[Przed debatą] Czy praca robotów spowoduje wprowadzenie dochodu gwarantowanego?

Już jutro odbędzie się debata zoorganizowana przez Krajową Sekcję Młodych w sprawie koncepcji dochodu gwarantowanego. Dziś przypominamy artykuł Pawła Pietkuna z 40 numery "Tygodnika Solidarność" z 2019 r., który dotyczył powiązania robotyzacji pracy i minimalnego dochodu gwarantowanego. Serdecznie zapraszamy do lektury.
 [Przed debatą]  Czy praca robotów spowoduje wprowadzenie dochodu gwarantowanego?
commons.wikimedia.org/

 

–No i masz tę swoją robotykę i postęp. Fajnie ci? Zadowolony jesteś? – z zamyślenia wyrwał mnie głos Josha, mojego jamajskiego kolegi, z którym pracowaliśmy cztery lata temu w jednej z londyńskich agencji pracy wysyłającej nas na nocne zmiany do paczkarni firm kurierskich w Londynie. Dwie noce wcześniej pracowaliśmy w firmie Yodel, gdzie było nas 20 na zmianie. Naszym zadaniem było rozładowanie tirów z paczkami, posegregowanie ich na odpowiednie rejony miasta i przygotowanie do odbioru przez kurierów. Właśnie wówczas pokłóciliśmy się o rozwój technologiczny, bo kiedy ze zmęczenia leciał mi pot na oczy, marzyłem, żeby chociaż segregowanie paczek odbywało się automatycznie. No i udało mi się załapać do nowoczesnej paczkarni, gdzie praca była nieco lżejsza, paczki były segregowane na taśmach przez specjalne skanery automatycznie kierujące je na jedną z kilku innych taśm jadących we wszystkich kierunkach hali przemysłowej o wielkości boiska. Josh był zły, bo pięciu jego przyjaciół pracy nie dostało, a to oznaczało, że zarobią w tym miesiącu znacznie mniej lub nie zarobią wcale. Tutaj firma kurierska potrzebowała tylko pięciu pracowników. Resztę załatwiała automatyka.

– Widzisz, stary, musimy się przekwalifikować i zająć się obsługą tych taśm i skanerów – odpowiedziałem, mając nadzieję, że znajdę szybki kurs programowania i obsługi robotów przemysłowych, który dofinansuje mi brytyjski rząd. Czas pokazał, że programowania zacząłem uczyć się po powrocie do Polski, zaś Wielka Brytania weszła na trudną ścieżkę brexitu, bez miejsca dla Polaków na swoim rynku pracy. Pozostali imigranci, zwłaszcza z byłych brytyjskich kolonii, stanęli przed koniecznością przekwalifikowania się z prostych pracowników przerzucających paczki na takich, którzy będą operować automatami w sortowni i kontrolować skanery. Za kilka lat w wielkiej hali będą pracowały tylko dwie osoby – jedna przed pulpitem sterującym, druga jako serwisant. To oznacza, że 90 proc. pracowników londyńskiej agencji pracy pójdzie na bruk, mogąc liczyć wyłącznie na zasiłki. To problem, który wielkimi krokami zbliża się nie tylko do krajów, które miały czas, aby przekwalifikować swoje społeczeństwa do innych rodzajów pracy. To również problem, z którym będzie się musiała zmierzyć Polska – my na przygotowanie się do szybkich odpowiedzi na potrzeby zmieniającego się rynku pracy mieliśmy znacznie mniej czasu. Tym bardziej istotny wydaje się udział Polski w międzynarodowych dyskusjach o przyszłości obecnej, trzeciej wielkiej rewolucji przemysłowej i obecności człowieka na kurczącym się rynku pracy. To także dyskusja, w której będą musiały wziąć udział organizacje związkowe z całego świata. Obecna rewolucja przemysłowa oznacza bowiem zmiany w strukturach społecznych, jakich nikt się do tej pory nie spodziewał.

Rewolucje konieczne, choć brutalne

Rewolucja przemysłowa to, odwołując się do definicji z podręczników ekonomii, proces zmian technologicznych, gospodarczych, społecznych i kulturalnych. Został zapoczątkowany w XVIII wieku w Anglii i Szkocji i był związany z przejściem od gospodarki opartej na rolnictwie oraz produkcji manufakturowej bądź rzemieślniczej do opierającej się głównie na mechanicznej produkcji fabrycznej na dużą, przemysłową skalę. Najpierw powstały pierwsze automatyczne warsztaty tkackie i maszyny przędzalnicze, z początku napędzane siłą ludzkich mięśni. Z czasem człowieka zastąpiło koło wodne, silnik parowy (co wzmocniło znaczenie górnictwa i hutnictwa oraz rozwój przemysłowej metalurgii). Wówczas po raz pierwszy ludzkość stanęła przed koniecznością masowego przekwalifikowania się – szwalnie potrzebowały coraz mniej pracowników, za to od ręki można było dostać pracę w kopalniach i hutach. Rewolucja przemysłowa doprowadziła także do rozwoju handlu międzynarodowego, co wynikało z wynalezienia silnika parowego (później spalinowego). Bez pracy zostało tysiące tradycyjnych powoźników, przegrywając z dynamicznie rozwijającymi się kolejami. 

Skonstruowane na początku XIX wieku ogniwo Volty pociągnęło za sobą wynalezienie telegrafu, silników gazowych, dynamitu, karabinów maszynowych, na telefonie i żarówkach kończąc. 

Cywilizacja po raz kolejny musiała zmierzyć się z masowym bezrobociem i koniecznością uczenia się nowych zawodów. Zwieńczeniem drugiej rewolucji przemysłowej była rewolucja komunistyczna i powstanie Związku Radzieckiego, kryzys lat 30. z gigantycznym bezrobociem w Stanach Zjednoczonych, i podobnymi kryzysami w Europie, a w konsekwencji II wojna światowa.

Przyjmuje się, że obecna rewolucja naukowo-techniczna jest trzecią wielką rewolucją przemysłową. Charakteryzuje się ona rozwojem przemysłu wysokich technologii i… jeszcze mniejszym zapotrzebowaniem na ludzi. Doskonale zastępują nas roboty przemysłowe i algorytmy będące początkiem sztucznej inteligencji. Producenci mogą mówić o sobie, że są konkurencyjni na światowych rynkach wyłącznie, kiedy ich zakłady są odpowiednio zautomatyzowane i zrobotyzowane. Maszyny gwarantują im większą wydajność przy mniejszych miesięcznych nakładach finansowych. Nowoczesne linie produkcyjne wymagają do obsługi jedynie kilku pracowników – reszta musi szukać szczęścia gdzie indziej. I to też na krótko, bo przecież rewolucja naukowo-techniczna dotyczy każdego obszaru życia – marketingu, transportu, dziennikarstwa czy
obronności.

Opodatkowanie robotów

Odpowiedzią na obecne zmiany wydają się niekonwencjonalne rozwiązania, takie jak na przykład opodatkowanie robotów. Mówią o tym tuzy dzisiejszej technologii, m.in. Bill Gates, twórca Microsoftu, który w lutym 2017 roku zapewniał, że świat musi liczyć się z wprowadzeniem podatków od pracy robotów – i to nie tylko podatku dochodowego, ale także opodatkowania ich składkami na ubezpieczenia społeczne.

– Niekontrolowane zastępowanie ludzi przez roboty skończy się katastrofą daleko większą niż spowolnienie
we wdrażaniu robotyzacji, co może być efektem opodatkowania – mówił Bill Gates w jednym z wywiadów. – W tym wypadku konieczne jest włączenie się państwa i wprowadzanie rozwiązań systemowych. Gospodarki będą się bogacić na obecnej rewolucji przemysłowej. Nie możemy pozwolić, żeby człowiek był zostawiony sam sobie. Tym, czego chce świat, jest skorzystanie z możliwości wytwarzania dóbr i usług, jakie mamy dzisiaj, oraz uwolnienie siły roboczej, by pozwolić nam na wykonywane pracy dla osób starszych, klas mniej posiadających, pomaganie dzieciom ze specjalnymi potrzebami.

Konieczność opodatkowania robotów to również konkluzja raportu „Artificial Intelligence, Automation, and the Economy” przygotowanego przez amerykańską administrację. Obecna rewolucja uderzy najbardziej w gorzej wykształconych i słabiej zarabiających pracowników. Konieczna jest więc systemowa pomoc państwa wszystkim zagrożonym trwającymi zmianami. Autorzy raportu, podobnie jak Bill Gates, widzą konieczność
systemowej pomocy ludziom zagrożonym tymi zjawiskami. Przy czym nie chodzi tutaj wyłącznie o roboty przemysłowe, ale również o niektóre rodzaje oprogramowania, tzw. boty odpowiadające m.in. za działalność marketingową, przygotowywanie i dostarczanie informacji czy będące częścią autonomicznej broni, której absolutnego zakazania domagają się dzisiaj praktycznie wszystkie instytucje międzynarodowe.

Komisja Europejska: roboty wolne od podatków!

Jak dotychczas Komisja Europejska odrzucała możliwość prac nad systemowym opodatkowaniem robotów, choć wprost domagał się tego od niej Parlament Europejski poprzedniej kadencji. Zdaniem Komisji mogłoby to za bardzo spowolnić rozwój nowych technologii na Starym Kontynencie. A ludzie tracący pracę? Europejskim urzędnikom zdarzało się mówić: „to niech się przekwalifikują”. Kwestię rozwiązań systemowych jak na razie pozostawiono samym państwom
członkowskim. 

Jako pierwsza – nie tylko w Europie, ale również na świecie – z problemem zmierzyła się Finlandia, przygotowując się do wprowadzenia tzw. dochodu podstawowego, gwarantowanej miesięcznej wypłaty przysługującej wszystkim bez wyjątku obywatelom. Ma to być kwota gwarantująca beneficjentom przeżycie na średnim poziomie bez względu na to, czy mają oni pracę, czy nie. Ma również pozwolić na przekwalifikowanie się, jeżeli będą chcieli wrócić na rynek pracy. 

Pilotaż programu trwał dwa lata i niedawno rząd fiński opublikował jego wyniki. Rozpoczął się on na początku 2017 roku i trwał do końca 2018 roku, wzięło w nim udział 2000 losowo wybranych bezrobotnych
w wieku od 25 do 58 lat. Wszyscy oni dostawali 560 euro miesięcznie bez względu na to, czy podejmowali próby znalezienia pracy, czy nie. Pieniądze nie były opodatkowane, były natomiast zagwarantowane nawet, jeżeli uczestnicy programu znaleźli jakąś pracę i zarabiali, bądź przysługiwały im zasiłki socjalne (w tym zasiłek dla bezrobotnych). 

Program pilotażowy nie wpłynął na intensywność poszukiwania nowej pracy, poprawił jednak warunki życiowe i zdrowotne biorących w nim udział. – Ekonomiści wiedzieli już od dawna, że finansowe zachęty nie sprawdzają się w przypadku bezrobotnych ludzi w taki sposób, jak wielu by podejrzewało – tłumaczył OhtoKanniainen, główny ekonomista, który wdrażał rozwiązanie. Program kosztował fiński budżet 20 mln euro i już wiadomo, że jest przykładem, z którego będą czerpać rządy państw rozwiniętych. Będą, bo zmusi ich do tego obecna rewolucja przemysłowa.

Czy na podobne rozwiązania mogą liczyć Polacy?

Bezwarunkowy dochód podstawowy nie jest ideą, która powstała w XXI wieku. To społeczno-polityczny model finansów publicznych z początku ubiegłego wieku zakładający, że każdy obywatel, niezależnie od swojej sytuacji materialnej, otrzymuje od państwa jednakową, określoną ustawowo, kwotę pieniędzy, za którą nie jest wymagane jakiekolwiek świadczenie wzajemne. Dochód ten, bez innych form zarobku czy pomocy społecznej, zapewniałby możliwość minimum egzystencji. Dochód bezwarunkowy ekonomiści wskazują jako sposób rozwiązania problemów wynikających z robotyzacji, gdzie większość produkcji może być wykonywana przez maszyny. Na razie polski rząd o podobnym rozwiązaniu nie wspomina. Choć pierwszy krok Polska ma już za sobą, bo rozważane jest opodatkowanie pracy robotów. – Oczywiście, że trzeba w przyszłości opodatkować roboty – mówił jeszcze niedawno premier Mateusz Morawiecki. – Roboty to jest kapitał zamieniony na bardzo zaawansowaną technologię, która generuje bardzo wysoką wartość dodaną. Czyli, mówiąc językiem biznesowym, tworzy najwyższą marżę. Zastępowanie ludzi przez maszyny wymaga dostosowania gospodarki. Ze względu na postęp technologiczny i jego konsekwencje dla rynku pracy trzeba stworzyć nowe realia podatkowe wydatków publicznych, wydatków społecznych i emerytalnych, aby każdy mógł nie tylko żyć wygodnie, ale także mógł wzbogacać społeczeństwo w każdym wymiarze. 

Z pewnością obecna rewolucja przemysłowa będzie wymagała skupienia i pracy organizacji związkowych w Europie i na świecie. Być może będzie wynikała z konieczności pilnowania rządów i parlamentów, aby jak najszybciej wprowadziły konieczne zmiany w prawie. Z pewnością obecność związków konieczna będzie w przypadku dynamicznie rozwijających się fabryk, gdzie wprowadzenie jeszcze bardziej automatyzowanych linii produkcyjnych będzie się wiązało z masowymi zwolnieniami nieprzygotowanych na nowy rynek pracy pracowników. Tym bardziej że rewolucja przemysłowa jest dopiero w fazie początkowej.

 Artykuł pochodzi z 40/2019 numery "Tygodnika Solidarność". 


Ankieta
Wyrok TSUE...

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Wyrok TSUE...
Tygodnik

Opinie

Popkultura