REKLAMA

[Przypominamy wywiad!] Prof. Zbigniew Krysiak: Niemcy zniechęcają narody do UE

– Roczne transfery polskie na Zachód to 100 mld zł, a Polska otrzymuje netto z UE ok. 30 mld. Ograli nas, bo dostęp do rynku ma wartość co najmniej 40 mld zł większą niż to, co dostajemy z UE. Przez wpuszczenie nas do UE dostali ogromny rynek zbytu – mówi prof. Zbigniew Krysiak z SGH, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana, w rozmowie z Jakubem Pacanem.
prof. Zbigniew Krysiak [Przypominamy wywiad!] Prof. Zbigniew Krysiak: Niemcy zniechęcają narody do UE
prof. Zbigniew Krysiak / Screen YouTube Telewizja Republika

– Jak daleko dzisiejsza Unia Europejska odeszła od ducha ojców założycieli? Gdyby dzisiaj znaleźli się na brukselskich salonach, kto oprócz Spinellego byłby zadowolony?
– No właśnie chyba nikt poza Spinellim i jego apostołami. Robert Schuman zganiłby Europejską Partię Ludową, ponieważ za jego czasów wyglądała ona zupełnie inaczej. Dalej Schuman mówiłby, że nie superpaństwo jest przyszłością Europy, ale relacje i siła poszczególnych narodów budowane w duchu chrześcijańskiej miłości i poszanowania. Myślę też, że spokojny na co dzień Schuman byłby tym razem pełen emocji, brukselskim elitom wystawiłby naganę i w końcu powiedział: „Jeśli się nie nawrócicie, to się rozproszycie”, co oznacza, że jeśli UE nie przekształci się we Wspólnotę Narodów Europy wg Schumana, to zbankrutuje. Tuż przed śmiercią sługa Boży napisał, że jeśli idea zjednoczonej Europy będzie szła przez dominację instytucji, biurokrację, centralizację i wyłącznie zysk ekonomiczny, to ona się rozpadnie.

– Robert Schuman mówił, „demokracja w Europie będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale” i dziś chyba widzimy, co miał na myśli, kiedy przymiotnik „chrześcijańska” coraz mniej znaczy.
– Dokładnie tak mówił. Schumanowi chodziło o praktyczne znaczenie uniwersalizmu wartości chrześcijańskich i ich skuteczność w tworzeniu dobrego modelu społecznego i efektywnego modelu gospodarczego. Sam nie był osobą, która narzucała swoją wiarę, raczej świadczył o jej głębokim zakorzenieniu w Ewangelii poprzez swoją postawę w działalności publicznej i osobiste świadectwo życia. Wierzył, że wartości chrześcijańskie mają nie tylko głębokie znaczenie filozoficzne, ale i praktyczne. Przecież podnoszony w ostatnich dekadach wymiar solidaryzmu społecznego i solidarności wywodzą się tylko i wyłącznie z chrześcijaństwa. Nie ma w żadnej innej religii czy filozofii takiego fundamentu dla idei solidaryzmu jak w chrześcijaństwie. My, ekonomiści, wiemy już dzisiaj, że solidaryzm społeczno-gospodarczy tworzy silne podstawy do większej efektywności gospodarczej i lepszego modelu społecznego, niż to się dzieje w systemach kapitalistycznych czy liberalnych. 

– Czy „przemoc kapitałowa”, jak Pan nazywa powiązanie budżetu z praworządnością, jest elementem ekspansjonistycznej polityki Niemiec?
– Bez wątpienia. Symptomy kreowania dominującej roli Niemiec pojawiły się już wcześniej. W 1992 roku traktat z Maastricht dokonał nakreślenia swoistej grubej kreski, gdzie powiedziano, że nie chcemy Europy Schumana, tworzymy Unię Spinellego i superpaństwo. Później w 1997 roku w Amsterdamie szybkim ruchem nastąpiło przyspieszenie. Francja czy Holandia, owszem, też miały na to wpływ, ale były już manipulowane. Nawet projekt konstytucji UE autorstwa Spinellego, który wprowadzał superpaństwo, kluczową rolę dawał Niemcom. W nieformalnej grupie Spinellego, dość wpływowej w Unii, historycznie główną rolę odgrywali Niemcy. Tuż po zakończeniu wojny w Niemczech intensywnie zastanawiano się, w jaki sposób budować przewagę niemiecką w nowej Europie i dosyć szybko wymyślono strategię poprzez dominację gospodarczą, czyli przemoc kapitałową, co obecnie wyraźnie jest widoczne w skutkach, jakie wywarły wprowadzenie pod naciskiem Niemiec wspólnej waluty euro oraz mechanizmów dostępu do wspólnego rynku, które działają w ten sposób, że głównymi i zdecydowanymi wygranymi są Niemcy, zaś reszta krajów uzyskuje niskie korzyści, a nawet bardzo często ponosi straty.

– A narzędziem jest euro, na którym najwięcej korzystają Niemcy.
– Niedawno na zlecenie KE niemiecki think tank opracował raport jednoznacznie wskazujący, kto najbardziej korzysta na wspólnej walucie. Okazało się, że wszystkie kraje wokół Niemiec ciągle się zadłużają, a oni mają nadwyżki budżetowe. Niemcy na wolnym handlu w Europie zarabiają rocznie 200 mld euro, Francja 124 mld, Holandia 84 mld, a Polska ok. 40 mld, czyli pięć razy mniej przy populacji zaledwie dwa razy mniejszej od Niemiec. Warto zaznaczyć, że Niemcy, wywierając presję na wdrażanie ideologii LGBT, zabijanie nienarodzonych dzieci czy niszczenie rodziny przez promocję par homoseksualnych i adopcję dzieci przez takie pary, nie traktują takich zagadnień jako celów samych w sobie, lecz są to tylko mechanizmy służące realizacji ich hegemonii ekonomicznej.

– „Mechanizm praworządności” można streścić: pieniądze za ideologię?
– Absolutnie tak, ja bym nawet poszedł dalej i powiedział: pieniądze za zamknięcie oczu i ust. Roczne transfery polskie na Zachód, w tym głównie do Niemiec, to 100 mld zł, a Polska otrzymuje netto z UE ok. 30 mld, czyli różnica 70 mld. Innymi słowy ograli nas, bo dostęp do rynku ma wartość co najmniej 40 mld zł większą niż to, co dostajemy z UE, oni przez wpuszczenie nas do UE dostali ogromny rynek zbytu i taniej siły roboczej. Ten dostęp do polskiego rynku to potężna wartość i oręż, którego nikt w Polsce przy wejściu do UE nie wykorzystywał. Teraz Berlin chce w rękawiczkach Brukseli wykorzystać mechanizm ideologiczny, bo wie, że za tą ideologią jest wielu Francuzów, Holendrów, Belgów, może i Szwedów i ma w końcu alibi. Europejski Bank Centralny jest we Frankfurcie, a z punktu widzenia centralizacji to najważniejsza instytucja, bo ten, kto ma pieniądze, ten rządzi. KE też jest rządzona przez Niemców, oni tam mają najwięcej dyrektorów, którzy przygotowują dokumenty z gotowymi tezami do PE. Teraz celem Berlina jest odebranie wszystkich instytucji narodowych. 

– Jak Polska ma z tym walczyć?
– Jak najszybciej musi być przeprowadzona reforma mediów, trzeba stworzyć platformę medialną dla Trójmorza, żeby ta idea Schumana, pod którą podpisują się kraje Wschodu i Południa, szła na Zachód. Nie wolno się spóźniać z utworzeniem frakcji Schumana w PE. Nie wiem, dlaczego PiS i Fidesz do tej pory nie rozpoczęli integracji zwolenników Schumana we Frakcji Schumana w PE. Rozmawiałem ostatnio z dziennikarzami z Zachodu, którzy czekają, aż powstaną w naszej części Europy wspólne dla Trójmorza media bez liberalno-lewicowych konotacji, np. pod nazwą TVSchuman. Oni u siebie są albo w małych mediach, albo w dużych wciśnięci w kąt. Nie wiem, dlaczego Jarosław Kaczyński nie wysyła do Europy swoich polityków, by rozmawiali ze zwolennikami Europy Schumana i politykami różnych partii, aby integrować ich wokół powrotu do Europy Schumana przez między innymi utworzenie Frakcji Schumana w PE. NSZZ „Solidarność” ma najlepsze zasoby ku temu, by integrować i formować europejskie związki zawodowe w duchu Schumana. Jan Paweł II niejako wezwał NSZZ „Solidarność” do takiej misji w Europie.

– Patrząc na szantaż Niemiec ws. budżetu UE, na pytanie Adenauera: „Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?” odpowiedź jest chyba jednoznaczna.
– Nie mam tutaj najmniejszej wątpliwości, że liderzy i niemiecka oligarchia, i poddane im media dążą do niemieckiej Europy, co stoi w sprzeczności ze stanowiskiem Adenauera, który ściśle współpracował ze sługą Bożym Robertem Schumanem. W tym momencie należy jednak postawić pytanie, czy realizacja niemieckiej Europy już się dokonała i dokonywane są ostatnie szlify superpaństwa pod kierunkiem Niemiec, czy jeszcze jest moment, kiedy można Europę uratować. Uważam, że jest teraz taka chwila, kiedy możemy Europie przywrócić fundamenty Schumana, m.in. poprzez te weta, ale jednocześnie jeśli nie zaimplementuje się tego, o czym mówiłem wcześniej, to przegramy. Robert Schuman sformułował funkcję celu dla zjednoczenia Europy w postaci jedność→Solidarność→pokój jako zdanie (implikację) logiczną. Wnioskiem z tego zdania na obecną chwilę jest, że jeśli Niemcy będą notorycznie niszczyli solidarność i ducha wspólnoty, to „dojdzie do wojny”, gdyż bez solidarności nie ma pokoju.

– Czy świadomość, że Niemcy odbudowują swoją potęgę na kontynencie europejskim, dostrzegana jest tylko w Polsce i na Węgrzech, czy inne społeczeństwa europejskie też to widzą?
– Tak, widać to po stanowisku premiera Słowenii czy Portugalii, słyszymy także podobne głosy dochodzące z Francji, Włoch i Hiszpanii. W tych głosach słyszymy lęk i obawy przed niejako powrotem mentalności Niemiec hitlerowskich.

– Rzecznik rządu Piotr Müller stwierdził, że „arbitralne kryteria oceny praworządności w poszczególnych krajach mogą w przyszłości doprowadzić do rozpadu UE”. Unijne elity robią chyba wiele, by zniechęcać poszczególne narody do wspólnoty?
– Niemcy bardzo dużo robią, by zniechęcać poszczególne narody do UE, po czym krzyczą, że populiści chcą wyprowadzać kolejne kraje ze wspólnoty. To wyjątkowo paskudne zachowanie. Jednak tak naprawdę Niemcom nie zależy na tym, by kolejne kraje opuszczały wspólnotę, ponieważ w ten sposób mogą tracić zyski ekonomiczne. Oni chcą, by poszczególne kraje były w UE według ich pomysłu i scenariusza. Wyjście jakiegoś kraju z UE oznaczałoby dla Niemiec silną redukcję pozycji kapitałowej. Dlatego też Berlin boi się Trójmorza, ponieważ Trójmorze przejmie istotną część produkcji. Korzyść komparatywna Trójmorza powinna polegać na silniejszej wymianie handlowej pomiędzy np. Polską a krajami Trójmorza, jak np. Słowacja, Węgry i Czechy, i zwiększaniem w ten sposób produkcji zastępującej import z Niemiec. Z kolei Polska będzie produkowała w części to, co kraje Trójmorza sprowadzają z Niemiec. Pojawi się substytut, którego konsekwencje Niemcy doskonale rozumieją.

 

Wywiad ukazał się w Tygodniku Solidarność
 


Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Tygodnik

Opinie

Popkultura