[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Syryjscy rebelianci wysyłani do Libii i Górskiego Karabachu

Ankara rekrutuje syryjskich najemników na fronty wojen zastępczych w których uczestniczy. Tysiące „janczarów” syryjskich wysłano do Libii i Azerbejdżanu. Dziennikarze analizujący ich szlak bojowy potwierdzają, że są kiepsko opłacani, źle wyszkoleni i traktowani jako oddziały straceńcze. Czy Turcja stara się pozbyć nadprodukcji oddziałów zbrojnych, które powstały na fali syryjskiej wojny? W międzyczasie, sekretarz stanu USA Mike Pompeo obwinił Turcję o eskalację w regionie, a za jeden z powodów uznał „dozbrajanie” Azerów przez Ankarę. Ponadto w wywiadzie dla Radio WBS z Atlanty podkreślił, iż ma nadzieję, że Ormianom uda się obronić przed tym „co robi Azerbejdżan”.
]syryjski rebeliant [Tylko u nas] Michał Bruszewski: Syryjscy rebelianci wysyłani do Libii i Górskiego Karabachu
]syryjski rebeliant
Screen YouTube Vice News

„Syryjskiego rebelianta na gwałt zatrudnię” – być może takie ogłoszenie niebawem ukaże się w tureckich mediach. Ankara rekrutuje syryjskich rebeliantów do walk nie tylko na terytorium Kurdystanu, ale także do operacji militarnych w Libii oraz Górskim Karabachu. W czasach Imperium Osmańskiego janczarzy byli najważniejszą jednostką tureckiej piechoty (wówczas szkolono wziętych do niewoli europejskich chłopców), dzisiaj zagranicznym zaciągiem wspierającym Tureckie Siły Zbrojne (TSK) są właśnie rebelianci z Syrii. „Janczarów Erdoğana” uderzających na Górski Karabach zdekonspirowały znane światowe redakcje. Dziennikarze BBC dotarli do przerzuconych z Turcji do Azerbejdżanu syryjskich najemników, których mamiono bezpieczną służbą w ochranianiu obiektów. Syryjczycy mają otrzymywać 2 tysiące dolarów miesięcznie. Problem w tym, że już pojawiły się relacje, iż Syryjska Armia Narodowa (koalicja oddziałów rebeliantów syryjskich wspierana przez Turcję) rekrutuje żołnierzy do Azerbejdżanu za mniejszy żołd – 1,5 tysiąca dolarów miesięcznego uposażenia. Ich wartość bojowa okazała się znikoma, ponieważ najczęściej są to osoby bez przeszkolenia militarnego, motywowane biedą panującą w regionie. Nie sądzili, iż będą atakowali dobrze umocnione ormiańskie pozycje w Górskim Karabachu. Można się także domyślić, że oddziały syryjskie odpowiadające za rekrutację do misji zagranicznych stawiają na najmniej potrzebnych żołnierzy. Jaki dowódca pozbawiłby się dobrych oddziałów? Do regionu mieli trafić na cztery dni przed azerską ofensywą. W mediach pojawiły się liczne relacje Syryjczyków, którzy narzekają na swoją służbę. Turecka filia BBC twierdzi, że do Azerbejdżanu trafiło tysiąc syryjskich najemników. Ambasador Armenii w Rosji Wardan Toganjan stwierdził, że liczba jest czterokrotnie większa. Doradca prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa, Himket Gadżijew zaprzeczył rewelacjom o przerzucie syryjskiego wsparcia – aczkolwiek nie tylko BBC ale także Reuters potwierdził takie informacje. O liczbie 300 syryjskich najemników wysłanych przez Turcję do Baku informował publicznie choćby francuski prezydent Emmanuel Macron. Oddziały Syryjczyków wysyłane przez Turcję do Libii lub Górskiego Karabachu to – zabrzmi to makabrycznie ale jest trafne – pozbywanie się problemu i wykorzystywanie tych oddziałów w myśl pruskiej maksymy „mięso armatnie” (Kanonenfutter – karma dla armat). 

Trwający od 2011 roku konflikt syryjski, pochłonął bez mała 500 tys. zabitych, ale także spowodował nadprodukcję uzbrojonych bojówek. Młodzi sunniccy Arabowie postanowili zaciągnąć się do najbliższego oddziału. Pech dla cywilizacji zachodniej chciał, że na fali radykalizacji syryjskiej wojny dawne demokratyczne postulaty zostały zniszczone przez dżihadystów – tzw. Państwa Islamskiego oraz Al-Kaidy. Obecnie zasilający najemnicze oddziały syryjskie, żołnierze rekrutują się z prowincji Idlib – w zasadzie ostatniej rebelianckiej enklawy w Syrii, lub z masy syryjskich Arabów oraz Turków, którzy uciekli z Syrii przez północną granicę, oraz tych tureckich lub arabskich oddziałów, które walczyły przeciwko Kurdom (w Afrin, Rożawie, ale także na początku wojny syryjskiej w prowincji Hasakah). Doszło nawet do tego, że Wolna Armia Syrii – kojarzona z początkiem konfliktu i koalicją sił demokratycznych, została przez Ankarę wskrzeszona już na swoich zasadach. Tyle, że prawie dekadę od wybuchu wojny gro oddziałów to formacje islamistyczne. Nawet umiarkowani Arabowie, bez większego ukształtowania ideologicznego, zostali urobieni przez dżihadystycznych dowódców. Brutalizacja wojny, brak liczenia się z prywatną cudzą własnością i życiem robią swoje w każdym konflikcie. Naiwnością byłoby sądzić, że z syryjskim zaciągiem jest inaczej. Turecki doppelgänger nieboszczki Wolnej Armii Syrii w anglosaskiej publicystyce ma dla odróżnienia akronim TFSA (Turecka Wolna Armia Syrii). Używana jest także górnolotna nazwa Syryjskiej Armii Narodowej. Rzecz jasna, sami żołnierze tejże Armii mogą nie wiedzieć w ogóle o tej nazwie – najczęściej jest to luźniejsza lub bardziej zunifikowana koalicja różnych bojówek (w sile plutonu), które podczas kolejnych przegranych bitew dołączały do silniejszej strony konfliktu. O „wyborach” decydowały też względy geograficzne. Zachodni front w Syrii opierał się o powiązania z Al-Kaidą i kolejne koalicje islamistycznych bojówek. Po przegranej bitwie o Aleppo w 2016 roku oczywistym się stało, że rebelianci zostaną zepchnięci pod granicę turecką. Ankara z tego skorzystała. To jednak miecz obosieczny. Z syryjskimi bojówkami ma sama zdecydowany problem – wykorzystała ich oddziały w ofensywach na kurdyjskie oddziały w prowincji Afrin i na Rożawę, utrzymują oni ostatnie pozycji obronne w prowincji Idlib, co pozwala Erdoganowi siadać z Władimirem Putinem do jednego stolika, by nad Damaszkiem i Kurdami ustalać strefy wpływów w Syrii ale nieprzebrane szeregi oddziałów nie będą stały z karabinem u nogi. Wojna syryjska „urodziła” całe pokolenie psów wojny. Gdy ktoś miał 11 lat gdy wojna się zaczynała, dzisiaj jest 20-letnim mężczyzną. Nie zna innego życia niż walka o przetrwanie. Nie udawajmy jednak jakiego autoramentu są to oddziały. W prowincji Idlib główną siłą bojową jest koalicja Hayat Tahrir asz-Szam (HTS) wyrosła z syryjskiej Al-Kaidy. Jak napisał Reuters syryjscy najemnicy wysłani do Azerbejdżanu mieli się rekrutować w innej islamistycznej bojówce Ahrar al-Sham. Poszczególne dżihadystyczne oddziały syryjskich rebeliantów (nie piszę o demokratycznych czy rewolucyjnych – które zostały zmarginalizowane) dopuszczały się bezwzględnych zbrodni na ludności cywilnej. Z resztą przypłaciły to brakiem wsparcia ze strony Zachodu – by przypomnieć fakt, że odcięcie głowy palestyńskiemu nastolatkowi przez bojówkarzy rebelianckiego ruchu Nour al-Din al-Zenki przechyliło czarę goryczy u Donalda Trumpa, który plan Obamy by wspierać rebeliantów po prostu ukrócił. Trump postawił na Kurdów wykazując się większą rozwagą niż jego poprzednik. 
To Kurdowie okazali się bezpieczną, przewidywalną i cywilizowaną siłą w regionie, która była jedyną przeciwwagą dla dżihadystów. Ale przypomnijmy, że Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) – koalicja przewodzona przez Kurdów i wspierana przez Waszyngton, a w zasadzie jej główny komponent w postaci Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) walczyły nie tylko z tzw. Państwem Islamskim. Pierwsza bitwa o miasto Ras al-Ayn (2012 – 2013) miała miejsce pomiędzy Kurdami a islamistycznymi bojówkami arabskimi i tureckimi z Frontem al-Nusra i Ghuraba al-Sham. Nusrowcy to bojówka al-Kaidy w Syrii, a Ghurabowcy to oddział etnicznych Turków oraz azjatyckiego zaciągu wspieranych przez Ankarę. W drugiej bitwie o Ras al-Ayn (2019 rok) ze wsparciem Turcji rebelianci odzyskali to miasto i włączyli do syryjskiej strefy kontroli Ankary. 
To, że Turcja rozdaje sojusznikom „na lewo i prawo” syryjskich najemników potwierdza tylko moją tezę, że w Ankarze jest silna wola pozbycia się tych ludzi. Już w Libii pisano o nich jako o oddziałach słabo wyszkolonych i straceńczych. Z resztą ich żołd obcięto z 2 tys. dolarów miesięcznie do 600 dolarów. Pytanie jak wyjdą na misji zagranicznej Syryjczycy oblegający Górski Karabach? Do interwencji tureckiej w Libii w styczniu 2020 roku dołączył też alternatywny opozycyjny rząd syryjski (SIG). Jest to organizacja rezydująca w syryjskim mieście Azaz pod granicą turecką, w kontrolowanej przez rebeliantów prowincji Idlib. W ten sposób do Libii trafiło – jak twierdzą niektóre media – 3500 syryjskich najemników (część dziennikarzy podaje nawet liczbę 11 200 najemników, którzy przeszli przez libijski front). Turcja zaangażowała się w obronę libijskiego rządu rezydującego w Trypolisie (GNA) w kontrze do wojsk marszałka Chalify Haftara, który oblegał stolicę. Trzeba oddać Ankarze, że jej zaangażowanie w Libii zmieniło oblicze konfliktu. Wojska Haftara odrzucono aż pod Abu Hadi. Oczywiście rolą game-changera były nie tyle syryjskie oddziały najemne, ale zaangażowanie lotnicze i technologiczne (zwłaszcza diablo skuteczne bezzałogowce Bayraktar TB-2). 
 


Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy popierasz zniesienie przesłanki eugenicznej?
Tygodnik

Opinie

Popkultura