[Wywiad] To jego firma miała otrzymać 123 miliony z NCBiR. "Żaden z dziennikarzy nawet nie zapytał na czym polega projekt"

Od kilku tygodni "wiodące media" publikują szereg artykułów na temat dofinansowań projektów naukowych Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jedną z firm wymienianą w szeregu publikacji zapoczątkowanych przez posłów Platformy Obywatelskiej Dariusza Jońskiego i Michała Szczerbę, jest firma Chime Networks, której prezesem jest Piotr Maziewski - Nikt nie zadał sobie trudu, aby zapytać nas na czym polega nasz projekt. Wszyscy, łącznie z panami posłami opierali swoje oceny o wiedzę jaką mogli wyczytać jedynie z tytułu projektu - mówi nam Piotr Maziewski
Piotr Maziewski [Wywiad] To jego firma miała otrzymać 123 miliony z NCBiR.
Piotr Maziewski / Zasoby Piotra Maziewskiego

Tysol.pl: Trwa kontrola NIK i CBA dotycząca dwóch projektów współfinansowanych przez NCBiR. W tym dofinansowania Pana firmy. Jak według Pana doszło do tej sytuacji?

Piotr Maziewski: Otóż cała sytuacja z przyznaną mojej firmie dotacją wygląda bardzo dziwnie i niepokojąco. W początkowej fazie dwóch panów posłów, pozorując tzw. kontrolę poselską dokonało publicznie eksperckiej oceny mojego wniosku. Informowali opinię publiczną, iż reprezentowane przeze mnie przedsiębiorstwo to „firma krzak”- że nikt za mną nie stoi, że nie posiadam żadnych zasobów ludzkich i finansowych, a cały projekt z całą pewnością nie jest innowacyjny gdyż dotyczy kładzenia kabli na Bałtyku aby płetwonurkowie nie kradli więcej bursztynu… To co mnie zdumiało, to fakt, iż praktycznie wszystkie media mainstreamowe, zupełnie bezkrytycznie podchwyciły temat i rozpętała się „afera NCBR”. Nikt nie zadał sobie trudu, aby zapytać nas na czym polega nasz projekt. Wszyscy, łącznie z panami posłami opierali swoje oceny o wiedzę jaką mogli wyczytać jedynie z tytułu projektu, czyli: 

„Opracowanie rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa podmorskiej infrastruktury światłowodowej w oparciu o innowacyjną technologię wielordzeniowych włókien oraz ultraczułych systemów detekcji i identyfikacji zagrożeń”

Dokumentacja projektu to kilkaset stron, z dziedzin obejmujących specjalistyczną wiedzę z zakresu fotoniki, ale również niszowej gałęzi telekomunikacji- szkieletowej międzykontynentalnej. 

I rzeczywiście, na początku wydawało się to dziwne, czy wręcz groteskowe- dwóch panów posłów robi sobie naszym kosztem darmową, jak im się naiwnie wydaje, kampanię w mediach. Dziwne, gdyż powinni mieć świadomość, że nawet, jeśli dzisiaj chroni ich immunitet i w Polsce procesy, za naruszenie dóbr osobistych, które niebawem się zaczną, nie są szybkie, to już w takich krajach, jak USA, Wielka Brytania czy Australia sprawy mają zupełnie inny ciężar, a obywateli tych właśnie krajów, panowie pomówili. Pomawianie dyplomatów oraz osób traktowanych jak członkowie rządu obcego kraju nie wydaje się również rozsądne. 

To co jest niepokojące to to, co ma miejsce w kolejnej fazie „afery”. Chodzi o ujawnianie materiałów objętych tajemnicą oraz niebywałe manipulacje, jakich dopuszczają się zarówno politycy jak i niektóre media. Na jaw wychodzą szokujące informacje, iż nasz projekt od samego początku miał być utrącony przez urzędników NCBiR. Zmienia to całkowicie obraz „afery”- jako niepoważnej szarży dwóch posłów promujących swą książkę w roku wyborczym. Daje powody przypuszczać, że stoi za tym zupełnie ktoś inny… Jako że sprawa jest bardzo poważna, w zeszłym tygodniu złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Mam nadzieję, iż odpowiednie służby wyjaśnią jak rzeczywiście doszło do tej sytuacji. 

 

"Zorganizowana grupa przestępcza"

Co Pan ma na myśli mówiąc, że posłowie mieli pomówić dyplomatów czy członków rządów innych krajów?

Jednym z pomówionych przy pomocy publikacji ws. „afery NCBiR” jest szef największego funduszu inwestycyjnego na Bliskim Wschodzie. Rzecz dotyczy zdjęcia z jego udziałem, obrazującego spotkanie w Polsce z przedsiębiorcami oraz dwoma polskimi politykami. Zdjęcie te poseł Szczerba opisał - „zorganizowana grupa przestepcza”. Państwo Katar, jest szczególną formą monarchii. Organizacja państwa i struktura władzy są znacząco inne od tych występujących na zachodzie. Państwowy fundusz QIA, jest jednym z najważniejszych jego organów, którego celem jest inwestowanie olbrzymich bogactw jakie pochodzą z wydobycia gazu. Inwestycje te mają zapewnić dobrobyt przyszłym pokoleniom (dziś ekstremalnie bogatych) Katarczyków, również po wyczerpaniu się surowców naturalnych. Sam fundusz jest wykorzystywany również do osiągania celów politycznych państwa. Spędziłem 10 lat na Bliskim Wschodzie i mogę śmiało powiedzieć, iż Katar jest, jak wynika ze statystyk, najbogatszym krajem na świecie, nie tylko bogactwem swych dygnitarzy, ale przede wszystkim bogactwem każdego obywatela tego kraju. Katarczycy są bardzo zadowoleni oraz dumni z tego jak ich kraj jest rządzony. HE (jego ekscelencja) Sheikh Abdulla bin Mohammed bin Saud Al Thani jest jednym z najważniejszych twórców, zarówno wizji rozwoju kraju, jak również jej skutecznym i wybitnym wykonawcą. Do Polski przyleciał więc, nie tylko „zwykły przedstawiciel rządu” zaprzyjaźnionego kraju, ale również jedna z najwybitniejszych i zasłużonych postaci świata polityki i finansów całego regionu Bliskiego Wschodu. W spotkaniu uczestniczyli również dwaj dyplomaci zatrudnieni w Ambasadzie Kataru w Polsce. 

Podstawowym zarzutem stawianym przez posłów Jońskiego i Szczerbę, a także powtarzające ich zarzuty media, jest zarzut słabej kondycji finansowej spółki. Jak można mieć zaufanie do spółki, która przynosi straty?

Ta kwestia to doskonały przykład manipulacji, jaką się stosuje wobec naszego projektu. Ciekawe, co by było, gdyby panowie posłowie udali się z kontrolą poselską do piekarni. Czy podnieśliby larum, iż przechowywana tam mąka nie jest chlebem i nie nadaje się do spożycia? Pewnie nie zorganizowaliby na ten temat konferencji prasowej w sejmie, gdyż każdy obywatel doskonale rozumie z czego się składa i jak się produkuje chleb. Nie każdy jednak wie jak się finansuje innowacje nie tylko w Polsce ale i na świecie. 

Chime Networks sp. z o.o., to podobnie jak ponad połowa podmiotów starających się o dotację w tym, ale również w innych podobnych konkursach, spółka celowa. Nie bada się zdolności kredytowych takich spółek, gdyż z definicji wiadomo, iż finansowaniem ich działalności zajmą się inwestorzy zewnętrzni. Inwestorzy ci bardzo często oprócz samych pieniędzy zapewniają dodatkowo zasoby, np. prawne, organizacyjne, które wspierają realizację projektu. Zarówno dla inwestorów, jak i dla organizatorów konkursu- NCBiR najważniejszy jest pomysł oraz szansa na jego komercjalizację. 

My to wszystko mamy w naszym projekcie, nikt jednak o to nie zapytał…

 

Znajomość z urzędnikiem

Pojawia się również wątek Pana osobistej znajomości z jednym z urzędników NCBiR

Cóż, należy wyjaśnić, iż żaden z wymienionych w mediach urzędników i polityków nie brał udziału w ocenie mojego projektu i jest łatwe do ustalenia jakie kompetencje owi urzędnicy w strukturach NCBiR posiadali. Mało tego, upublicznione, nawiasem mówiąc również bezprawnie, przez byłego dyrektora, wyniki głosowania uprawnionych do oceny osób, pokazują, iż właśnie urzędnik NCBiR głosował przeciw projektowi, zaś zewnętrzni eksperci – za. 

Jaki ma zatem sens grzebanie w moim życiorysie? Kogo poznałem w latach dziewięćdziesiątych kiedy w ramach stowarzyszenia pomagałem organizować koncerty Muzyki w Starym Kościele? Od kogo kupiłem nie w pełni zarejesrtowaną spółkę (bez jakichkolwiek aktywów, nie posiadającą rachunku bankowego, nie zarejestrowaną na VAT ani w KNF)? Czemu panowie posłowie nie sprawdzili sprawozdań ani SKMA ani spółki Profi Fund? Pewnie musieli stwierdzić, że stowarzyszenie przestało działać w 2006r, jako że było zarejestrowane przed powstaniem KRSu, znalazło się w rejestrach wyłącznie na skutek automatycznego przepisania z RHB (stary rejestr) w 2006r, zaś spółka Profi Fund nie zaczęła nawet swojej działalności. 

Jest jednak jeszcze jeden bardzo istotny wątek, a dotyczy samych ekspertów. W piątek 17 marca, znowu całkowicie bezprawnie, zostały udostępnione poufne dokumenty wewnętrzne NCBiR, z których można się dowiedzieć min. o nazwiskach ekspertów zewnętrznych oceniających nasz projekt. Proszę zwrócić uwagę, iż jego przewodniczącym był prof. Jacek Piskorowski, wybitny polski naukowiec, który w 2020r według rankingu Uniwersytetu Stanforda, znalazł się w najbardziej elitarnym gronie 2% najbardziej wpływowych naukowców na świecie. Trudno mi jest sobie wyobrazić, aby przyszło komukolwiek do głowy, aby podjąć próbę wpłynięcia przez jakiegokolwiek urzędnika na osobę z takim dorobkiem i pozycją naukową na świecie… Kwalifikacje i życiorysy, jakimi mogą się pochwalić pozostali dwaj eksperci, w tym również ten wewnętrzny z NCBR, świadczą, iż posiadają kompetencje do analizy projektów w branży technologicznej – telekomunikacyjnej. 

Cytowane w mediach opinie ekspertów NCBiR na temat dofinansowanego projektu, rzeczywiście są mocno krytyczne.

Kolejna manipulacja i kolejny skandal. Jak może się czuć przedsiębiorca, który w dobrej wierze złożył wniosek w instytucji państwowej – NCBiR - przedstawił wszystkie szczegółowe (będące tajemnicą przedsiębiorstwa) założenia badań i rozwiązań, które mogą zrewolucjonizować całą gałęź gospodarki wartej przynajmniej kilkaset miliardów dolarów rocznie. Poddał się procedurze oceny, gdzie był zobowiązany zaprezentować plan komercjalizacji, zagranicznych partnerów oraz całą unikalną wiedzę. Ja może się czuć przedsiębiorca, gdy fragmenty zarejestrowanych i „zabezpieczonych” na serwerach NCBiR wypowiedzi ekspertów odnoszących się również do know-how, objętych najwyższą tajemnicą, której strzec ma instytucja i powaga państwa, stają się głównym newsem w jednej z największych stacji telewizyjnych w Polsce – TVN24. 

Wszystkie media jednak zignorowały ten niebywały skandal i skoncentrowały się na tym co zostało zuchwale i bezprawnie upublicznione. I tu znowu dochodzi do manipulacji- posłowie udostępnili jedynie wybrane fragmenty z wypowiedzi ekspertów, które zostały zarejestrowane w trakcie przygotowań ekspertów do panelu z wnioskodawcą. W tym momencie warto wyjaśnić, iż ocena merytoryczna z poziomu ekspertów przebiega 4 etapowo. Pierwszy etap to zebranie wszystkich wątpliwości oraz pytań jakie ma grono oceniających do wnioskodawcy. Drugi etap to spotkanie z wnioskodawcą, w trakcie którego musi on odpowiedzieć na wszystkie pytania ekspertów. Trzeci etap to lista pytań i rekomendacji skierowanych do wnioskodawcy po wnikliwej analizie całości zebranej dokumentacji. Ostatni, czwarty etap - wnioskodawca udziela odpowiedzi na piśmie, po czym każdy z ekspertów dokonuje samodzielnej oceny, na podstawie której dokonuje się rekomendacji lub nie do uzyskania dotacji. 

Cały opisany proces jest rejestrowany i zabezpieczany przez systemy NCBiR. 

Opublikowane w TVN24 to wykradzione z NCBiR wyrwane z kontekstu, zmanipulowane wypowiedzi jedynie z pierwszego etapu ich oceny. Zostały one zmontowane w sposób, który miał sugerować olbrzymie wątpliwości jakie eksperci na temat naszego wniosku wyrażali, z ewidentną sugestią, iż to ich ocena ostateczna. Jest to oczywista nieprawda- po panelu z naszym udziałem (etap 2) oraz po udzieleniu przez nas wyczerpujących odpowiedzi (etap 3), eksperci dokonali merytorycznej oceny (etap 4)- skrajnie różnej od tej którą mogliśmy usłyszeć na antenie stacji telewizyjnej. 

 

"Ani łatwe, ani tanie"

Mowa na przykład o wysokich pensjach uczestników projektu.

To prawda, chcemy do prac badawczych zaangażować naszych partnerów min z USA. Uznaliśmy, iż współpracującym z nami polskim naukowcom, którzy dokonali spektakularnych odkryć opatentowanych na wszystkich kontynentach, zapewnimy praktyczne wsparcie inżynierów stricte z branży telekomunikacji międzykontynentalnej morskiej. Nasza spółka matka TB TELECOM współpracuje z takowymi już od przeszło 10 lat. Rzeczywiście zatrudnienie zagranicznego fachowca z 30 letnim doświadczeniem, zaangażowanym w budowę systemów podmorskich nie jest ani łatwą ani tym bardziej tanią rzeczą, zwłaszcza, że są to kompetencje, które posiada grono jedynie kilkudziesięciu osób na świecie. Kwestie te omawialiśmy i wyjaśniliśmy również podczas panelu ekspertów i mamy powody przypuszczać, iż spotkało się to ze zrozumieniem ze strony oceniających, gdyż spuentowane zostało adekwatnymi i rozsądnymi zaleceniami z ich strony, na które przystaliśmy. 

Według ustaleń Mariusza Gierszewskiego z Radio Zet wewnętrzna kontrola wykazała już w styczniu, że „projekt nie spełnia wymogów formalnych”.

Rzeczywiście, jak informuje Radio Zet, oraz panowie posłowie, powołując się na bardzo podejrzany dokument wewnętrzny, już na początku stycznia w wyniku kontroli, jakoby stwierdzona została nieprawidłowość formalna, w wyniku czego doszło do zablokowania dotacji. Problem polega na tym, że nie jest to prawda. Praktycznie przez cały styczeń, aż do początku marca prowadziliśmy wymianę korespondencji oraz dokumentów bezpośrednio zmierzających do podpisania umowy. W żadnym dokumencie ze strony NCBiR nie było mowy o jakiejkolwiek wadzie formalnej, skutkującej „zablokowaniu dotacji”. 

Warto dodać, iż proces oceny formalnej wniosku odbywa się w zasadniczej części na etapie… wprowadzania go do systemu informatycznego NCBiR. Już od ładnych paru lat bowiem, aplikowanie nie przebiega w sposób „papierowy”, ale właśnie za pomocą specjalnego generatora wniosków umieszczonego na serwerach instytucji. W generatorze wprowadza się kolejno wszystkie dane, począwszy od typu beneficjenta, rodzaju badań, budżetu, po czym generator sam wylicza wysokość procentową i wartość dotacji. Powtórzę- wnioskodawca nie może sam wprowadzić wartości dotacji - robi to za niego generator. Mało tego, generator nie dopuszcza wprowadzenia wartości niedozwolonych. W przypadku naruszeń - nie pozwoli walidować wniosku, nie zarejestruje i nie dopuści do oceny. W naszym przypadku, generator NCBiR wyliczył właśnie kwotę dotacji wynoszącą 123 mln PLN. 

W naszej opinii i opinii naszych prawników nie jest to bynajmniej luka w systemie. Wynika to jasno z przepisów zawartych w stosownych rozporządzeniach MNiSW poz. 146 oraz Rozporządzenia Komisji Europejskiej 651/2014, na podstawie których sporządzony jest Regulamin Konkursu, który ma bardziej formę ulotki niż przepisu prawnego. I tu znowu paradoks, gdyż okazuje się, iż cytując zapisy ww. aktów prawnych: „wspieranie wdrażania badań przemysłowych i eksperymentalnych […] przez finansowanie inwestycji początkowych na rzecz nowej działalności gospodarczej […] może być objęte pomocą dostosowanej kwoty”. Innymi słowy, nowe działalności gospodarcze- takie jak moja spółka, mogą starać się o dotację przewyższającą równowartość kwoty 20mln euro. „Dostosowana kwota” wyliczana jest wtenczas ze specjalnego wzoru określonego we wspomnianym Rozporządzeniu KE. 

Podsumowując, politycy oraz dziennikarze informowali opinię publiczną o błędach formalnych mojego wniosku bazując na pobieżnej wiedzy z ulotek, nie zajrzeli w ogóle do przepisów właściwych. Ponadto, sprawą bardzo podejrzanego dokumentu, ujawnionego przez Radio Zet zainteresujemy prokuraturę. 

 

Szef katarskiego funduszu inwestycyjnego

Na jednym z publikowanych w mediach zdjęć, widać Pana i szefa katarskiego funduszu inwestycyjnego. Czy to świadczy o finansowym zainteresowaniu projektem? O pieniądzach jakiego rzędu mowa? 

Zamieszanie wokół zdjęcia to, to kolejne z kuriozów, jakie miało miejsce w całej tej „aferze”. Panowie posłowie „aferzyści” - Joński i Szerba, najpierw zarzucają mi i mojej firmie- że nikt za mną nie stoi, nie mam zaplecza, ani naukowego, ani finansowego- typowa firma krzak. Tymczasem, na opublikowanym zdjęciu widać spotkanie, którego byłem jednym z głównych organizatorów. Bierze w nim udział wspomniany wcześniej min.: Sheikh Abdulla bin Mohammed bin Saud Al Thani, szef największego funduszu inwestycyjnego na Bliskim Wschodzie – QIA (ponad 300mld dolarów). Zasiadał on również w zarządach i radach nadzorczych największych katarskich banków oraz największego arabskiego operatora telekomunikacyjnego OREDOO. Sheikh był zaangażowany w przeszłości w budowę systemów światłowodowych podmorskich na Dalekim Wschodzie, jest zatem nie tylko wybitnym finansistą, ale również ekspertem w dziedzinie telekomunikacji, w tym również podmorskiej. Po drugiej stronie stołu siedzi mój partner biznesowy- obywatel USA, który w swojej ponad 30 letniej karierze zawodowej wybudował min.: światłowód dookoła świata- w 2000r. sprzedany za ponad 3mld dolarów. Jednym z jego projektów, jest wybudowany za 0,5 mld dolarów system GBI- czyli podmorski ring światłowodowy w Zatoce Perskiej, łączący wszystkie kraje arabskie z Persami oraz Europą. Projekt ten był sfinansowany właśnie przez zarządzany przez wspomnianego Sheikha Abdullah, fundusz QIA. 

Spotkanie dotyczyło projektu „EMFEI” - wybudowania alternatywnej drogi światłowodowej z Bliskiego Wschodu do Europy. Jest to jedna z dwóch kluczowych relacji dla europejskiego Internetu. 

W wyniku zawirowań politycznych w regionie Zatoki Perskiej, jakie miały miejsce w 2017 roku, niestety projekt ten musiał być zawieszony. Zdjęcia blokad nałożonych przez sąsiadów na Katar w 2021, oraz postępująca normalizacja stosunków w regionie, czynią szansę na realizację EMFEI bardzo realną. 

Z całą pewnością wypowiedzi naszych rodzimych polityków, określających uczestników tego spotkania mianem „zorganizowanej grupy przestępczej” nie pomaga polskim interesom… Zwłaszcza, iż Sheikh miał status członka rządu, a w spotkaniu brało udział dwóch dyplomatów, syn jednego z najbogatszych Katarczyków, oraz niezwykle wpływowi przedsiębiorcy branży telekomunikacji podmorskiej- obywatele USA, Australii i Wielkiej Brytanii. 

 

Szczerba i Joński

Jak w Pana opinii, Joński i Szczerba weszli w posiadanie poufnych informacji na temat projektu?

Po pierwsze cała ich tzw. kontrola, zwłaszcza w początkowej fazie opierała się na jak wspomniałem znajomości… tytułu projektu. Nie mieli absolutnie żadnego legalnego dostępu do dokumentacji, a ich groteskowych wywodów z tego okresu szkoda nawet komentować. Co innego taśmy, które rzeczywiście ktoś w nielegalny sposób wydobył z serwerów NCBiR. Za ich wyciekiem, ale również np.: za wyciekiem wewnętrznego dokumentu NCBR (co do autentyczności którego mam wielkie zastrzeżenia) opisującego rzekome nieprawidłowości w ocenie mojego wniosku, stoi w mojej ocenie ktoś inny. Mam swoje przypuszczenia, oparte o solidne dowody w postaci dokumentów. Sprawa jest już w prokuraturze. Liczę, iż odpowiednie instytucje sprawę tę wyjaśnią a winni zostaną ukarani. 

 

Na czym polega projekt?

Na czym polega projekt będący przedmiotem dofinansowania NCBiR?

Mówiąc w dużym uproszczeniu, w ramach projektu chcemy zakupić specjalistyczny sprzęt wykorzystywany do podmorskiej transmisji międzykontynentalnej. Zakup ten stanowi 97% całkowitych kosztów ogólnych budżetu projektu. Następnie chcemy przeprojektować pewne jego elementy w taki sposób, aby można było wykorzystać opatentowany przez polskich naukowców światłowód wielordzeniowy oraz jego niesamowite właściwości, czyli: Zapewnić bezpieczną transmisję (brak możliwości podsłuchu); Uczynić kabel podmorski super czujnikiem na całej długości- zdolnym namierzyć łodzie i drony podwodne, ale również mierzącym temperaturę, kwestie sejsmiczne i wiele innych; Istotnie zwiększyć przepustowość transmisji kabli podmorskich. 

W projekt jest zaangażowany międzynarodowy zespół inżynierów i naukowców, wybitnych specjalistów z olbrzymim dorobkiem naukowym oraz wiedzą praktyczną z zakresu projektowania, budowy, jak również finansowania i specyfiki rynku telekomunikacji międzykontynentalnej. Co istotne mają oni doświadczenie w implementacji innowacyjnych specjalistycznych czujników w kablach podmorskich, wykorzystywanych przez wojsko. 

Warto wspomnieć, iż tematyka badawcza, której się podjęliśmy, należy do najgorętszych tematów, nad którymi pochylają się obecnie największe koncerny w branży. Koncerny te dysponują nieporównywalnie większymi środkami niż te dostępne w Polsce, a kwota dotacji o jaką się staramy na nikim w środowisku nie robi specjalnego wrażenia. 

Implementacja opracowanej przez nas technologii, w jednej tylko instalacji na Atlantyku oznacza przychód na poziomie kilkunastu/kilkudziesięciu milionów dolarów. Na dzisiaj zidentyfikowaliśmy kilkanaście dużych projektów, które mogłyby ją wykorzystać. Mając w zespole amerykańskich partnerów, weteranów branży, mamy powody przypuszczać, iż sukces badań będzie szedł w parze z sukcesem w ich komercjalizacji. A praca wybitnych polskich naukowców będzie przynosiła owoce dla całej polskiej gospodarki, tworząc przestrzeń dla nowych niezwykle nowoczesnych i dochodowych branż. 

Skoro jest to badania laboratoryjne, to po co te „legendarne” 300 kilometrów światłowodu?

Technologia kabli podmorskich międzykontynentalnych wymaga specjalnych urządzeń zapewniających odpowiedni, kosmiczny wręcz, poziom transmisji, bardzo specyficzne zasilanie, etc. Aby sprawdzić, czy rozwiązanie, nad którym pracujemy działa (i jak dobrze działa) musimy stworzyć również adekwatny do warunków technicznych tej konkretnej technologii układ pomiaru. Sygnał optyczny w transmisji podmorskiej należy wzmacniać co około 70-100km za pomocą tzw. repeaterów. Systemy międzykontynentalne liczą często po kilka a nawet kilkanaście tysięcy km (czyli po kilkadziesiąt/kilkaset repeaterów). Kable leżą na olbrzymich głębokościach i muszą być zaprojektowane tak, aby działać bezawaryjnie około 20 lat. Dlatego też poziom technologiczny, nie tylko pod względem osiąganych parametrów, ale również niezawodności, tu muszę znów użyć słowa, jest iście kosmiczny. 

Koncepcja badań w naszym projekcie oraz zaprojektowany przez naszych inżynierów do tego układ badawczy, wyposażony jest w 3 repeatery. Wymaga zatem włókna światłowodowego o długości 300km, które nie opuści murów laboratorium. Jest to, proszę mi wierzyć, minimum dla zweryfikowania poprawności naszych rozwiązań. Producenci sprzętu transmisyjnego międzykontynentalnego, bardzo często dokonują podobnych testów laboratoryjnych na długościach włókna wynoszących kilka tysięcy km (!) Testują konfiguracje układów oraz osiągane parametry transmisji na urządzeniach, które już są dostępne na rynku. Proszę zwrócić uwagę, iż nasze dopiero projektujemy. 

Jeśli chodzi o same testy to mamy w naszym zespole bardzo doświadczonych inżynierów- w zeszłym roku razem z Infinierą (jednym z największych producentów urządzeń do transmisji) oraz Orange, dokonali oni spektakularnego testu przepustowości opatentowanego przez prof. Nasiłowskiego włókna wielordzeniowego- bijąc, należący wcześniej do Japończyków rekord świata w tej dziedzinie. Informowały o tym media na całym świecie, rekord ten do dzisiaj nie został pobity. Morską odmianę tego samego włókna chcemy wykorzystać w naszym projekcie. 

 

Korzyści

Jak państwo polskie mogłoby skorzystać na tej technologii?

Korzyści, jakie Polska osiągnie po skutecznym zrealizowaniu badań jest wiele. Mało kto wie, ale polscy fizycy- fotonicy należą do ścisłej czołówki światowej. Rozwój najnowocześniejszych technologii to zawsze impuls do dalszych prac naukowych. Oparcie ich o przemysł, a w naszym przypadku jest na to spora szansa, wpisuje się w model gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów. Wreszcie, w kraju, w którym sam przemysł bazujący na własnej, konkurencyjnej względem świata, technologii generuje nieporównywalnie większe zyski niż taki w którym realizowane są jedynie zlecenia podwykonawcze od dużych zagranicznych koncernów, które to koncerny odbierają zasadniczą część zysków. Polska, do tej pory, swój imponujący rozwój zawdzięczała głównie temu, że bazuje na drugim modelu. Proszę sobie wyobrazić, jak mogłaby się rozwijać, gdyby zasadnicza część zysków zostawała w Polsce – a tak właśnie będzie, gdy polskie odkrycia naukowców będą komercjalizowane w polskich fabrykach. 

Jest też, inny wymiar, w którym nasza ojczyzna może skorzystać z technologii, nad którą pracujemy. Jest on związany z militarnym bezpieczeństwem oraz stabilnością gospodarczą Polski, oraz całego regionu. Podmorskie kable telekomunikacyjne, stanowią obecnie swoisty krwiobieg najbardziej rozwiniętych gospodarek. Im bardziej rozwinięte- tym bardziej od nich uzależnione. Internet stał się surowcem, który można śmiało porównać do tych tradycyjnych- gaz, ropa, prąd etc. Jak donoszą liczne raporty angielskie z zeszłego roku oraz z ostatniego miesiąca - holenderski, różne mocarstwa, w tym przede wszystkim Rosja, prowadzą intensywne prace i działania, których celem jest zakłócenie podmorskiej światłowodowej sieci szkieletowej. Od kilku lat Rosjanie mapują dno morskie Atlantyku, poznając szczegółowe położenie kabli. Ponadto, w samym 2022 roku odnotowano kilka tajemniczych przecięć w rejonie Bałtyku i Atlantyku. Mało tego wywiady krajów zachodnich, odkryły, iż wrogie nam mocarstwo dysponuje dronami podwodnymi zdolnymi nie tylko przeciąć kabel, ale również wpiąć się w system zarówno transmisji światłowodowej (celem podsłuchiwania) jak również system zasilania urządzeń wzmacniających (każdy kabel międzykontynentalny co około 70km posiada tzw. repeater, który zasilany jest prądem stałym). 

Skutki zaplanowanej akcji dywersyjnej na kablach podmorskich mogą być znacznie gorsze dla gospodarki globalnej niż COVID, czy też wojna na Ukrainie. Faktu tego są świadomi zachodni politycy, czego dowodem jest wypowiedź brytyjskiego admirała Radakina, który zagroził, iż jakakolwiek ingerencja w system światłowodowy na Atlantyku będzie traktowana jako „act of war”. 

Polska, jeśli chce się bezpiecznie i dynamicznie rozwijać, powinna posiadać własny dostęp do najważniejszych magistral Internetowych świata. Oznacza to własne kable w dwóch kluczowych relacjach- do USA (75% europejskiego Internetu) oraz na wschód- Bliski Wschód, Indie, Chiny (25% europejskiego Internetu). Co istotne, praktycznie każdy kraj zachodniej Europy posiada po kilka kabli w tych relacjach, Polska oraz wszystkie kraje Trójmorza- żadnego.  

Budowa takiej właśnie infrastruktury krytycznej, bo tak się ją teraz określa, w oparciu o naszą technologię zapewniłoby Polsce suwerenność cyfrową i cyberbezpieczeństwo na poziomie nieporównywalnie większym niż jakiegokolwiek innego kraju na świecie. Posiadanie super- bezpiecznej infrastruktury krytycznej w kluczowych relacjach, to również warunek konieczny rozwoju całego systemu instalacji wojskowych naszych sojuszników na terenie naszego kraju. Instalacje te stanowią niewątpliwie jedno z najistotniejszych ogniw systemu bezpieczeństwa militarnego Polski i regionu. 

Kto mógłby mieć interes w szkodzeniu projektowi?

Is fecit cui prodest, uczynił ten co odniósł korzyść. Mam nadzieję, iż nasza rozmowa pozwoli wyrobić sobie opinię kto takową korzyść mógłby odnieść. Niestety, na naszej, niezwykle spolaryzowanej i rozemocjonowanej scenie politycznej, wydaje mi się, iż nie trzeba wiele, aby realizować obce cele, stosunkowo niedużym nakładem, rękami nieodpowiedzialnych polityków oraz szukających taniej sensacji mediów. 
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Na stanowiska wracają ludzie związani z WSI Wiadomości
Na stanowiska wracają ludzie związani z WSI

Na stanowiska państwowe wracają ludzie związani kiedyś z WSI, których powiązania stanowią ryzyko dla RP. Kolejne sygnały wskazują, że przy obecnych rządach promowane będą środowiska, które zostały w czasie rządów PiS odcięte od wpływów na funkcjonowanie państwa.

Autobus staranowany przez ciężarówkę. 12 osób w szpitalu gorące
Autobus staranowany przez ciężarówkę. 12 osób w szpitalu

12 osób trafiło do szpitala po wypadku na ulicy Bałtyckiej w Olsztynie, gdzie wywrotka staranowała miejski autobus i auta osobowe - podał rzecznik warmińsko-mazurskiej straży pożarnej Grzegorz Różański. Według niego stan pięciu z tych osób określono jako zagrażający życiu.

Michał Fijoł odwołany ze stanowiska prezesa Polskiej Grupy Lotniczej z ostatniej chwili
Michał Fijoł odwołany ze stanowiska prezesa Polskiej Grupy Lotniczej

Rada nadzorcza Polskiej Grupy Lotniczej odwołała Michała Fijoła z funkcji prezesa spółki.

Paweł Jędrzejewski: Polskie MSZ przeciwko wzmocnieniu NATO Wiadomości
Paweł Jędrzejewski: Polskie MSZ przeciwko wzmocnieniu NATO

Narasta napięcie pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Rodzina zjadła niedźwiedzia. Skutki okazały się katastrofalne  Wiadomości
Rodzina zjadła niedźwiedzia. Skutki okazały się katastrofalne

Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) poinformowało, że sześć osób zaraziło się włośnicą po zjedzeniu niedogotowanego mięsa niedźwiedzia czarnego lub żywności skażonej krzyżowo tym mięsem podczas zjazdu rodzinnego w 2022 roku.

„Onet brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, a teraz robi pseudoaferę” polityka
„Onet brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, a teraz robi pseudoaferę”

„Onet ochoczo brał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Dziś robi pseudoaferę, że pieniądze dostał też wysoce wyspecjalizowany szpital ortopedyczny w Otwocku” – napisał Zbigniew Ziobro w serwisie X.

„Przepraszam, wypadły mi zęby”. Nieoczekiwana wpadka w niegdyś popularnym „Pytaniu na śniadanie” w TVP Wiadomości
„Przepraszam, wypadły mi zęby”. Nieoczekiwana wpadka w niegdyś popularnym „Pytaniu na śniadanie” w TVP

Po siłowym przejęciu TVP – na rozkaz byłego ministra kultury ppłk. Sienkiewicza – media publiczne dotykają różne plagi, kłopoty finansowe, szokująco spada oglądalność. A teraz jeszcze to.

Prezydent Duda stanął w obronie wielkich inwestycji w Polsce polityka
Prezydent Duda stanął w obronie wielkich inwestycji w Polsce

– Nie wolno pozwolić, by wielkie inwestycje w Polsce zostały zatrzymane – podkreślił prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z mieszkańcami Konina (woj. wielkopolskie). Zapowiedział walkę o budowę CPK, a także o zbudowanie elektrowni jądrowej w regionie.

Kołodziejczak stwierdził, że rezygnacja z Zielonego Ładu „byłaby najbardziej na rękę Rosji” tylko u nas
Kołodziejczak stwierdził, że rezygnacja z Zielonego Ładu „byłaby najbardziej na rękę Rosji”

– Rezygnacja ze wszystkich założeń Zielonego Ładu byłaby najbardziej na rękę Rosji – ocenił w poniedziałek w Brukseli wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak. Dodał, że zapisy Zielonego Ładu muszą być jednak wprowadzone na miarę kieszeni rolników i konsumentów.

Poważna wpadka Platformy. Nie chcą bronić granicy z obwodem królewieckim? polityka
Poważna wpadka Platformy. Nie chcą bronić granicy z obwodem królewieckim?

Platforma Obywatelska opublikowała spot wyborczy. Pojawia się w nim mapka z zaznaczonymi miejscami, w których miałyby stanąć dodatkowe wzmocnienia w ramach programu Tarcza Wschód. Problem polega na tym, że nie obejmują one granicy z Rosją w obwodzie królewieckim.

REKLAMA

[Wywiad] To jego firma miała otrzymać 123 miliony z NCBiR. "Żaden z dziennikarzy nawet nie zapytał na czym polega projekt"

Od kilku tygodni "wiodące media" publikują szereg artykułów na temat dofinansowań projektów naukowych Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jedną z firm wymienianą w szeregu publikacji zapoczątkowanych przez posłów Platformy Obywatelskiej Dariusza Jońskiego i Michała Szczerbę, jest firma Chime Networks, której prezesem jest Piotr Maziewski - Nikt nie zadał sobie trudu, aby zapytać nas na czym polega nasz projekt. Wszyscy, łącznie z panami posłami opierali swoje oceny o wiedzę jaką mogli wyczytać jedynie z tytułu projektu - mówi nam Piotr Maziewski
Piotr Maziewski [Wywiad] To jego firma miała otrzymać 123 miliony z NCBiR.
Piotr Maziewski / Zasoby Piotra Maziewskiego

Tysol.pl: Trwa kontrola NIK i CBA dotycząca dwóch projektów współfinansowanych przez NCBiR. W tym dofinansowania Pana firmy. Jak według Pana doszło do tej sytuacji?

Piotr Maziewski: Otóż cała sytuacja z przyznaną mojej firmie dotacją wygląda bardzo dziwnie i niepokojąco. W początkowej fazie dwóch panów posłów, pozorując tzw. kontrolę poselską dokonało publicznie eksperckiej oceny mojego wniosku. Informowali opinię publiczną, iż reprezentowane przeze mnie przedsiębiorstwo to „firma krzak”- że nikt za mną nie stoi, że nie posiadam żadnych zasobów ludzkich i finansowych, a cały projekt z całą pewnością nie jest innowacyjny gdyż dotyczy kładzenia kabli na Bałtyku aby płetwonurkowie nie kradli więcej bursztynu… To co mnie zdumiało, to fakt, iż praktycznie wszystkie media mainstreamowe, zupełnie bezkrytycznie podchwyciły temat i rozpętała się „afera NCBR”. Nikt nie zadał sobie trudu, aby zapytać nas na czym polega nasz projekt. Wszyscy, łącznie z panami posłami opierali swoje oceny o wiedzę jaką mogli wyczytać jedynie z tytułu projektu, czyli: 

„Opracowanie rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa podmorskiej infrastruktury światłowodowej w oparciu o innowacyjną technologię wielordzeniowych włókien oraz ultraczułych systemów detekcji i identyfikacji zagrożeń”

Dokumentacja projektu to kilkaset stron, z dziedzin obejmujących specjalistyczną wiedzę z zakresu fotoniki, ale również niszowej gałęzi telekomunikacji- szkieletowej międzykontynentalnej. 

I rzeczywiście, na początku wydawało się to dziwne, czy wręcz groteskowe- dwóch panów posłów robi sobie naszym kosztem darmową, jak im się naiwnie wydaje, kampanię w mediach. Dziwne, gdyż powinni mieć świadomość, że nawet, jeśli dzisiaj chroni ich immunitet i w Polsce procesy, za naruszenie dóbr osobistych, które niebawem się zaczną, nie są szybkie, to już w takich krajach, jak USA, Wielka Brytania czy Australia sprawy mają zupełnie inny ciężar, a obywateli tych właśnie krajów, panowie pomówili. Pomawianie dyplomatów oraz osób traktowanych jak członkowie rządu obcego kraju nie wydaje się również rozsądne. 

To co jest niepokojące to to, co ma miejsce w kolejnej fazie „afery”. Chodzi o ujawnianie materiałów objętych tajemnicą oraz niebywałe manipulacje, jakich dopuszczają się zarówno politycy jak i niektóre media. Na jaw wychodzą szokujące informacje, iż nasz projekt od samego początku miał być utrącony przez urzędników NCBiR. Zmienia to całkowicie obraz „afery”- jako niepoważnej szarży dwóch posłów promujących swą książkę w roku wyborczym. Daje powody przypuszczać, że stoi za tym zupełnie ktoś inny… Jako że sprawa jest bardzo poważna, w zeszłym tygodniu złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Mam nadzieję, iż odpowiednie służby wyjaśnią jak rzeczywiście doszło do tej sytuacji. 

 

"Zorganizowana grupa przestępcza"

Co Pan ma na myśli mówiąc, że posłowie mieli pomówić dyplomatów czy członków rządów innych krajów?

Jednym z pomówionych przy pomocy publikacji ws. „afery NCBiR” jest szef największego funduszu inwestycyjnego na Bliskim Wschodzie. Rzecz dotyczy zdjęcia z jego udziałem, obrazującego spotkanie w Polsce z przedsiębiorcami oraz dwoma polskimi politykami. Zdjęcie te poseł Szczerba opisał - „zorganizowana grupa przestepcza”. Państwo Katar, jest szczególną formą monarchii. Organizacja państwa i struktura władzy są znacząco inne od tych występujących na zachodzie. Państwowy fundusz QIA, jest jednym z najważniejszych jego organów, którego celem jest inwestowanie olbrzymich bogactw jakie pochodzą z wydobycia gazu. Inwestycje te mają zapewnić dobrobyt przyszłym pokoleniom (dziś ekstremalnie bogatych) Katarczyków, również po wyczerpaniu się surowców naturalnych. Sam fundusz jest wykorzystywany również do osiągania celów politycznych państwa. Spędziłem 10 lat na Bliskim Wschodzie i mogę śmiało powiedzieć, iż Katar jest, jak wynika ze statystyk, najbogatszym krajem na świecie, nie tylko bogactwem swych dygnitarzy, ale przede wszystkim bogactwem każdego obywatela tego kraju. Katarczycy są bardzo zadowoleni oraz dumni z tego jak ich kraj jest rządzony. HE (jego ekscelencja) Sheikh Abdulla bin Mohammed bin Saud Al Thani jest jednym z najważniejszych twórców, zarówno wizji rozwoju kraju, jak również jej skutecznym i wybitnym wykonawcą. Do Polski przyleciał więc, nie tylko „zwykły przedstawiciel rządu” zaprzyjaźnionego kraju, ale również jedna z najwybitniejszych i zasłużonych postaci świata polityki i finansów całego regionu Bliskiego Wschodu. W spotkaniu uczestniczyli również dwaj dyplomaci zatrudnieni w Ambasadzie Kataru w Polsce. 

Podstawowym zarzutem stawianym przez posłów Jońskiego i Szczerbę, a także powtarzające ich zarzuty media, jest zarzut słabej kondycji finansowej spółki. Jak można mieć zaufanie do spółki, która przynosi straty?

Ta kwestia to doskonały przykład manipulacji, jaką się stosuje wobec naszego projektu. Ciekawe, co by było, gdyby panowie posłowie udali się z kontrolą poselską do piekarni. Czy podnieśliby larum, iż przechowywana tam mąka nie jest chlebem i nie nadaje się do spożycia? Pewnie nie zorganizowaliby na ten temat konferencji prasowej w sejmie, gdyż każdy obywatel doskonale rozumie z czego się składa i jak się produkuje chleb. Nie każdy jednak wie jak się finansuje innowacje nie tylko w Polsce ale i na świecie. 

Chime Networks sp. z o.o., to podobnie jak ponad połowa podmiotów starających się o dotację w tym, ale również w innych podobnych konkursach, spółka celowa. Nie bada się zdolności kredytowych takich spółek, gdyż z definicji wiadomo, iż finansowaniem ich działalności zajmą się inwestorzy zewnętrzni. Inwestorzy ci bardzo często oprócz samych pieniędzy zapewniają dodatkowo zasoby, np. prawne, organizacyjne, które wspierają realizację projektu. Zarówno dla inwestorów, jak i dla organizatorów konkursu- NCBiR najważniejszy jest pomysł oraz szansa na jego komercjalizację. 

My to wszystko mamy w naszym projekcie, nikt jednak o to nie zapytał…

 

Znajomość z urzędnikiem

Pojawia się również wątek Pana osobistej znajomości z jednym z urzędników NCBiR

Cóż, należy wyjaśnić, iż żaden z wymienionych w mediach urzędników i polityków nie brał udziału w ocenie mojego projektu i jest łatwe do ustalenia jakie kompetencje owi urzędnicy w strukturach NCBiR posiadali. Mało tego, upublicznione, nawiasem mówiąc również bezprawnie, przez byłego dyrektora, wyniki głosowania uprawnionych do oceny osób, pokazują, iż właśnie urzędnik NCBiR głosował przeciw projektowi, zaś zewnętrzni eksperci – za. 

Jaki ma zatem sens grzebanie w moim życiorysie? Kogo poznałem w latach dziewięćdziesiątych kiedy w ramach stowarzyszenia pomagałem organizować koncerty Muzyki w Starym Kościele? Od kogo kupiłem nie w pełni zarejesrtowaną spółkę (bez jakichkolwiek aktywów, nie posiadającą rachunku bankowego, nie zarejestrowaną na VAT ani w KNF)? Czemu panowie posłowie nie sprawdzili sprawozdań ani SKMA ani spółki Profi Fund? Pewnie musieli stwierdzić, że stowarzyszenie przestało działać w 2006r, jako że było zarejestrowane przed powstaniem KRSu, znalazło się w rejestrach wyłącznie na skutek automatycznego przepisania z RHB (stary rejestr) w 2006r, zaś spółka Profi Fund nie zaczęła nawet swojej działalności. 

Jest jednak jeszcze jeden bardzo istotny wątek, a dotyczy samych ekspertów. W piątek 17 marca, znowu całkowicie bezprawnie, zostały udostępnione poufne dokumenty wewnętrzne NCBiR, z których można się dowiedzieć min. o nazwiskach ekspertów zewnętrznych oceniających nasz projekt. Proszę zwrócić uwagę, iż jego przewodniczącym był prof. Jacek Piskorowski, wybitny polski naukowiec, który w 2020r według rankingu Uniwersytetu Stanforda, znalazł się w najbardziej elitarnym gronie 2% najbardziej wpływowych naukowców na świecie. Trudno mi jest sobie wyobrazić, aby przyszło komukolwiek do głowy, aby podjąć próbę wpłynięcia przez jakiegokolwiek urzędnika na osobę z takim dorobkiem i pozycją naukową na świecie… Kwalifikacje i życiorysy, jakimi mogą się pochwalić pozostali dwaj eksperci, w tym również ten wewnętrzny z NCBR, świadczą, iż posiadają kompetencje do analizy projektów w branży technologicznej – telekomunikacyjnej. 

Cytowane w mediach opinie ekspertów NCBiR na temat dofinansowanego projektu, rzeczywiście są mocno krytyczne.

Kolejna manipulacja i kolejny skandal. Jak może się czuć przedsiębiorca, który w dobrej wierze złożył wniosek w instytucji państwowej – NCBiR - przedstawił wszystkie szczegółowe (będące tajemnicą przedsiębiorstwa) założenia badań i rozwiązań, które mogą zrewolucjonizować całą gałęź gospodarki wartej przynajmniej kilkaset miliardów dolarów rocznie. Poddał się procedurze oceny, gdzie był zobowiązany zaprezentować plan komercjalizacji, zagranicznych partnerów oraz całą unikalną wiedzę. Ja może się czuć przedsiębiorca, gdy fragmenty zarejestrowanych i „zabezpieczonych” na serwerach NCBiR wypowiedzi ekspertów odnoszących się również do know-how, objętych najwyższą tajemnicą, której strzec ma instytucja i powaga państwa, stają się głównym newsem w jednej z największych stacji telewizyjnych w Polsce – TVN24. 

Wszystkie media jednak zignorowały ten niebywały skandal i skoncentrowały się na tym co zostało zuchwale i bezprawnie upublicznione. I tu znowu dochodzi do manipulacji- posłowie udostępnili jedynie wybrane fragmenty z wypowiedzi ekspertów, które zostały zarejestrowane w trakcie przygotowań ekspertów do panelu z wnioskodawcą. W tym momencie warto wyjaśnić, iż ocena merytoryczna z poziomu ekspertów przebiega 4 etapowo. Pierwszy etap to zebranie wszystkich wątpliwości oraz pytań jakie ma grono oceniających do wnioskodawcy. Drugi etap to spotkanie z wnioskodawcą, w trakcie którego musi on odpowiedzieć na wszystkie pytania ekspertów. Trzeci etap to lista pytań i rekomendacji skierowanych do wnioskodawcy po wnikliwej analizie całości zebranej dokumentacji. Ostatni, czwarty etap - wnioskodawca udziela odpowiedzi na piśmie, po czym każdy z ekspertów dokonuje samodzielnej oceny, na podstawie której dokonuje się rekomendacji lub nie do uzyskania dotacji. 

Cały opisany proces jest rejestrowany i zabezpieczany przez systemy NCBiR. 

Opublikowane w TVN24 to wykradzione z NCBiR wyrwane z kontekstu, zmanipulowane wypowiedzi jedynie z pierwszego etapu ich oceny. Zostały one zmontowane w sposób, który miał sugerować olbrzymie wątpliwości jakie eksperci na temat naszego wniosku wyrażali, z ewidentną sugestią, iż to ich ocena ostateczna. Jest to oczywista nieprawda- po panelu z naszym udziałem (etap 2) oraz po udzieleniu przez nas wyczerpujących odpowiedzi (etap 3), eksperci dokonali merytorycznej oceny (etap 4)- skrajnie różnej od tej którą mogliśmy usłyszeć na antenie stacji telewizyjnej. 

 

"Ani łatwe, ani tanie"

Mowa na przykład o wysokich pensjach uczestników projektu.

To prawda, chcemy do prac badawczych zaangażować naszych partnerów min z USA. Uznaliśmy, iż współpracującym z nami polskim naukowcom, którzy dokonali spektakularnych odkryć opatentowanych na wszystkich kontynentach, zapewnimy praktyczne wsparcie inżynierów stricte z branży telekomunikacji międzykontynentalnej morskiej. Nasza spółka matka TB TELECOM współpracuje z takowymi już od przeszło 10 lat. Rzeczywiście zatrudnienie zagranicznego fachowca z 30 letnim doświadczeniem, zaangażowanym w budowę systemów podmorskich nie jest ani łatwą ani tym bardziej tanią rzeczą, zwłaszcza, że są to kompetencje, które posiada grono jedynie kilkudziesięciu osób na świecie. Kwestie te omawialiśmy i wyjaśniliśmy również podczas panelu ekspertów i mamy powody przypuszczać, iż spotkało się to ze zrozumieniem ze strony oceniających, gdyż spuentowane zostało adekwatnymi i rozsądnymi zaleceniami z ich strony, na które przystaliśmy. 

Według ustaleń Mariusza Gierszewskiego z Radio Zet wewnętrzna kontrola wykazała już w styczniu, że „projekt nie spełnia wymogów formalnych”.

Rzeczywiście, jak informuje Radio Zet, oraz panowie posłowie, powołując się na bardzo podejrzany dokument wewnętrzny, już na początku stycznia w wyniku kontroli, jakoby stwierdzona została nieprawidłowość formalna, w wyniku czego doszło do zablokowania dotacji. Problem polega na tym, że nie jest to prawda. Praktycznie przez cały styczeń, aż do początku marca prowadziliśmy wymianę korespondencji oraz dokumentów bezpośrednio zmierzających do podpisania umowy. W żadnym dokumencie ze strony NCBiR nie było mowy o jakiejkolwiek wadzie formalnej, skutkującej „zablokowaniu dotacji”. 

Warto dodać, iż proces oceny formalnej wniosku odbywa się w zasadniczej części na etapie… wprowadzania go do systemu informatycznego NCBiR. Już od ładnych paru lat bowiem, aplikowanie nie przebiega w sposób „papierowy”, ale właśnie za pomocą specjalnego generatora wniosków umieszczonego na serwerach instytucji. W generatorze wprowadza się kolejno wszystkie dane, począwszy od typu beneficjenta, rodzaju badań, budżetu, po czym generator sam wylicza wysokość procentową i wartość dotacji. Powtórzę- wnioskodawca nie może sam wprowadzić wartości dotacji - robi to za niego generator. Mało tego, generator nie dopuszcza wprowadzenia wartości niedozwolonych. W przypadku naruszeń - nie pozwoli walidować wniosku, nie zarejestruje i nie dopuści do oceny. W naszym przypadku, generator NCBiR wyliczył właśnie kwotę dotacji wynoszącą 123 mln PLN. 

W naszej opinii i opinii naszych prawników nie jest to bynajmniej luka w systemie. Wynika to jasno z przepisów zawartych w stosownych rozporządzeniach MNiSW poz. 146 oraz Rozporządzenia Komisji Europejskiej 651/2014, na podstawie których sporządzony jest Regulamin Konkursu, który ma bardziej formę ulotki niż przepisu prawnego. I tu znowu paradoks, gdyż okazuje się, iż cytując zapisy ww. aktów prawnych: „wspieranie wdrażania badań przemysłowych i eksperymentalnych […] przez finansowanie inwestycji początkowych na rzecz nowej działalności gospodarczej […] może być objęte pomocą dostosowanej kwoty”. Innymi słowy, nowe działalności gospodarcze- takie jak moja spółka, mogą starać się o dotację przewyższającą równowartość kwoty 20mln euro. „Dostosowana kwota” wyliczana jest wtenczas ze specjalnego wzoru określonego we wspomnianym Rozporządzeniu KE. 

Podsumowując, politycy oraz dziennikarze informowali opinię publiczną o błędach formalnych mojego wniosku bazując na pobieżnej wiedzy z ulotek, nie zajrzeli w ogóle do przepisów właściwych. Ponadto, sprawą bardzo podejrzanego dokumentu, ujawnionego przez Radio Zet zainteresujemy prokuraturę. 

 

Szef katarskiego funduszu inwestycyjnego

Na jednym z publikowanych w mediach zdjęć, widać Pana i szefa katarskiego funduszu inwestycyjnego. Czy to świadczy o finansowym zainteresowaniu projektem? O pieniądzach jakiego rzędu mowa? 

Zamieszanie wokół zdjęcia to, to kolejne z kuriozów, jakie miało miejsce w całej tej „aferze”. Panowie posłowie „aferzyści” - Joński i Szerba, najpierw zarzucają mi i mojej firmie- że nikt za mną nie stoi, nie mam zaplecza, ani naukowego, ani finansowego- typowa firma krzak. Tymczasem, na opublikowanym zdjęciu widać spotkanie, którego byłem jednym z głównych organizatorów. Bierze w nim udział wspomniany wcześniej min.: Sheikh Abdulla bin Mohammed bin Saud Al Thani, szef największego funduszu inwestycyjnego na Bliskim Wschodzie – QIA (ponad 300mld dolarów). Zasiadał on również w zarządach i radach nadzorczych największych katarskich banków oraz największego arabskiego operatora telekomunikacyjnego OREDOO. Sheikh był zaangażowany w przeszłości w budowę systemów światłowodowych podmorskich na Dalekim Wschodzie, jest zatem nie tylko wybitnym finansistą, ale również ekspertem w dziedzinie telekomunikacji, w tym również podmorskiej. Po drugiej stronie stołu siedzi mój partner biznesowy- obywatel USA, który w swojej ponad 30 letniej karierze zawodowej wybudował min.: światłowód dookoła świata- w 2000r. sprzedany za ponad 3mld dolarów. Jednym z jego projektów, jest wybudowany za 0,5 mld dolarów system GBI- czyli podmorski ring światłowodowy w Zatoce Perskiej, łączący wszystkie kraje arabskie z Persami oraz Europą. Projekt ten był sfinansowany właśnie przez zarządzany przez wspomnianego Sheikha Abdullah, fundusz QIA. 

Spotkanie dotyczyło projektu „EMFEI” - wybudowania alternatywnej drogi światłowodowej z Bliskiego Wschodu do Europy. Jest to jedna z dwóch kluczowych relacji dla europejskiego Internetu. 

W wyniku zawirowań politycznych w regionie Zatoki Perskiej, jakie miały miejsce w 2017 roku, niestety projekt ten musiał być zawieszony. Zdjęcia blokad nałożonych przez sąsiadów na Katar w 2021, oraz postępująca normalizacja stosunków w regionie, czynią szansę na realizację EMFEI bardzo realną. 

Z całą pewnością wypowiedzi naszych rodzimych polityków, określających uczestników tego spotkania mianem „zorganizowanej grupy przestępczej” nie pomaga polskim interesom… Zwłaszcza, iż Sheikh miał status członka rządu, a w spotkaniu brało udział dwóch dyplomatów, syn jednego z najbogatszych Katarczyków, oraz niezwykle wpływowi przedsiębiorcy branży telekomunikacji podmorskiej- obywatele USA, Australii i Wielkiej Brytanii. 

 

Szczerba i Joński

Jak w Pana opinii, Joński i Szczerba weszli w posiadanie poufnych informacji na temat projektu?

Po pierwsze cała ich tzw. kontrola, zwłaszcza w początkowej fazie opierała się na jak wspomniałem znajomości… tytułu projektu. Nie mieli absolutnie żadnego legalnego dostępu do dokumentacji, a ich groteskowych wywodów z tego okresu szkoda nawet komentować. Co innego taśmy, które rzeczywiście ktoś w nielegalny sposób wydobył z serwerów NCBiR. Za ich wyciekiem, ale również np.: za wyciekiem wewnętrznego dokumentu NCBR (co do autentyczności którego mam wielkie zastrzeżenia) opisującego rzekome nieprawidłowości w ocenie mojego wniosku, stoi w mojej ocenie ktoś inny. Mam swoje przypuszczenia, oparte o solidne dowody w postaci dokumentów. Sprawa jest już w prokuraturze. Liczę, iż odpowiednie instytucje sprawę tę wyjaśnią a winni zostaną ukarani. 

 

Na czym polega projekt?

Na czym polega projekt będący przedmiotem dofinansowania NCBiR?

Mówiąc w dużym uproszczeniu, w ramach projektu chcemy zakupić specjalistyczny sprzęt wykorzystywany do podmorskiej transmisji międzykontynentalnej. Zakup ten stanowi 97% całkowitych kosztów ogólnych budżetu projektu. Następnie chcemy przeprojektować pewne jego elementy w taki sposób, aby można było wykorzystać opatentowany przez polskich naukowców światłowód wielordzeniowy oraz jego niesamowite właściwości, czyli: Zapewnić bezpieczną transmisję (brak możliwości podsłuchu); Uczynić kabel podmorski super czujnikiem na całej długości- zdolnym namierzyć łodzie i drony podwodne, ale również mierzącym temperaturę, kwestie sejsmiczne i wiele innych; Istotnie zwiększyć przepustowość transmisji kabli podmorskich. 

W projekt jest zaangażowany międzynarodowy zespół inżynierów i naukowców, wybitnych specjalistów z olbrzymim dorobkiem naukowym oraz wiedzą praktyczną z zakresu projektowania, budowy, jak również finansowania i specyfiki rynku telekomunikacji międzykontynentalnej. Co istotne mają oni doświadczenie w implementacji innowacyjnych specjalistycznych czujników w kablach podmorskich, wykorzystywanych przez wojsko. 

Warto wspomnieć, iż tematyka badawcza, której się podjęliśmy, należy do najgorętszych tematów, nad którymi pochylają się obecnie największe koncerny w branży. Koncerny te dysponują nieporównywalnie większymi środkami niż te dostępne w Polsce, a kwota dotacji o jaką się staramy na nikim w środowisku nie robi specjalnego wrażenia. 

Implementacja opracowanej przez nas technologii, w jednej tylko instalacji na Atlantyku oznacza przychód na poziomie kilkunastu/kilkudziesięciu milionów dolarów. Na dzisiaj zidentyfikowaliśmy kilkanaście dużych projektów, które mogłyby ją wykorzystać. Mając w zespole amerykańskich partnerów, weteranów branży, mamy powody przypuszczać, iż sukces badań będzie szedł w parze z sukcesem w ich komercjalizacji. A praca wybitnych polskich naukowców będzie przynosiła owoce dla całej polskiej gospodarki, tworząc przestrzeń dla nowych niezwykle nowoczesnych i dochodowych branż. 

Skoro jest to badania laboratoryjne, to po co te „legendarne” 300 kilometrów światłowodu?

Technologia kabli podmorskich międzykontynentalnych wymaga specjalnych urządzeń zapewniających odpowiedni, kosmiczny wręcz, poziom transmisji, bardzo specyficzne zasilanie, etc. Aby sprawdzić, czy rozwiązanie, nad którym pracujemy działa (i jak dobrze działa) musimy stworzyć również adekwatny do warunków technicznych tej konkretnej technologii układ pomiaru. Sygnał optyczny w transmisji podmorskiej należy wzmacniać co około 70-100km za pomocą tzw. repeaterów. Systemy międzykontynentalne liczą często po kilka a nawet kilkanaście tysięcy km (czyli po kilkadziesiąt/kilkaset repeaterów). Kable leżą na olbrzymich głębokościach i muszą być zaprojektowane tak, aby działać bezawaryjnie około 20 lat. Dlatego też poziom technologiczny, nie tylko pod względem osiąganych parametrów, ale również niezawodności, tu muszę znów użyć słowa, jest iście kosmiczny. 

Koncepcja badań w naszym projekcie oraz zaprojektowany przez naszych inżynierów do tego układ badawczy, wyposażony jest w 3 repeatery. Wymaga zatem włókna światłowodowego o długości 300km, które nie opuści murów laboratorium. Jest to, proszę mi wierzyć, minimum dla zweryfikowania poprawności naszych rozwiązań. Producenci sprzętu transmisyjnego międzykontynentalnego, bardzo często dokonują podobnych testów laboratoryjnych na długościach włókna wynoszących kilka tysięcy km (!) Testują konfiguracje układów oraz osiągane parametry transmisji na urządzeniach, które już są dostępne na rynku. Proszę zwrócić uwagę, iż nasze dopiero projektujemy. 

Jeśli chodzi o same testy to mamy w naszym zespole bardzo doświadczonych inżynierów- w zeszłym roku razem z Infinierą (jednym z największych producentów urządzeń do transmisji) oraz Orange, dokonali oni spektakularnego testu przepustowości opatentowanego przez prof. Nasiłowskiego włókna wielordzeniowego- bijąc, należący wcześniej do Japończyków rekord świata w tej dziedzinie. Informowały o tym media na całym świecie, rekord ten do dzisiaj nie został pobity. Morską odmianę tego samego włókna chcemy wykorzystać w naszym projekcie. 

 

Korzyści

Jak państwo polskie mogłoby skorzystać na tej technologii?

Korzyści, jakie Polska osiągnie po skutecznym zrealizowaniu badań jest wiele. Mało kto wie, ale polscy fizycy- fotonicy należą do ścisłej czołówki światowej. Rozwój najnowocześniejszych technologii to zawsze impuls do dalszych prac naukowych. Oparcie ich o przemysł, a w naszym przypadku jest na to spora szansa, wpisuje się w model gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów. Wreszcie, w kraju, w którym sam przemysł bazujący na własnej, konkurencyjnej względem świata, technologii generuje nieporównywalnie większe zyski niż taki w którym realizowane są jedynie zlecenia podwykonawcze od dużych zagranicznych koncernów, które to koncerny odbierają zasadniczą część zysków. Polska, do tej pory, swój imponujący rozwój zawdzięczała głównie temu, że bazuje na drugim modelu. Proszę sobie wyobrazić, jak mogłaby się rozwijać, gdyby zasadnicza część zysków zostawała w Polsce – a tak właśnie będzie, gdy polskie odkrycia naukowców będą komercjalizowane w polskich fabrykach. 

Jest też, inny wymiar, w którym nasza ojczyzna może skorzystać z technologii, nad którą pracujemy. Jest on związany z militarnym bezpieczeństwem oraz stabilnością gospodarczą Polski, oraz całego regionu. Podmorskie kable telekomunikacyjne, stanowią obecnie swoisty krwiobieg najbardziej rozwiniętych gospodarek. Im bardziej rozwinięte- tym bardziej od nich uzależnione. Internet stał się surowcem, który można śmiało porównać do tych tradycyjnych- gaz, ropa, prąd etc. Jak donoszą liczne raporty angielskie z zeszłego roku oraz z ostatniego miesiąca - holenderski, różne mocarstwa, w tym przede wszystkim Rosja, prowadzą intensywne prace i działania, których celem jest zakłócenie podmorskiej światłowodowej sieci szkieletowej. Od kilku lat Rosjanie mapują dno morskie Atlantyku, poznając szczegółowe położenie kabli. Ponadto, w samym 2022 roku odnotowano kilka tajemniczych przecięć w rejonie Bałtyku i Atlantyku. Mało tego wywiady krajów zachodnich, odkryły, iż wrogie nam mocarstwo dysponuje dronami podwodnymi zdolnymi nie tylko przeciąć kabel, ale również wpiąć się w system zarówno transmisji światłowodowej (celem podsłuchiwania) jak również system zasilania urządzeń wzmacniających (każdy kabel międzykontynentalny co około 70km posiada tzw. repeater, który zasilany jest prądem stałym). 

Skutki zaplanowanej akcji dywersyjnej na kablach podmorskich mogą być znacznie gorsze dla gospodarki globalnej niż COVID, czy też wojna na Ukrainie. Faktu tego są świadomi zachodni politycy, czego dowodem jest wypowiedź brytyjskiego admirała Radakina, który zagroził, iż jakakolwiek ingerencja w system światłowodowy na Atlantyku będzie traktowana jako „act of war”. 

Polska, jeśli chce się bezpiecznie i dynamicznie rozwijać, powinna posiadać własny dostęp do najważniejszych magistral Internetowych świata. Oznacza to własne kable w dwóch kluczowych relacjach- do USA (75% europejskiego Internetu) oraz na wschód- Bliski Wschód, Indie, Chiny (25% europejskiego Internetu). Co istotne, praktycznie każdy kraj zachodniej Europy posiada po kilka kabli w tych relacjach, Polska oraz wszystkie kraje Trójmorza- żadnego.  

Budowa takiej właśnie infrastruktury krytycznej, bo tak się ją teraz określa, w oparciu o naszą technologię zapewniłoby Polsce suwerenność cyfrową i cyberbezpieczeństwo na poziomie nieporównywalnie większym niż jakiegokolwiek innego kraju na świecie. Posiadanie super- bezpiecznej infrastruktury krytycznej w kluczowych relacjach, to również warunek konieczny rozwoju całego systemu instalacji wojskowych naszych sojuszników na terenie naszego kraju. Instalacje te stanowią niewątpliwie jedno z najistotniejszych ogniw systemu bezpieczeństwa militarnego Polski i regionu. 

Kto mógłby mieć interes w szkodzeniu projektowi?

Is fecit cui prodest, uczynił ten co odniósł korzyść. Mam nadzieję, iż nasza rozmowa pozwoli wyrobić sobie opinię kto takową korzyść mógłby odnieść. Niestety, na naszej, niezwykle spolaryzowanej i rozemocjonowanej scenie politycznej, wydaje mi się, iż nie trzeba wiele, aby realizować obce cele, stosunkowo niedużym nakładem, rękami nieodpowiedzialnych polityków oraz szukających taniej sensacji mediów. 
 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe