REKLAMA

[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Jak bronił się Stefan Michnik?

Można ścigać „sympatyka Solidarności”, współpracownika Radia Wolna Europa i paryskiej „Kultury”, a do tego wielbiciela książek i muzyki poważnej? Tak, bo Stefan Michnik był przede wszystkim mordercą sądowym. Realnie ścigany jednak nigdy nie był: zmarł w żydowskim domu opieki w Szwecji. Czy po latach wróci do Polski, aby spocząć na Starych Powązkach w Warszawie?
Stefan Michnik [Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Jak bronił się Stefan Michnik?
Stefan Michnik / Wikipedia domena publiczna

Procedura tego udawanego ścigania Stefana Michnika sięga dziesięcioleci. W 1999 r. na biurku Hanny Suchockiej – ówczesnej minister sprawiedliwości - znalazły się dwa wnioski – o wszczęcie śledztwa wobec stalinowca (autorstwa Ligi Republikańskiej) oraz jego ekstradycję ze Szwecji. Zarzuty były konkretne – wydawanie wyroków śmierci w sfingowanych procesach politycznych, co w myśl polskiego kodeksu karnego stanowi przestępstwo. Oba wnioski nie doczekały się jednak rozstrzygnięcia

W jednym z wywiadów Suchocka stwierdziła, że nie będzie zajmować się ewentualną ekstradycją Michnika do Polski, gdyż sprawa nie leży w kompetencjach prokuratury powszechnej, ale IPN (który jeszcze nie istniał i w którego powołanie mało kto wówczas wierzył).

W 2000 r. IPN jednak powstał i zapowiedź wystąpienia o ekstradycję Michnika – jako winnego zbrodni sądowych - była pierwszą publiczną deklaracją, jaką złożył prof. Witold Kulesza, szef pionu śledczego Instytutu – Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Zapowiedź przeżyła nawet swojego autora - prof. Kulesza został odwołany. 

Aleja Przyjaciół (komunistów)

Stefan Michnik urodził się 28 września 1929 r. w Drohobyczu. Jego miastem, jak deklarował, pozostał Lwów - tu do 1939 r. uczęszczał do szkoły powszechnej. Ważniejszy od Lwowa był dla niego jednak komunizm, który wyssał z mlekiem matki. Helena Michnik – komunistyczna aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie” - po 1945 r. była nauczycielką w Korpusie Kadetów KBW i autorką stalinowskich podręczników do historii. Ojciec – też komunista Samuel Rosenbusch - zginął w stalinowskich czystkach lat 30. Przyrodni ojciec – komunista Ozjasz Szechter został przed wojną skazany za antypolską działalność w nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po „wyzwoleniu” był kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”.
Wszystko to sprawiło, że Stefan Michnik też zapragnął służyć komunistycznej ojczyźnie. Nie bez znaczenia był zapewne również fakt, że razem z braćmi: Jerzym (późniejszy elektryk i emigrant do Stanów Zjednoczonych) i Adamem (późniejszy naczelny „Gazety Wyborczej”) mieszkał przy Alei Przyjaciół 9/13, w sąsiedztwie wysokich funkcjonariuszy PZPR i MBP.
Komunistyczną karierę rozpoczął w Związku Walki Młodych, potem był Związek Młodzieży Polskiej, PPR i w końcu PZPR. Partia umożliwiła mu również karierę zawodową: laborant-elektryk elektrowni warszawskiej został przyjęty do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze… Bo elektrykiem, tak jak brat Jerzy, pozostawać nie zamierzał.

Jak bronił się Michnik?

Do końca życia Stefan Michnik twierdził, że przeszłość jest jego prywatną sprawą. W jednym z nielicznych wywiadów (dla „Nowej Gazety Polskiej” – szwedzkiego dwutygodnika polonijnego) w 1999 r. z rozbrajającą szczerością mówił: „Kogo dotyczyły te sprawy, to ja nie pamiętam. To są stare rzeczy”, i dodawał: „Moje nazwisko pojawiło się w prasie w 1969 roku jako argument przeciwko Adamowi”.

Najpoczytniejszemu szwedzkiemu dziennikowi „Dagens Nyheter” powiedział: „Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dziś widzę, że zostałem oszukany”. Dopiero w Szwecji zrozumiał, że orzekał na podstawie wymuszonych przez UB zeznań. Czy rzeczywiście przez większość swojego życia był nieświadomy? Przecież należał do - jakby nie patrzeć - inteligenckiej rodziny.
Stefan Michnik nigdy nie przyznał się do winy, nigdy nie przeprosił swoich ofiar i ich rodzin.

Jak bronili Michnika?

Szwedzkie gazety szybko podchwyciły, że zarzuty wobec Stefana mają zaszkodzić Adamowi. I są one oczywiście podszyte polskim antysemityzmem - dlatego po całym świecie ściga się tylko oprawców pochodzenia żydowskiego: Helenę Wolińską-Brus, Salomona Morela.

Przypomnijmy tylko, że ani krwawej stalinowskiej prokurator, ani okrutnego komendanta ubeckich obozów, nie udało się sprowadzić do kraju i osądzić. Wolińska zmarła w Wielkiej Brytanii, Morel w Izraelu.

Jednego Michnika bronił oczywiście drugi Michnik. „Gazeta Wyborcza” napisała: „Zaliczono go [Stefana Michnika – TP] do sędziów, których należy ukarać jedynie służbowo i – w odróżnieniu od trzech najbardziej obciążonych [Feliksa Aspisa, Teofila Karczmarza i Juliusza Krupskiego - TP] – nie wszczynać przeciw nim postępowania karnego”.

Chodzi o raport tzw. komisji Mariana Mazura (zastępcy prokuratora generalnego PRL), powołanej w 1956 r. do „zbadania przejawów łamania praworządności” w najwyższych organach sądownictwa wojskowego. Stefan Michnik jest tu wymieniany jako jeden ze skompromitowanych sędziów, którzy wydawali wyroki pod dyktando komunistycznych władz i aparatu bezpieczeństwa. Przypomnieć również wypada, że komisja nie chciała stawiać ich przed sądem. Na tym polegała gomułkowska „odwilż”. A ponadto: raport Mazura stworzono na podstawie ubeckich papierów, a podobno Adam Michnik nigdy ich nie uznawał. Ale, gdy chodzi o brata...

Zbrodnie prywatną sprawą?

Pracę w Wojskowym Sądzie Rejonowym (WSR) w Warszawie rozpoczął 27 marca 1951 r. Już dwa tygodnie później skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego, ps. „Mirek”.
Jego ofiarami byli również żołnierze AK, NSZ, WiN, działacze niepodległościowi. Zarzuty: szpiegostwo, próba obalenia przemocą ustroju, spisek w wojsku.

W tej ostatniej kategorii chyba najsłynniejszą sprawą z udziałem Michnika, zakończoną wyrokiem śmierci, pozostaje proces mjr. Zefiryna Machali – przedwojennego oficera, żołnierza Września, wywiezionego następnie do ZSRR, potem w PSZ na Zachodzie, od 1947 r. w Sztabie Generalnym WP. Podczas ostatniego widzenia z żoną Machalla mówił, że jest niewinny, że zeznania zostały na nim wymuszone. Michnik nie zgodził się na dopuszczenie do procesu obrońcy.

Machalla został rozstrzelany 10 stycznia 1952 r. - bezpieka pochowała go potajemnie na „Łączce” Powązek Wojskowych. Żona, Zofia Machalla, długo nie mogła uwierzyć w jego śmierć. Czy to morderstwo też jest prywatną sprawą Stefana Michnika?

„Żeby mi tej sprawy nie odebrano”

O roli Michnika w innym procesie – redaktora naczelnego „Przeglądu Kwatermistrzowskiego” płk Romualda Sidorskiego mówił inny stalinowski sędzia - płk Mieczysław Widaj: „Z rozmowy wywnioskowałem, że jest święcie przekonany o winie oskarżonego na podstawie przeprowadzonych na rozprawie dowodów [Sidorski nie przyznał się do rzekomej działalności szpiegowskiej – TP]. Ze mną wówczas tow. Michnik nie rozmawiał jako człowiek, który ma chociażby cień wątpliwości”.
Stefan Michnik dostąpił nawet zaszczytu orzekania w sprawie, którą prowadziła Helena Wolińska. Tadeuszowi Jędrzejkiewiczowi (oskarżonemu o działalność kontrrewolucyjną w Szkole Morskiej w Gdyni) udało się jednak ujść z życiem - mimo dwukrotnej kary śmierci wyrok złagodzono mu do 10 lat więzienia.

W 1956 r., podczas narady partyjnej, Michnik tłumaczył się: „...Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. Ja wiem, że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano”.

Dyktatura proletariatu…

Na tym nie koniec „państwowotwórczej” pracy Michnika. W podaniu do Oficerskiej Szkoły Prawniczej, która przez 18 miesięcy przysposobiła go do roli sędziego wojskowego, napisał: „do OSP chcę wstąpić dlatego, że szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce”. Tę dyktaturę realizował potem dwutorowo - w swoim orzecznictwie i donosach na kolegów.

W książce Krzysztofa Szwagrzyka „Prawnicy czasu bezprawia. Sędziowie i prokuratorzy wojskowi w Polsce 1944-1956” (wyd. IPN) czytamy: „Największe sukcesy w tajnej współpracy osiągnął Stefan Michnik, pozyskany na zasadzie dobrowolności przez sekcję Informacji Wojskowej, istniejącą przy OSP w Jeleniej Górze. 13 III 1950 r. przyjmując ps. „Kazimierczak”, napisał: << Ja, Stefan Michnik […], zobowiązuję się do współpracy z Organami Informacji Odrodzonego Wojska Polskiego, mając na celu wykrycie szpiegów, sabotażystów, dywersantów i wszelkiego rodzaju innego wrogiego elementu, działającego na szkodę WP i ustroju Polski Ludowej.>> Już 15 IV 1950 r. otrzymał pierwsze 1.000 zł zapłaty za „sumienne wykonywanie zadań”. W trakcie 3-letniej współpracy Michnik był początkowo informatorem, a następnie rezydentem OZI w 1. kompanii OSP”. 

…Wzorem Dzierżyńskiego…

Aby pogłębić swoją wiedzę Stefan Michnik studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdy go jednak nie skończył, ze względu na natłok pracy… Tymczasem jego współpraca z Informacją Wojskową kwitła: „W kwietniu 1951 r., z chwilą przeniesienia do stolicy na stanowisko asesora warszawskiego WSR, został rezydentem w Wydziale Informacji Garnizonu Warszawskiego, mającym „na kontakcie” 6 informatorów: „Romańskiego”, „Chętkiego”. „Żywca”, „Czarucha” („Czarnucha”?), „Szycha”, „Zbotowskiego”.”

Wyjaśnijmy: rezydent to agent, który stoi na czele autonomicznej sieci własnych tajnych informatorów. Zostawała nim osoba, ciesząca się wyjątkowym zaufaniem. Niełatwo było zdobyć taką pozycję w IW - instytucji, która z natury rzeczy nie ufała nikomu. Na rezydenta był również typowany inny agent Informacji - Wojciech Jaruzelski, pseudo „Wolski”.
Prócz Michnika i Jaruzelskiego wymieńmy jeszcze jednego tajnego współpracownika tego wojskowego kontrwywiadu. To szanowany do dziś przez niektóre środowiska socjolog i filozof Zygmunt Bauman, oficer polityczny Dywizji Kościuszkowskiej.
10 czerwca 1953 r. zaprzestano współpracy z Michnikiem - TW „Kazimierczakiem”. Jednym z powodów było jego członkostwo w PZPR. Trzy miesiące później Michnik zakończył również swoje krwawe sędziowskie żniwo, pracując już w Najwyższym Sądzie Wojskowym. Władzy „ludowej” nie przestał jednak służyć. Jako kierownik gabinetu metodycznego „Fakultetu Wojskowo-Prawniczego” w Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego uczył innych funkcjonariuszy wymiaru „sprawiedliwości”.

…i „Solidarność”

26 lipca 1957 r. kapitan Michnik został przeniesiony do rezerwy. To jedyna kara, jaką poniósł w związku z raportem Mazura. Na krótko zatrudnił się w adwokaturze warszawskiej. Potem płynnie przeszedł do wydawnictw MON, gdzie został redaktorem. Tak było aż do 1968 r., kiedy wyrzucono go z pracy i z PZPR.

W 1969 r. wyjechał do Szwecji. Wcześniej starał się o wizę do USA (w Nowym Jorku od 1956 r. mieszkał jego brat Jerzy), ale amerykańskie władze odmówiły ze względu na jego komunistyczną przeszłość. Z kolei Szwecja okazała się przyjazna dla 2500 Żydów, którzy w latach 1969-1971 przyjechali tam z Polski. 

Aż do emerytury w połowie lat 90. Michnik pędził spokojne życie bibliotekarza na uniwersytecie w Uppsali. W latach 70. zyskał uznanie polskiej emigracji: współpracował z Radiem Wolna Europa, publikował - pod pseudonimem Karol Szwedowicz - w paryskiej „Kulturze”. Tak jak Helena Wolińska-Brus - „popierał Solidarność”. 

Pomysł ucieczki z Polski okazał się dla stalinowskich zbrodniarzy zbawienny. Przez lata nowe ojczyzny chroniły ich przed „polskim antysemityzmem”.

Ale Stefan Michnik trochę się denerwował. Np. w kwietniu 2001 r., kiedy w małej miejscowości Storvreta 10 kilometrów pod Uppsalą Liga Republikańska wywiesiła transparent: „Żądamy postawienia przed sądem oprawców komunistycznych”. Stefan Michnik wychodził z domu i pytał policjantów, czy na pewno wydano zgodę na demonstrację.
 


Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Tygodnik

Opinie

Popkultura