Po co Stanom Zjednoczonym wenezuelska ropa. Fakty i mity
Co musisz wiedzieć:
- USA nie chcą szybkiego „zalania rynku” ropą, lecz dostępu do ciężkiej wenezuelskiej ropy dopasowanej do amerykańskich rafinerii i kontroli długoterminowych dostaw.
- Odbudowa wenezuelskiego sektora naftowego potrwa latami i wymaga ogromnych inwestycji – bez stabilizacji politycznej nie nastąpi szybki wzrost wydobycia.
- Najwięcej mogą stracić Rosja i OPEC+, bo w dłuższej perspektywie Wenezuela osłabi ich pozycję na rynku ciężkiej ropy i diesla.
Znaczną część pierwszej po schwytaniu Nicolasa Maduro konferencji prasowej Donald Trump poświęcił ropie naftowej, tej w Wenezueli. Co jest argumentem dla tych, którzy twierdzą, że USA chcą zmienić reżim w Caracas przede wszystkim dlatego, iż chcą położyć łapę na największych na świecie rezerwach „czarnego złota”. Nie tak prędko – można by jednak rzec. Dokończenie zmiany władz w Wenezueli nie przyniesie natychmiastowej rewolucji na światowym rynku naftowym. Co nie znaczy, że w dłuższej perspektywie nie zaszkodzi Rosji i Chinom, a wzmocni Stany Zjednoczone.
Wenezuela ma największe złoża ropy na świecie – dlaczego ich nie wykorzystuje
Zmiana autorytarnego reżimu Nicolasa Maduro w Wenezueli i kontrola Stanów Zjednoczonych nad procesami politycznymi w tym kraju otworzy amerykańskim firmom pełny dostęp do złóż o największych na świecie zasobach ropy naftowej. Piszę pełny, bo nawet dotychczas, mimo sankcji amerykańskich, Chevron wydobywał jedną piątą wenezuelskiej ropy.
Ani Trump, ani Rubio nie zaprzeczają zainteresowaniu wenezuelską ropą – kraj ten posiada największe na świecie zasoby tego surowca. Prezydent USA przypomniał, że to właśnie amerykańskie firmy zbudowały przemysł naftowy kraju, który został „skradziony” przez socjalistyczny reżim. Przez kradzież Trump rozumie nacjonalizację aktywów amerykańskich firm naftowych za rządów Hugo Chaveza. Bo czasy swobodnej eksploatacji wenezuelskiej ropy przez spółki z USA skończyły się dużo wcześniej: w 1976 roku. Wtedy powstał państwowy monopol PDVSA i wprowadzono zasadę, że zagraniczne firmy mogą działać na krajowym rynku, ale tylko w joint ventures, w których wenezuelski koncern ma co najmniej 60 proc. udziałów. Jeszcze wcześniej wprowadzono przepisy nakładające na zagranicznych inwestorów obowiązek odprowadzania wysokich podatków do skarbu Wenezueli.
Bez miliardowych inwestycji wenezuelska ropa nie wróci na rynek
Teraz Stany Zjednoczone planują odbudowę mocno zaniedbanej infrastruktury wenezuelskiej, co jest jednym ze skutków czystki Chaveza w PDVSA w latach 2002-2003. Na strajk pracowników koncernu reżim odpowiedział zwolnieniem większości kadry zarządzającej i specjalistów oraz zastąpieniem ich przez lojalistów – miernych fachowców. Wtedy zaczęły się kłopoty w sektorze, pogłębione później załamaniem cen ropy na świecie, a w końcu sankcjami amerykańskimi. Rubio wyraził przekonanie, że zainteresowanie największych amerykańskich firm energetycznych możliwością inwestycji będzie ogromne. Czy rzeczywiście? Rzućmy okiem na obecną kondycję wenezuelskiej branży naftowej – na początek.
Wenezuela ma udokumentowane zasoby ropy naftowej w wielkości 303 mld baryłek. To 20 proc. światowych rezerw. Ale wydobywa mniej niż 1 proc. światowej produkcji! Po zniesieniu sankcji dałoby się w parę miesięcy podnieść wydobycie z 850 tys. do ok. 1 mln baryłek dziennie (bpd - ang. barrels per day - baryłek dziennie). Ale powrót do poziomu sprzed kryzysu, czyli 2 mln bpd, to koszt nawet 100 mld dolarów i okres wielu lat. A i tak byłaby to połowa obecnego wydobycia w samym tylko Teksasie. Dopóki nie będzie stabilnej sytuacji politycznej w Wenezueli, amerykańskie koncerny nie będą się spieszyć z inwestycjami. Choćby w modernizacją rurociągów, czego nie robiono od… 50 lat. Tym bardziej, że Conoco i Exxon chcą miliardów dolarów odszkodowania za nacjonalizację ich aktywów wenezuelskich przez chavistów ponad dwie dekady temu. Obecnie amerykańskim przyczółkiem w wenezuelskim sektorze naftowym pozostaje Chevron. Działa mimo sankcji USA, bo dostaje przedłużaną co jakiś czas zgodę. Obecnie co piątą baryłkę ropy w Wenezueli wydobywają właśnie Amerykanie.
Dlaczego USA potrzebują właśnie ciężkiej ropy z Wenezueli
Sytuację komplikuje fakt, że ropa w Wenezueli to ten najbardziej zasiarczony gatunek. Wydobycie ciężkiej ropy jest dużo trudniejsze i kosztowniejsze. Z lekkiej ropy produkuje się benzyny. Z ciężkiej, głównie olej napędowy (popularny „diesel”) i takie produkty, jak np. asfalt. Obecnie na światowym rynku jest deficyt diesla, m.in. z powodu problemów Wenezueli. Korzysta z tego drugi potentat jeśli chodzi o wydobycie ciężkiej ropy, czyli Rosja. Uwolnienie większych ilości surowca wenezuelskiego będzie więc problemem dla Moskwy podwójnym: obniży generalnie cenę surowca na świecie, no i osłabi pozycję Rosji w obszarze sprzedaży ciężkiej ropy.
Dla Amerykanów priorytetem tak naprawdę nie jest uwolnienie jak najszybciej jak największej ilości ropy na rynek globalny (co wymaga czasu i miliardów inwestycji), ale przekierowanie surowca wenezuelskiego do rafinerii nad Zatoką. Budowano je w Teksasie i Luizjanie w czasach, gdy na amerykańskim rynku dominowała ciężka ropa (także z Wenezueli). Potem przyszedł boom łupkowy – ale to oznacza lekką ropę. To kłopot technologiczny dla wspomnianych rafinerii. Gdyby udało się przekierować strumień ropy wenezuelskiej do USA (dotychczas 90 proc. szło do Chin), Amerykanie zyskaliby w kilku aspektach. Po pierwsze, tania (także z racji bliskości źródła) ropa. Po drugie, ciężka ropa, idealnie dla wspomnianych rafinerii. Po trzecie, załatwienie problemu diesla na własnym rynku. Po czwarte, dzięki pozyskaniu ciężkiej ropy wenezuelskiej, zwolnienie na eksport większej ilości lekkiej ropy amerykańskiej.
Interesy firm naftowych nie zawsze pokrywają się z polityką USA
Warto też pamiętać o jeszcze dwóch czynnikach, który sprawiają, że wątpliwy jest nagły wyścig amerykańskich nafciarzy do Wenezueli. Po pierwsze, rośnie wciąż w szybkim tempie wydobycie w sąsiedniej Gujanie. Na jej ogromne złoża ropy faktyczną wyłączność ma konsorcjum zdominowane przez amerykańskie Exxon i Chevron (plus mniejszy udziałowiec z Chin: CNOOC). Do tego z sąsiedniego Surinamu napływają doniesienia pozwalające sądzić, że ten rok będzie początkiem boomu naftowego także w tym kraju. Po drugie, koncernom z USA nie zależy na dużym spadku cen ropy tak bardzo jak Trumpowi, który wie, że im tańsze paliwo w Iowa czy Georgii, tym większe szanse wyborcze. Tańsza ropa i wydatki w Wenezueli – jak miałoby się to spinać Chevronowi, Exxonowi czy Conoco? Republikanie muszą pamiętać o tysiącach szeregowych pracowników firm naftowych, swym naturalnym elektoracie.
Większa rola Wenezueli może osłabić Rosję i OPEC+
A co z Rosją w kontekście możliwego przejęcia przez USA wenezuelskiej ropy? Jednym z pierwszych, którzy zareagowali na porwanie Maduro, był oligarcha Oleg Deripaska, który na swoim kanale Telegramu napisał, że przejęcie przez Amerykanów kontroli nad wenezuelskimi złożami uderzy w rosyjski budżet, ponieważ teraz Amerykanie będą kontrolować ponad połowę światowych zasobów ropy naftowej, a ich celem jest nie dopuścić do tego, aby rosyjska ropa kosztowała więcej niż 50 dolarów za baryłkę. Tak, cena może spadać dalej, ale tylko gdy uda się szybko odblokować naftowe bogactwo Wenezueli.
Na razie jest za wcześnie, żeby mówić, że sytuacja na światowym rynku energii zmieni się radykalnie w najbliższych miesiącach. Niemniej jednak, w perspektywie długoterminowej, ruch Wenezueli, jak to ujął Rubio, „w określonym kierunku” oznacza radykalną zmianę układu sił. Wenezuela jest nie tylko krajem o największych zasobach ropy naftowej, ale także jednym z krajów założycielskich OPEC. Kartel naftowy – zarówno w swojej pierwotnej formie, jak i w rozszerzonym składzie OPEC+ – wraz z odbudową infrastruktury naftowej i eksportowej Wenezueli straci dużo na znaczeniu.
Dlaczego spadek cen ropy byłby szczególnie bolesny dla Rosji
Żyjące z ropy kraje arabskie mają tylko jeden sposób, aby tego uniknąć: zalać świat tanim surowcem, sprawiając, że wielomiliardowe inwestycje w Wenezueli staną się nieopłacalne dla amerykańskich gigantów naftowych. Jednak dla wielu członków OPEC+ tego rodzaju wojna handlowa może okazać się niezwykle bolesna. A dla Rosji wręcz zabójcza. Dlatego teraz warto uważnie obserwować przede wszystkim relacje Moskwy z Rijadem – to dwaj główni gracze w OPEC+. To, co dla Arabii Saudyjskiej jest dopuszczalnym okresowo zaciśnięciem pasa, dla Rosji może być finansowym wyrokiem śmierci. Póki co, na posiedzeniu dzień po ujęciu Maduro, przedstawiciele OPEC+ nie zmienili poziomu wydobycia. Zobaczymy, co będzie za miesiąc – wtedy powinno być już jasne, w jakim kierunku potoczyły się wypadki w kraju posiadającym najwięcej „czarnego złota”.
[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego to ważne", FAQ i śródtytuły od Redakcji]
Dlaczego to ważne
- Wenezuelska ropa może zmienić układ sił na globalnym rynku energii, wpływając na ceny paliw oraz pozycję Rosji i OPEC+.
- Dla USA to kwestia bezpieczeństwa energetycznego, stabilnych dostaw ciężkiej ropy i lepszego wykorzystania własnych rafinerii.
- Zmiany w Wenezueli mają skutki długoterminowe, które mogą osłabić Chiny i Rosję, a wzmocnić wpływy Stanów Zjednoczonych w regionie i na świecie.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Czy USA chcą przejąć wenezuelską ropę? Nie w krótkim terminie. Stany Zjednoczone są zainteresowane stabilnym dostępem do surowca, ale odbudowa wydobycia w Wenezueli wymaga lat i ogromnych inwestycji.
Dlaczego wenezuelska ropa jest ważna dla USA? To głównie ciężka ropa, idealna dla rafinerii w Teksasie i Luizjanie, które mają dziś problem z nadmiarem lekkiej ropy z łupków.
Czy zmiana władzy w Wenezueli obniży ceny paliw? Nie od razu. W krótkiej perspektywie wpływ na ceny będzie ograniczony; znaczenie ma raczej długoterminowa stabilizacja rynku.
Kto straci na większym wydobyciu ropy w Wenezueli? Przede wszystkim Rosja i częściowo OPEC+, zwłaszcza w segmencie ciężkiej ropy i diesla.
Dlaczego Chiny są tu kluczowym graczem? Bo obecnie trafia do nich większość wenezuelskiej ropy. Zmiana kierunku eksportu osłabiłaby pozycję Pekinu w regionie.
Czy amerykańskie koncerny rzucą się na inwestycje w Wenezueli? Niekoniecznie. Bez stabilnej sytuacji politycznej i rozwiązania sporów odszkodowawczych firmy będą bardzo ostrożne.




