Marek Budzisz: Moskwa a pokusa interwencji w bałkańskie sprawy

Na Bałkanach obserwować można dość istotne zaostrzenie sytuacji, być może jest to chwilowy kryzys i niedługo obserwować będziemy uspokojenie, ale nie można wykluczyć też i innego rozwoju wydarzeń. Wszystko to za sprawą przeprowadzonego w niedzielę w Macedonii referendum w sprawie ugody tego kraju z Grecją, chociaż pytano w nim nie tylko o to, ale również o poparcie dla integracji z Unią Europejską i NATO, oraz nagłym zaostrzeniem sytuacji między Serbią a Kosowem, co doprowadziło nawet do postawienia serbskiej armii w stan gotowości. 
/ wikipedia/domena publiczna
Zacznijmy od Macedonii. Przeprowadzone tam referendum zakończyło się niepowodzeniem, przynajmniej z punktu widzenia inicjującego go rządu, z tego prostego powodu, że wzięło w nim udział bez mała 37 % uprawnionych, co jest zbyt mało, aby uznać jego wyniki za prawnie wiążące. Choć prawdę mówiąc, referendum określone zostało, jako konsultacyjne, co z założenia dawało i daje politykom wolną rękę. Prawicowa opozycja macedońska, triumfuje, bo od początku wzywała do bojkotu. Poparł ją też urzędujący prezydent Iwanow, który publicznie zapowiedział, że nie pójdzie głosować. Rząd nie może mówić o klęsce, bo jednak ponad 90 % z grona tych, którzy zdecydowali się wziąć w referendum udział odpowiedziało tak na stawiane pytanie. W gruncie rzeczy nie wiadomo, dlaczego mamy takie wyniki głosowania, czy zdecydowała o tym agitacja opozycji, czy też czynniki, eufemistycznie określane mianem administracyjnych. Chodzi o to, że w Macedonii spisy wyborców już od dawna nie były aktualizowane i w liczącym 2 mln ludzi kraju na listach uprawnionych do głosowania znajduje się 1,8 mln osób uprawnionych. Nie wiadomo, zatem jaka część z tego to martwe dusze i dlaczego rząd prący do głosowania nie podjął wysiłku aktualizowania spisów. A może o to właśnie chodziło i taka niejasność miała być polisą, gdyby nie udało się zmobilizować odpowiedniej większości.
Z formalnego punktu widzenia, teraz decyzja znajduje się w rękach macedońskiego parlamentu. Obserwatorzy zwracają uwagę na to, że rząd liczył się z takim obrotem spraw i już od jakiegoś czasu znacząco zmienił swą retorykę, kładąc nacisk nie na uczestnictwo w głosowaniu, ale na poparcie integracji. Premier Zaew publicznie mówił, że ci, którzy nie głosują po prostu nie chcą się wypowiadać w kluczowych dla kraju sprawach, po co więc brać ich pod uwagę. Rozgrywka przenosi się teraz do parlamentu, w którym zwolennicy integracji z Zachodem muszą zgromadzić 80 głosów (na 120 posłów). Nie będzie to takie proste, bo rządząca koalicja ma 70 deputowanych, musi, zatem przeciągnąć na swoją stronę przynajmniej 10 przedstawicieli opozycji. Gdyby takiej większości nie udało się zbudować, kraj czekają wybory przedterminowe. Z punktu widzenia Zachodu wyniki macedońskiego głosowania, choć o euforii nie można mówić zostały przyjęte dobrze – odpowiadający za rozszerzenie Unii, austriacki eurokomisarz Hahn podkreślił, że przygniatająca większość opowiedziała się za integracją, a szef NATO Stoltenberg powiedział, iż drzwi do NATO nadal stoją otworem.
Trzeba pamiętać, że Moskwa jest przeciwna integracji Macedonii z NATO. Mówił o tym ostatnio minister Ławrow, ale sprzeciw Rosji nie miał tylko werbalnego charakteru. Kilka miesięcy temu służby specjalne tego kraju oskarżyły grecko – rosyjskiego miliardera Iwana Sawwidi o to, że ten w ramach działań inspirowanych przez Moskwę miał przekazywać znaczne środki organizacjom ekstremistów macedońskich, w tym zwykłym chuliganom z klubu kibica Wardaru, na organizowanie zamieszek przed referendum.
Dzisiaj do Moskwy, na rozmowy z Władimirem Putinem, przyjeżdża prezydent Serbii Vučić. Moment jest o tyle interesujący, że pod koniec ubiegłego tygodnia jego kraj znalazł się na krawędzi konfliktu zbrojnego z Kosowem. Poszło o wizytę prezydenta Hashima Thaçi w zamieszkałej przez Serbów, ale zlokalizowanej na terytorium Kosowa miejscowości Zubin Potok oraz w tamtejszej elektrowni wodnej na jeziorze Gazivoda. Przy czym nie chodziło o samo wizytę, ale o to, że kosowski lider odbył ją w towarzystwie oddziału specnazu, co Belgrad odczytał, jako zbrojne wejście albańskiego wojska na tereny serbskiej mniejszości. Służby prasowe prezydenta Kosowa informowały, że nie chodziło o zbrojne zajmowanie terenu, ale po prostu o wycieczkę krajoznawczą i podziwianie walorów krajobrazowych regionu. A to, że odbyło się to w towarzystwie komandosów, no cóż, taka regionalna specyfika (mój komentarz). Tym nie mniej coś na kształt prowokacji miało miejsce i Serbowie zareagowali ostro, bo postawili w stan gotowości nie tylko armię, ale również policyjnych komandosów. Trzeba zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, jak informują media Belgrad pozostawał w stałej łączności z centralą NATO, którego wojska sprawują misję pokojową w Kosowie. Ale warto też zauważyć zmianę tematu rozmów w Moskwie. Rzecznik Kremla Pieskow powiedział, że dotyczyć one będą wzajemnych relacji gospodarczych oraz napięć w regionie. Wcześniej mówiło się tylko o relacjach gospodarczych.
Wiele wskazuje na to, że kwestia korekty granicy kosowsko – serbskiej wchodzi w decydującą fazę. Zwolennikami takiego posunięcia są zarówno prezydenci Serbii, jak i Kosowa. Ale obydwaj mają w swoich krajach silną opozycję opowiadającą się przeciw porozumieniu. Z tym wiązać trzeba „wypad turystyczny” prezydenta Thaçi. Otóż w sobotę w Prisztinie odbywały się zwołane przez opozycję demonstracje przeciwników korekty granicy. Urzędującej głowie państwa zarzuca się, że bez konsultacji ze społeczeństwem i bezprawnie chce oddać Serbom kosowskie terytorium. I w takiej sytuacji prezydent jedzie na północ kraju, na tereny sporne, oglądać elektrownię, która choć leży w Kosowie to włączona jest w system energetyczny Serbii. Trudno o bardziej przejrzystą deklarację, że nie ustąpi.
W tym samym czasie, kiedy serbski prezydent rozmawiał będzie z Putinem w Moskwie w jego kraju odbędą się wspólne rosyjsko – serbskie manewry wojskowe, pod kryptonimem BARS 2018.
Ale to nie jedyny w ostatnich dniach dowód na wzrost zaangażowania Moskwy w sprawy regionu. Otóż pod koniec ubiegłego tygodnia w Soczi Putin spotkał się z liderem Serbów bośniackich Miloradem Dodikiem. W samym spotkaniu nie byłoby nic zdrożnego, panowie odbywają takowe regularnie, od 2011 roku już po raz 8, a w tym roku drugi, ale Dodik kandyduje na stanowisko prezydenta Bośni i Hercegowiny, wybory są już za tydzień, i takie ostentacyjne spotkanie odczytywać trzeba w kategoriach gestu. A jaki to gest dość łatwo odgadnąć, bo Putin poparł kandydaturę Dodika wprost. Ten ostatni z kolei deklaruje otwarcie, iż jego prezydentura będzie gwarantem nie tylko utrzymania relacji gospodarczych z Moskwą, ale również tego, że Bośnia nie wstąpi nigdy do NATO.
Wydarzenia te, świadczące o wzroście rosyjskiego zaangażowania na Bałkanach oznaczać mogą zarówno chęć odegrania przez Moskwę większej roli, ale również nie można wykluczyć, że ich celem jest zagwarantowanie swoich interesów gospodarczych w sytuacji, gdyby kraje regionu zechciały wykonać silniejszy zwrot w stronę umownie rozumianego Zachodu. Najbliższa przyszłość przyniesie więcej na ten temat informacji, warto, zatem przyglądać się temu, co dzieje się na Bałkanach.
Gdyby scenariusz wzrostu zaangażowania Moskwy w bałkańskie sprawy okazał się bliższy prawdzie, to warto, myśląc o konsekwencjach takich kroków, odwołać się do przemyśleń Sergieja Karaganowa, który na łamach periodyku Rossija w Globalnoj Politikie, opublikował właśnie artykuł poświęcony jednej kwestii – w jaki sposób Rosja może wygrać w nowej zimnej wojnie (w ten sposób zatytułował też swój tekst - http://www.globalaffairs.ru/number/Kak-pobedit-v-kholodnoi-voine-19745.) Generalnie rzecz biorąc, w jego opinii, Moskwa jest dziś w dużo lepszej sytuacji niźli był ZSRR w czasie rywalizacji z Zachodem. To kolektywny Zachód traci swe wpływy i pozycję, wraz z upływem czasu po prostu słabnie, a Rosji udaje się nie tylko trwać, ale nawet w relacji do swego głównego przeciwnika wzmacniać. Dlaczego? Bo zdaniem Karaganowa prowadzi roztropna politykę. Rosja nie dała się wciągnąć w kosztowny wyścig zbrojeń, odżegnała się od polityki polegającej na subsydiowaniu swych wiarołomnych sojuszników a także uzyskała samowystarczalność, może nie na bardzo wysokim, ale jednak, żywnościową. Nie bez znaczenia jest i to, że ma stabilny system polityczny, a o takowych trudno mówić na Zachodzie, oraz wykazuje się w sprawach międzynarodowych roztropną ostrożnością. Interweniuje dopiero wówczas, kiedy albo nie ma innej możliwości, albo gdzie łatwo i przy zaangażowaniu relatywnie małych środków może odnieść sukces. Teraz, zdaniem Karaganowa, trzeba tylko czekać, a gruszki same wpadną do fartuszka, bo kolektywny Zachód jest w fazie dezintegracji, jego przeciwnicy głównie w Azji rosną w siłę i przyjdzie taki czas, kiedy może nie zwycięży się w trwającej obecnie drugiej odsłonie zimnej wojny, ale będzie można ją zakończyć dyktując korzystne dla siebie warunki. Jest tylko, w jego opinii, jeden warunek osiągnięcia sukcesu – wstrzemięźliwość w polityce zagranicznej. Umiarkowanie, i jeszcze raz umiarkowanie.
Tytułem komentarza do przemyśleń rosyjskiego guru geostrategii należałoby zadać pytanie czy właśnie w związku ze wzrostem zaangażowania Moskwy na Bałkanach nie obserwujemy odejścia od nakreślonej przezeń linii politycznego działania. Gdyby tak się działo, to widowisko, które nas czeka mogłoby okazać się jeszcze bardziej zajmujące.
 

 

POLECANE
Koniec social mediów dla dzieci? Ten kraj zaostrza przepisy Wiadomości
Koniec social mediów dla dzieci? Ten kraj zaostrza przepisy

Francuski rząd pracuje nad nową ustawą, która ma znacząco ograniczyć dostęp dzieci i młodzieży do mediów społecznościowych. Projekt zakłada, że od 1 września 2026 roku platformy internetowe nie będą mogły oferować swoich usług osobom poniżej 15. roku życia. W praktyce oznaczałoby to konieczność skutecznej weryfikacji wieku użytkowników.

Pijany kierowca potrącił 37-latkę. Kobieta nie żyje z ostatniej chwili
Pijany kierowca potrącił 37-latkę. Kobieta nie żyje

37-letnia kobieta zmarła w szpitalu po potrąceniu na chodniku w Ostrowie Wielkopolskim przez pijanego kierowcę. Sprawcę odnaleziono godzinę po zdarzeniu w Przygodzicach – podała ostrowska policja.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe informacje z ostatniej chwili
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Są nowe informacje

Kilkadziesiąt osób zginęło, a około stu zostało rannych, przeważnie ciężko, w noc sylwestrową wskutek pożaru, który wybuchł w kurorcie narciarskim Crans-Montana w południowej Szwajcarii – poinformowała w czwartek policja. Polski MSZ ustala, czy wśród rannych bądź ofiar są Polacy.

Pociąg utknął na trasie. Minister reaguje z ostatniej chwili
Pociąg utknął na trasie. Minister reaguje

Pociąg IC Olsztyn Główny - Kraków utknął w okolicach wsi Dobrzyń po tym jak uderzył w zwisające nad torami drzewo – przekazał w czwartek rzecznik warmińsko-mazurskich strażaków Grzegorz Różański. W pociągu przebywa 41 pasażerów. Ruch na trasie Działdowo-Olsztyn jest wstrzymany do północy.

Komunikat dla mieszkańców Poznania z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców Poznania

Od czwartku 1 stycznia nocne autobusy komunikacji miejskiej w Poznaniu będą jeździć z większą częstotliwością. Zarząd Transportu Miejskiego poinformował, że kursy we wszystkie dni tygodnia będą realizowane tak, jak do tej pory były realizowane kursy w noce z piątku na sobotę.

Ta gmina zmieniła nazwę. Mieli dość pomyłek z ostatniej chwili
Ta gmina zmieniła nazwę. Mieli dość pomyłek

Gmina wiejska Nowe Miasto Lubawskie od nowego roku zmieniła nazwę na gmina Bratian. Lokalny samorząd liczy, że poprawi to jej rozpoznawalność i wzmocni poczucie tożsamości mieszkańców.

Koszmarny sylwester w Szwajcarii. Są ofiary z ostatniej chwili
Koszmarny sylwester w Szwajcarii. Są ofiary

Co najmniej 10 osób zginęło, a 10 zostało rannych w noc sylwestrową na skutek eksplozji w kurorcie narciarskim Crans-Montana w południowej Szwajcarii – poinformowała policja, cytowana przez stację SkyNews. Jak podały media, przyczyną wybuchu mogło być użycie materiałów pirotechnicznych.

Zabójstwo taksówkarza w Giżycku. Szokujące ustalenia z ostatniej chwili
Zabójstwo taksówkarza w Giżycku. Szokujące ustalenia

78-letni taksówkarz został zamordowany w noc sylwestrową w Giżycku w woj. warmińsko-mazurskim – informuje w czwartek rano RMF FM.

Pilny komunikat dla kierowców. Wszystkie drogi krajowe są przejezdne z ostatniej chwili
Pilny komunikat dla kierowców. Wszystkie drogi krajowe są przejezdne

W czwartek rano wszystkie drogi krajowe są przejezdne – poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Nocą na drogach pracowało ponad 1,3 tys. jednostek sprzętu do zimowego utrzymania.

Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy wideo
Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy

„Wypowiadam te słowa z poczuciem wielkiego zaszczytu i wdzięczności, ale i odpowiedzialności – bo ten urząd nie jest nagrodą, jest przede wszystkim zobowiązaniem” - mówił prezydent Karol Nawrocki.

REKLAMA

Marek Budzisz: Moskwa a pokusa interwencji w bałkańskie sprawy

Na Bałkanach obserwować można dość istotne zaostrzenie sytuacji, być może jest to chwilowy kryzys i niedługo obserwować będziemy uspokojenie, ale nie można wykluczyć też i innego rozwoju wydarzeń. Wszystko to za sprawą przeprowadzonego w niedzielę w Macedonii referendum w sprawie ugody tego kraju z Grecją, chociaż pytano w nim nie tylko o to, ale również o poparcie dla integracji z Unią Europejską i NATO, oraz nagłym zaostrzeniem sytuacji między Serbią a Kosowem, co doprowadziło nawet do postawienia serbskiej armii w stan gotowości. 
/ wikipedia/domena publiczna
Zacznijmy od Macedonii. Przeprowadzone tam referendum zakończyło się niepowodzeniem, przynajmniej z punktu widzenia inicjującego go rządu, z tego prostego powodu, że wzięło w nim udział bez mała 37 % uprawnionych, co jest zbyt mało, aby uznać jego wyniki za prawnie wiążące. Choć prawdę mówiąc, referendum określone zostało, jako konsultacyjne, co z założenia dawało i daje politykom wolną rękę. Prawicowa opozycja macedońska, triumfuje, bo od początku wzywała do bojkotu. Poparł ją też urzędujący prezydent Iwanow, który publicznie zapowiedział, że nie pójdzie głosować. Rząd nie może mówić o klęsce, bo jednak ponad 90 % z grona tych, którzy zdecydowali się wziąć w referendum udział odpowiedziało tak na stawiane pytanie. W gruncie rzeczy nie wiadomo, dlaczego mamy takie wyniki głosowania, czy zdecydowała o tym agitacja opozycji, czy też czynniki, eufemistycznie określane mianem administracyjnych. Chodzi o to, że w Macedonii spisy wyborców już od dawna nie były aktualizowane i w liczącym 2 mln ludzi kraju na listach uprawnionych do głosowania znajduje się 1,8 mln osób uprawnionych. Nie wiadomo, zatem jaka część z tego to martwe dusze i dlaczego rząd prący do głosowania nie podjął wysiłku aktualizowania spisów. A może o to właśnie chodziło i taka niejasność miała być polisą, gdyby nie udało się zmobilizować odpowiedniej większości.
Z formalnego punktu widzenia, teraz decyzja znajduje się w rękach macedońskiego parlamentu. Obserwatorzy zwracają uwagę na to, że rząd liczył się z takim obrotem spraw i już od jakiegoś czasu znacząco zmienił swą retorykę, kładąc nacisk nie na uczestnictwo w głosowaniu, ale na poparcie integracji. Premier Zaew publicznie mówił, że ci, którzy nie głosują po prostu nie chcą się wypowiadać w kluczowych dla kraju sprawach, po co więc brać ich pod uwagę. Rozgrywka przenosi się teraz do parlamentu, w którym zwolennicy integracji z Zachodem muszą zgromadzić 80 głosów (na 120 posłów). Nie będzie to takie proste, bo rządząca koalicja ma 70 deputowanych, musi, zatem przeciągnąć na swoją stronę przynajmniej 10 przedstawicieli opozycji. Gdyby takiej większości nie udało się zbudować, kraj czekają wybory przedterminowe. Z punktu widzenia Zachodu wyniki macedońskiego głosowania, choć o euforii nie można mówić zostały przyjęte dobrze – odpowiadający za rozszerzenie Unii, austriacki eurokomisarz Hahn podkreślił, że przygniatająca większość opowiedziała się za integracją, a szef NATO Stoltenberg powiedział, iż drzwi do NATO nadal stoją otworem.
Trzeba pamiętać, że Moskwa jest przeciwna integracji Macedonii z NATO. Mówił o tym ostatnio minister Ławrow, ale sprzeciw Rosji nie miał tylko werbalnego charakteru. Kilka miesięcy temu służby specjalne tego kraju oskarżyły grecko – rosyjskiego miliardera Iwana Sawwidi o to, że ten w ramach działań inspirowanych przez Moskwę miał przekazywać znaczne środki organizacjom ekstremistów macedońskich, w tym zwykłym chuliganom z klubu kibica Wardaru, na organizowanie zamieszek przed referendum.
Dzisiaj do Moskwy, na rozmowy z Władimirem Putinem, przyjeżdża prezydent Serbii Vučić. Moment jest o tyle interesujący, że pod koniec ubiegłego tygodnia jego kraj znalazł się na krawędzi konfliktu zbrojnego z Kosowem. Poszło o wizytę prezydenta Hashima Thaçi w zamieszkałej przez Serbów, ale zlokalizowanej na terytorium Kosowa miejscowości Zubin Potok oraz w tamtejszej elektrowni wodnej na jeziorze Gazivoda. Przy czym nie chodziło o samo wizytę, ale o to, że kosowski lider odbył ją w towarzystwie oddziału specnazu, co Belgrad odczytał, jako zbrojne wejście albańskiego wojska na tereny serbskiej mniejszości. Służby prasowe prezydenta Kosowa informowały, że nie chodziło o zbrojne zajmowanie terenu, ale po prostu o wycieczkę krajoznawczą i podziwianie walorów krajobrazowych regionu. A to, że odbyło się to w towarzystwie komandosów, no cóż, taka regionalna specyfika (mój komentarz). Tym nie mniej coś na kształt prowokacji miało miejsce i Serbowie zareagowali ostro, bo postawili w stan gotowości nie tylko armię, ale również policyjnych komandosów. Trzeba zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, jak informują media Belgrad pozostawał w stałej łączności z centralą NATO, którego wojska sprawują misję pokojową w Kosowie. Ale warto też zauważyć zmianę tematu rozmów w Moskwie. Rzecznik Kremla Pieskow powiedział, że dotyczyć one będą wzajemnych relacji gospodarczych oraz napięć w regionie. Wcześniej mówiło się tylko o relacjach gospodarczych.
Wiele wskazuje na to, że kwestia korekty granicy kosowsko – serbskiej wchodzi w decydującą fazę. Zwolennikami takiego posunięcia są zarówno prezydenci Serbii, jak i Kosowa. Ale obydwaj mają w swoich krajach silną opozycję opowiadającą się przeciw porozumieniu. Z tym wiązać trzeba „wypad turystyczny” prezydenta Thaçi. Otóż w sobotę w Prisztinie odbywały się zwołane przez opozycję demonstracje przeciwników korekty granicy. Urzędującej głowie państwa zarzuca się, że bez konsultacji ze społeczeństwem i bezprawnie chce oddać Serbom kosowskie terytorium. I w takiej sytuacji prezydent jedzie na północ kraju, na tereny sporne, oglądać elektrownię, która choć leży w Kosowie to włączona jest w system energetyczny Serbii. Trudno o bardziej przejrzystą deklarację, że nie ustąpi.
W tym samym czasie, kiedy serbski prezydent rozmawiał będzie z Putinem w Moskwie w jego kraju odbędą się wspólne rosyjsko – serbskie manewry wojskowe, pod kryptonimem BARS 2018.
Ale to nie jedyny w ostatnich dniach dowód na wzrost zaangażowania Moskwy w sprawy regionu. Otóż pod koniec ubiegłego tygodnia w Soczi Putin spotkał się z liderem Serbów bośniackich Miloradem Dodikiem. W samym spotkaniu nie byłoby nic zdrożnego, panowie odbywają takowe regularnie, od 2011 roku już po raz 8, a w tym roku drugi, ale Dodik kandyduje na stanowisko prezydenta Bośni i Hercegowiny, wybory są już za tydzień, i takie ostentacyjne spotkanie odczytywać trzeba w kategoriach gestu. A jaki to gest dość łatwo odgadnąć, bo Putin poparł kandydaturę Dodika wprost. Ten ostatni z kolei deklaruje otwarcie, iż jego prezydentura będzie gwarantem nie tylko utrzymania relacji gospodarczych z Moskwą, ale również tego, że Bośnia nie wstąpi nigdy do NATO.
Wydarzenia te, świadczące o wzroście rosyjskiego zaangażowania na Bałkanach oznaczać mogą zarówno chęć odegrania przez Moskwę większej roli, ale również nie można wykluczyć, że ich celem jest zagwarantowanie swoich interesów gospodarczych w sytuacji, gdyby kraje regionu zechciały wykonać silniejszy zwrot w stronę umownie rozumianego Zachodu. Najbliższa przyszłość przyniesie więcej na ten temat informacji, warto, zatem przyglądać się temu, co dzieje się na Bałkanach.
Gdyby scenariusz wzrostu zaangażowania Moskwy w bałkańskie sprawy okazał się bliższy prawdzie, to warto, myśląc o konsekwencjach takich kroków, odwołać się do przemyśleń Sergieja Karaganowa, który na łamach periodyku Rossija w Globalnoj Politikie, opublikował właśnie artykuł poświęcony jednej kwestii – w jaki sposób Rosja może wygrać w nowej zimnej wojnie (w ten sposób zatytułował też swój tekst - http://www.globalaffairs.ru/number/Kak-pobedit-v-kholodnoi-voine-19745.) Generalnie rzecz biorąc, w jego opinii, Moskwa jest dziś w dużo lepszej sytuacji niźli był ZSRR w czasie rywalizacji z Zachodem. To kolektywny Zachód traci swe wpływy i pozycję, wraz z upływem czasu po prostu słabnie, a Rosji udaje się nie tylko trwać, ale nawet w relacji do swego głównego przeciwnika wzmacniać. Dlaczego? Bo zdaniem Karaganowa prowadzi roztropna politykę. Rosja nie dała się wciągnąć w kosztowny wyścig zbrojeń, odżegnała się od polityki polegającej na subsydiowaniu swych wiarołomnych sojuszników a także uzyskała samowystarczalność, może nie na bardzo wysokim, ale jednak, żywnościową. Nie bez znaczenia jest i to, że ma stabilny system polityczny, a o takowych trudno mówić na Zachodzie, oraz wykazuje się w sprawach międzynarodowych roztropną ostrożnością. Interweniuje dopiero wówczas, kiedy albo nie ma innej możliwości, albo gdzie łatwo i przy zaangażowaniu relatywnie małych środków może odnieść sukces. Teraz, zdaniem Karaganowa, trzeba tylko czekać, a gruszki same wpadną do fartuszka, bo kolektywny Zachód jest w fazie dezintegracji, jego przeciwnicy głównie w Azji rosną w siłę i przyjdzie taki czas, kiedy może nie zwycięży się w trwającej obecnie drugiej odsłonie zimnej wojny, ale będzie można ją zakończyć dyktując korzystne dla siebie warunki. Jest tylko, w jego opinii, jeden warunek osiągnięcia sukcesu – wstrzemięźliwość w polityce zagranicznej. Umiarkowanie, i jeszcze raz umiarkowanie.
Tytułem komentarza do przemyśleń rosyjskiego guru geostrategii należałoby zadać pytanie czy właśnie w związku ze wzrostem zaangażowania Moskwy na Bałkanach nie obserwujemy odejścia od nakreślonej przezeń linii politycznego działania. Gdyby tak się działo, to widowisko, które nas czeka mogłoby okazać się jeszcze bardziej zajmujące.
 


 

Polecane