Kancelaria prezydenta Czech przypadkiem zniszczyła tajny raport o eksplozji we Vrběticach

„Czeska kancelaria prezydencka rzekomo zniszczyła tajny raport mówiący o tym, że za wybuchami w magazynach amunicji we Vrběticach stoją rosyjscy agencji GRU” – informuje dziś po południu serwis RMF24.pl.
 Kancelaria prezydenta Czech przypadkiem zniszczyła tajny raport o eksplozji we Vrběticach
/ fot. YouTube / Ruptly

Czeskie media twierdzą, że tajny raport trafił do Zamku Praskiego 7 kwietnia 2021 roku, ale przeleżał tam 10 dni, zanim w ogóle Miloš Zeman się o nim dowiedział

Według tygodnika „Respekt”, to właśnie z tego powodu czescy funkcjonariusze chcieli uzyskać informację, czy na dokumencie zaadresowanym do prezydenta Miloša Zemana znajdują się odciski palców lub ślady DNA osób nieuprawnionych. Okazało się jednak, że dokumentu nie ma.

Według pracowników prezydenckiej kancelarii dokument został zniszczony przez pomyłkę. Miało do tego dojść pod koniec listopada. Na ten moment policja nie komentuje całej sprawy.

Eksplozja we Vrběticach

Do eksplozji w wojskowym składzie amunicji we Vrběticach doszło 16 października 2014 roku. Zginęły wówczas dwie osoby. Według czeskich mediów, w składach były dziesiątki bomb lotniczych, tysiące granatów i pistoletów maszynowych oraz prawie cztery miliony nabojów. Magazyny były wynajmowane przez ostrawską firmę Grupę Imex – czytamy w serwisie RMF24.pl.

Zdaniem czeskiej służby bezpieczeństwa w wybuch zaangażowani byli agenci rosyjskiego GRU - Aleksandr Miszkin oraz Anatolij Czepiga, funkcjonariusze odpowiedzialni m.in. za próbę zabójstwa w Wielkiej Brytanii byłego agenta GRU Siergieja Skripala i jego córkę.

Czesi wciąż jednak nie mają twardych dowodów na udział rosyjskich służb - nie ma bowiem materiałów, które jasno wskazywałyby na to, że Miszkin i Czepiga faktycznie byli w magazynach.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe