[Tylko u nas] Prof. David Engels: Europa jak Republika Weimarska? Padnie łupem agresywnej mniejszości?

Często słyszy się, że obecna sytuacja coraz bardziej oprzypomina tę, jaka panowała w późnym okresie Republiki Weimarskiej, kiedy to tradycyjny porządek nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie zagrożony został przez chaos i ekstremizm. I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka znaleźć by można duże podobieństwa, zwłaszcza gdy pomyślimy choćby o obecnym kryzysie gospodarczym, który został jedynie odłożony niejako w czasie dzięki niepohamowanemu zaciąganiu długów i polityce presji monetarnej; czy gdy widzimy niepewność moralną ludzi, konsekwencje innowacji technologicznych, katastrofę demograficzną, narastający paraliż praworządności i demokracji, pojawienie się i wzrost wszelkiej maści populizmów, czy wreszcie sukces autorytarnych reżimów na peryferiach Europy, np. w Turcji czy w Rosji. Istnieją jednak również fundamentalne różnice.
Pożar Reichstagu [Tylko u nas] Prof. David Engels: Europa jak Republika Weimarska? Padnie łupem agresywnej mniejszości?
Pożar Reichstagu
Wikipedia domena publiczna

Po pierwsze, fakt, że dzisiejszego tzw. prawicowego konserwatyzmu w jego przytłaczającej większości nie sposób nawet w najmniejszym stopniu porównać w sensie ideologicznym z faszyzmem, narodowym socjalizmem czy falangizmem, a w społeczeństwach nie ma już tamtej sympatii dla konserwatywnego systemu wartości; to jakoby wszechobecne i po wielokroć zaklinane „niebezpieczeństwo z prawej strony” wydaje się raczej całkowicie nierealne. Jedynie daleko idąca i wciąż rosnąca - również w partiach chadeckich - zdolność salonowa poglądów, które do tej pory uznawane były za „skrajnie lewicowe” może nieco przywodzić na myśl wzrost znaczenia komunizmu w latach dwudziestych - ale również z istotnymi różnicami, bowiem w tamtym czasie skierowany był on do mas pracujących, był zwalczany przez wielki kapitał i w dużej mierze pogardzany w społeczeństwie, podczas gdy w swojej obecnej manifestacji skupia się on głównie na społeczeństwach równoległych i na różnorakich mniejszościach, a pomimo opozycyjnej autostylizacji, będąc w zmowie z dużymi korporacjami, takimi jak big tech i big data, faktycznie opanował już wiele kluczowych stanowisk w edukacji, polityce, w mediach i w kulturze.

Inna różnica polega na tym, że o ile po zakończeniu I wojny światowej i upadku starego porządku wielu ludzi, tyleż z konieczności co i z pobudek idealistycznych, zmuszonych zostało do przyłączenia się do walki politycznej (również wyznania religijne stały się istotnymi czynnikami kształtującymi życie polityczne), o tyle dzisiaj, wraz ze zmierzchem chrześcijaństwa i dyskredytacją prawicy przez faszyzm, lewicy przez komunizm, a liberalizmu przez kult konsumpcji, szerokie masy stały się w dużej mierze apolityczne i zapanował ogólny polityczny kac: pomijając przepojone dobrymi intencjami, choć coraz mniej entuzjastyczne ustne deklaracje o „rządach prawa”, żaden obywatel tak na prawdę nie wierzy już w polityczne czy duchowe ideały poprzednich generacji, tak więc i polityczna walka przyszłości charakteryzować się będzie raczej przede wszystkim oportunizmem, cynizmem i apolitycznym pragnieniem pokoju, porządku i świętego spokoju, nie zaś obroną abstrakcyjnych ideałów pojawiających się czy to z prawej, czy z lewej strony.

Kolejną zasadniczą różnicą jest całkowita demilitaryzacja dzisiejszego społeczeństwa. Podczas gdy lata 20. XX wieku, szczególnie w Europie Środkowej, charakteryzowały się ogromną liczbą byłych żołnierzy, pogrążonych w tęsknocie za owym hierarchicznym światem wojskowym, mając przy tym łatwy dostęp do nielegalnych magazynów broni, co w rezultacie przyniosło sukces formacjom paramilitarnym, a także wyjaśnia dużą liczbę powstań i prób zamachu stanu dokonywanych tak z lewej jak i z prawej strony. Oczywiście nie oznacza to, że nasza przyszłość będzie wolna od przemocy - codzienne ataki nożowników, zamieszki uliczne i eskalacja przemocy podczas demonstracji, podobnie jak i częste zamachy na polityków mówią nam raczej co innego  - niemniej jednak oznacza to, iż tylko stosunkowo niewielka część społeczeństwa jest chętna i zdolna do aktywnego zaangażowania się w przemoc, podczas gdy duża część „pacyfistycznych” obywateli, tych, którzy szanują określone ramy prawne, może stać się łatwą ofiarą owej mniejszości lub po prostu tzw. biernymi obserwatorami i dawać upust swojej frustracji w krwiożerczych grach komputerowych albo w filmach postapokaliptycznych - w wyniku czego państwo i społeczeństwo stanie się w coraz bardziej ofiarą przypominającej zamachy stanu aktywności małych ale potężnych grup.

Dodatkowym czynnikiem byłaby tu ogromna segmentacja naszego społeczeństwa, i to nie tylko po linii czysto politycznej czy społecznej, jak to miało miejsce w latach dwudziestych XX wieku, lecz przede wszystkim po linii etnicznej oraz związanej z wiekiem: z jednej strony nie wystarczy już bowiem klasyczny „patriotyzm konstytucyjny” oraz przywiązanie do republikanizmu i świeckość, aby wytworzyć solidarność między afrykańskimi, bliskowschodnimi i autochtonicznymi grupami ludności na naszym kontynencie; z drugiej zaś, rosnąca liczba obywateli w starszym wieku niesie ze sobą ryzyko braku zainteresowania przyszłościowymi decyzjami demokratycznymi, co może łatwo doprowadzić do długoterminowych ustępstw na rzecz krótkotrwałej kontynuacji, zwłaszcza w obszarze emerytur. Jednak bez minimum homogenizmu solidarność społeczna może się okazać coraz trudniejsza do utrzymania, a w rezultacie doprowadzi to do dalszej erozji demokracji i porządku publicznego.
W tym kontekście warto też wspomnieć o zupełnie dziś innej pozycji Europy w świecie: o ile w latach dwudziestych przynajmniej zwycięskie mocarstwa pierwszej wojny światowej kontrolowały globalne imperia, a w dodatku przewaga techniczna Zachodu nad resztą świata była niekwestionowana i olbrzymia, dzisiaj nasz „stary kontynent” już dawno prześcignięty został przez Stany Zjednoczone i Chiny, a Indie, Brazylia, a nawet Rosja stały się poważnymi konkurentami, które coraz śmielej ingerują w wewnętrzne sprawy europejskich państw narodowych, aby skierować je na drogę, która im odpowiada i aby je kontrolować i wzajemnie przeciwko sobie rozgrywać.

Ważne jest również, aby nie zapominać o roli instytucji międzynarodowych w zaostrzeniu obecnej sytuacji, przede wszystkim Unii Europejskiej: o ile w latach dwudziestych pomimo powiązań politycznych i gospodarczych narodowe demokracje funkcjonowały w dużej mierze autonomicznie, o tyle od zakończenia II wojny światowej zaciągnięte zostały tak poważne zobowiązania międzyrządowe i do tego stopnia połączone zostały gospodarki, że ​​indywidualne narodowe wysiłki możliwe są już tylko w bardzo ograniczonym zakresie, a tam, gdzie jest to jeszcze (wprawdzie w formie szczątkowej) praktykowane, np. W Polsce czy na Węgrzech, kraje te są surowo sankcjonowane; sytuacja, która niemal uniemożliwia podejmowanie szybkich decyzji na szczeblu krajowym, o ile nie są one wcześniej omówione z wszystkimi partnerami, co w konsekwencji, zwłaszcza w czasach kryzysu, doprowadzić musi do politycznego paraliżu całej Europy.

Teraźniejszość Europy Zachodniej (w Europie Wschodniej można się spodziewać innego rozwoju) przypomina zatem tylko częściowo lata dwudzieste XX wieku, co nie oznacza, że ​​dziś perspektywy są bardziej różowe. Sytuacja wyjściowa jest bowiem nie mniej toksyczna, choć jej konsekwencje potoczą się zapewne innymi drogami. Przede wszystkim o wiele dłuższy i głębszy będzie czekający nas kryzys gospodarczy i polityczny, nawet jeśli wydaje się on bardziej pełzający i przez to podstępny, niż ten z okresu weimarskiego, gdyż praktycznie nie ma możliwości (i chęci) szybkiego jego zwalczania na szczeblu krajowym, a instytucje europejskie, z powodu ich wewnętrznej niezdarności, popadają w coraz głębszy paraliż.

Podobnie jak w latach dwudziestych XX wieku kryzys ten objawi się przede wszystkim niepokojami społecznymi, choć ze względu na daleko posuniętą fragmentyzację (nie tylko społeczną, ale i etniczną) państw Europy Zachodniej nie powinno się to raczej objawiać w postaci wojen domowych na wzór tamtej hiszpańskiej, lecz jako stopniowy, asymetryczny upadek prawa i porządku w „obszarach problemowych” oraz pojawiania się coraz częstszych chaotycznych zamieszek, takich jak choćby protesty BLM. A wobec powszechnego rozdrobnienia społeczeństwa i niezdolności państwa do działania, walka z kryzysem nie będzie prowadzona „z góry”, tak jak w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, lecz nastąpi niejako od dołu, gdzie klany, grupy wyznaniowe, organizacje paramilitarne i tzw. „gated communities” zaczynają odgrywać coraz większą rolę społeczną i polityczną. Dopiero na samym końcu, gdy cierpliwość społeczeństwa i gospodarki zostaną ostatecznie wyczerpane, uda się być może znaleźć ogólnoeuropejskie, pragmatyczne i kompromisowe rozwiązania, zdominowane jednak przez grupę, która najskuteczniej zapewni pokój i porządek w swojej strefie wpływów. Jakkolwiek ów nowy porządek również raczej nie będzie przypominać totalitaryzmów z lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, z ich ludobójczą polityką rasową lub walką klasową, lecz demokratycznie upudrowany, apolityczny stan oparty na plebiscytowym zatwierdzaniu i na tolerowanej przez elity gospodarcze kontroli nad mediami i aparacie bezpieczeństwa, co zalegitymizowane zostanie ostatecznie przez zawarcie kompromisu pomiędzy poszczególnymi grupami ludności nie będącymi już w stanie pokojowo współistnieć w ramach dotychczasowych form demokratycznych. Perspektywy są zatem ponure, trudno jednak powiedzieć, w jaki sposób można byłoby ich uniknąć, gdyż dla większości krajów Europy Zachodniej jest już prawdopodobnie za późno na powrót do owych fundamentalnych wartości, które Europę uczyniły wielką.


Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?
Tygodnik

Opinie

Popkultura