Trump wygrał właśnie dlatego

Co przesądziło o zwycięstwie Trumpa? Oczywistością jest, że Kamala Harris była słabą kandydatką, bez pomysłu na przekonanie do siebie wyborców. Oczywiście, że kluczowe w zwycięstwie Trumpa były dwa główne tematy, czyli migracja i inflacja, w sprawie których ludzie mieli dużo większe zaufanie do Trumpa. Jednak decydujące okazały się inne, o wiele poważniejsze czynniki.
Donald Trump
Donald Trump / Wikipedia CC BY-SA 3,0 Gage Skidmore

Jednak decydujące okazały się inne, o wiele poważniejsze czynniki. Wynikają one z głębokich przemian, jakie zachodzą w USA. I z działania zbiorowej podświadomości.


Koszmarne dysproporcje

Absolutnie decydującą polityczną rolę odegrało stałe, postępujące od dziesięcioleci obniżanie się poziomu życia, w połączeniu z niewiarą, że demokraci lub republikanie mogą zatrzymać ten proces. Czegoś takiego jeszcze nie było w historii USA. Stany rozwijały się i osiągnęły relatywnie najwyższy poziom życia na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Od tego czasu była już wyłącznie jazda w dół dla - podkreślam to bardzo mocno - całej "working class" ("klasy pracującej") i większości należących do klasy średniej. Istnieje silna pamięć o tym okresie w historii Stanów, stąd chwytliwość głównego hasła Trumpa, wzywającego, by "znów uczynić Amerykę wspaniałą". Mityczny powrót do "złotego wieku". Bo współczesność jest daleka od zapamiętanej świetności. Dane statystyczne stawiają włosy na głowie: mniej niż 20 tysięcy najbogatszych amerykańskich gospodarstw domowych kontroluje obecnie ponad jedną dziesiątą bogactwa kraju. 1% najbogatszych posiada ponad 31% bogactwa, podczas gdy 50% najuboższych, czyli ponad 92 miliony gospodarstw domowych, mają nie więcej niż 2.5%, co w praktyce oznacza, że ci ludzie mają jedynie potężne zadłużenie na kartach kredytowych. Kongresowe Biuro Budżetowe poinformowało, że średni dochód roczny 1% najlepiej zarabiających wyniósł ponad 3,1 mln USD na głowę, czyli 42-krotność średniego dochodu gospodarstw domowych w dolnych 90%. W roku 1979, ta dysproporcja wynosiła zaledwie 12 do 1. Aż 95% zysków ekonomicznych po ożywieniu gospodarczym, które rozpoczęło się po kryzysie w roku 2007, trafiło do 1% najbogatszych Amerykanów. W czasie pandemii COVID-19 majątek miliarderów w USA wzrósł o 70%, podczas gdy setki tysięcy małych biznesów padły.

 

Globalizacja, bieda i obojętność władz

Dlaczego tak się dzieje? W Stanach wielkie korporacje przestały produkować i zatrudniać. Jest to efekt globalizacji - upadek przemysłu zatrudniającego robotnika amerykańskiego, zastąpienie go tańszym pracownikiem azjatyckim - chińskim lub indyjskim. Ofiarami zubożenia lub zabójczej stagnacji stały się miliony Amerykanów. I - co decydujące - ani demokraci ani republikanie nie umieli sobie z tym poradzić, składając przedwyborcze obietnice po to, by nigdy ich nie dotrzymywać. Kolejne rządy i kolejni prezydenci ten kolosalny problem pozornie lekceważyli, ale w rzeczywistości zawsze byli tak uwikłani finansowo i politycznie w siatkę trwałych zależności od wielkiego biznesu, że nie chcieli lub nie mogli niczego zmienić. Dlatego nastał - po raz pierwszy w historii USA - czas na kandydata antysystemowego. Był już taki przed wielu laty - Ross Perot, ale okazało się, że kandydat niezależny, spoza dwu najważniejszych partii, nie ma szans, bo tylko dwie partie mają pieniądze, aparat wykonawczy i struktury w każdym z 50 stanów.

 

Czas na "buntownika"

Trump to rozumiał i dlatego kandydował zarówno w roku 2016 jak i w 2020 i 2024 jako republikanin. Jednak Trump - wszyscy to wiedzą - nie ma nic wspólnego z głównym nurtem partii republikańskiej. Partyjne elity go nie chciały. Postrzegały go jako groźnego, brutalnego buntownika. Dlatego musiał najpierw je pokonać i trwale zmienić partię republikańską. Udało mu się to, bo tak zadecydowali republikańscy wyborcy - już trzy razy nominując go na swojego kandydata. Też widzieli w nim realizację archetypu "buntownika". Z tą podstawową różnicą, że oni właśnie czekali na kogoś takiego. Kogoś, kto bez wahania przewróci stolik, na którym od niepamiętnych czasów rozgrywana jest jałowa partia politycznych szachów pomiędzy republikanami i demokratami. I Trump to zrobił. Spójrzcie na ludzi, których wyznacza dziś do swojego gabinetu - to sami antysystemowi buntownicy!

Trump jest indywidualnością ponadpartyjną i Jungowski archetyp "buntownika" idealnie do niego pasował. Szwajcarski psychiatra Carl Jung wyodrębnił 12 archetypów osobowości, które są zarazem symbolami kulturowymi i obrazami funkcjonującymi w zbiorowej "nieświadomości". One rządzą z ukrycia naszym postrzeganiem innych ludzi. Gdy polityk wceluje w któryś z tych pozytywnych archetypów, zaczyna się jazda! Trump wcelował. Był "aideologiczny", a w swoim programie powoływał się stale na zdrowy rozsądek, logikę i racjonalne podejście do problemów. To zadziałało, ponieważ obecna polityka jest opętana ideologicznie i utraciła racjonalizm. Wzywał do zdroworozsądkowej rewolucji. Przykłady z brzegu: pierwsze, co zrobił Biden, gdy został prezydentem, to wydanie nakazu przyjmowania mężczyzn, którzy uważają się za kobiety, do żeńskich konkurencji w sporcie. Oraz ogłoszenie zakazu wiercenia nowych złóż gazu i ropy. I otwarcie granicy z Meksykiem. A Trump zapowiada, że natychmiast to zmieni. Tym buntem w imię rozsądku trafia do wyborcy jak nikt wcześniej.

 

Demokraci z "buntownika" stworzyli "bohatera"

Bardzo ważnym czynnikiem, który zadecydował o jego zwycięstwie, był kolosalny błąd jaki popełniły wspólnie partia demokratyczna, administracja Bidena i media tzw. "głównego nurtu". Chcieli zniszczyć Trumpa i osiągnęli dokładnie przeciwny rezultat. Wzmocnili go i zmienili mu Jungowski dobry archetyp na wręcz idealny. W ogóle nie odczytali, jaki archetyp Trump ucieleśniał i wszystkimi swoimi akcjami przeciwko niemu tylko jego zgodność z archetypem nadmuchiwali jak gigantyczny balon, wzmacniali każdym kolejnym procesem sądowym i każdą kolejną plotką o "rosyjskich wpływach". Od swoich wrogów otrzymał więc najlepszy prezent: idealną, doskonale pasującą do niego narrację. Przecież archetypowy "buntownik" musi być prześladowany przez zgniłą władzę i okrutnego tyrana. Gdy do niego strzelają, kula mija jego głowę o pół centymetra, bo Opatrzność chroni buntownika w słusznej sprawie. I w ten sposób przekształca go w "bohatera", który niczego i nikogo się nie boi, nigdy nie poddaje, nie ustępuje, a los - pod wrażeniem jego stanowczości - bezwarunkowo mu sprzyja. Trump, głoszący hasła walki z "deep state" ("głębokim państwem") , prezentował się się jako jedyny rycerz, zdolny do pokonania tego jadowitego smoka. I stał się właśnie głównym celem ataków państwa, które chciało go zniszczyć finansowo, upokorzyć, poniżyć aresztowaniami i zmuszaniem do zbędnego siedzenia w sali sądowej, wykorzystywało Departament Sprawiedliwości do prób umieszczenia go w więzieniu, nasyłało na niego FBI, atakowało jego rodzinę, zarzucało mu - bezpodstawnie - podległość wrogom USA (obalone zarzuty o wpływie Rosji na wybory), usiłowało usunąć z list wyborczych. Państwo udowadniało tym samym, że jest potworem. Do tego trzeba dodać podejrzaną nieudolność Secret Service w przypadku tylko o włos nieudanego zamachu na Trumpa. To wszystko miało kolosalny i dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego: nie pokonało Trumpa, ale wprowadziło go w symboliczną rolę natchnionego bohatera, walczącego - w imię interesów milionów tych dolnych 50% - ze skorumpowaną, bezczynną, nieudolną, kłamliwą i obojętną na los zwyczajnych ludzi władzą. Narracja ta miała swój moment kulminacyjny, zapamiętany przez miliony. Metamorfoza "buntownika" w "bohatera" nastąpiła z chwilą, gdy po strzale zamachowca, z twarzą zalaną krwią, Trump wzniósł w górę zaciśniętą pięść i zawołał "walczcie, walczcie!". Twórcy literatury rycerskiej lepiej by tego nie wymyślili.

 

Teraz czeka go wcielenie w archetyp "władcy"

Trump symbolizuje więc dziś nie tylko sprzeciw, opór, bunt, ale także niezłomność, odwagę i determinację. Tego w amerykańskiej polityce jeszcze nie było. Żaden polityk nie może wymarzyć sobie niczego lepszego - takiego wpisania się w zbiorową podświadomość. Zarzuty, że jest populistą, to dla "bohatera" najwyższy komplement. Jako były "buntownik", a obecnie "bohater" popierany przez lud, ze swej natury musi być populistą. To jego sposób istnienia i gwarancja zwycięstw.

A co będzie dalej i jak Trump zmierzy się z wejściem w rolę kolejnego archetypu, który na niego czeka - archetypu "władcy"? Zobaczymy. Pamiętając, że bycie "królem" jest znacznie trudniejsze niż "buntownikiem" czy "bohaterem".


 

POLECANE
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni

Kacper Tomasiak zdobył brązowy medal olimpijski w skokach narciarskich na dużym obiekcie w Predazzo. Zwyciężył Słoweniec Domen Prevc, a srebro wywalczył Japończyk Ren Nikaido.

Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów Wiadomości
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów

Ruch turystyczny do Wietnamu wyraźnie rośnie, a wśród odwiedzających coraz większą grupę stanowią Polacy. Dane za styczeń 2026 roku pokazują, że kraj w Azji Południowo-Wschodniej odwiedziło 17 240 turystów z Polski. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że od Atlantyku, przez Półwysep Iberyjski, centralną Europę, po północ Rosji rozciągać się będą układy wysokiego ciśnienia. Resztę kontynentu obejmą aktywne niże z układami frontów atmosferycznych. Przeważający obszar kraju będzie w zasięgu klina wyżu znad południowej Skandynawii i Bałtyku, natomiast nad południowe rejony, z południowego zachodu nasunie się zatoka niżowa wraz z pofalowanym frontem atmosferycznym, związana z niżem znad Włoch. Z północy zacznie napływać powietrze arktyczne.

Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych tylko u nas
Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych

W obliczu rosnącego niepokoju o bezpieczeństwo energetyki jądrowej, Niemcy coraz głośniej domagają się wyłączenia szwajcarskich elektrowni atomowych (AKW) położonych blisko granicy. Studia i raporty podkreślają ogromne zagrożenia dla Badenii-Wirtembergii i całych Południowych Niemiec w przypadku awarii.

Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole Wiadomości
Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole

Amerykański Chicago Fire złożył konkretną ofertę Robertowi Lewandowskiemu. Trener Gregg Berhalter poleciał do Barcelony, by osobiście spotkać się z napastnikiem, jego żoną i agentem. Klub z MLS ma też pierwszeństwo w rozmowach - dopóki negocjacje trwają, inne zespoły ligi nie mogą rozpocząć starań o transfer.

Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie Wiadomości
Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie

Zakopane przeżywa walentynkowe oblężenie. Już od rana na popularnej zakopiance panował wzmożony ruch samochodowy, a w sobotę w mieście pod Giewontem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Na ulicach panuje tłok, a Krupówki są wypełnione spacerującymi parami

Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce Wiadomości
Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce

Ewa Bem w rozmowie z mediami wróciła do trudnych chwil związanych z chorobą nowotworową i śmiercią męża, Ryszarda Sibilskiego. Artystka przyznała, że przez długi czas była przekonana, iż to ona odejdzie pierwsza.

Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków z ostatniej chwili
Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków

Czy Polska powinna powrócić do obowiązkowej służby wojskowej? Zapytała o to Polaków pracownia Social Changes na zlecenie Telewizji wPolsce24.

Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego tylko u nas
Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego

Wyrok w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcin Romanowski wywołał burzliwą debatę o granicach niezależności sędziowskiej. Po decyzji sędziego Dariusz Łubowski i użyciu w uzasadnieniu słowa „kryptodyktatura” pojawiły się zmiany w jego obowiązkach służbowych. Czy to zwykła reorganizacja pracy sądu, czy element szerszego sporu o praworządność? Sprawa budzi pytania o relacje między władzą wykonawczą a wymiarem sprawiedliwości.

Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis

Książę i księżna Walii postanowili uczcić walentynki uroczym czarno-białym zdjęciem, które opublikowali w mediach społecznościowych. „Szczęśliwych walentynek!” – życzyli fanom rodziny królewskiej.

REKLAMA

Trump wygrał właśnie dlatego

Co przesądziło o zwycięstwie Trumpa? Oczywistością jest, że Kamala Harris była słabą kandydatką, bez pomysłu na przekonanie do siebie wyborców. Oczywiście, że kluczowe w zwycięstwie Trumpa były dwa główne tematy, czyli migracja i inflacja, w sprawie których ludzie mieli dużo większe zaufanie do Trumpa. Jednak decydujące okazały się inne, o wiele poważniejsze czynniki.
Donald Trump
Donald Trump / Wikipedia CC BY-SA 3,0 Gage Skidmore

Jednak decydujące okazały się inne, o wiele poważniejsze czynniki. Wynikają one z głębokich przemian, jakie zachodzą w USA. I z działania zbiorowej podświadomości.


Koszmarne dysproporcje

Absolutnie decydującą polityczną rolę odegrało stałe, postępujące od dziesięcioleci obniżanie się poziomu życia, w połączeniu z niewiarą, że demokraci lub republikanie mogą zatrzymać ten proces. Czegoś takiego jeszcze nie było w historii USA. Stany rozwijały się i osiągnęły relatywnie najwyższy poziom życia na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Od tego czasu była już wyłącznie jazda w dół dla - podkreślam to bardzo mocno - całej "working class" ("klasy pracującej") i większości należących do klasy średniej. Istnieje silna pamięć o tym okresie w historii Stanów, stąd chwytliwość głównego hasła Trumpa, wzywającego, by "znów uczynić Amerykę wspaniałą". Mityczny powrót do "złotego wieku". Bo współczesność jest daleka od zapamiętanej świetności. Dane statystyczne stawiają włosy na głowie: mniej niż 20 tysięcy najbogatszych amerykańskich gospodarstw domowych kontroluje obecnie ponad jedną dziesiątą bogactwa kraju. 1% najbogatszych posiada ponad 31% bogactwa, podczas gdy 50% najuboższych, czyli ponad 92 miliony gospodarstw domowych, mają nie więcej niż 2.5%, co w praktyce oznacza, że ci ludzie mają jedynie potężne zadłużenie na kartach kredytowych. Kongresowe Biuro Budżetowe poinformowało, że średni dochód roczny 1% najlepiej zarabiających wyniósł ponad 3,1 mln USD na głowę, czyli 42-krotność średniego dochodu gospodarstw domowych w dolnych 90%. W roku 1979, ta dysproporcja wynosiła zaledwie 12 do 1. Aż 95% zysków ekonomicznych po ożywieniu gospodarczym, które rozpoczęło się po kryzysie w roku 2007, trafiło do 1% najbogatszych Amerykanów. W czasie pandemii COVID-19 majątek miliarderów w USA wzrósł o 70%, podczas gdy setki tysięcy małych biznesów padły.

 

Globalizacja, bieda i obojętność władz

Dlaczego tak się dzieje? W Stanach wielkie korporacje przestały produkować i zatrudniać. Jest to efekt globalizacji - upadek przemysłu zatrudniającego robotnika amerykańskiego, zastąpienie go tańszym pracownikiem azjatyckim - chińskim lub indyjskim. Ofiarami zubożenia lub zabójczej stagnacji stały się miliony Amerykanów. I - co decydujące - ani demokraci ani republikanie nie umieli sobie z tym poradzić, składając przedwyborcze obietnice po to, by nigdy ich nie dotrzymywać. Kolejne rządy i kolejni prezydenci ten kolosalny problem pozornie lekceważyli, ale w rzeczywistości zawsze byli tak uwikłani finansowo i politycznie w siatkę trwałych zależności od wielkiego biznesu, że nie chcieli lub nie mogli niczego zmienić. Dlatego nastał - po raz pierwszy w historii USA - czas na kandydata antysystemowego. Był już taki przed wielu laty - Ross Perot, ale okazało się, że kandydat niezależny, spoza dwu najważniejszych partii, nie ma szans, bo tylko dwie partie mają pieniądze, aparat wykonawczy i struktury w każdym z 50 stanów.

 

Czas na "buntownika"

Trump to rozumiał i dlatego kandydował zarówno w roku 2016 jak i w 2020 i 2024 jako republikanin. Jednak Trump - wszyscy to wiedzą - nie ma nic wspólnego z głównym nurtem partii republikańskiej. Partyjne elity go nie chciały. Postrzegały go jako groźnego, brutalnego buntownika. Dlatego musiał najpierw je pokonać i trwale zmienić partię republikańską. Udało mu się to, bo tak zadecydowali republikańscy wyborcy - już trzy razy nominując go na swojego kandydata. Też widzieli w nim realizację archetypu "buntownika". Z tą podstawową różnicą, że oni właśnie czekali na kogoś takiego. Kogoś, kto bez wahania przewróci stolik, na którym od niepamiętnych czasów rozgrywana jest jałowa partia politycznych szachów pomiędzy republikanami i demokratami. I Trump to zrobił. Spójrzcie na ludzi, których wyznacza dziś do swojego gabinetu - to sami antysystemowi buntownicy!

Trump jest indywidualnością ponadpartyjną i Jungowski archetyp "buntownika" idealnie do niego pasował. Szwajcarski psychiatra Carl Jung wyodrębnił 12 archetypów osobowości, które są zarazem symbolami kulturowymi i obrazami funkcjonującymi w zbiorowej "nieświadomości". One rządzą z ukrycia naszym postrzeganiem innych ludzi. Gdy polityk wceluje w któryś z tych pozytywnych archetypów, zaczyna się jazda! Trump wcelował. Był "aideologiczny", a w swoim programie powoływał się stale na zdrowy rozsądek, logikę i racjonalne podejście do problemów. To zadziałało, ponieważ obecna polityka jest opętana ideologicznie i utraciła racjonalizm. Wzywał do zdroworozsądkowej rewolucji. Przykłady z brzegu: pierwsze, co zrobił Biden, gdy został prezydentem, to wydanie nakazu przyjmowania mężczyzn, którzy uważają się za kobiety, do żeńskich konkurencji w sporcie. Oraz ogłoszenie zakazu wiercenia nowych złóż gazu i ropy. I otwarcie granicy z Meksykiem. A Trump zapowiada, że natychmiast to zmieni. Tym buntem w imię rozsądku trafia do wyborcy jak nikt wcześniej.

 

Demokraci z "buntownika" stworzyli "bohatera"

Bardzo ważnym czynnikiem, który zadecydował o jego zwycięstwie, był kolosalny błąd jaki popełniły wspólnie partia demokratyczna, administracja Bidena i media tzw. "głównego nurtu". Chcieli zniszczyć Trumpa i osiągnęli dokładnie przeciwny rezultat. Wzmocnili go i zmienili mu Jungowski dobry archetyp na wręcz idealny. W ogóle nie odczytali, jaki archetyp Trump ucieleśniał i wszystkimi swoimi akcjami przeciwko niemu tylko jego zgodność z archetypem nadmuchiwali jak gigantyczny balon, wzmacniali każdym kolejnym procesem sądowym i każdą kolejną plotką o "rosyjskich wpływach". Od swoich wrogów otrzymał więc najlepszy prezent: idealną, doskonale pasującą do niego narrację. Przecież archetypowy "buntownik" musi być prześladowany przez zgniłą władzę i okrutnego tyrana. Gdy do niego strzelają, kula mija jego głowę o pół centymetra, bo Opatrzność chroni buntownika w słusznej sprawie. I w ten sposób przekształca go w "bohatera", który niczego i nikogo się nie boi, nigdy nie poddaje, nie ustępuje, a los - pod wrażeniem jego stanowczości - bezwarunkowo mu sprzyja. Trump, głoszący hasła walki z "deep state" ("głębokim państwem") , prezentował się się jako jedyny rycerz, zdolny do pokonania tego jadowitego smoka. I stał się właśnie głównym celem ataków państwa, które chciało go zniszczyć finansowo, upokorzyć, poniżyć aresztowaniami i zmuszaniem do zbędnego siedzenia w sali sądowej, wykorzystywało Departament Sprawiedliwości do prób umieszczenia go w więzieniu, nasyłało na niego FBI, atakowało jego rodzinę, zarzucało mu - bezpodstawnie - podległość wrogom USA (obalone zarzuty o wpływie Rosji na wybory), usiłowało usunąć z list wyborczych. Państwo udowadniało tym samym, że jest potworem. Do tego trzeba dodać podejrzaną nieudolność Secret Service w przypadku tylko o włos nieudanego zamachu na Trumpa. To wszystko miało kolosalny i dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego: nie pokonało Trumpa, ale wprowadziło go w symboliczną rolę natchnionego bohatera, walczącego - w imię interesów milionów tych dolnych 50% - ze skorumpowaną, bezczynną, nieudolną, kłamliwą i obojętną na los zwyczajnych ludzi władzą. Narracja ta miała swój moment kulminacyjny, zapamiętany przez miliony. Metamorfoza "buntownika" w "bohatera" nastąpiła z chwilą, gdy po strzale zamachowca, z twarzą zalaną krwią, Trump wzniósł w górę zaciśniętą pięść i zawołał "walczcie, walczcie!". Twórcy literatury rycerskiej lepiej by tego nie wymyślili.

 

Teraz czeka go wcielenie w archetyp "władcy"

Trump symbolizuje więc dziś nie tylko sprzeciw, opór, bunt, ale także niezłomność, odwagę i determinację. Tego w amerykańskiej polityce jeszcze nie było. Żaden polityk nie może wymarzyć sobie niczego lepszego - takiego wpisania się w zbiorową podświadomość. Zarzuty, że jest populistą, to dla "bohatera" najwyższy komplement. Jako były "buntownik", a obecnie "bohater" popierany przez lud, ze swej natury musi być populistą. To jego sposób istnienia i gwarancja zwycięstw.

A co będzie dalej i jak Trump zmierzy się z wejściem w rolę kolejnego archetypu, który na niego czeka - archetypu "władcy"? Zobaczymy. Pamiętając, że bycie "królem" jest znacznie trudniejsze niż "buntownikiem" czy "bohaterem".



 

Polecane