[Tylko u nas] Prof. A. Gil: Establishment europejski traktuje Polskę jak przedmiot

– Zauważmy, że agresja Rosji na Ukrainę wytworzyła wśród obywateli tego państwa fenomenalną wręcz więź i scaliła ich wokół idei niepodległości. W Polsce na odwrót, mamy pogłębiający się trend rozpadu wspólnoty narodowej, a nasza klasa polityczna nie potrafi znaleźć jakiegoś wspólnego punktu, wspólnej idei, która prowadziłaby do zjednoczenia Polaków nie tylko wobec tego zagrożenia, które kolejny raz przychodzi do nas ze Wschodu, ale i szerzej, wobec tego, co może przynieść nieodległa przecież przyszłość – mówi w rozmowie z Jakubem Pacanem prof. Andrzej Gil, politolog i historyk z KUL.
 [Tylko u nas] Prof. A. Gil: Establishment europejski traktuje Polskę jak przedmiot
/ screen YouTube/Radio Lublin

Minęło pół roku z okładem od inwazji Rosji na Ukrainę. W jaki sposób wojna wpływa na naszą politykę wewnętrzną?
Bardziej sensowne jest mówić o tym, jak wojna na Ukrainie wpłynęła na samych Polaków i to wszystko, co się u nas obecnie dzieje. Tych wymiarów wpływu jest kilka. Po pierwsze, to sytuacja ekonomiczna. Wszyscy mamy świadomość, że wysoka inflacja czy takież ceny nośników energii są generowane w dużej części – chociaż oczywiście nie w całości – przez wojnę rozpoczętą przez Federację Rosyjską. Jesteśmy ofiarą tego konfliktu, ale innego wyjścia po prostu, jak się wydaje, nie mieliśmy. Jeżeli chcemy zachować swoją pozycję, niezależność, wiarygodność i mieć przed sobą jakąkolwiek przyszłość, musimy udzielać poparcia Ukrainie i przyjąć twardą i zdecydowaną postawę wobec Rosji. Po drugie, wojna rosyjsko-ukraińska pokazała niezdolność polskiej klasy politycznej do myślenia w kategoriach szerszego interesu narodowego. Po początkowym konsensusie, kiedy wydawało się, że świadomość ogromnego zagrożenia wynikająca z wojny i jej następstw rzeczywiście zjednoczyła tak świat polityczny, jak i wszystkich Polaków, wokół pewnych wartości manifestowanych w tym konkretnym przypadku poprzez pomoc dla uchodźców z Ukrainy, po krótkiej chwili oddechu wszystko wróciło do stanu pierwotnego, czyli wszechogarniającego konfliktu. Nie ma tu żadnej myśli przewodniej, świadomości ogromu wyzwań, stojących przed Polską i Polakami. Jest za to kilka wzajemnie się zwalczających obozów, dla których chęć pognębienia przeciwnika jest ważniejsza od jakichkolwiek zasad i wartości ważnych i dobrych dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej.

Wojna została u nas wciągnięta w najbardziej prymitywną walkę partyjną.
Tak. Zauważmy, że agresja Rosji na Ukrainę wytworzyła wśród obywateli tego państwa fenomenalną wręcz więź i scaliła ich wokół idei niepodległości. W Polsce na odwrót, mamy pogłębiający się trend rozpadu wspólnoty narodowej, a nasza klasa polityczna nie potrafi znaleźć jakiegoś wspólnego punktu, wspólnej idei, która prowadziłaby do zjednoczenia Polaków nie tylko wobec tego zagrożenia, które kolejny raz przychodzi do nas ze Wschodu, ale i szerzej, wobec tego, co może przynieść nieodległa przecież przyszłość. Oczywiste powinno być dla wszystkich nas, że jesteśmy, zapewne wraz z Mołdawią i Rumunią, kolejnym, po państwach bałtyckich, obiektem rosyjskiej agresji.

Polityka wschodnia pierwsza powinna chyba ulec największemu przewartościowaniu?
Polityka wschodnia jest nie tylko częścią polityki zagranicznej, ale i polityki jako takiej. Dlatego też, jeśli sytuacja polityczna w Polsce jest zła, a przecież jest, to i nasza polityka wschodnia nie może być efektywna. Cała polska polityka skażona jest przede wszystkim brakiem zrozumienia tego, co się dzieje na świecie, a co za tym idzie – i jasnych wizji, jakie powinny być dalsze kroki Polski i Polaków wobec wyzwań współczesności. W wymiarze globalnym w tej wielkiej grze, jaka toczy się między największymi graczami, Stanami Zjednoczonymi, Chinami czy Indiami, ale także między największymi korporacjami czy też ludźmi, dysponującymi obecnie niewyobrażalnymi możliwościami finansowymi, musimy się określić i dokonać strategicznego wyboru: z kim i przeciw komu? Jest to kluczowe dla naszych dalszych losów jako ewentualnego podmiotu, a nie przedmiotu w polityce światowej.

U nas jest myśl, że „polityką zagraniczną wyborów się nie wygrywa”. Nasi posłowie nie odrobili lekcji intelektualnej po wybuchu tej wojny.
Nasz establishment polityczny nie daje podstaw do tego, by oceniać go pozytywnie. Brak tu jasno wyrażonych myśli, idei, mogących porwać ludzi do działania. Jego cechą jest reaktywność, czyli oczekiwanie na głos elektoratu. Sondaże są oczywiście ważne, ale o ileż ważniejsza jest idea, stawiająca przed obywatelami pewne wyzwania, wynikające z dyskusji wokół najważniejszych spraw – na poziomie państwa, regionu, kontynentu czy globu. Polityka bez idei jest najprostszą drogą prowadzącą do ubezwłasnowolnienia i podporządkowania, tak wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Jeśli chcemy przetrwać, musimy dyskutować i szukać najlepszej dla siebie drogi. Ktoś musi być tu inicjatorem rzeczowej wymiany myśli na poziomie zrozumiałym dla większości z nas. Teoretycznie taką rolę mają pełnić politycy korzystający z dorobku elit intelektualnych. Ale niestety, nie w Polsce.

W Europie byli niedawno premier Indii Narendra Modi i następca tronu Saudów, zostawili po sobie kontrakty podpisane na dziesiątki miliardów dolarów. W Polsce te wizyty przeszły bez echa.
Jak wspomniałem, nasza klasa polityczna nie pełni swej funkcji jako swoistego źródła idei. Brak tu ważnych tekstów, ważnych przemówień, zmuszających obywateli do refleksji i dających pole do rzetelnej i merytorycznej dyskusji. Z czytaniem też u nich chyba jest dosyć kiepsko. Proszę zwrócić uwagę na Winstona Churchilla. To, co on pisał i jak przemawiał, znamionowało człowieka, który naprawdę intelektualnie dorastał do swojej roli polityka i lidera. Prowadził wojny, ratował imperium, wpływał na rzeczywistość. Nasi politycy nie sięgają dalej niż przyszłe wybory, a źródeł swojej inspiracji szukają nie w ideach, a w Berlinie, Brukseli, Moskwie czy Waszyngtonie. W polskiej klasie politycznej nie ma praktycznie żadnego ruchu intelektualnego. A jeśli nie ma go wśród polityków, to jak może być wśród społeczeństwa?

Zmienia się ład międzynarodowy i Polska musi wybrać.
Dokładnie, my musimy się we współczesnym świecie określić – z kim i co? Jesteśmy za mali i za słabi, by prowadzić samodzielną politykę zagraniczną. Możliwości jest niewiele, ale tak się akurat zdarzyło, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest częścią obozu, który można nazwać amerykańskim. Ten rząd jest w mojej ocenie naprawdę słaby, ale przynajmniej ma jeden mocny punkt: jest silnie zorientowany na Waszyngton. To daje nam pewne możliwości i nadzieje, że porządek geopolityczny, w jakim Polska funkcjonuje, zostanie w jakimś stopniu zachowany. Wszelkie inne wybory łączą się z ogromnym ryzykiem całkowitej utraty podmiotowości, a nawet z przewidywalnym i możliwym końcem Polski jako takiej.

Jednak jest różnica między tym, co byśmy chcieli, a rzeczywistymi możliwościami Polski.
Odpowiem nieco inaczej. Wróćmy do końca lat 80. XX wieku i przyjętej wówczas ustawy przyjętej przez Sejm PRL zwanej jako ustawa ministra Mieczysława Wilczka. Została wtedy uruchomiona ogromna energia i przedsiębiorczość Polaków. Przełom lat 80. i 90. zbudował dzisiejszą Polskę. Od końca lat 90. każdy kolejny rząd zabierał Polakom kolejną cząstkę wolności gospodarczej. Dzisiaj mamy sytuację, w której ogromna część Polaków jest na garnuszku państwa, co jest sytuacją z gruntu nienormalną i w pewien sposób amoralną. Nie ma bowiem przyszłości społeczeństwo pozbawione podmiotowości i rezygnujące z własnej inicjatywy. Trzeba zatem przywrócić Polakom przedsiębiorczość i chęć do gospodarczej i politycznej aktywności, mając przy tym świadomość, że wszelkie działanie połączone jest z potencjalnym ryzykiem. Własna inicjatywa, odwaga, by zmieniać rzeczywistość i kształtować świat, to fundament, na którym da się budować własną przyszłość. Jeśli my go nie zbudujemy, to ktoś to zrobi za nas, ale na swoich warunkach i w swoich celach. Żeby zaistnieć w świecie zewnętrznym, musimy kształtować sensowny, sprawny, silny i samodzielny świat wewnętrzny – świat ludzi wolnych, odważnych, zdolnych do ryzyka, a przede wszystkim odpowiedzialnych: za siebie, za swoją rodzinę i najbliższych, za swoją ojczyznę, małą i tę wielką. Dzisiaj każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co się stało i dlaczego jest tak, jak jest.

Jakie są zatem możliwości Polski?
Załóżmy, że nasze społeczeństwo znowu odzyskuje wewnętrzną autonomię, staje się odpowiedzialne i aktywne, zwłaszcza na polu ekonomicznym i politycznym. Na rynku propozycji jest kilka. Wielu z nas wiąże swoją przyszłość z Unią Europejską. W sytuacji jednak, kiedy sam establishment unijny traktuje Polskę jak przedmiot i dąży do jej maksymalnego wyeksploatowania z wszelkich możliwych zasobów, trudno uznać takie rozwiązanie za sensowne. Oczywiście, teoretycznie można wpłynąć na kształt Unii, ale tu potrzebny jest i plan, i przede wszystkim jedność w działaniu, a tego, jak wiadomo, nie ma. Zresztą, Unia staje się powoli niewiele znaczącym elementem geopolitycznym świata, przejadającym dorobek przeszłych pokoleń i brnącym w coraz bardziej oderwane od rzeczywistości projekty mające swe korzenie w dawno przebrzmiałych ideach. Jest też wizja Chin jako światowego lidera, z którym można wejść w różnorakie interakcje gospodarcze i nie tylko. Zapomina się jednak o tym, że Chińska Republika Ludowa to państwo bazujące na dwóch fundamentach ideologicznych: mającej niekiedy wręcz szowinistyczny (by nie rzec mocnej) wymiar chińskiej kulturze i chińskiej wersji marksizmu. Przy nich obraz społeczeństwa zarysowany przez George Orwella w jego nieśmiertelnym dziele „1984” jawi się jako łagodna bajka. Z kolei wybór rosyjski przerabiany jest właśnie na Ukrainie. Pozostaje nam jedynie świat, w którym jak na razie jesteśmy, z wiodącą rolą USA. Pod wszakże jednym warunkiem – że państwo to pozostanie chociaż w części takim, jakim było jeszcze do niedawna. Inaczej nasza przyszłość jawić się będzie jako co najmniej nieprzewidywalna.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe