[Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Wykuwa się nowy porządek świata. Jesteśmy w centrum starcia

Wielokrotnie w ostatnich miesiącach pisałem o tym, że weszliśmy w fazę wykuwania się nowego porządku światowego. Taka opinia panuje już w całej przestrzeni polityki międzynarodowej i właściwie wszyscy mają świadomość, że każdy dzień zbliża nas wyłaniania się owego „NOWEGO”.
wieżowce, Warszawa [Tylko u nas] Prof. Grzegorz Górski: Wykuwa się nowy porządek świata. Jesteśmy w centrum starcia
wieżowce, Warszawa / Pixabay.com

Projekt NEW WORLD ORDER nie jest oczywiście niczym nowym, a próby przebudowy świata przyspieszyły po upadku Związku Sowieckiego. Do 1990 roku konfrontacja dwóch głównych bloków, nie pozwalała bowiem na jakiekolwiek próby znalezienia „trzeciej drogi”. Najważniejsza próba stworzenia takiej alternatywy w postaci tzw. „ruchu państw niezaangażowanych” spełzła na niczym, szybko bowiem okazało się, że inicjatywa ta była w istocie wygenerowana przez Moskwę.

 

New World Order

Po upadku Sowietów, zwycięski zachód skupił się na konstruowaniu „New World Order”, próbując narzucić reszcie świata cywilizacyjną rewolucję. W pojęciu liderów tej koncepcji, ów zachód miał zrezygnować ze swoich konstytutywnych wartości i dokonać swoistej cywilizacyjnej konwergencji z innymi porządkami cywilizacyjnymi. W ten sposób kolejne tysiąclecie miało być „Nowym wiekiem” – powszechnego wyzwolenia z wszelkich więzów, przekroczenia wszelkich barier. Zglobalizowana gospodarka, miała zapewnić wszystkim ludziom powszechny dostatek (choć wcale nie równy dla wszystkich), a światem zarządzać miała grupa oświeconych przywódców, wiodących ludzkość ku powszechnemu szczęściu. Słowem kolejna wersja bolszewickiego bełkotu.

Siłą napędową tego nurtu były skorumpowane elity polityczne Stanów Zjednoczonych, które na przełomie XX i XXI wieku przejęły praktyczne niczym nie kontrolowane przywództwo w tym kraju. Kolejne administracje począwszy od Clintona z mniejszym lub większym zaangażowaniem realizowały to zadanie, a suflowała tej przebudowie świata oraz bardziej zidiociała elita europejska.

Okazało się jednak – o czym pisałem w jednym z poprzednich tekstów – że odbudowująca swoją imperialną pozycję Rosja nie zamierza się wpisać w ów „Nowy porządek”. Tą samą ścieżką podążyli Chińczycy, których rola w świecie w ciągu minionych dwóch dekad stała się czynnikiem porównywalnym z oddziaływaniem USA.

A na koniec stół wywrócili liderzy różnych formacji islamskich, którzy poprzez serię chaotycznych, ale w rezultacie spójnych działań, ostateczne zrujnowali nie tylko stary porządek, ale zakwestionowali również plan owego „Nowego porządku”.

 

Naiwność USA

Słabnąca na własne życzenie Ameryka, wraz z początkiem administracji Bidena, choć werbalnie deklarowała determinację w realizowaniu tego planu, to jednak w praktyce od razu przeszła do „aktywnej defensywy”. Stratedzy Bidena uznali, że USA nie są w stanie utrzymać swojej dotychczasowej pozycji, więc podjęli próbę zrewidowania aktualnego porządku tak, aby przede wszystkim zyskać siły do rozstrzygającej konfrontacji z Chinami. I od początku nie ukrywali, przynajmniej dwóch celów: po pierwsze dążyli do rozerwania współpracy rosyjsko – chińskiej, a po drugie chcieli usunąć się z Europy oraz Bliskiego i Środkowego Wschodu, aby skoncentrować się na Dalekim Wschodzie.

Szczytowym wyrazem tej naiwnej w swej istocie koncepcji, było spotkanie genewskie Bidena z Putinem, gdzie zarysowane zostały wstępne w tej materii uzgodnienia. Ich materializacja postępowała w różnych miejscach. Najbardziej spektakularnie na Bliskim Wschodzie, gdzie administracja Bidena oddała w rosyjski pacht dwóch najwierniejszych swoich sojuszników – Izrael i Arabię Saudyjską. Choć tej zmiany nie dostrzegli w większości obserwatorzy sceny globalnej, bagatelizując jej znaczenie, dzisiaj oglądamy katastrofalne skutki tego co się tam wydarzyło (przede wszystkim niezdolność Ameryki do oddziaływania na rynki nośników surowców energetycznych, co daje Rosji paliwo napędowe do agresywnej polityki). Drugim, bardziej widocznym elementem i stymulującym szybszą zmianę układu sił, była katastrofa wizerunkowa USA w Afganistanie. To właśnie stało się sygnałem do podjęcia rękawicy przez wrogów Ameryki i świata zachodniego.

W grudniu 2021 roku administracja Bidena podjęła próbę przejściowego ułożenia się z Rosjanami. Trzymając się swoich pierwotnych priorytetów, Amerykanie zgodzili się wtedy, że ich miejsce w Europie zajmie „konstruktywna współpraca” nowego „koncertu mocarstw” (Niemcy, Francja, Włochy Wielka Brytania) z Rosją. Amerykanie uznali, że zapłacenie za ten nowy porządek europejski, zwalniający ich z konieczności poważnej obecności na kontynencie, „doglądany” od teraz de facto przez Niemcy i Rosję, jest wart ceny wyznaczonej przez Rosję – czyli ponownego przejęcia przez nią Ukrainy do swojej strefy wpływów.
Na fiasko tej żałosnej w swej istocie koncepcji, wpłynęły w sposób równoważny trzy główne czynniki. Po pierwsze Rosja, uznała, że może postawić dalej idące żądania niż tylko Ukraina (vide projekt „umowy z NATO” z grudnia i słynny wywiad Ławrowa). Putin jednak z jednej strony przecenił własne możliwości, z drugiej zaś strony nie docenił skali determinacji Ukraińców do obrony swojego państwa. Po drugie, na taki model stosunków europejskich nie zgodzili się Brytyjczycy, którzy w zamyśle Amerykanów mieli stanowić pewną gwarancję ochrony ich interesów w Europie. Brytyjczycy jednak od początku zakwestionowali te założenia i podjęli intensywne działania, aby ten głupi pomysł Amerykanów storpedować. I tu ich działania zbiegły się – to po trzecie – z wysiłkami polskimi, które trafnie odczytując skalę zagrożenia materializacją tej kompromitującej USA koncepcji, zaowocowały całkowitą zmianą warunków gry.

 

Nie czas się cieszyć sukcesami minionych tygodni

Pisałem już jak to wspólne wysiłki polsko – brytyjskie zmieniły całkowicie rozwój wypadków w ostatnich czterech miesiącach nie raz. Nie potrzeby powtarzania tego, bowiem dzisiaj z tych amerykańskich planów, ochoczo podjętych przez Berlin, nie został już kamień na kamieniu. Ale w polityce międzynarodowej nie ma próżni, więc nie czas cieszyć się sukcesami minionych tygodni. Trzeba patrzeć w przyszłość, ale jeszcze bardziej wnikliwie obserwować teraźniejszość. Tu bowiem widać lepiej, co może zdarzyć się jutro.

Wydaje się więc w pierwszym rzędzie, że wojna ukraińsko – rosyjska potrwa jeszcze przez dłuższy czas. Rosję bowiem stać na to, aby ja prowadzić w mniejszej lub wielkiej skali tak długo, jak długo ceny surowców energetycznych będą pozostawać na niebotycznych poziomach. Ale Rosja nie jest w stanie tej wojny wygrać, bowiem Ukraina będzie utrzymywana przez USA i wiele innych państw właśnie po to, by związać Rosjan jak najdłużej. Związanie Rosjan na Ukrainie leży obecnie w interesie amerykańskim, bo to efektywnie osłabia znaczenie Rosji jako sojusznika Chin. Ale – paradoksalnie – również dla Chin jest to sytuacja korzystna. Chińczycy mogą być wdzięczni Putinowi za to, że pokazał słabość rosyjskiej siły militarnej. Z tej perspektywy, ich słabość militarna jest jeszcze większa, więc mają świadomość, że tą drogą nic w konfrontacji z Ameryką nie uzyskają. Dlatego podjęli teraz wysiłek, aby wykorzystać istniejącą sytuację do jeszcze silniejszego, ekonomicznego podporządkowania sobie Rosji. Jeśli wojna potrwa jeszcze ze dwa lata, Rosja stanie się po prostu krajem w pełni zależnym od Chin. W dłuższej zatem perspektywie, izolowanie Rosji spowoduje pogłębienie jej związków z Chinami.

 

Niemieckie marzenia o imperium

Co z tego wynika dla sytuacji na naszym kontynencie? Orientowanie się Niemiec na Rosję, ale także na Chiny, nie jest jedynie przejściowym kaprysem tej czy innej ekipy rządowej. To trwały kierunek polityki niemieckiej. To jest wyimaginowana niemiecka ścieżka do wyzwolenia się spod amerykańskiej okupacji i dominacji. Jeśli ktoś do niedawna miał co do tego jeszcze jakieś wątpliwości, to właśnie postawa Niemiec wobec trwającej obecnie wojny musi to pokazywać w całej pełni. Dla niemieckiej drogi do odbudowania w pełni imperialnej pozycji trzy elementy mają charakter kluczowy. Po pierwsze skolonizowanie Europy Środkowo – Wschodniej (stara koncepcja MittelEuropy), jako warunek kontynentalnej dominacji. Po drugie, w konsekwencji poprzedniego, podporządkowanie sobie sfederalizowanej Unii Europejskiej, jako narzędzia obecności Niemiec w polityce globalnej. Po trzecie wreszcie, zbudowanie pozycji równego dystansu wobec Moskwy-Pekinu oraz Waszyngtonu i rozgrywanie sprzeczności między tymi dwoma ośrodkami, dla osiągania własnych korzyści.
Jesteśmy w centrum starcia o kształt nowego układu sił. Ani optyka rosyjsko – chińska, ani optyka niemiecka, nie jest dla nas do przyjęcia. Problem z optyką amerykańską jest taki, że jest nieobliczalna i kapryśna. Wczoraj gorsza, dzisiaj lepsza, ale kto wie jaka będzie jutro?

 

Nie ma alternatywy

Z tej perspektywy, nie mając aspiracji globalnych, musimy zadbać o określony porządek w Europie. Na dzisiaj nie ma dla nas alternatywy w dziele budowania w oparciu o współpracę z Brytyjczykami, bloku środkowo-europejskiego, z udziałem Turcji. To nic nowego – trzeba po prostu stworzyć współczesną wersję Rzeczpospolitej polsko – litewskiej. Polską racją stanu jest dzisiaj współpraca z krajami V 4, z z krajami bałtyckimi, Rumunią, Szwecją, Finlandią i Turcją. Ten zespół państw porazi sobie i z Rosją i z Niemcami, a dla Amerykanów stanie się niezbędnym dla utrzymania ich globalnej pozycji sojusznikiem. Nie ma dziś ważniejszego zadania, niż scementowanie na wszystkich możliwych poziomach współpracy tych państw. Wszystko inne ma charakter wtórny. Tylko bowiem wtedy, nie staniemy się ofiarą kolejnego „nowego porządku”.
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe