Nastolatek pomagał wynieść wózek i wpadł pod pociąg. Chłopiec jest w ciężkim stanie
Co musisz wiedzieć:
- Do wypadku doszło 14 lutego na Mazowszu
- Nastolatek pomagał kobiecie z wózkiem
- Śledczy analizują działanie drzwi i procedury odjazdu
Śledztwo prokuratury
Prokuratura Okręgowa w Radomiu wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania wypadku kolejowego. Chodzi o zdarzenia z 14 lutego na stacji w Woli Bierwieckiej w gminie Jedlińsk (woj. mazowieckie).
Postępowanie dotyczy wypadku, w którym ciężko ranny został 17-letni Dominik Hołuj. Nastolatek nadal przebywa w bardzo ciężkim stanie.
- Gen. Wroński: Niemcy budują parasol dla siebie
- Nie żyje 23-letni polski żołnierz. Służby badają sprawę
- Ważny komunikat dla mieszkańców Torunia
- Komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego
- PKO BP wydał pilny komunikat
- Burza po niedzielnej „Familiadzie”. Widzowie podzieleni
- Marcin Bąk: Zajdel miał rację. Niestety...
- Weber mówi o wspólnej unijnej armii. "Musimy być gotowi na to, że Kaczyński wróci do władzy"
Jak doszło do tragedii
17-latek podróżował z mamą pociągiem relacji Radom - Warszawa. W pewnym momencie pomógł kobiecie wysiąść z wagonu z wózkiem z dzieckiem.
Gdy próbował wrócić do środka, drzwi zamknęły się i przytrzasnęły mu rękę.
„Chłopiec dostał się pomiędzy krawędź a pudło pociągu, a następnie pod pojazd”
- relacjonuje rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Aneta Góźdź.
Jeden z pasażerów natychmiast pociągnął za hamulec bezpieczeństwa. Skład zatrzymał się po przejechaniu kilkudziesięciu metrów.
Ciężki stan nastolatka
Ranny 17-latek trafił najpierw do Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, a następnie do szpitala w Warszawie o wyższym stopniu referencyjności. Jego stan wciąż określany jest jako bardzo ciężki.
Po wypadku społeczność szkolna oraz władze gminy zorganizowały akcję oddawania krwi dla licealisty.
Co sprawdzają śledczy
Początkowo czynności prowadziła radomska policja, jednak ze względu na powagę zdarzenia sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Radomiu.
Śledczy analizują monitoring stacji i nagrania z pociągu oraz przesłuchują świadków. Zabezpieczono również dokumentację techniczną składu.
Prokurator zlecił policji zabezpieczenie wszelkiej dokumentacji oraz materiałów dźwiękowych i wizualnych, związanych z wypadkiem oraz z oceną stanu technicznego pociągu
- przekazała Góźdź.
Kluczowe pytania dotyczą m.in. czasu między zatrzymaniem pociągu a sygnałem odjazdu, momentu rozpoczęcia wsiadania przez nastolatka, kontroli peronu przez kierownika pociągu oraz działania mechanizmu drzwi.
Czy zawiodły systemy bezpieczeństwa
Nowoczesne pociągi wyposażone są w czujniki antyzgnieceniowe, które powinny wykryć przeszkodę i zatrzymać zamykanie drzwi. Systemy te teoretycznie uniemożliwiają również ruszenie składu, gdy drzwi nie są domknięte.
W tej sprawie biegli ustalają, dlaczego pociąg mógł ruszyć. Badane jest, czy doszło do awarii systemu, czy zawiodła ludzka czujność.
Wiadomo, że zarówno kierownik, jak i maszynista byli trzeźwi w chwili zdarzenia.
Działa także komisja kolejowa
Niezależnie od prokuratury sprawę bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych. Jej ustalenia mają uzupełnić materiał dowodowy.
Pociąg należy do Kolei Mazowieckich, które również powołały własną komisję.
Komisja kolejowa ustala wszelkie okoliczności tego wypadku. Mamy zabezpieczony monitoring z pociągu, a także monitoring peronowy. Szczegółowo analizowane i sprawdzane są wszelkie aspekty związane z tym zdarzeniem
- wyjaśnia Donata Nowakowska, rzecznik prasowy Kolei Mazowieckich.
Każdego dnia obsługujemy setki tysięcy podróżnych, praca kierowników i maszynistów pociągów jest bardzo odpowiedzialna. Priorytetem dla nas wszystkich jest zapewnienie bezpieczeństwa pasażerom, dlatego jest nam bardzo przykro, że doszło do takie zdarzenia. Dołożymy wszelkich starań, żeby przyczyny wypadku zostały szczegółowo wyjaśnione
- zapewnia Nowakowska.
Postępowanie policji
Niezależnie od prac komisji własne postępowanie prowadzi także radomska policja. W dniu wypadku funkcjonariusze zabezpieczyli ślady oraz monitoring.
Śledztwo jest na wczesnym etapie.
Trwają czynności, postępowanie jest na początkowym etapie. Na razie to wszystko, co możemy powiedzieć
- mówi Justyna Jaśkiewicz z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.
Jak dotąd w sprawie nikt nie usłyszał zarzutów. Za nieumyślne spowodowanie wypadku komunikacyjnego grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.




