Wybory na Litwie. Nadchodzą zmiany w polityce wobec Rosji i Ukrainy?

Jakoś tak bez większego echa w naszych mediach odnotowano wybory parlamentarne na Litwie. Dokładniej ich I turę. Niesłusznie. Wyniki głosowania wskazują bowiem na pewien trend, widoczny też w wyborach w innych unijnych krajach w ciągu ostatniego roku. Generalnie, raczej tracą partie mocno antyrosyjskie i proukraińskie, zyskują zaś ugrupowania "pokojowe", czyli opowiadające się za zmniejszeniem pomocy Kijowowi i szukaniem jakichś negocjacji z Kremlem. Wystarczy spojrzeć na Niemcy, Słowację, Austrię, Francję. Dobry wynik partii unikających ostrej retoryki antyrosyjskiej i stawiających na wydatki socjalne, przed tymi na obronę i bezpieczeństwo jest szczególnie na Litwie godny uwagi. I z pewnością dobrze odbierany w Moskwie. Wszak Litwa to jeden z liderów jak największej pomocy Ukrainie, posługujący się ostrą retoryką wymierzoną w Rosję. Dla Moskwy to ważny kraj, wszak oddziela (wraz z Polską) Państwo Związkowe Białorusi i Rosji od rosyjskiej eksklawy kaliningradzkiej. Oczywiście warto jeszcze poczekać na wynik II tury, ale niezależnie od tego, czy lewicy uda się odebrać władzę prawicy, na pewno ta druga wyjdzie z tego mocno osłabiona. Na dodatek skazana - gdyby chciała utrzymać władzę - na sojusz z nowym populistycznym ugrupowaniem, którego lider zasłynął z antysemickich wypowiedzi i obrony nauki języka rosyjskiego w szkołach.
Skomplikowana ordynacja
Zacznę jednak od samej ordynacji. Jej bowiem kształt sprawia, że zwycięzcy z ostatniej niedzieli za dwa tygodnie mogą okazać się przegranymi. Na Litwie posłowie do 141-osobowego Sejmu wybierani są w systemie mieszanym. Wyborca oddaje głos na partię i oddaje głos na kandydata. W jednym okręgu obejmującym cały kraj, według ordynacji proporcjonalnej, wybiera się 70 posłów. Która lista zbierze więcej głosów, tym więcej zdobywa mandatów. Dla partii obowiązuje próg 5 proc., dla koalicji - 7 proc. Drugą połowę posłów Litwini wybierają w 71 okręgach jednomandatowych według ordynacji większościowej. I tu sprawa się komplikuje. Kandydat, który uzyska najwięcej głosów, ale będzie to co najmniej 20 proc. głosów zarejestrowanych wyborców, a nie tych, którzy przyszli do urn, jest uważany za wybranego. W pierwszej turze udało się to tylko ośmiu politykom. Jeżeli nikomu się to nie udało, za dwa tygodnie organizowana jest druga tura wyborów, w której udział biorą dwaj kandydaci z największą liczbą głosów zdobytych w pierwszej turze. Tym razem dojdzie do dogrywki w 63 okręgach.
Wybory w okręgu wielomandatowym wygrała opozycyjna Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LSDP). Postkomuniści pod przewodnictwem europosłanki Viliji Blinkevičiute zdobyli ponad 19,36 proc. głosów i 18 mandatów. Do tego dochodzą dwa miejsca z okręgów jednomandatowych. Rządzący konserwatyści z TS-LKD, na czele z szefem MSZ Gabrieliusem Landsbergisem, zdobyli 17,96 proc. głosów i 17 mandatów. Plus jedno miejsce dzięki wygranej już w I turze w okręgu jednomandatowym. Na trzecim miejscu jest założone w tym roku ugrupowanie Remigijusa Žemaitaitisa PPNA (Nemuno aušra, pol. Świt nad Niemnem): 14,99 proc. i 14 mandatów. Plus jedno miejsce dzięki wygranej już w I turze w okręgu jednomandatowym. Próg wyborczy przekroczyli też: Związek Demokratów "W imię Litwy" (DSVL) na czele z Sauliusem Skvernelisem (9,24 proc. i 8 mandatów), Ruch Liberałów (LS) pod przewodnictwem obecnej przewodniczącej Sejmu Viktoriji Čmilyte-Nielsen (7,7 proc. i 7 mandatów, w tym jeden z okręgu jednomandatowego) oraz Związek Rolników i Zielonych (LVŽS) Ramunasa Karbauskisa (7,02 proc. i 6 mandatów).
Czytaj również: Rok po wyborach parlamentarnych Polacy miażdżąco ocenili rząd Tuska [SONDAŻ]
Dwa scenariusze
Liderka LSDP jest pewna swego. Socjaldemokraci zapewnili sobie już 20 mandatów, a o kolejne 35 będą walczyć za dwa tygodnie w drugiej turze wyborów. Vilija Blinkevičiute wskazała już ugrupowania, z którymi rozpoczęły się rozmowy w sprawie powołania koalicji rządzącej. Są to Związek Demokratów "W imię Litwy" na czele z Sauliusem Skvernelisem oraz Związek Rolników i Zielonych Ramunasa Karbauskisa. Blinkevičiute nie wykluczyła możliwości współpracy również z Ruchem Liberałów. Co może okazać się konieczne, by mieć większość. Ponieważ dwie partie, z którymi lewica wyklucza współpracę już mają łącznie 33 mandaty. Do tego konserwatyści i Świt nad Niemnem mają w II turze łącznie 47 kandydatów.
Dziś można zakładać dwa scenariusze. W pierwszym trzy partie lewicy zdobywają większość (być może z udziałem liberałów). W drugim to konserwatyści mają najwięcej posłów, ale ograniczoną zdolność koalicyjną. Liberałowie, czyli obecny koalicjant, to za mało. Oczywiście będzie też jakaś grupa posłów wybranych w okręgach jednomandatowych. Ale to wciąż za mało. Pozostaje kontrowersyjny Remigijus Žemaitaitis, który określa się jako centroprawica. Ten wieloletni poseł w ub. roku w jednym ze swoich postów w mediach społecznościowych powiązał lokalną społeczność żydowską z masakrą ludności litewskiej podczas wojny. Zaatakował również państwo Izrael. Następnie przepisał antysemicki wiersz, w którym między innymi nawoływał do przemocy fizycznej. Sejm zareagował postępowaniem pozbawienia mandatu, ale Žemaitaitis sam się go zrzekł. Prokuratura wszczęła przeciwko niemu sprawę karną o podżeganie do nienawiści i publiczne wspieranie zbrodni międzynarodowych. Postępowanie sądowe wciąż trwa. W styczniu 2024 r. Žemaitaitis założył partię Świt nad Niemnem. Kryzys ukraiński, jak mówi, powinien być rozwiązany przez kraje takie jak "Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Indie i Chiny", ale jest gotów wspierać Ukrainę, ponieważ "dziś Ukraina, jutro Łotwa, pojutrze - Litwa". Jednocześnie twierdzi jednak, że "Rosja to nie Putin" i że litewscy Rosjanie i Białorusini zasługują na takie same prawa jak Litwini. Krytykuje obecny rząd za ograniczenie języka rosyjskiego w szkołach.
Czytaj również: Na granicy niespokojnie. Straż Graniczna wydała komunikat
Ale potencjalna koalicja lewicy też do Rosji ma podejście, powiedzmy, nie tak stanowcze, jak konserwatyści. Pomijam fakt, że potencjalny zwycięzca wyborów i główny element przyszłej koalicji rządzącej to postkomuniści, którzy na Litwie po 1991 roku zawsze prowadzili mniej lub bardziej przychylną politykę wobec Moskwy. Większym problemem mogą być koalicjanci wywodzący się z partii współzakładanej przez b. premier Kazimierę Prunskiene, przez lata sądzącą się ze wszystkimi tymi, którzy mówili o tym, że współpracowała z KGB jako TW Czarownica (lit. Šatrija). To właśnie od niej stery w partii LVŽS stery przejął Karbauskis. Jak na warunki litewskie prawdziwy latyfundysta. Taki "Jarema Wiśniowiecki" współczesnej Litwy. Koszmarnie bogaty. Partia Karbauskisa wygrała wybory w 2016 roku. On sam nie chciał być premierem, zrobił nim kolegę partyjnego, b. komendanta głównego policji, Sauliusa Skvernelisa. Skvernelis to bynajmniej nie jest jastrząb w polityce wobec Rosji. W 2018 r. powiedział, że Litwa powinna przywrócić dobre więzi z "trudnym sąsiadem". Potem przyszła wojna na Ukrainie, idea przyjaźni z Kremlem okazała się toksyczna i zepsuła wizerunek Skvernelisa. A teraz jego partia zyskała i zajęła czwarte miejsce w wyborach. Oznacza to, że Skvernelis prawdopodobnie wejdzie w skład nowego rządu Litwy, która jest jednym z najostrzejszych krytyków Kremla w UE. Jego okrojony program wyborczy wymienia kwestie obronności i bezpieczeństwa jako ostatni punkt programu, kładąc nacisk na rozwiązywanie problemów społecznych…
Czytaj również: Prokuratura twierdzi, że postawiła dzisiaj Romanowskiemu zarzuty. Obrona odpowiada
Wątek polski
Na koniec zostawiłem wynik partii litewskich Polaków. Bo to kolejny schodek w dół… Lista Akcji Wyborczej Polaków na Litwie - Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) na czele ze znanym z prorosyjskich poglądów europosłem Waldemarem Tomaszewskim, nie przekroczyła wymaganego progu wyborczego. Skończyło się na 3,89 proc. (choć Polacy na Litwie są największą mniejszością narodową: 6,7 proc.). Udało się w pierwszej turze zdobyć dwa mandaty w okręgach jednomandatowych. Jarosław Narkiewicz w okręgu solecznicko-wileńskim uzyskał 46,75 proc., zaś Rita Tamaszuniene w okręgu niemenczyńskim - 43,34 proc. Za dwa tygodnie o kolejne trzy mandaty w okręgach jednomandatowych będą walczyli Edita Tamoszumaite, Czesław Olszewski i Waldemar Urban. Szanse. Chyba można liczyć na jeden mandat. W wariancie optymistycznym AWPL-ZChR będzie mieć pięć mandatów, w realistycznym 2-3.
Czytaj również: Niemcy: Już 34% właścicieli "elektryków" wróciło do aut spalinowych
Komentarze
Zaostrzenie konfliktu ukraińsko-koreańskiego. „Bez przeprosin dalsze kroki”

Polska liderem deportacji Ukraińców

Europejski system bezpieczeństwa bez USA? „Bardzo niebezpieczna opcja”

Rosja grozi NATO bronią jądrową. Putin ostrzega ws. ataku na Królewiec

Zełenski upomina zachodnich partnerów ws. dostaw uzbrojenia. Wydał polecenie pilnego przeglądu
