REKLAMA

[Przypominamy Wywiad] "Babcia Filomena" Leszczyńska: Prawda jest moją bronią, a oni posługują się kłamstwem

„Kim ja jestem? Jestem nikim, ale walczę o prawdę i to jest moją bronią. A oni posługują się kłamstwem. I taka jest między nami różnica”. Z Filomeną Leszczyńską („Babcią Filomeną”), która wygrała proces z prof. Barbarą Engelking i prof. Janem Grabowskim w obronie dobrego imienia swojego stryja, śp. Edwarda Malinowskiego [Prof. Barbara Engelking i prof. Jan Grabowski nie muszą przepraszać za stwierdzenia z książki "Dalej jest noc", która przedstawia losy Żydów w okupowanej Polsce - orzekł 16 sierpnia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wyrok jest prawomocny - przyp. red. za PAP] rozmawiali Agnieszka Żurek i Cezary Krysztopa.
Filomena Leszczyńska, Agnieszka Żurek [Przypominamy Wywiad]
Filomena Leszczyńska, Agnieszka Żurek / Marcin Żegliński "TS"

Czytaj również: [Tylko u nas] "Pomylili, ale nie przeproszą". Edward Malinowski. Zniesławiony bohater

– Jakim człowiekiem był Pani Stryj, Edward Malinowski?
– To był człowiek wyprzedzający swoją epokę, bardzo nowoczesny, a zarazem ogromnie szanujący przeszłość i tradycję. Był rolnikiem, miał swoje gospodarstwo, a jednocześnie dbał o wykształcenie swoich dzieci, chcąc im zapewnić jak najlepszy życiowy start. Umiał się odnaleźć w każdej rzeczywistości. Po całym dniu pracy na roli wracał do domu, kąpał się, ubierał elegancko – do tego stopnia, że niektórzy potrafili mówić, że wygląda tak, jakby wcale nie był tego dnia na roli. Gospodarstwo prowadził świetnie, był bardzo dobrze zorganizowany. Kiedy w jego otoczeniu komuś działa się krzywda, kiedy dowiadywał się o czyjejś biedzie, nie zastanawiał się, czy mu się to opłaci, czy nie, tylko z miejsca pomagał. Owszem, potrafił być także twardy. Kiedy ktoś postępował źle, stryj nie obawiał się zwrócić mu uwagi, często w sposób bardzo zdecydowany. Ta szczerość przysparzała mu czasem wrogów. 

– Jednym z nich okazał się sąsiad, którzy złożył na Pani Stryja fałszywy donos?
– Tak. Do tej pory nie wiem, co tym człowiekiem kierowało. Podejrzewam, że być może była to zwykła ludzka zawiść. Stryjowi dobrze się powodziło, był pracowity i to przynosiło pozytywne efekty. Był w naszej wsi sołtysem. Być może nie wszystkim się to podobało. 

– Pani Stryj został aresztowany. Jak do tego doszło?
–Zaraz po wojnie pewien człowiek po jakiejś sąsiedzkiej kłótni oskarżył stryja  o bycie niemieckim konfidentem i wydawanie Żydów. W wyniku tego donosu całą rodzinę aresztował Urząd Bezpieczeństwa. Zabrali wszystkich obecnych w domu. Na wolności zostało tylko troje dzieci - Mieczysław, który w chwili aresztowania przebywał w szkole oraz Henryk i Maria, którzy studiowali w Warszawie. Na wieść o aresztowaniu ojca Henryk wraz z trzema kolegami uciekli do Szwecji, aby uniknąć podobnego losu. Henryk wybrał Szwecję, chcąc był jak najbliżej Polski. Do kraju wrócił dopiero w latach 90., wcześniej groziłyby mu represje. Kiedy stryj został aresztowany, zgłosili się świadkowie, aby zaświadczyć o jego niewinności. Byli to Żydzi, którym stryj pomagał w czasie wojny. Mieszkaliśmy wówczas wszyscy w jednym domu, toteż stryj ukrywając Żydów, narażał na karę śmierci nie tylko siebie, ale i dwie rodziny – swoją i mojego ojca, razem szesnaście osób. Dzięki zeznaniom ukrywanych Żydów, stryj został oczyszczony z zarzutów i wypuszczony na wolność.

– Jak długo przebywał w więzieniu?
– Pół roku. Został jednak oczyszczony z pomówień i przez długie lata ta sprawa nie wracała. Aż do teraz. 

– Co Pani poczuła, kiedy dowiedziała się Pani o oskarżeniach formułowanych pod adresem Pani Stryja przez prof. Barbarę Engelking i prof. Jana Grabowskiego?
– Usłyszałam o tym w Radiu Maryja. A że wiedziałam już o wcześniejszych działaniach Reduty Dobrego Imienia, postanowiłam zwrócić się do nich o pomoc. Wiedziałam, że mi samej byłoby trudno walczyć z tymi pomówieniami, bo jestem osobą starszą i niewidomą, a sprawa jest trudna i niewdzięczna. Poprosiłam Redutę o zajęcie się tą kwestią. Leżało mi to na sercu przede wszystkim dlatego, że pomówienia dotyczyły mojego stryja, ale nie tylko z tego powodu. To przecież szkalowanie całej naszej okolicy, a szerzej – całego narodu polskiego. 

– W przestrzeni publicznej pojawiają się tezy, że została pani wykorzystana przez Redutę Dobrego Imienia. Co Pani na to?
– Odbieram to tak, że jeśli ktoś chce wypromować jakieś swoje kłamstwo, to zawsze musi znaleźć sobie kozła ofiarnego, którego będzie oczerniać. Najpierw stał się nim mój śp. Stryj, a teraz Reduta Dobrego Imienia, która stanęła w jego obronie. Mi nic nie mogą zrobić, bo ja już i tak stoję nad grobem. Jakby mi nawet życie odebrali, to tylko bym się cieszyła, że już nie muszę się na tym świecie męczyć i mogę odejść do lepszego świata. Ja się już o nic nie martwię. 

– Czy miała Pani jakieś nieprzyjemności po zabraniu głosu w sprawie swojego Stryja?
– Nie, raczej odwrotnie. Znajomi dzwonią i żartują sobie ze mnie, że jestem zadziorna i strach mi podpaść, bo mogę kogoś pozwać (śmiech). Zatelefonowała do mnie z gratulacjami nawet koleżanka ze szkolnej ławy, z którą nie widziałyśmy się od kilkudziesięciu lat. 

– Okoliczni mieszkańcy także odnoszą się do Pani z sympatią?
– Tak, popierają to, co robię, bo wiedzą, jak było naprawdę, a jak zostało to przeinaczone w książce „Dalej jest noc”. 

– Jak odbiera Pani to, że profesorowie Engelking i Grabowski nie chcą wykonać wyroku sądu i przeprosić za to, co napisali o Pani Stryju?
– Są chyba zbyt dumni, żeby przyznać się do błędu i żeby kogoś przeprosić. Są przekonani, że zajmują tak wysoką pozycję społeczną, że ludzie mogą nic dla nich nie znaczyć. Jeżeli to jest pomyłka, jeżeli czegoś nie dopatrzyli, to powinni z pokorą uznać swój błąd i przeprosić. Ja bym tak zrobiła, gdyby zdarzyło mi się pomylić. Poniosłabym konsekwencje swojego błędu. A jeśli ci państwo nie chcą przeprosić, to chyba znaczy, że „błąd” został popełniony celowo. 

– Polacy są zmęczeni ciągłymi pomówieniami, atakami i brakiem możliwości skutecznej obrony prawdy. Pani przykład pokazuje jednak, że dzięki odwadze i determinacji można wygrać nawet z prominentnymi działaczami sfery naukowej czy może raczej propagandowej.
– Tak, to sławy światowe. A kim ja jestem? Jestem nikim, ale walczę o prawdę i to jest moją bronią. A oni posługują się kłamstwem. I taka jest między nami różnica. 

– Spodziewała się Pani takiego wyroku, jaki został ogłoszony?
– Oczekiwałam innej treści sądowego orzeczenia. Każdy odpowiada za swoje czyny, a tymczasem sytuacja, z którą mamy do czynienia przypomina tę z dowcipu o robotniku, który wyniósł z zakładu pracy dwa opakowania pieprzu i trafił za to do więzienia. Ale jak już ukradł i sprzedał dwa wagony pieprzu, wtedy z kolei dostał za to nagrodę. Tak samo dzieje się i tutaj. Spodziewałam się, że autorzy pomówienia pod adresem mojego Stryja będą musieli jakoś zadośćuczynić za to, co zrobili, a przede wszystkim, że nie będą mogli rozpowszechniać dalej swojej książki zawierającej kłamliwe treści. Ona powinna zostać natychmiast wycofana z obiegu, to jest najważniejsze. Cieszę się, że przynajmniej ta książka stała się przedmiotem analiz i że dzięki temu być może zostaną opisane i nazwane inne nieprawdziwe treści, które mogą się tam znajdować. Jeśli ktoś jest w stanie kłamać w takiej sprawie, jak ta dotycząca mojego Stryja, co go powstrzyma przed posługiwaniem się kłamstwem w innych obszarach? Ta książka ma służyć temu, żeby nas dalej czołgać. Oskarżać o antysemityzm, o kolaborację z Niemcami, o najgorsze rzeczy. Polskę, która nigdy nie kolaborowała z Hitlerem, która stworzyła największe państwo podziemne w okupowanej Europie, która walczyła na wszystkich frontach II wojny światowej i której Yad Vashem postawił najwięcej drzewek Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata za ratowanie Żydów - mimo że tylko w Polsce obowiązywała za to kara śmierci i to nie tylko dla ratującego, ale i dla całej jego rodziny. Czy nie wystarczająco już wycierpieliśmy? Ile lat byliśmy w niewoli? A zaraz po odrodzeniu się naszej ojczyzny, zostaliśmy nazwani „państwem sezonowym” i „bękartem Europy”. I tak jesteśmy chyba traktowani do dziś. Jako jacyś „podludzie”, których należy zniszczyć. 

– Jak Pani odbiera oskarżenia, że w całej sprawie obrony dobrego imienia Pani Stryja nie chodzi Pani o prawdę, ale o pieniądze?
– Śmieję się z tego. Mam czyste sumienie i wiem, o co mi chodzi, dlatego z takich oskarżeń mogę się tylko śmiać. Całe życie pracowałam na dobro swojej rodziny i swojego kraju, nigdy nie uchylałam się ani od pracy, ani od obowiązków. I dlatego mam kochaną rodzinę i jestem spokojna, że mam czyste sumienie i nikt nie może mi niczego zarzucić. Wyraźnie powiedziałam, że w sensie materialnym nic mi już nie jest potrzebne. Ja walczę tylko o prawdę. Domagam się wycofania tej książki z rynku, ponieważ kłamstwo o moim śp. Stryju nie może być powielane. Co to za „dokument”, który nie jest oparty na faktach?

– Tymczasem media światowe bronią prof. Engelking i Grabowskiego stawiając tezę, że niedawny wyrok sądu stanowi zamach na wolność prowadzonych przez nich badań naukowych.
– Nie dziwi mnie to, oni wszyscy grają do jednej bramki, więc muszą się wspierać. To jest jeden biznes prowadzony pod jedno dyktando. Działalność prof. Engelking i prof. Grabowskiego trudno uznać za badania naukowe. Nauka opiera się przecież na faktach. Trzeba wrócić do źródeł i zacząć prowadzić badania w sposób rzetelny. Nie mogę także zgodzić się na taką dysproporcję w mówieniu i pisaniu o zagładzie Polaków i Żydów, jaka obecnie ma miejsce. Na badania nad Holokaustem przeznaczane są ogromne środki, wspierają tę działalność największe światowe media, tymczasem o ludobójstwie dokonanym na Polakach nie wolno mówić? A jeżeli już, to półgębkiem? Sześć milionów zamordowanych w czasie II wojny światowej polskich obywateli rozpłynęło się w powietrzu? Tylko Żydzi są ludźmi i zasługują na upamiętnienie? A Polacy to kto?

– „Dla Polaków śmierć to była po prostu kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, metafizyka, spotkanie z najwyższym…” – powiedziała prof. Barbara Engelking.
– No właśnie. I chyba powiedziała to, co naprawdę czuje i myśli.

– Co by się stało, gdyby to Polak powiedział w ten sposób o Żydach?
– Nie wyszedłby z więzienia i nie wypłaciłby się. Antysemityzm jest surowo piętnowany, natomiast antypolonizm jest uważany za coś normalnego. Tak nie może być. 

– Myślę, że swoją postawą dała Pani Polakom dużo nadziei.
– Daj Boże. Polsce potrzebna jest nadzieja, szczególnie wobec tego, co się teraz dzieje. Wiedzą Państwo, kiedy byłam najbardziej zasmucona? Wtedy, kiedy na ulice wyszły „czarne marsze”. W ogóle tego nie rozumiem. Jak można się tak zachowywać? Nawet za komuny nie działy się takie rzeczy, nikt się tak nie wyrażał publicznie, nikt nie niszczył kościołów. Teraz nie ma bojaźni Bożej, wszystko można, nie ma żadnych granic…

– Ale być może dobro jest ciche i skromne i dlatego mniej widoczne.
– Tak jest. Dlaczego dzwon głośny? Bo pusty w środku. A propos dzwonów, to co i rusz słyszę, że ktoś dzwoni na policję, bo mu dzwony kościelne przeszkadzają, a jak nie dzwony, to dzieci bawiące się na podwórku. Dawniej każdy się cieszył, że dzieci rosną, że są radosne, że się bawią. A co mają robić? Siedzieć w domu przed komputerem? A może iść na „czarne marsze”? To ma być jedyna rozrywka? Bulwersuje mnie to ogromnie. 

– Jakie przesłanie skierowałaby Pani do rodaków w tych trudnych czasach?
– Żeby wszyscy, każdy na swój sposób i na swoim odcinku pracy był przede wszystkim człowiekiem. Żeby wiedział, że pierwszy jest Bóg, drugi – Kościół, a trzecia Ojczyzna. Bóg, honor, Ojczyzna – to nigdy nie przemija. I to są nasze fundamenty. Z tej ziemi jesz chleb, ta ziemia cię wychowała, tu masz przodków, tu są groby twoich dziadków i rodziców. A Pan Bóg zawsze nad nami czuwa i Kościół trzyma nas razem. 

– Dziękujemy za rozmowę.


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura