[Tylko u nas] Barbara Wojnarowska - Gautier: Trywializacja Auschwitz

Czas ucieka jak złodziej. Rodzą się różne pomysły. Za niektórymi ciężko podążać i znaleźć logikę. Nie zawsze są właściwe ale się rodzą. Taka jest przekora ludzka. A może po prostu próżność?
Barbara Wojnarowska-Gautier [Tylko u nas] Barbara Wojnarowska - Gautier: Trywializacja Auschwitz
Barbara Wojnarowska-Gautier
Screen YouTube Polskie Radio

W połowie lat 60-tych, odważyłam się po raz pierwszy postawić nogę w byłym KL Auschwitz,miejscu,w którym dokonano jednego z największych bestialstw w historii ludzkości. Obozie, gdzie byłam mając niecałe 4 lata. Nie mogłam tego zrobić wcześniej. Szarpały mną ciągle obrazy grozy, przez głowę przelatywały krzyki, przypominały się kuksańce otrzymane na bloku dziecięcym, przewijały się sceny zapamiętane z 6-cio miesięcznego pobytu w Birkenau.

Nigdy nie zapomnę tej wizyty w upalny sierpniowy dzień. Pierwszym wrażeniem była niesamowita cisza, spokój, szum drzew i ten upał. Przerażający widok na puste wieże wartownicze, liczne tabliczki z napisem Halt - Stój. Niemal czuło się na plecach oddech innego zwiedzającego. Nikt nie odważył się mówić głośno, aby nie zakłócić ciszy z respektu dla tych, którzy tu zginęli pomordowani przez Niemców.

Była nas mała grupa, składająca się z uczonych z organizacji międzynarodowej działającej na rzecz rozbrojenia atomowego i pokoju oraz złagodzenia napięcia międzynarodowego plus paru polskich dygnitarzy tamtych czasów. Oprowadzał nas ówczesny dyrektor Muzeum, były więzień tego obozu– świadek zbrodni,

pan Kazimierz Smoleń, oznaczony numerem obozowym 1327, główny twórca Muzeum. Elegancki pan, w garniturze, pełen spokoju i godności wymieniał z nami uścisk rak. Niesamowite wrażenie. Zastanawiałam się czy mam mu powiedzieć, że byłam tu jako małe dziecko. Zdecydowałam, że powiem mu po zakończeniu wizyty. Niestety tak się nie stało. Nerwy mi puściły przy gablocie z dziecięcymi bucikami. Stchórzyłam i po prostu uciekłam. Teraz żałuję, ze nie przemogłam się i nie partycypowałam w całej wizycie, że ominęły mnie bardzo ciekawe informacje i komentarze o obozie, wspaniałej wystawie głównej powstałej w roku 1955, które padały z ust pana dyrektora. Mimo tego zapamiętałam jedno zdanie, że w Auschwitz zginęło 4 miliony osób, o ile nie więcej, ze wszystkich okupowanych w czasie II wojny światowej, przez Niemców krajów. Niesamowite jak inna jest ta narracja w dniu dzisiejszym.

Minęło prawie 60 lat. Wszystko się zmieniło, Muzeum przybrało inne oblicza. Przewijają się tu miliony turystów-zwiedzajacych ze wszystkich stron świata. Według ostatnich statystyk z roku 2019 liczba ich przekroczyła 2 miliony, czym chlubi się dyrekcja Muzeum. O ciszy, którą znałam z lat 60-tych można dzisiaj pomarzyć i wspominać te inne czasy sprzed 60 lat.
Przed głównym wejściem w oczy rzucają się stoiska z pamiątkami z Auschwitz, w wybitnie wulgarnym guście przedmioty mające stanowić sztukę. Maja powodzenie czego najlepszym dowodem są ilości turystów kupujących te kicze. Obrzydlistwo, kiedy pomyślę, że odbywa się tu handel kosztem setek tysięcy pomordowanych przez Niemców ofiar, których prochy ciągle można znaleźć.

Przy słynnej bramie z napisem „Arbeit Macht Frei” dziesiątki młodocianych „turystów-zwiedzających” robi sobie selfie w dziwnych pozach, kręci filmiki w wyszukanych układach choreograficznych. Nie reagują na upomnienia przewodników, czy edukatorów, jak ich dzisiaj nazywają. Obrzydliwość. Gdzie poszanowanie dla zmarłych, pomordowanych tu ludzi. Dochodzą do tego przeróżne tony dziesiątek telefonów komórkowych plus głośne rozmowy, śmiechy.

No cóż, 2 miliony „turystów-zwiedzających” ma swoja cenę. Tylko dlaczego my

byli więźniowie tego obozu, nasze rodziny, nasze dzieci, nasi wnukowie musimy na to patrzeć i przymusowo partycypować w tym co nas boli, przeraża, w tym z czym nie możemy się pogodzić. Jeżeli chodzi o mnie, wystarczy, że znajdę się w pobliżu Sciany Śmierci przy Bloku 11 już oblewa mnie zimny pot. Gdzie poszanowanie dla naszej wrażliwości. Jak do tego doszło, co się stało w ciągu ostatnich 60 lat. Na pewno nie spadło z nieba to co widzimy dzisiaj.

To bardzo długa historia, która przybrała szybkie tempo od roku 2006. Roku, w którym mianowano nowego dyrektora Muzeum, 34-letniego młodego człowieka, mocno polecanego przez bylego wieznia, pana Wladyslawa Bartoszewskiego. Nic w tym zlego, każdy ma jakies wizje, każdemu należy dac szanse . Ale tu, ironio losu, mlody dyrektor Muzeum, dosłownie 2-3 tygodnie po otrzymaniu posady zaczal przekonywac otoczenie , ze nadszedł czas na zmiany, ze Muzeum powinno stac się bardziej atrakcyjne dla zwiedzajacych, ze potrzeba wiecej zwiedzających aby pokryc koszty konserwacji i utrzymania obozu. Jednym slowem pora „stare” zastąpić „nowym”, „odświeżyć” Auschwitz. Zapomniał o jednym, ze siłą Muzeum Auschwitz powinna być jego surowa autentyczność i prawda.

Pomysł „odnowy-odświeżenia” Auschwitz wywołał burze w środowiskach byłych więźniów, szczególnie tych z I Transportu z dnia 14 czerwca 1940 roku. Dołączyły do nich środowiska ocalałych z Holocaustu. Sprawa nabrała rozgłosu. Liczne reakcje działaczy Gmin Wyznaniowych Żydowskich z Polski, ambasada izraelska w Polsce, Szewach Weiss…Yad Vaschem. Ostatecznie stanęło na tym, że wszystkie propozycje odnowy, przebudowy lub zasadniczych zmian maja być konsultowane z Międzynarodową Radą Oświęcimską, która została powołana już w roku 2000. Jednym słowem „żadnej samowolki”. Tyle, że obecnie żadnej takiej Rady Międzynarodowej nie ma. Jej ostatnie posiedzenie odbyło się w maju 2018 roku, potem w październiku tego samego roku jej kadencja wygasła. Nie powołano nowej, ani nie odnowiono poprzedniej. Nie wiem jaki jest w tym zamysł, ale jedną z konsekwencji obecnej sytuacji jest brak nadzoru nad dyrekcją Muzeum

Skład Rady powinien odpowiadać najwyższym wymogom naukowym, historycznym, oraz zapewniać odpowiedni szacunek do WSZYSTKICH ofiar, ale przede wszystkim powinno istnieć ciało kontrolujące z pewnego dystansu, obecnie pozostające poza kontrolą, działania Dyrekcji, której działania powinny również podlegać społecznym konsultacjom ze wszystkimi zainteresowanymi, począwszy od organizacji byłych Więźniów i ich rodzin, w tym polskich byłych Więźniów i ich rodzin, a skończywszy na miejscowym samorządzie.

Proponowana, wyceniona na grube miliony, gigantyczna, faraoniczna przebudowa z podziemnym tunelem wejściowym, nowoczesnym centrum obsługi dla milionów przyszłych zwiedzających na pewno powinna być bardzo staranie przeanalizowana i poddana społecznej konsultacji. To się nie stało. Czy były konsultacje z konserwatorem zabytków? Czy były konsultacje z UNESCO? Wszakże to jest obiekt umieszczony na liście zabytków UNESCO. Co z obowiązującą strefą ochronną? Już nie obowiązuje? Buldożery, koparki weszły na teren w maju 2020 roku. Zaczęto wycinkę drzew, wg niektórych mieszkańców miasta Oświęcimia, niektóre z tych drzew zostały posadzone jeszcze przez Niemców. Rozebrano barak, gdzie w latach 1940-1945 była rzeźnia SS. Po co ten pośpiech? Co lub kto się za tym kryje? Komu na tym zależy ?
Ciekawi mnie czy ta monumentalna przebudowa nie osłabi siły pokazania tego potwornego obozu, jego autentyczności ? Jakie będą refleksje zwiedzających dotyczące czasów, kiedy była tu „mniej nowoczesna” mordownia ? Dziesiątki pytań, zaniepokojenie wśród byłych ocalałych więźniów obozu, ich rodzin. Czy po tej przebudowie, turyści-zwiedzający, którzy nigdy nie byli w Auschwitz i mają znikomą wiedzę o tym, co tu się wydarzyło, nie będą musieli sięgnąć do fantazji, aby wyobrazić sobie co rozgrywało się w Auschwitz 75 lat temu ? Zdecydowanie wiadomo, że Muzeum postarzało się z upływem lat i wymaga starannej konserwacji, jak to się robi zawsze w starych historycznych obiektach. Konserwacja nie powinna oznaczać „dobudowy” tego co nie istniało w latach 1940 – 1945. Obawiam się, że to co zastaniemy w Auschwitz za 2 – 3 lata będzie odbiegało od tego jakim był obóz „za tamtych czasów” i obóz nie będzie dłużej autentyczny. Tak jak to się mówi popularnie „nie rozpoznamy się we własnym lustrze”. Za to zapewnimy wygodę milionom zwiedzających, zacierając potworność śladów popełnionych tu zbrodni. Kuriozalny koncept. .

Czy Muzeum w „nowej odświeżonej” formie, w świetle nowych wystaw, szczególnie „odmłodzonej” wystawy głównej powstałej w 1955 roku , będzie działało tak jak powinno na wyobraźnie zwiedzających ? Czy zostanie powtórzona historia wystawy z Bloku 11 (Bloku Śmierci), która ciągle budzi bunt wśród licznych historyków, dzieci byłych więźniów, którzy stracili życie w tym bloku? Komu wystawimy za to laurkę? Pozostaje bez odpowiedzi podstawowe pytanie - dlaczego zniknął porażający autentyzm tego miejsca?

I tu wypowiem się za siebie, jako była więźniarka KL Auschwitz Z reguły jestem tradycjonalistką, nie lubię zmian. Zapytam wiec, dlaczego kierujący Muzeum „wizjonerzy” w pierwszej kolejności nie uważali za słuszne zadbać o zachowanie istniejącej ekspozycji głównej, stałej konserwacji włosów, butów i odzieży osób, które trafiły do KL Auschwitz, aby kolejne pokolenia mogły wyrazić protest przeciwko bestialstwu i ludobójstwu, które były dziełem niemieckich zwyrodnialców. Czy sama naga prawda tego miejsca wydała się im nudna? Trzeba ją podkreślać nowoczesnymi formami wyrazu? Tracimy tak wstrząsający autentyzm tego miejsca w którym zatrzymał się czas. Jego najsilniejszą, niepowtarzalną ogromną moc. Ludzie po zwiedzaniu tego muzeum wychodzili wstrząśnięci i zapłakani.

A co do faraonicznej przebudowy Centrum dla przyszłych zwiedzających też można ją jeszcze zatrzymać, przeanalizować ponownie, ciągle nie jest za późno. Najbardziej znaczącą rzeczą w tej przebudowie powinna być myśl przewodnia, że robimy to nie dla zysków płynących z wejściówek do Muzeum, ale dla przyszłych pokoleń w celu opowiedzenia ludziom dokładnie i wiernie, co się tutaj wydarzyło. A czy ich będzie tu w przyszłości 2 miliony, 5 milionów zwiedzających rocznie nie powinno być brane pod uwagę. Muzeum Auschwitz nie powinno być zmienione w „maszynkę do robienia pieniędzy”. To miejsce kultu, pamięci, największy cmentarz Europy. Powinno być zachowane w formie nienaruszonej, otoczone tylko i jedynie dokładnymi pracami konserwatorskimi, aby w niezmienionej formie zachować wszystko co tylko możliwe dla przyszłych pokoleń.

I na koniec pozwolę sobie wszystkim czytającym przypomnieć, że twórcy Muzeum Auschwitz – byli polscy więźniowie tego obozu kierowali się właśnie tym przesłaniem. Ich celem, jak zapisano w ustawie z 1947 roku było: "Tereny byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu wraz z wszelkimi znajdującymi się tam zabudowaniami i urządzeniami zachowuje się po wsze czasy jako Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów”.

To zadanie wykonali wzorowo i przez kilkadziesiąt lat zwiedzający mogli swobodnie wędrować po terenach obozowych chłonąc niejako ducha tamtych okrutnych lat. Bez upiększeń. I tego samego wymagamy od obecnego dyrektora Muzeum.

Z pierwszego transportu wszyscy już odeszli, nie ma ich wśród nas. Jesteśmy osieroceni, bowiem ich siła była przykładem dla młodych pokoleń.

My, ostatni ocaleli odchodzimy tez powoli jeden po drugim. I tu na usta pcha się pytanie, co będzie kiedy odejdzie ostatni ocalały.? Nie jest to pytanie rzucone bezmyślnie, bez powodu.

Dlatego uważam, że należy jak najszybciej, zanim nie będzie za późno doprowadzić do społecznej konsultacji ws projektu wystawy w Bloku 15, nazywanego nie bez powodu „Blokiem Polskim”. Myślę, a nawet jestem pewna, że w sytuacji kiedy Międzynarodowa Rada Oświęcimska zniknęła z horyzontu, postulat konsultacji społecznej znajdzie zrozumienie u pana wicepremiera, ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Piotra Glińskiego. Zdecydowanie liczę na to i wierzę, że tak będzie.

Barbara Wojnarowska Gautier
były wiezień KL Auschwitz, Przewodnicząca Komitetu 14 czerwca
Wszystkich, który mają informacje dotyczące przebudowy i wcześniejszych projektów prosimy o kontakt


Ankieta
Czy Amy Coney Barrett powstrzyma neomarksistów?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Amy Coney Barrett powstrzyma neomarksistów?
Tygodnik

Opinie

Popkultura