REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. Wanda Laszczak: Wszystko już było. Czym skończyła się rewolucja seksualna w sowieckiej Rosji?

„Panie! Żyję, bo każesz, umrę, bo zechcesz, zbaw mnie, bo możesz”, „Pragnę, abyś był tak uwielbiony, jak jesteś wyniszczony” (Bł. Aniela Salawa)
Aleksandra Kołłontaj [Tylko u nas] Prof. Wanda Laszczak: Wszystko już było. Czym skończyła się rewolucja seksualna w sowieckiej Rosji?
Aleksandra Kołłontaj
Wikipedia domena publiczna

Czytaj również: "Losowanie kobiet w sowietach. Dziki plan 'kwartalnych żon'"

Te słowa błogosławionej polskiej służącej i mistyczki, Anieli Salawy (1881-1922) same cisną się na pamięć każdemu świadomemu katolikowi będącemu świadkiem krzykliwej potęgi tzw. „Strajku Kobiet”.  Uniwersalna mądrość zawarta w tej szczerej maksymie, wypowiedzianej przez pokorną służącą w  epoce odległej od nas o sto lat, zdumiewa głębią teologicznej prawdy, która wskazuje, kto jest Panem życia i śmierci oraz kto jest dawcą zbawienia. Trawestując nieco ten, jakże  osobisty strzelisty akt franciszkańskiej  tercjarki, kierowany do Boga prawdopodobnie w chwili jej ogromnego cierpienia, możemy z powodzeniem odnieść go do naszej rzeczywistości, ku sprawom zachodzącym tu i teraz w taki sposób: „Panie, trwamy w dziejach, bo Ty powołałeś nas do istnienia, umrzemy jako naród, jeśli Ty tego zechcesz. Pragniemy, abyś był tak uwielbiany 
w naszej Ojczyźnie, jak jesteś znieważany i prosimy, zbaw tych, którzy Cię znieważają, bo możesz”. Z tak przekształconej myśli Anieli Salawy wypływa jeszcze jedna fundamentalna dla chrześcijaństwa przesłanka, w myśl której  siłą "odwetu" wobec tych, którzy zadają ból jest przebaczenie. 

Tak, myśl ta rodzi się w szczególnych okolicznościach polskiego życia społecznego, a o ich wyjątkowości zdecydowały burzliwe wydarzenia uliczne spod znaku „Strajku Kobiet”. Manifestuje się tu głównie nienawiść do Boga, do Kościoła, do instytucji rodziny, jak też pogarda dla imperatywów dyscypliny moralnej człowieka. Od końca października ubiegłego roku na ulicach polskich miast do dziś nie milkną wulgarne  okrzyki, wywrotowe hasła i nawoływania do wojny, rewolucji, niszczenia, palenia, do  profanacji miejsc kultu i ataków na kościoły katolickie, a nawet wezwania do zabijania księży. Dobrze pamiętamy, iż pretekst do tych działań  dało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 października 2020 roku, w którym przesłankę eugeniczną dopuszczającą aborcję uznano za niezgodną z obowiązującym prawem. Orzeczenie TK ogłosiło, iż możliwość aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z Konstytucją. W odpowiedzi na to przywódcy „Strajku Kobiet” zażądali „aborcji dopuszczalnej w każdej sytuacji i bez ograniczeń”. 

Antyrządowe i antyklerykalne protesty, jak można o tym dowiedzieć się chociażby ze statystyk opublikowanych przez Wikipedię, miały miejsce w kilkuset miastach Polski i w ponad stu miastach poza granicami naszego kraju. Dla przykładu, jak pokazują to raporty policyjne, 28 października odbyło się 410 protestów, w których wzięło udział około 430 tysięcy osób, a „marsz na Warszawę” 30 października zagarnął w swoje szeregi 100 tysięcy osób. Statystyki policyjne mówią także o ponad 20 wtargnięciach na Msze Święte i profanacji sakralnej ciszy liturgii , około stu uszkodzeniach elewacji kościelnych i innych budynków parafialnych, o dewastacji kilku pomników Jana Pawła II, a nawet zniszczeniu pomnika Ronalda Reagana 
w Warszawie. Ręce „strajkujących” targnęły się także na rozmaite obiekty użyteczności publicznej, w tym na obiekty kultury oraz na biuro jednego z posłów Prawa i Sprawiedliwości. W geście „bohaterskiej odwagi” „zdobyto”, bezbłędnie rozpoznawalne dzieło kultury polskiej i świadka naszej historii, posąg Chrystusa niosącego swój Krzyż przy bazylice Św. Krzyża w Warszawie, zawieszając na nim tęczową flagę. Z biegiem czasu strat przybywało. Nagminnie znieważana jest narodowa flaga Polski, obok której pojawia się często flaga w kolorze tęczy, rośnie liczba napaści na kapłanów dokonywanych przez opryszków, a w dniu 5 lutego pojawiło się nawet doniesienie medialne o podpaleniu przez nieznanych sprawców kościoła  p. w. Św. Krzyża w Lublinie. 

Do dziś nikt nie potrafi powiedzieć, skąd się te nieprzeliczone tłumy ludzi wzięły,  kto ich zainspirował, kto wyposażył w jednakowe maseczki z motywem błyskawicy  i dał śmiałe wytyczne i zadania? Bo co do tego, że jakiś tajemniczy, bliżej nieokreślony mocodawca stoi za ich plecami, nie należy mieć żadnych wątpliwości. Na ich widok Polska jakby znieruchomiała z przerażenia i zdumienia, zaskoczona tym, co się działo. „Strajkujący” szli jak burza, odnosząc coraz większe „sukcesy”, podbijając swoimi wolnymi od wszelkich konwenansów, a nawet zwykłej przyzwoitości hasłami i niczym nieskrępowanymi wulgarnymi ekscesami serca młodzieży, także rzesz młodocianych. Prawie równocześnie jednak stanęła im naprzeciw Straż Narodowa, ludzie z biało-czerwonymi flagami i różańcami w rękach, którzy jęli zwierać szeregi w obronie swoich kapłanów 
i katedr. 

Pytam: czym można wytłumaczyć to, że jedni różańcowym kordonem otaczają obiekty kultu religijnego, broniąc ich przed profanami, drudzy ciskają w nich kamieniami i ostrymi przedmiotami, przeraźliwym krzykiem dają upust swemu przekonaniu, że wolno im Boga znieważać, wolno obrażać też tych, którzy w Niego wierzą, wolno bezwstydnie w kościołach eksponować swoje wulgarne, kartonowe wyimki z „programu” w rodzaju „pokaż macicę”? 

Pytam: czy zachowanie policji było wystarczająco adekwatne do chuligańskich, destrukcyjnych i szkodliwych tak w wymiarze materialnym, jak i moralnym zachowań uczestników  demonstracji? Pytam: dlaczego uczestnicy zajść nie liczą się z konsekwencjami swojej fizycznej i moralnej przemocy nad ludźmi? Kto im pozwalał w państwie prawa bezkarnie naruszać porządek publiczny, niszczyć mienie prywatne, państwowe, a głównie kościelne i nawoływać do fizycznej przemocy nad księżmi? Przywódcy niszczycielskich burd  postępują tak, jakby prawo ich nie obowiązywało, jakby  byli ponad nim. Policja natomiast zachowuje się tak, jakby miała „związane ręce”.  - Na czyje polecenie?  Czyż społeczeństwo nie ma prawa oczekiwać od stróżów ładu publicznego zastosowania środków przymusu bezpośredniego wobec inspiratorów i sprawców zamieszek? Co kryje się za tą biernością sił porządkowych? I co nam grozi, jeśli nas nikt nie obroni i dojdzie do zwycięstwa sił destrukcji? Niektórzy obserwatorzy wydarzeń, w tym m. in. znany publicysta i pisarz, Krzysztof Karoń, twierdzą nawet, że, „gdy barbaria wygra, zacznie się holokaust”. Są to słowa przerażające, które mimowolnie przywodzą również na pamięć ostrzeżenie kardynała Karola Wojtyły wypowiedziane w sierpniu 1976 roku podczas jego wizyty w Stanach Zjednoczonych na temat „ostatecznej konfrontacji Kościoła z Antykościołem, Ewangelii z jej zaprzeczeniem”. Podkreślał wtedy, że 
w tych okolicznościach wyznawcy Chrystusa muszą przygotować się do dania świadectwa wierze, a nawet złożenia daniny życia w obronie swojej wiary. 

Nie wolno więc nam biernie przyglądać się  tym wydarzeniom, jak igrzyskom, zaspokajając w ten sposób swoją potrzebę rozrywki, a tym samym oswajać się z widokiem tragedii społecznej! -  „Non possumus”" - powiedziałby kardynał Stefan Wyszyński. A my winniśmy za nim to samo powtórzyć dziś: „Non possumus”. Wróg, który nadciągnął nad Polskę to nowy totalitaryzm, nowa postać komunizmu występująca pod postacią wyzwolenia seksualnego  „Seksualizacja nie ma nic wspólnego z seksem, lecz z marksizmem” – powiada Krzysztof Karoń. Jego broń to bezpardonowy hejt, cenzura, wykluczenie, nierzadko przemoc fizyczna, skłócanie dzieci z rodzicami po to, by czynić z nich, obok młodzieży i kobiet, swoistą „awangardę bojową lewicy” (Grzegorz Górny, panel IPN,  Czy neomarksistowski projekt zbliża się ku końcowi?). 

Siła bezbożnego totalitaryzmu jest potężna, bezwzględna i groźna. Przekonał się o tym caly świat 8 stycznia b. r., kiedy „Twitter” ogłosił decyzję o bezterminowym zawieszeniu prywatnego konta prezydenta,USA, Donalda Trumpa, a 11 lutego Youtube usunął największy anglojęzyczny kanał katolicki Life Site News, który otwarcie bronił życia ludzkiego. Podobne działania miały miejsce i w naszym kraju, gdzie 10 lutego w Polsce odbył się protest kilkudziesięciu kanałów  telewizyjnych, które wstrzymały nadawanie programów w odpowiedzi na zapowiedź  Rządu RP o wprowadzeniu nowej „daniny medialnej”. Zrozumieliśmy, że giganty cyfrowe działają w scisłej współpracy z ideologiami, co zostało zauważone przez Michała Karnowskiego w wystąpieniu podczas konferencji Oblicza przemian cywilizacyjnych w WSKSiM w Toruniu. Z jakimi ideologiami? Myślę, że tymi samymi, które tysiącom osób w Polsce kazały wylec na ulice z satanistycznym znakiem gromu na czarnej masce, niszczyć mienie społeczne i piętnować wartości, bez których życie nie ma sensu. 

Obserwatorzy niszczących wydarzeń w Polsce podkreślają, że gwałtowne, rewolucyjne działania z udziałem wielkich mas ludzkich, zawsze odznaczały się przemocą i okrucieństwem, miały charakter planowy, posiadały swoich liderów i inspiratorów.  

Tak było w przypadku pierwszego takiego przewrotu, jakim okazała się rewolucja francuska 1789 roku, inspirowana duchem niczym nieskrępowanej wolności, w tym w sferze  obyczajowej,  gdzie przodował i drogę torował swoim naśladowcom osławiony markiz Alfons de Sade; tak było i podczas rosyjskiej rewolucji marksistowsko-bolszewickiej 1917 roku, która okazała się  „Najbardziej agresywnym i destrukcyjnym ruchem XX wieku” (W. Roszkowski, Roztrzaskane lustro). Na gruncie komunistycznego systemu w Rosji zrodziła się „rewolucja seksualna” (tu pierwszy raz zaczęto używać tego terminu), której twórcami i propagotarami w latach 1917-1926  byli Aleksandra Kołłontaj (m. in. minister opieki społecznej)  oraz Anatol Łunaczarski (komisarz oświaty). Kołłontaj głosiła pełną wolność seksualną, oswobodzoną od wszelkich ograniczeń oraz związku emocjonalnego, wg zasady: „miłość jak szklanka wody”; Łunaczarski manifestował swobodę seksualną, odbywając stosunki płciowe w salach audytoryjnych na oczach setek studentów.  

Rosyjska rewolucja seksualna nie ograniczała się do manifestowania indywidualnych pomysłów w zakresie erotycznym. Aby uczynić „miejsce dla skrzydlatego Erosa” – według Kołłontaj -  należało usunąć mu z drogi wszelkie formalne zapory. Dlatego też w 1920 roku Lenin zalegalizował aborcję, a w poszczególnych powiatach zaczęto wprowadzać rozmaite dekrety znoszące m. in. instytucję małżeństwa, zezwalające na rozwody nawet drogą korespondencyjną, nakazujące  obowiązkowy rejestr młodych kobiet w Biurze Wolnej Miłości i in., pod groźbą uznania za kontrrewolucjonistę każdego, kto by się  tym dyrektywom sprzeciwiał (Jan Ciechanowicz, Polonobolszewia). Ten stan rzeczy utrzymał się do 1926 roku, kiedy to Stalin położył kres owemu rozpasaniu seksualnemu, zakazując nawet jakichkolwiek wzmianek na jego temat, a następnie, dostrzegając zło aborcji w dotkliwym braku rąk do pracy oraz dużych niedoborach rekrutów w armii, w roku 1936 wprowadził jej zakaz.  Jednocześnie nastąpiła nobilitacja rodziny, zwłaszcza wielodzietnej oraz trwałych związków uczuciowych między kobietą i mężczyzną. W sierpniu 1944 roku wprowadzono nawet tytuł „Mat' -Gieroinia” (Matka-Bohater), przysługujące każdej kobiecie, która wydała na świat dziesięcioro dzieci. 

Zaznaczyć należy, iż do propagowania rewolucji seksualnej w epoce Lenina sprowadzono do Rosji około 200 instruktorów z Niemiec, którzy po dojściu do władzy Stalina musieli jednak Rosję opuścić i wrócić do kraju. W Niemczech bardzo intensywnie i na różne sposoby kontynuowali oni swoją działalność. Np. Wilhelm Reich zakłada towarzystwo "Prolseks" – Proletariacka seksualność, propagujące m. in. potrzebę zakładania proletariackich klinik aborcyjnych oraz inne idee rewolucji seksualnej. Reich był zgodny z Freudem, że kultura tłumi naturalne popędy, jedynym celem człowieka powinien być „niczym nieskrępowany orgazm” (Krzysztof Karoń, wykład: Rewolucja seksualna –źródła i cele). Głosi więc, że religia 
i mieszczańska moralność tłumią w człowieku popęd seksualny, dlatego też nawołuje do walki z nimi. Jednakże  w I poł. lat 30 proletariacka rewolucja seksualna w Niemczech  okazała się jeszcze niemożliwa ze względu na opór środowisk chrześcijańskich, natomiast po dojściu Hitlera do władzy przedstawiciele „Szkoły frankfurckiej” zmuszeni zostali do emigracji. Wilhelm Reich, Herbert Marcuse, Max Horkheimer i inni udali się do Ameryki, gdzie kontynuowali swoją działalność naukową i ideologiczną, kładąc podwaliny pod rozwój rewolucji seksualnej lat 60 w Ameryce (Pitirim Sorokin, Amerykańska rewolucja seksualna ). 

Począwszy od lat 30. ubiegłego wieku płeć i seks stawał się obsesją neomarksizmu i pozostaje nią do dziś (feministyczna genderologia, LGBT), tworząc potężną płaszczyznę dla destrukcyjnych działań sił lewicowych. Narzędzie to służyło im także do rozsadzania Kościoła katolickiego od środka. W tym zakresie niemałą rolę odegrała jedna z czołowych komunistek amerykańskich, jaką była Belly Dodd.  Po nawróceniu w 1950 roku na  katolicyzm, za sprawą  - dzisiejszego kandydata na ołtarze, arcybiskupa Nowego Yorku, Fultona Sheena – w swojej książce Szkoła ciemności zdemaskowała taktykę komunistycznych akcji wymierzonych w kierunku Kościoła, rzucając w niej nowe światło na przyczynę skandali pedofilskich wśród duchowieństwa. W tej autobiograficznej książce wyznaje: „W końcu lat 20. i w latach 30. osobiście popchnęłam setki mężczyzn do kapłaństwa, aby osłabić Kościół katolicki od środka. Był pomysł, aby ci mężczyźni otrzymali święcenia i awansowali na wysokie stanowiska jako prałaci i biskupi. Właśnie obecnie są na najwyższych stanowiskach i pracują nad zmianami, aby osłabić skuteczność Kościoła w zmaganiu z komunizmem”. Dodajmy, że rekrutowani do seminariów młodzi mężczyźni byli tak selekcjonowani, aby nie trafiali do nich ci, którzy czują w sobie prawdziwe powołanie i szczerą gotowość poświęcenia swojego życia Bogu, lecz tacy, których można było łatwo nagiąć w stronę dewiacji seksualnych. Pamiętać należy, iż wyzwolenie strefy seksualnej w ludziach ma działanie także  autodestrukcyjne  i prowadzi do egoizmu, niszczenia więzi z innymi, uzależnia człowieka od doznań erotycznych, zniewala, czyni go otwartym na to, co łatwiejsze i podatnym 
na niebezpieczne manipulacje, nadto osłabia jego zdolności i zainteresowania  intelektualne. A bez samodyscypliny nie da się niczego osiągnąć tak w życiu jednostkowym, jak i wspólnotowym – w domu, w pracy, w szkole, w narodzie. Słusznie tedy Marcin Masny w jednym ze swoich wywiadów (Rewolucja seksualna, czyli jak zniszczyć w człowieku kulturę?) podkreśla, iż cywilizacja, która się skupia na seksie, jest cywilizacją uzależnioną od seksu i staje się pewną drogą do zniewalania ludzi. 
Gdzie tkwi nadzieja na ratunek? - W powrocie do Boga, któremu winni jesteśmy narodową ekspiację. Skoro nasz Bóg został znieważony na ulicach i w kościołach, na ulicach i w kościołach winniśmy podjąć krucjatę wynagrodzenia, krucjatę pokuty i to natychmiast, póki nam jeszcze wolno i póki nie jest za późno. Niech tak się stanie w trosce o naszą świętą wiarę katolicką, w trosce o nasz rodzinny dom, Polskę, o nasze dzieci i młodzież, o pokolenie starców, ale także w trosce o miłosierdzie dla burzycieli ładu Bożego w świecie.

Panie, przez wstawiennictwo bł. Anieli Salawy prosimy zbaw ich, i nas zbaw, bo możesz!  
 


Ankieta
Czy Donald Tusk dzieli Polaków?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Donald Tusk dzieli Polaków?
Tygodnik

Opinie

Popkultura