na starożytność  zastąpić nowym, oczywiście pozytywnym spojrzeniem „afrocentrycznym”.

Znacząco przyczynia się do tego również wszechobecny dziś pogląd, że „uczucia” są argumentem o wiele lepszym niźli „fakty”, tak więc nawet oczywiste prawdy historyczne lub konsensus badawczy muszą zejść na plan dalszy, jeśli ten lub ów poczuje się (rzekomo) dotknięty lub  zraniony. I rzeczywiście, dzisiaj całkiem na poważnie przyjmuje się pogląd, że „fakty” są zasadniczo względne lub - jeśli negatywnie wpływają na interesy rzekomo uciskanych społeczeństw równoległych i mniejszości - powinny zostać definitywnie wymazane, jako narzędzie obcej „opresji”, albowiem - jak stwierdziła niedawno Donna Zuckerberg - badania starożytności i tak pozostają  „fundamentalnie mizoginiczne” i podporządkowane supremacji białej rasy. Rezultatem tego jest prawdziwa „trybalizacja” badań naukowych: przekazywanie studentom pochodzenia pozaeuropejskiego myśli Homera czy Seneki może być dziś interpretowane jako akt agresji kulturowej, a białym badaczom starożytnej Afryki subsaharyjskiej, czy też mężczyznom zajmującym się kwestią kobiet, zarzuca się „kulturową apropriację”, wszelkie zaś wypowiedzi, choćby i najbardziej naukowe, traktowane są jako wręcz niedopuszczalne i podlegają zakazom - z odpowiednimi tego konsekwencjami polityczno-personalnymi, zwłaszcza gdy chodzi o powoływanie i mianowanie nowych profesorów. Oczywiście, ta trybalizacja odbywa się tylko w jednym kierunku: „staremu białemu profesorowi” coraz częściej zabrania się wypowiadania się w tematach, które „nie odpowiadają” jego „rasie” lub „płci”, podczas gdy te rzekomo „uciskane” mniejszości są wręcz entuzjastycznie zachęcane do pracy nad klasycznymi dziedzinami badawczymi, do których, zgodnie z ich własną plemienną logiką, w rzeczywistości nie powinni rościć sobie pretensji: obowiązuje bowiem tutaj  priorytet „przełamywania” rzekomo „skostniałych” dyscyplin nauki.

Bezpośrednią konsekwencją tej stale pogłębiającej się asymetrii, mającej jedynie ograniczone konotacje z rzeczywistą dziedziną badań, jest fakt, że politycznie poprawne włączanie tematyki kobiet, rasy, migracji czy LGBT do badań i nauczania o starożytności prowadzi często do wypierania podstawowej działalności naukowej w obszarze samego rdzenia tych dziedzin: jeśli bowiem fundamentalne teksty Platona czy Arystotelesa zostają pominięte na rzecz studiów nad dziełami całkowicie drugorzędnymi, takimi jak choćby pseudoepigraficzne „Listy pitagorejczyków”, tylko dlatego, że są (hipotetycznie) związane z autorkami płci żeńskiej, lub jeśli wymagany jest parytet w traktowaniu „białych” i „czarnych” aspektów historii starożytnej, w sytuacji gdy te ostatnie dla naszej percepcji starożytności mają znaczenie co najwyżej czwartorzędne,  główne idee okcydentalnej tradycji zostają tym samym nieuchronnie utracone wskutek  owego przenoszenia punktu ciężkości z rzeczy naprawdę istotnych na te o mniejszej wadze, nie generując w zamian żadnych korzyści w zakresie wiedzy starożytnej - z wyjątkiem może  samej „dumy” z własnej „wrażliwości” kulturowej. I właśnie ta celowa dekonstrukcja i to radykalne zaburzenie równowagi w naszej zbiorowej percepcji przeszłości wydaje się być czymś celowo zamierzonym.

Dodajmy do tego tendencję do czytania tekstów, nawet tych najbardziej klasycznych, jak Owidiusza czy Arystotelesa,  z moralnie uniesionym palcem i opatrywanie ich „ostrzeżeniami dla czytelników”, a nawet rugowanie ich z obowiązkowych kursów uniwersyteckich a także z bibliotek publicznych, gdyż zawierają jakoby elementy „przemocy wobec kobiet” lub  „uwagi o charakterze rasistowskim”, które czytelnicy mogą odebrać jako „bolesne”, a to już krok w kierunku całkowitej infantylizacji i absurdu - z niszczycielskimi tego konsekwencjami nie tylko dla samych badań, ale i dla edukacji, a co za tym idzie i dla świadomości historycznej pokolenia młodych Europejczyków. Zresztą widać już, że  kulturowa świadomość młodzieży jest już całkowicie zniekształcona w wyniku edukacji historycznej, która została „zareformowana” na śmierć, gdzie całkowicie utracona została nie tylko wiedza faktograficzna rezygnująca najczęściej z rudymentalnej chronologii i geografii, ale nawet owe „wyspy” tematyczne, do których sprowadzone zostały dzisiejsze lekcje historii, są beznadziejnie przeładowane ideologią.
I tak oto dorasta nam nowe pokolenie, które św. Augustyna i cesarza Augusta uważa za jedną i tę samą osobę, Ludwika XIV datuje na okres późniejszy niż rewolucję francuską, a budowę Muru Berlińskiego przypisuje Adolfowi Hitlerowi; „wie” natomiast, że kultura grecka jest pochodzenia afrykańskiego, zaś prawdziwą tolerancję religijną praktykowali jedynie muzułmanie, podczas gdy Kościół winien jest „ciemnościom średniowiecza”, a gospodarczy boom w Europie opierał się wyłącznie na niewolnictwie, cały zaś postęp technologiczny Zachodu to rezultat „kradzieży” z innych cywilizacji. W Europie bowiem,  jeszcze kilka lat temu, panował jedynie radykalny patriarchat, gdzie kobiety i mniejszości były permanentnie uciskane.

Fakt, że ten politycznie motywowany upadek oświaty historycznej nie ominął także „poważnych” badań uniwersyteckich - i to nawet w takich dziedzinach, jak studia nad starożytnością, co prawdopodobnie zmieni je na lata, jeśli nie dziesięciolecia - może doprowadzić do fundamentalnego zerwania z tradycją i stanowi bolesny cios wymierzony w wolność nauk historycznych jaką dotąd znaliśmy, po którym trudno będzie się podnieść, o ile w ogóle okaże się to możliwe.



 

Polecane