SPOWIEDŹ CZARNECKIEGO

SPOWIEDŹ CZARNECKIEGO

Zapraszam do lektury wywiadu ze mną, który choć ukazał się w żużlowo-sportowym portalu po-bandzie.com.pl poświęcony jest nie tylko sportowi, ale całemu mojemu życiu...

 

Twoja aktywność polityczna, sportowa i publicystyczna jest bogata i tak fascynująca, że czasem - jak to w dynamicznej polityce - przypomina rollercoaster: raz na górze, a raz w dole. Szczęśliwie, generalnie na górze. Może nie jest to materiał na political thriller, ale na książkowy wywiad-rzekę jak znalazł. Przymierzam się. Dziś krócej, lecz jest specjalna okazja, bo niedawno skończyłeś 60 lat. Najlepszego! Czas zatem na retrospekcję. Jak to się stało, że urodziłeś się w Londynie jako Richard Henry i jak długo tam przebywałeś?


Richard Henry Francis – mówiąc precyzyjnie,tak miałem w brytyjskiej metryce. Na fakt urodzenia w Anglii wpływu nie miałem – to „wina” rodziców. Byłem na tyle krótko, aby nie wrosnąć w brytyjską glebę i angielską atmosferę, ale na tyle długo, żebyś miał o co mnie pytać. Tyle że nie przyjechałem stamtąd bezpośrednio do Polski, tylko do innego królestwa: Belgii. Dopiero stamtąd przyjechaliśmy do ojczyzny. Ciekawostka: pierwszym polskim miastem, w którym byłem dłużej poza Warszawą, w której oczywiście wylądowałem lecąc, nomen omen z Brukseli – były Skierniewice, gdzie mama pracowała w Instytucie Sadownictwa i Warzywnictwa.


Kiedy zdecydowałeś się spolszczyć swoje imiona?


Wszyscy mówili do mnie Ryszard i przez osiemnaście lat właśnie jako Ryszard startowałem w wyborach: cztery razy do Sejmu RP (1991,1993,1997,2001) oraz na prezydenta Wrocławia (2002), a także w pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego (2004). I nagle Państwowa Komisja Wyborcza zdecydowała, że kandydaci we wszelkich wyborach, w tym do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku mają mieć na afiszach wyborczych i kartach do głosowania wpisane to, co mają w dowodach osobistych. No i dzięki temu w wyborach w 2009 roku do PE jeden, jedyny raz wystartowałem jako Richard Henry Czarnecki. Ponieważ zawsze czułem się Ryśkiem a nie Richardem, oficjalnie spolszczyłem  - a nie zmieniłem! - swoje imiona po 2009 roku. Tak więc w wyborach w 2014 i 2019 kandydowałem ponownie jako Ryszard, ale z dodatkiem: Henryk. Skądinąd była w związku z moimi imionami wielka wojna między moją mamą a ojcem. Otóż tradycją w rodzinie „po mieczu” czyli ojca jest to, że u Czarneckich, tak ze 200 lat wstecz wszyscy pierworodni mieli na imię Henryk i tak mój ojciec jest Henryk Tadeusz Andrzej, dziadek Henryk Karol, pradziadek Henryk Aleksander, prapradziadek Henryk Ludwik, praprapradziadek Henryk Filip. A tymczasem moja śp.mama metodą faktów dokonanych zarejestrowała mnie jako Richarda Henry'ego – pierwsze imię na cześć jej ojca, mojego dziadka Ryszarda Bielińskiego. Między rodzicami doszło do strasznej awantury i to w odcinkach i w końcu mama częściowo ustąpiła, bo na chrzcie pierwsze imię miałem Henryk, a drugie dopiero Ryszard. Tu ciekawostka: ochrzczony byłem nie w Anglii, tylko... już w Belgii i to w części frankofońskiej czyli w Walonii. W oficjalnej kościelnej metryce chrztu w jezyku francuskim występuję jako Henri(!) Richard Czarnecki. Skomplikowane, prawda? Chrzest  chrztem, ale jak widać mama postawiła na swoim i jestem Ryszardem Henrykiem, a nie na odwrót.


Na studiach czynnie walczyłeś z komuną w ramach Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Lech Wałęsa bez cienia racji zanegował Twoją działalność opozycyjną i przegrał o to z Tobą w sądzie. Pamiętam, że potem były problemy z wyegzekwowaniem wyroku od byłego prezydenta RP. Krótko o tym.


I to przegrał jeszcze u siebie, bo w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Prezydent Wałęsa, czyli „Lechu” jak go długo wszyscy nazywaliśmy, pojechał, jak to on często właśnie  "po bandzie", mówiąc, że nie działałem w podziemiu, tylko przyjechałem z Anglii na gotowe. Wiedział, że urodziłem się w Londynie i że mieszkałem tam i pracowałem jako dziennikarz jako dorosły człowiek, ale jakoś wyparowało mu z mojego życiorysu to, że byłem szefem podziemnego NZS-u na Uniwersytecie Wrocławskim po Bogdanie Zdrojewskim a przed Grzegorzem Schetyną, a potem członkiem trzyosobowego podziemnego prezydium Krajowej Komisji Koordynacyjnej NZS,a także redagowałem i kolportowałem podziemne pisma tzw. bibułę, że parę razy byłem zatrzymywany na 48 godzin, czy skazywany przez Kolegium ds. Wykroczeń i że wreszcie objęła mnie amnestia w 1985 roku, już po stanie wojennym. Wygrać z Wałęsą w sądzie to satysfakcja, choć szkoda, że musiałem walczyć o dobre imię w sądzie. Było, minęło.



Polityka, polityką, ale Twoje korzenie mocno tkwią w dziennikarstwie, z którym nie rozstajesz się do dziś pisząc cykliczne felietony do naszego portalu Po-bandzie.com.pl, do niezależnej.pl, na Interię, czy do „Słowa Sportowego”. Kiedyś byłeś nawet redaktorem naczelnym „Dziennika Dolnośląskiego”. Co więc jest Ci bliższe: żurnalistyka, czy polityka?


Dodam do tego, że piszę też do każdego numeru miesięcznika „Nowe Państwo”, co tydzień do „Gazety Polskiej” a także dwa razy w tygodniu do „Gazety Polskiej Codziennie”. Ponadto co tydzień mam felieton dla portalu Dorzeczy.pl oraz do tygodnika „Wprost”, który teraz wychodzi  tylko w wersji internetowej. Piszę też raz w tygodniu felieton o tematyce piłkarskiej do gazet „Polska Times” – które wychodzą pod różnymi nazwami w różnych miastach – we Wrocławiu jest to „Gazeta Wrocławska”, w Poznaniu „Głos Wielkopolski”, w Łodzi „Dziennik Łódzki”, w Rzeszowie „Nowiny”, a w stolicy Małopolski „Gazeta Krakowska” i tak dalej. Raz na dwa miesiące piszę też do periodyku historycznego wydawanego przez prof. Jana Żaryna „W Sieci Historii” oraz na stronę internetową Instytutu Dziedzictwa i Myśli Narodowej. Tak więc dziennikarstwo jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Traktuję je na równi z polityką.


Dobry reportaż to jest ten moment, w którym dziennikarstwo wkracza do literatury. Ty napisałeś i wydałeś już kilka książek. O czym były, dla tych, którzy nie czytali?


Samodzielnie wydałem pięć, a szóstej byłem współautorem. Z tych pięciu jedna to historyczna, wydana w Londynie o walce Polaków o niepodległość.w.latach 1939-1989. Druga to wybór moich artykułów, które ukazywały się w polskich periodykach, ale poza Polską. Zatytułowany on był „Droga do Polski” a przedmowę do niej napisał ostatni prezydent II Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźctwie śp. Ryszard Kaczorowski, w którego domu w północnym Londynie na 32, Anson Road szereg razy bywałem. Trzecia książka, to wybór publicystyki, która ukazywała się w prasie wrocławskiej na przełomie zeszłego i tego wieku „Widziane z Wrocławia” . Przedmową opatrzył ją Wojciech hrabia Dzieduszycki człowiek, który był częścią polskiej elity kulturalnej i artystycznej najpierw we Lwowie ,a potem we Wrocławiu. Kolejne książki to wybór publicystyki oraz reportaże. Zaś praca zbiorowa, której byłem współautorem to wydane ponad 20 lat temu kompendium dotyczące funduszy unijnych. Pisałem to z pozycji byłego ministra ds. europejskich, skądinąd w rządzie Jerzego Buzka.


Kiedyś przeciwnicy polityczni złośliwie zarzucali Ci, że zmieniałeś partie rzekomo jak rękawiczki. A zdaje się jesteś w tym na remis np. z Donaldem Tuskiem. Liczyłeś to?


Byłem w trzech partiach politycznych: Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym, Samoobronie i PiS. Donald Tusk też był w trzech: Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i w Platformie Obywatelskiej. Bronisław Komorowski był w pięciu. Leszek Miller w czterech. Kazimierz Michał Ujazdowski w pięciu czy sześciu. Żartobliwie mówiąc, to ja nawet zaniżam średnią partii politycznych na głowę polityka. Ciekawe, że wielu politykom zmiana barw partyjnych nie jest wypominana, a nawet przyjmowana jako oczywistość. Ja natomiast byłem z tego powodu atakowany. Mam jednak twardą skórę i niewiele sobie z tych ataków robię.


Byłeś już w swej karierze ministrem, wiceministrem, czym najbardziej chciałbyś się zajmować, gdyby znowu powołano Cię do rządu?


Ministrem konstytucyjnym byłem dwukrotnie: pierwszy raz jako minister – przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej, a więc w skrócie „minister do spraw europejskich” ,a drugi raz jako minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wcześniej byłem wiceministrem kultury i sztuki, bo tak wtedy nazywał się resort, który dzisiaj jest Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ciekawe, że byłem najmłodszym w historii III RP ministrem – miałem wtedy 29 lat (oczywiście po mnie byli już młodsi), a następnie najmłodszym w dziejach III RP ministrem konstytucyjnym – 34 lata (po mnie byli też już jeszcze młodsi). Ale naprawdę nie musisz mnie z tego powodu nazywać „cudownym dzieckiem polskiej polityki” (śmiech).


Do Parlamentu Europejskiego dostałeś się (w głosowaniu) z okręgu dolnośląsko-opolskiego, na kolejną kadencję wybrano Cię w kujawsko-pomorskim, następnie w Wielkopolsce, a ostatnim razem w Warszawie. Jaki masz patent , że potrafisz do siebie przekonać wyborców niemal w każdej części naszego kraju?


To prawda, jestem jednym z pięciu europosłów z Polski, którzy są od początku i bez przerwy w europarlamencie, począwszy od 2004 roku, ale jako jedyny byłem wybierany w czterech różnych okręgach. Ostatnim razem w Warszawie uzyskałem rekordowy wynik, uzyskując nie z pierwszego, co zawsze jest pozycją uprzywilejowaną, ale z drugiego miejsca, blisko 135 tysięcy głosów, a więc o 50 tysięcy więcej niż startujący w tym samym okręgu Andrzej Halicki oraz o 40 tysięcy głosów więcej niż startujący również z Warszawy Robert Biedroń. Skąd popularność? Nawet jeśli nie wszyscy mnie lubią, to bardzo wielu rozpoznaje, a to w naturalny sposób przekłada się na wynik wyborczy. Jestem długo w polityce i to też sprzyja uzyskaniu dobrego wyniku, a ponadto jestem sporo w mediach, co również przekłada się na wyborcze głosy. Stąd też nic dziwnego, że w Wielkopolsce uzyskałem prawie 80 tysięcy głosów, w Dolnośląsko-Opolskim 32 tysiące, a w Kujawsko-Pomorskim około 28 tysięcy. Jednak nawet najlepszy wynik w wyborach nie powinien powodować u polityka syndromu „wody sodowej” uderzającej do głowy. Przestrzegam przed tym młodszych kolegów.


Czym się zajmujesz w Parlamencie Europejskim?


W tej kadencji jestem przewodniczącym delegacji UE-Rosja. Oczywiście z wiadomych względów kontakty z rosyjską Dumą, czyli niższą izbą ichniego parlamentu są zamrożone, ale regularnie organizuję posiedzenia z udziałem ekspertów, dziennikarzy i naukowców. Gościłem najpierw córkę, a potem żonę więźnia Putina – Aleksieja Nawalnego. Jestem też wiceprzewodniczącym Komisji Petycji, która jest adresatem tysięcy petycji obywateli 27 krajów członkowskich UE. Jestem też koordynatorem z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Komisji Kontroli Budżetu, co przełożyło się na największą liczbę sprawozdań, czyli raportów – będzie ich wkrótce 70  - nie tylko wśród polskich europosłów, ale wśród wszystkich 705 europosłów. Jestem także zastępcą koordynatora z mandatu EKR w Podkomisji Praw Człowieka, a także członkiem Komisji Rozwoju. Jestem zatem w czterech komisjach i podkomisjach, co jest w Parlamencie Europejskim rzadkością. Dodajmy, że kieruję tzw. „Friendship Group” z Turcją, a także z Kazachstanem oraz- to już trzecia- z Uzbekistanem. Cóż, lubię pracować. To chyba po rodzicach.


Policzyłeś, ile krajów do tej pory odwiedziłeś, które były najbardziej egzotyczne dla nas i jakie przygody tam Cię spotykały?


Dopiero co wróciłem z Filipin, gdzie w delegacji Parlamentu Europejskiego byłem jedynym Polakiem. W zeszłym roku obserwowałem z ramienia PE wybory w Libanie i Kenii ,a w delegacjach PE, też jako jedyny Polak, byłem na Madagaskarze, w Mozambiku i Lesotho, ale też na przykład w USA. W sumie przez te 32 lata funkcjonowania w życiu publicznym byłem w około setce krajów. Te zagraniczne wizyty jeszcze bardziej uczą szacunku dla innych nacji i kultur, ale z drugiej strony powodują jeszcze większą dumę z bycia Polakiem.

* tekst ukazał sie na portalu po-bandzie.com.pl (08.03.2023)


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Czy na księżycu Saturna istnieje życie? Wiadomości
Czy na księżycu Saturna istnieje życie?

Naukowcy planują dowiedzieć się, czy na jednym z księżyców Saturna istnieje życie. Odkrycie wody na Enceladusie podekscytowało świat nauki i z tego powodu do 2040 robot-sonda zbada, czy na tym księżycu znajdują się ślady życia.

Tragedia w Warszawie: utonęła młoda kobieta Wiadomości
Tragedia w Warszawie: utonęła młoda kobieta

W jeziorku w parku Szczęśliwickim w Warszawie znaleziono zwłoki młodej kobiety. Z kolei w okolicy mostu Siekierkowskiego przewróciła się żaglówka z dwoma żeglarzami na pokładzie.

IMGW ostrzega: nadciągają burze Wiadomości
IMGW ostrzega: nadciągają burze

Dla województw opolskiego, dolnośląskiego, pomorskiego, warmińsko-mazurskiego oraz kujawsko-pomorskiego wydano ostrzeżenia meteorologiczne pierwszego stopnia przed burzami. Wystąpią tam również silne opady deszczu - poinformowała PAP synoptyczka IMGW Anna Wożniak.

Katarzyna Kotula chce przekonywać PSL do tęczowych rodzin polityka
Katarzyna Kotula chce przekonywać PSL do "tęczowych rodzin"

Podjęłam decyzję o skierowaniu dokumentów rządowego projektu o związkach partnerskich do wykazu prac legislacyjnych - powiedziała ministra ds. równości Katarzyna Kotula. Dodała, że będzie rozmawiać z PSL o szczegółach projektu m.in. o uregulowaniu sytuacji dzieci w "tęczowych rodzinach".

Media: Rząd Kosowa szykuje Serbom katastrofę humanitarną z ostatniej chwili
Media: Rząd Kosowa szykuje Serbom katastrofę humanitarną

"Prisztina szykuje zamieszkującym Kosowo Serbom prawdziwą katastrofę humanitarną" – ostrzegł w sobotę serbski dziennik "Politika" w odniesieniu do rocznicy podjęcia przez władze Kosowa decyzji o zakazie wwozu towarów z terytorium Serbii, w tym leków czy produktów żywnościowych.

Będzie zakaz hodowli zwierzat na futro? Gasiuk-Pihowicz ujawnia założenia polityka
Będzie zakaz hodowli zwierzat na futro? Gasiuk-Pihowicz ujawnia założenia

Projekt ustawy o ochronie zwierząt zakłada odszkodowania dla hodowców oraz odprawy dla pracowników ferm futerkowych - powiedziała w sobotę w Programie Trzecim Polskiego Radia Kamila Gasiuk-Pihowicz (KO), komentując poselski projekt dot. zakazu chowu i hodowli zwierząt na futro.

Skandal na granicy polsko-białoruskiej. Niewielki przystanek punktem przerzutu nielegalnych imigrantów? z ostatniej chwili
Skandal na granicy polsko-białoruskiej. Niewielki przystanek punktem przerzutu nielegalnych imigrantów?

Znany profil "Służby w akcji" poinformował w mediach społecznościowych o sytuacji, która ma mieć miejsce w Czerlonce w gminie Białowieża (woj. podlaskie). Powołuje się przy tym na Annę Borowską-Berend, która jest sołtysem Czerlonki.

Księżna Kate Middleton pokazała się publicznie pierwszy raz w tym roku z ostatniej chwili
Księżna Kate Middleton pokazała się publicznie pierwszy raz w tym roku

Księżna Kate Middleton po raz pierwszy od pięciu miesięcy pojawiła się publicznie, uczestnicząc w paradzie wojskowej z okazji urodzin króla Karola

Ukraińskie media nazwały Romanczuka zdrajcą, który nienawidzi Bandery. Reprezentant Polski odpowiada Wiadomości
Ukraińskie media nazwały Romanczuka "zdrajcą, który nienawidzi Bandery". Reprezentant Polski odpowiada

- Nic nie czytałem na ten temat. Jeśli ktoś chce pisać, proszę bardzo. Dla mnie nie ma żadnego problemu - powiedział reprezentant Polski Taras Romanczuk, odpowiadając na skandaliczny atak ukraińskich mediów.

Właściciele dostają rachunki grozy za gaz i zamykają firmy z ostatniej chwili
Właściciele dostają rachunki grozy za gaz i zamykają firmy

Wysokie koszty energii zmuszają małe rzemieślnicze firmy do zamknięcia działalności. – Jest to kolosalny wzrost, szok, histeria, panika – mówią właściciele przedsiębiorstw.

REKLAMA

SPOWIEDŹ CZARNECKIEGO

SPOWIEDŹ CZARNECKIEGO

Zapraszam do lektury wywiadu ze mną, który choć ukazał się w żużlowo-sportowym portalu po-bandzie.com.pl poświęcony jest nie tylko sportowi, ale całemu mojemu życiu...

 

Twoja aktywność polityczna, sportowa i publicystyczna jest bogata i tak fascynująca, że czasem - jak to w dynamicznej polityce - przypomina rollercoaster: raz na górze, a raz w dole. Szczęśliwie, generalnie na górze. Może nie jest to materiał na political thriller, ale na książkowy wywiad-rzekę jak znalazł. Przymierzam się. Dziś krócej, lecz jest specjalna okazja, bo niedawno skończyłeś 60 lat. Najlepszego! Czas zatem na retrospekcję. Jak to się stało, że urodziłeś się w Londynie jako Richard Henry i jak długo tam przebywałeś?


Richard Henry Francis – mówiąc precyzyjnie,tak miałem w brytyjskiej metryce. Na fakt urodzenia w Anglii wpływu nie miałem – to „wina” rodziców. Byłem na tyle krótko, aby nie wrosnąć w brytyjską glebę i angielską atmosferę, ale na tyle długo, żebyś miał o co mnie pytać. Tyle że nie przyjechałem stamtąd bezpośrednio do Polski, tylko do innego królestwa: Belgii. Dopiero stamtąd przyjechaliśmy do ojczyzny. Ciekawostka: pierwszym polskim miastem, w którym byłem dłużej poza Warszawą, w której oczywiście wylądowałem lecąc, nomen omen z Brukseli – były Skierniewice, gdzie mama pracowała w Instytucie Sadownictwa i Warzywnictwa.


Kiedy zdecydowałeś się spolszczyć swoje imiona?


Wszyscy mówili do mnie Ryszard i przez osiemnaście lat właśnie jako Ryszard startowałem w wyborach: cztery razy do Sejmu RP (1991,1993,1997,2001) oraz na prezydenta Wrocławia (2002), a także w pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego (2004). I nagle Państwowa Komisja Wyborcza zdecydowała, że kandydaci we wszelkich wyborach, w tym do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku mają mieć na afiszach wyborczych i kartach do głosowania wpisane to, co mają w dowodach osobistych. No i dzięki temu w wyborach w 2009 roku do PE jeden, jedyny raz wystartowałem jako Richard Henry Czarnecki. Ponieważ zawsze czułem się Ryśkiem a nie Richardem, oficjalnie spolszczyłem  - a nie zmieniłem! - swoje imiona po 2009 roku. Tak więc w wyborach w 2014 i 2019 kandydowałem ponownie jako Ryszard, ale z dodatkiem: Henryk. Skądinąd była w związku z moimi imionami wielka wojna między moją mamą a ojcem. Otóż tradycją w rodzinie „po mieczu” czyli ojca jest to, że u Czarneckich, tak ze 200 lat wstecz wszyscy pierworodni mieli na imię Henryk i tak mój ojciec jest Henryk Tadeusz Andrzej, dziadek Henryk Karol, pradziadek Henryk Aleksander, prapradziadek Henryk Ludwik, praprapradziadek Henryk Filip. A tymczasem moja śp.mama metodą faktów dokonanych zarejestrowała mnie jako Richarda Henry'ego – pierwsze imię na cześć jej ojca, mojego dziadka Ryszarda Bielińskiego. Między rodzicami doszło do strasznej awantury i to w odcinkach i w końcu mama częściowo ustąpiła, bo na chrzcie pierwsze imię miałem Henryk, a drugie dopiero Ryszard. Tu ciekawostka: ochrzczony byłem nie w Anglii, tylko... już w Belgii i to w części frankofońskiej czyli w Walonii. W oficjalnej kościelnej metryce chrztu w jezyku francuskim występuję jako Henri(!) Richard Czarnecki. Skomplikowane, prawda? Chrzest  chrztem, ale jak widać mama postawiła na swoim i jestem Ryszardem Henrykiem, a nie na odwrót.


Na studiach czynnie walczyłeś z komuną w ramach Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Lech Wałęsa bez cienia racji zanegował Twoją działalność opozycyjną i przegrał o to z Tobą w sądzie. Pamiętam, że potem były problemy z wyegzekwowaniem wyroku od byłego prezydenta RP. Krótko o tym.


I to przegrał jeszcze u siebie, bo w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Prezydent Wałęsa, czyli „Lechu” jak go długo wszyscy nazywaliśmy, pojechał, jak to on często właśnie  "po bandzie", mówiąc, że nie działałem w podziemiu, tylko przyjechałem z Anglii na gotowe. Wiedział, że urodziłem się w Londynie i że mieszkałem tam i pracowałem jako dziennikarz jako dorosły człowiek, ale jakoś wyparowało mu z mojego życiorysu to, że byłem szefem podziemnego NZS-u na Uniwersytecie Wrocławskim po Bogdanie Zdrojewskim a przed Grzegorzem Schetyną, a potem członkiem trzyosobowego podziemnego prezydium Krajowej Komisji Koordynacyjnej NZS,a także redagowałem i kolportowałem podziemne pisma tzw. bibułę, że parę razy byłem zatrzymywany na 48 godzin, czy skazywany przez Kolegium ds. Wykroczeń i że wreszcie objęła mnie amnestia w 1985 roku, już po stanie wojennym. Wygrać z Wałęsą w sądzie to satysfakcja, choć szkoda, że musiałem walczyć o dobre imię w sądzie. Było, minęło.



Polityka, polityką, ale Twoje korzenie mocno tkwią w dziennikarstwie, z którym nie rozstajesz się do dziś pisząc cykliczne felietony do naszego portalu Po-bandzie.com.pl, do niezależnej.pl, na Interię, czy do „Słowa Sportowego”. Kiedyś byłeś nawet redaktorem naczelnym „Dziennika Dolnośląskiego”. Co więc jest Ci bliższe: żurnalistyka, czy polityka?


Dodam do tego, że piszę też do każdego numeru miesięcznika „Nowe Państwo”, co tydzień do „Gazety Polskiej” a także dwa razy w tygodniu do „Gazety Polskiej Codziennie”. Ponadto co tydzień mam felieton dla portalu Dorzeczy.pl oraz do tygodnika „Wprost”, który teraz wychodzi  tylko w wersji internetowej. Piszę też raz w tygodniu felieton o tematyce piłkarskiej do gazet „Polska Times” – które wychodzą pod różnymi nazwami w różnych miastach – we Wrocławiu jest to „Gazeta Wrocławska”, w Poznaniu „Głos Wielkopolski”, w Łodzi „Dziennik Łódzki”, w Rzeszowie „Nowiny”, a w stolicy Małopolski „Gazeta Krakowska” i tak dalej. Raz na dwa miesiące piszę też do periodyku historycznego wydawanego przez prof. Jana Żaryna „W Sieci Historii” oraz na stronę internetową Instytutu Dziedzictwa i Myśli Narodowej. Tak więc dziennikarstwo jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Traktuję je na równi z polityką.


Dobry reportaż to jest ten moment, w którym dziennikarstwo wkracza do literatury. Ty napisałeś i wydałeś już kilka książek. O czym były, dla tych, którzy nie czytali?


Samodzielnie wydałem pięć, a szóstej byłem współautorem. Z tych pięciu jedna to historyczna, wydana w Londynie o walce Polaków o niepodległość.w.latach 1939-1989. Druga to wybór moich artykułów, które ukazywały się w polskich periodykach, ale poza Polską. Zatytułowany on był „Droga do Polski” a przedmowę do niej napisał ostatni prezydent II Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźctwie śp. Ryszard Kaczorowski, w którego domu w północnym Londynie na 32, Anson Road szereg razy bywałem. Trzecia książka, to wybór publicystyki, która ukazywała się w prasie wrocławskiej na przełomie zeszłego i tego wieku „Widziane z Wrocławia” . Przedmową opatrzył ją Wojciech hrabia Dzieduszycki człowiek, który był częścią polskiej elity kulturalnej i artystycznej najpierw we Lwowie ,a potem we Wrocławiu. Kolejne książki to wybór publicystyki oraz reportaże. Zaś praca zbiorowa, której byłem współautorem to wydane ponad 20 lat temu kompendium dotyczące funduszy unijnych. Pisałem to z pozycji byłego ministra ds. europejskich, skądinąd w rządzie Jerzego Buzka.


Kiedyś przeciwnicy polityczni złośliwie zarzucali Ci, że zmieniałeś partie rzekomo jak rękawiczki. A zdaje się jesteś w tym na remis np. z Donaldem Tuskiem. Liczyłeś to?


Byłem w trzech partiach politycznych: Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym, Samoobronie i PiS. Donald Tusk też był w trzech: Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i w Platformie Obywatelskiej. Bronisław Komorowski był w pięciu. Leszek Miller w czterech. Kazimierz Michał Ujazdowski w pięciu czy sześciu. Żartobliwie mówiąc, to ja nawet zaniżam średnią partii politycznych na głowę polityka. Ciekawe, że wielu politykom zmiana barw partyjnych nie jest wypominana, a nawet przyjmowana jako oczywistość. Ja natomiast byłem z tego powodu atakowany. Mam jednak twardą skórę i niewiele sobie z tych ataków robię.


Byłeś już w swej karierze ministrem, wiceministrem, czym najbardziej chciałbyś się zajmować, gdyby znowu powołano Cię do rządu?


Ministrem konstytucyjnym byłem dwukrotnie: pierwszy raz jako minister – przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej, a więc w skrócie „minister do spraw europejskich” ,a drugi raz jako minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wcześniej byłem wiceministrem kultury i sztuki, bo tak wtedy nazywał się resort, który dzisiaj jest Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ciekawe, że byłem najmłodszym w historii III RP ministrem – miałem wtedy 29 lat (oczywiście po mnie byli już młodsi), a następnie najmłodszym w dziejach III RP ministrem konstytucyjnym – 34 lata (po mnie byli też już jeszcze młodsi). Ale naprawdę nie musisz mnie z tego powodu nazywać „cudownym dzieckiem polskiej polityki” (śmiech).


Do Parlamentu Europejskiego dostałeś się (w głosowaniu) z okręgu dolnośląsko-opolskiego, na kolejną kadencję wybrano Cię w kujawsko-pomorskim, następnie w Wielkopolsce, a ostatnim razem w Warszawie. Jaki masz patent , że potrafisz do siebie przekonać wyborców niemal w każdej części naszego kraju?


To prawda, jestem jednym z pięciu europosłów z Polski, którzy są od początku i bez przerwy w europarlamencie, począwszy od 2004 roku, ale jako jedyny byłem wybierany w czterech różnych okręgach. Ostatnim razem w Warszawie uzyskałem rekordowy wynik, uzyskując nie z pierwszego, co zawsze jest pozycją uprzywilejowaną, ale z drugiego miejsca, blisko 135 tysięcy głosów, a więc o 50 tysięcy więcej niż startujący w tym samym okręgu Andrzej Halicki oraz o 40 tysięcy głosów więcej niż startujący również z Warszawy Robert Biedroń. Skąd popularność? Nawet jeśli nie wszyscy mnie lubią, to bardzo wielu rozpoznaje, a to w naturalny sposób przekłada się na wynik wyborczy. Jestem długo w polityce i to też sprzyja uzyskaniu dobrego wyniku, a ponadto jestem sporo w mediach, co również przekłada się na wyborcze głosy. Stąd też nic dziwnego, że w Wielkopolsce uzyskałem prawie 80 tysięcy głosów, w Dolnośląsko-Opolskim 32 tysiące, a w Kujawsko-Pomorskim około 28 tysięcy. Jednak nawet najlepszy wynik w wyborach nie powinien powodować u polityka syndromu „wody sodowej” uderzającej do głowy. Przestrzegam przed tym młodszych kolegów.


Czym się zajmujesz w Parlamencie Europejskim?


W tej kadencji jestem przewodniczącym delegacji UE-Rosja. Oczywiście z wiadomych względów kontakty z rosyjską Dumą, czyli niższą izbą ichniego parlamentu są zamrożone, ale regularnie organizuję posiedzenia z udziałem ekspertów, dziennikarzy i naukowców. Gościłem najpierw córkę, a potem żonę więźnia Putina – Aleksieja Nawalnego. Jestem też wiceprzewodniczącym Komisji Petycji, która jest adresatem tysięcy petycji obywateli 27 krajów członkowskich UE. Jestem też koordynatorem z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Komisji Kontroli Budżetu, co przełożyło się na największą liczbę sprawozdań, czyli raportów – będzie ich wkrótce 70  - nie tylko wśród polskich europosłów, ale wśród wszystkich 705 europosłów. Jestem także zastępcą koordynatora z mandatu EKR w Podkomisji Praw Człowieka, a także członkiem Komisji Rozwoju. Jestem zatem w czterech komisjach i podkomisjach, co jest w Parlamencie Europejskim rzadkością. Dodajmy, że kieruję tzw. „Friendship Group” z Turcją, a także z Kazachstanem oraz- to już trzecia- z Uzbekistanem. Cóż, lubię pracować. To chyba po rodzicach.


Policzyłeś, ile krajów do tej pory odwiedziłeś, które były najbardziej egzotyczne dla nas i jakie przygody tam Cię spotykały?


Dopiero co wróciłem z Filipin, gdzie w delegacji Parlamentu Europejskiego byłem jedynym Polakiem. W zeszłym roku obserwowałem z ramienia PE wybory w Libanie i Kenii ,a w delegacjach PE, też jako jedyny Polak, byłem na Madagaskarze, w Mozambiku i Lesotho, ale też na przykład w USA. W sumie przez te 32 lata funkcjonowania w życiu publicznym byłem w około setce krajów. Te zagraniczne wizyty jeszcze bardziej uczą szacunku dla innych nacji i kultur, ale z drugiej strony powodują jeszcze większą dumę z bycia Polakiem.

* tekst ukazał sie na portalu po-bandzie.com.pl (08.03.2023)



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe