[Tylko u nas]Brzeski: III Rzesza skapitulowała?Kiedyś Niemcy zorganizują defiladę zwycięstwa nad nazizmem
![[Tylko u nas]Brzeski: III Rzesza skapitulowała?Kiedyś Niemcy zorganizują defiladę zwycięstwa nad nazizmem](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/94954275-b418-435b-8db7-1e80e3ccea04/48018.jpg?p=article_hero_mobile)
opinia
Przed kilkoma dniami przy okazji 75 rocznicy zakończenia II wojny światowej komentatorzy, politycy, prowadzący programy radiowe i telewizyjne wspominali o "kapitulacji Niemiec". Nic bardziej błędnego. Kiedy do kwatery głównej dowódcy Alianckich Sił Ekspedycyjnych generała Dwighta Eisenhowera w Reims we Francji przyjechali niemieccy parlamentariusze z pytaniem o warunki poddania się w kancelarii zaczęto gorączkowe poszukiwania instrumentu bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, który miał zostać podpisany przez przedstawicieli III Rzeszy. Obszerny i szczegółowy dokument został przygotowany przez Europejski Komitet Doradczy i zatwierdzony przez wielkie mocarstwa alianckie wiosną 1945 roku, ale pozostawiono go w Londynie.
Dosłownie na kolanie napisano krótki, składający się z 5 punktów, półtorastronnicowy, "Akt Kapitulacji Wojskowej", który w Reims szef sztabu Alianckich Sił Ekspedycyjnych generał Walter Bedell Smith dał do podpisu niemieckiej delegacji.
W nocy z 6 na 7 maja o godzinie 2.41, działając z upoważnienia "naczelnego dowództwa niemieckiego", instrument ten ze strony
niemieckiej podpisali:
- generał Alfred Jodl, szef sztabu Dowodzenia Wehrmachtu w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu , reprezentujący całość niemieckich sił zbrojnych oraz wojska lądowe,
- generał Wilhelm Oxenius, przedstawiciel naczelnego dowódcy Luftwaffe,
- admirał Hans-Georg von Friedeburg, naczelny dowódca Kriegsmarine.
Punkt 4 stwierdzał, że ten “wojskowy akt poddania" zostanie zastąpiony przez przyszły "ogólny instrument kapitulacji narzucony przez Narody Zjednoczone, który znajdzie zastosowanie do całości Niemiec oraz niemieckich sił zbrojnych".
Około 6 godzin po ceremonii w Reims, Moskwa uznała, że podpisany akt jest dla niej nie do przyjęcia. Po pierwsze różni się od uzgodnionego i przyjętego tekstu przygotowanego przez Europejski Komitet Doradczy, po drugie generał-major Iwan Susłoparow, który w Reims podpisał przyjęcie kapitulacji w imieniu naczelnego dowództwa Armii Czerwonej nie miał stosownego pełnomocnictwa. Stalin kategorycznie żądał powtórzenia ceremonii. Wiele wskazuje, że chciał oddać marszałkowi Gieorgijowi Żukowowi honor przyjęcia poddania się niemieckich wojsk. Ceremonię powtórzono więc wieczorem 8 maja 1945 roku w Berlinie.
Tym razem z niemieckiej strony dokument podpisali:
- feldmarszałek Wilhelm Keitel, szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu i naczelny dowódca wojsk lądowych,
- admirał Hans-Georg von Friedeburg, naczelny dowódca Kriegsmarine,
- generał-pułkownik lotnictwa Hans-Jürgen Stumpff, reprezentant naczelnego dowódcy Luftwaffe,
- feldmarszałek Robert von Greima z Luftwaffe.
Obie wersje instrumentu kapitulacji podpisali jak widać wyłącznie wojskowi. W imieniu państwa, czyli Rzeszy, nie kapitulował nikt.
Można się spotkać z argumentem, że niemieccy delegaci zanim złożyli podpisy przedłożyli stronie alianckiej pełnomocnictwa otrzymane od naczelnego dowódcy Wehrmachtu, wielkiego admirała Karla Dönitza, zaś Adolf Hitler tuż przed samobójstwem 30 kwietnia 1945 roku, wyznaczył Dönitza jako swego następcę na stanowiskach: prezydenta Rzeszy, ministra wojny oraz naczelnego dowódcy Wehrmachtu, a skoro tak, to upełnomocnieni przez Dönitza wojskowi kapitulowali również w jego zastępstwie jako głowy państwa.
Argument ten jest jednak chybiony, bowiem zgodnie z konstytucją weimarską, która obowiązywała w 1945 roku, prezydent Rzeszy wyłaniany był w drodze wyborów powszechnych, a nie nominacji swego poprzednika. Mówiąc krótko, Hitler nie miał uprawnienia do przekazania władzy prezydenckiej Dönitzowi.
Tekst "berlińskiego" instrumentu kapitulacji wojskowej w zasadzie nie różnił się od dokumentu z Reims. Niebywale istotny punkt 4 został po prostu przepisany. Przywołany w nim "ogólny instrument kapitulacji", który miał dotyczyć "całości Niemiec" nigdy jednak nie został "narzucony przez Narody Zjednoczone".
Prawnicy i eksperci Europejskiego Komitetu Doradczego w Waszyngtonie i Londynie jęknęli, kiedy otrzymali obie wersje dokumentów: ten z Reims i ten z Berlina. Wszystko wskazywało, że formalnie III Rzesza nie skapitulowała.
Stan ten potwierdził w orzeczeniu z 17 sierpnia 1956 roku niemiecki Trybunał Konstytucyjny, który uznał, że "Rzesza Niemiecka mimo załamania w 1945 roku nie uległa likwidacji". Ten sam Trybunał Konstytucyjny, który niedawno uznał, że jest sądem ostatniego słowa.
Orzeczenie Trybunału w Karlsruhe pieczętujące fakt, że w maju 1945 roku poddały się niemieckie siły zbrojne, ale państwo niemieckie nie skapitulowało, otworzyło po latach drogę do pokrętnego zacierania, kto ponosi odpowiedzialność za wywołanie, prowadzenie i wszelkie zbrodnie II wojny światowej. Dwa pokolenia po zakończeniu działań wojennych z Berlina płyną słowa o "wyzwoleniu" Niemiec i Niemców z jarzma "nazistów". Jakiej narodowości byli "naziści", skąd się wzięli, ilu ich było? O tym w najlepszym razie wspomina się półgębkiem. Odpowiedzialność za zbrodnie spychane są skwapliwie na Schutzstaffel, zwane w skrócie SS, czyli oddział ochronny NSDAP, to znaczy bojówkę partii nazistowskiej. No i znajdujemy tych "nazistów" trzymających Niemców w partyjnych kleszczach. Nie na darmo historycy piszą, że SS to "alibi" dla niemieckiego narodu. Miną jeszcze dwa pokolenia i może się okazać, że w setną rocznicę zakończenia II wojny światowej to Niemcy zorganizują w Berlinie defiladę zwycięstwa nad "nazizmem", na którą zaproszą delegacje Narodów Sprzymierzonych.
Rafał Brzeski
W nocy z 6 na 7 maja o godzinie 2.41, działając z upoważnienia "naczelnego dowództwa niemieckiego", instrument ten ze strony
niemieckiej podpisali:
- generał Alfred Jodl, szef sztabu Dowodzenia Wehrmachtu w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu , reprezentujący całość niemieckich sił zbrojnych oraz wojska lądowe,
- generał Wilhelm Oxenius, przedstawiciel naczelnego dowódcy Luftwaffe,
- admirał Hans-Georg von Friedeburg, naczelny dowódca Kriegsmarine.
Punkt 4 stwierdzał, że ten “wojskowy akt poddania" zostanie zastąpiony przez przyszły "ogólny instrument kapitulacji narzucony przez Narody Zjednoczone, który znajdzie zastosowanie do całości Niemiec oraz niemieckich sił zbrojnych".
Około 6 godzin po ceremonii w Reims, Moskwa uznała, że podpisany akt jest dla niej nie do przyjęcia. Po pierwsze różni się od uzgodnionego i przyjętego tekstu przygotowanego przez Europejski Komitet Doradczy, po drugie generał-major Iwan Susłoparow, który w Reims podpisał przyjęcie kapitulacji w imieniu naczelnego dowództwa Armii Czerwonej nie miał stosownego pełnomocnictwa. Stalin kategorycznie żądał powtórzenia ceremonii. Wiele wskazuje, że chciał oddać marszałkowi Gieorgijowi Żukowowi honor przyjęcia poddania się niemieckich wojsk. Ceremonię powtórzono więc wieczorem 8 maja 1945 roku w Berlinie.
Tym razem z niemieckiej strony dokument podpisali:
- feldmarszałek Wilhelm Keitel, szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu i naczelny dowódca wojsk lądowych,
- admirał Hans-Georg von Friedeburg, naczelny dowódca Kriegsmarine,
- generał-pułkownik lotnictwa Hans-Jürgen Stumpff, reprezentant naczelnego dowódcy Luftwaffe,
- feldmarszałek Robert von Greima z Luftwaffe.
Obie wersje instrumentu kapitulacji podpisali jak widać wyłącznie wojskowi. W imieniu państwa, czyli Rzeszy, nie kapitulował nikt.
Można się spotkać z argumentem, że niemieccy delegaci zanim złożyli podpisy przedłożyli stronie alianckiej pełnomocnictwa otrzymane od naczelnego dowódcy Wehrmachtu, wielkiego admirała Karla Dönitza, zaś Adolf Hitler tuż przed samobójstwem 30 kwietnia 1945 roku, wyznaczył Dönitza jako swego następcę na stanowiskach: prezydenta Rzeszy, ministra wojny oraz naczelnego dowódcy Wehrmachtu, a skoro tak, to upełnomocnieni przez Dönitza wojskowi kapitulowali również w jego zastępstwie jako głowy państwa.
Argument ten jest jednak chybiony, bowiem zgodnie z konstytucją weimarską, która obowiązywała w 1945 roku, prezydent Rzeszy wyłaniany był w drodze wyborów powszechnych, a nie nominacji swego poprzednika. Mówiąc krótko, Hitler nie miał uprawnienia do przekazania władzy prezydenckiej Dönitzowi.
Tekst "berlińskiego" instrumentu kapitulacji wojskowej w zasadzie nie różnił się od dokumentu z Reims. Niebywale istotny punkt 4 został po prostu przepisany. Przywołany w nim "ogólny instrument kapitulacji", który miał dotyczyć "całości Niemiec" nigdy jednak nie został "narzucony przez Narody Zjednoczone".
Prawnicy i eksperci Europejskiego Komitetu Doradczego w Waszyngtonie i Londynie jęknęli, kiedy otrzymali obie wersje dokumentów: ten z Reims i ten z Berlina. Wszystko wskazywało, że formalnie III Rzesza nie skapitulowała.
Stan ten potwierdził w orzeczeniu z 17 sierpnia 1956 roku niemiecki Trybunał Konstytucyjny, który uznał, że "Rzesza Niemiecka mimo załamania w 1945 roku nie uległa likwidacji". Ten sam Trybunał Konstytucyjny, który niedawno uznał, że jest sądem ostatniego słowa.
Orzeczenie Trybunału w Karlsruhe pieczętujące fakt, że w maju 1945 roku poddały się niemieckie siły zbrojne, ale państwo niemieckie nie skapitulowało, otworzyło po latach drogę do pokrętnego zacierania, kto ponosi odpowiedzialność za wywołanie, prowadzenie i wszelkie zbrodnie II wojny światowej. Dwa pokolenia po zakończeniu działań wojennych z Berlina płyną słowa o "wyzwoleniu" Niemiec i Niemców z jarzma "nazistów". Jakiej narodowości byli "naziści", skąd się wzięli, ilu ich było? O tym w najlepszym razie wspomina się półgębkiem. Odpowiedzialność za zbrodnie spychane są skwapliwie na Schutzstaffel, zwane w skrócie SS, czyli oddział ochronny NSDAP, to znaczy bojówkę partii nazistowskiej. No i znajdujemy tych "nazistów" trzymających Niemców w partyjnych kleszczach. Nie na darmo historycy piszą, że SS to "alibi" dla niemieckiego narodu. Miną jeszcze dwa pokolenia i może się okazać, że w setną rocznicę zakończenia II wojny światowej to Niemcy zorganizują w Berlinie defiladę zwycięstwa nad "nazizmem", na którą zaproszą delegacje Narodów Sprzymierzonych.
Rafał Brzeski

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 14.05.2020 21:49
Komentarze
Polska ropa na Bałtyku. Niemcy wykonali kolejny ruch
30.10.2026 15:35

Komentarzy: 0
Niemcy nie odpuszczają w sprawie ropy pod Świnoujściem. Tym razem zaprosili przedstawicieli Central European Petroleum na publiczne spotkanie. Chcą rozmawiać o planach wydobycia i jego możliwych skutkach.
Czytaj więcej
Afera w Niemczech. Kandydatka na burmistrza Berlina obawia się sympatyków Hamasu
30.10.2026 14:00

Komentarzy: 0
Elif Eralp, lider niemieckiej Lewicy (Die Linke) w Berlinie i kandydat na burmistrza miasta, znalazła się w centrum afery po publikacji „Der Spiegel”. Jej biuro miało przez pomyłkę przesłać dziennikarzom wewnętrzne komentarze do wywiadu. Polityk wyrażała w nich obawy o bezpieczeństwo swojej rodziny w związku z wypowiedziami dotyczącymi sympatyków Hamasu.
Czytaj więcej
Niemcy nie planują dodać polskiego napisu na pomniku w Dachau. Powołują się na... ochronę zabytków
28.10.2026 19:10

Komentarzy: 0
Polacy stanowili największą grupę narodowościową więźniów niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Dachau. Mimo to na znajdującym się tam Pomniku Narodów wciąż brakuje napisu „Nigdy więcej” w języku polskim. Jak ustaliła redakcja niemieckiej rozgłośni Deutsche Welle, jego dodanie do istniejącego monumentu jest obecnie mało prawdopodobne. Niemieckie instytucje powołują się na... ochronę zabytków.
Czytaj więcej
Nasz publicysta nie został wpuszczony na wykład Grzegorza Rossolińskiego-Liebe
27.10.2026 20:12

Komentarzy: 0
Sebastian Meitz, publicysta naszego portalu i ekspert Instytutu Sobieskiego, nie zdołał wziąć udziału w internetowym wykładzie kontrowersyjnego niemieckiego historyka Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, zorganizowanym na Uniwersytecie w Heidelbergu. Jak relacjonuje, przez 75 minut oczekiwał w wirtualnej poczekalni, jednak nie uzyskał dostępu do spotkania. „To na pewno kwestia problemów technicznych” – ironizował.
Czytaj więcej
Nowy budżet UE. Szydło: Mamy się zrzucić na ratowanie bankrutów
27.10.2026 20:03

Komentarzy: 0
Blisko 2 biliony euro wydatków, nowe źródła dochodów Unii Europejskiej i miliardy przeznaczone na spłatę wspólnego zadłużenia. Projekt budżetu UE na lata 2028–2034 wywołuje polityczne kontrowersje. Była premier Beata Szydło ostrzega, że finansowe konsekwencje problemów gospodarczych Francji i Niemiec mogą zostać przerzucone na pozostałe państwa członkowskie, w tym Polskę. Czy rzeczywiście taki mechanizm przewidują propozycje Komisji Europejskiej?
Czytaj więcej
