[Tylko u nas] Marek Budzisz: Spadek dochodów ludności w Rosji, czyli o kłopotach Putina przed wyborami

Z przecieków, jakimi dysponują rosyjskie media wynika, że środowe (15 stycznia) wystąpienie przed Zgromadzeniem Federalnym, czyli połączonymi izbami rosyjskiego parlamentu, prezydent Putin ma zamiar poświęcić kwestii dochodów ludności.
/ fot. Flickr CC BY-SA 2.0
A precyzyjnie rzecz ujmując pochylić się z troską nad ich spadkiem i obiecać „wytężoną pracę” celem poprawy sytuacji. Jest to o tyle istotne, że już w tym roku trzeba będzie w Rosji rozpocząć kampanię wyborczą przed kluczowymi dla przyszłości kraju przyszłorocznymi wyborami do Dumy. W „sterowanej demokracji” przygotowania do wyborów rozpoczyna się od zmiany kodeksu wyborczego, tak, aby zwiększyć szanse sukcesu partii władzy. Z napływających do opinii publicznej strzępów informacji wynika, że póki co, jednym z najpoważniejszych scenariuszy, jaki chciałby realizować Kreml jest zmniejszenie liczby mandatów wybieranych z list partyjnych z jednoczesnym zwiększeniem liczby okręgów jednomandatowych. Konkretne zastosowanie tej zasady wiązałoby się z lokalną specyfiką. Ruchowi temu towarzyszyć miałoby dopuszczenie do wyborów większej liczby formacji politycznych, niektóre z nich byłyby wręcz powoływane do życia przez obóz władzy, po to aby, zwłaszcza w okręgach jednomandatowych zwiększyć znaczenie największego politycznego brandu, czyli partii władzy, Jednej Rosji. Ta musi nie tylko wygrać wybory, ale też utrzymać konstytucyjną większość, co z kolei gwarantuje utrzymanie politycznej kontroli nad transmisja władzy związaną z zakończeniem drugiej, kolejnej kadencji Putina (w 2024 roku). Brak takiej większości nie oznacza jeszcze dla reżimu katastrofy, ale ogranicza pole manewru, redukując pewną liczbę rozwiązań a przede wszystkim swobodę ich aplikowania. Może też oznaczać konieczność wejścia w alianse z tzw. systemową opozycją, co w rosyjskich realiach oznacza konieczność opłacenia tego rodzaju wsparcia. To też jest ryzykowne. Cała ta konstrukcja może okazać się ufundowaną na lotnych piaskach, o ile ludzie nie zaczną patrzeć na przyszłość z większym optymizmem.

Ostatnie badania opinii publicznej przeprowadzone przez Centrum Lewady mogą napawać władze nadzieją, że nastroje społeczne ewoluują w pożądaną stronę. Rosjanie patrzą z większą ufnością w przyszłość, liczba tych którzy spodziewają się wybuchu wojny światowej spadła o 11 % a udział oczekujących kryzysu gospodarczego w całym spektrum społecznym zmniejszył się z 57 % do 49 %. Jednak nie zmieniła się liczba tych (44 %) którzy spodziewają się niepokoi związanych z biedą, a wzrosła (do 66 %) grupa tych obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy są zdania, że w kraju będzie większa korupcja i więcej afer, w tym głośnych, związanych z dymisjami i aresztowaniami wysokich urzędników. Innymi słowy ten częściowy wzrost optymizmu wiązać wypada z oczekiwaniami niemałej grupy Rosjan, że władze rozpocznie energiczną walkę z patologiami we własnym gronie. Niezależnie jednak od tego jak silnie ugruntowane są te oczekiwania i na ile ten wzrost optymizmu jest zjawiskiem trwałym a nie chwilowym, jedno wydaje się pewne – pole manewru rosyjskiej władzy będzie się zawężało jeśli nie uda się „czegoś zrobić” z dochodami ludności. Taki jest dość zgodny pogląd rosyjskich socjologów, zarówno tych, którzy pracują dla rządu jak i sympatyzujących z opozycją. To, że Putin ma zamiar skoncentrować się na tych kwestiach może świadczyć, że i na Kremlu uważa się ten obszar za newralgiczny.

Pytanie tylko o czym jest mowa i co oznacza w rosyjskim wydaniu termin „spadek dochodów ludności”? Z ostatnio opublikowanych analiz wynika, że w trzecim kwartale 2019 roku były one o 6,4 % niższe niźli w roku 2013. Mało tego, niekorzystnie zmieniła się tez ich struktura. W ogólnej puli wzrósł udział dochodów pochodzących od państwa (z 72,4 do 78,6 %) a spadł tych z działalności gospodarczej (z 11,6 do 10,4 %). Ale co gorsze z badań Rosyjskiej Akademii Nauk wynika, że bogatsi Rosjanie praktycznie nie odczuli kryzysu, a nawet można mówić, że mają się lepiej niźli przed 2013 rokiem. Obniżenie dochodów dotknęło przede wszystkim grupy najuboższe. Statystyczny wzrost wydatków państwa na wypłaty, którym lubili się chwalić w ubiegłych miesiącach wysocy rosyjscy urzędnicy w praktyce został „przechwycony” przez bogatszych Rosjan. Biedniejsi są jeszcze biedniejsi niż byli. Z jedną wszakże różnicą, bezwzględna liczba najzamożniejszych znacznie się w ostatnich latach zmniejszyła, przede wszystkim spadła grupa uznawana za klasę średnią. W świetle badań specjalistów z moskiewskiej Wyższej Szkoły Gospodarki jest to zresztą trend trwający w Rosji znacznie dłużej. W ciągu ostatnich 30 lat, udział 80 % rosyjskiego społeczeństwa w całości osiąganych dochodów spadł o 21 %, za to 20 % najbogatszych podwoiło w tym czasie swe dochody.

Najbogatsi, którzy nie odczuli skutków kryzysu konsumują głównie artykuły luksusowe produkowane poza Rosją, zaś ogromna większość społeczeństwa zmuszona została do znacznego ograniczenia konsumpcji. W efekcie rosyjska gospodarka zderzyła się z problemem braku popytu i to jest jeden z głównych, jeśli nie najważniejszy problem genezy niskiego wzrostu. W efekcie wzrost rosyjskiego PKB, szacowany na 2,3 % w 2018 roku spowolnił do 1,1 % po trzech kwartałach 2019. Bariera braku popytu jest zdaniem rosyjskich ekonomistów niezwykle silna, o czym świadczy szybciej spadająca w Federacji Rosyjskiej, niźli planowano, inflacja. Rosyjski Bank Centralny w minionym roku musiał pięciokrotnie korygować własne prognozy wskaźnika inflacji na koniec 2019 roku, za każdym razem zmniejszając go. Pierwotnie szacunki mówiły, iż będzie ona kształtowała się na poziomie od 5 do 5,5 %, by ostatecznie zejść do 2,9 – 3,2 %. Pogarszają się też szybko inne wskaźniki obrazujące poziom konsumpcji w Rosji – takie jak wartość handlu hurtowego (spowolnienie wzrostu z 2,6 % do 1,8 %), liczba sprzedanych mieszkań w głównych rosyjskich aglomeracjach, czy sprzedaż samochodów, których po dwucyfrowych wzrostach sprzedaży w ostatnich dwóch latach w roku ubiegłym trafiło na rynek o 2,6 % mniej.

Jak się wydaje analitycy rosyjskiego Banku Centralnego nie docenili innego zjawiska, a mianowicie wyczerpywania się możliwości konsumpcji na kredyt, która napędzała wzrost gospodarki w 2017 i 2018 roku. Już w roku 2018 najlepiej zarabiający Rosjanie (z dochodami powyżej 40 tys. rubli miesięcznie) przeznaczali na spłatę zobowiązań niemal 21 % osiąganych dochodów a średniacy 28,8 %. To wyczerpanie się możliwości zaciągania nowych kredytów konsumpcyjnych spowodowało w efekcie pod koniec minionego roku spadek akcji kredytowej rosyjskich banków w tym zakresie (o 3,8 %) i to w czasie, kiedy malały stopy procentowe w związku z niższą inflacją, a w przypadku kart kredytowych można nawet mówić o załamaniu się rynku, bo liczba nowo wydanych spadła o 30,1 %.

Nadzieje władz, które liczyły, że ożywienie w gospodarce przyniosą tzw. programy narodowe również okazały się złudnymi. Administracja nie jest przygotowana do ich realizacji, inwestycje się opóźniają, co więcej, jak powiedział prezes rosyjskiego odpowiednika NIK Aleksiej Kudrin perspektywa, że dzięki tym nakładom rosyjski PKB będzie rósł szybciej niż o 1,0 – 1,5 % rocznie jest mamieniem się obietnicami bez pokrycia w rzeczywistości.

Wszystko zaczyna trochę wyglądać jak kwadratura koła. Rosjanie mało zarabiają i w efekcie mało wydają na konsumpcję. Gospodarka, która zderza się z barierą popytu nie rośnie a dochody, które Rosja osiąga z eksportu węglowodorów zapełniają rezerwy, bo urzędnicy różnych szczebli nie bardzo wiedzą jak je wydać. Czy jest z tego jakieś wyjście i czy Kremla ma pomysł „co z tym wszystkim zrobić”?

Wydaje się, że pewne wskazówki znajdują się w wywiadzie Władimira Cziżowa, rosyjskiego ambasadora przy Unii Europejskiej dla dziennika Kommiersant, którego udzielił kilka dni temu. W dyplomacji rzadko kiedy padają przypadkowe sformułowania, w rosyjskiej jeszcze rzadziej, a w przypadku Cziżowa, starego wyjadacza, który od 1976 roku pracuje w rosyjskim MSZ-cie, chyba w ogóle nie możemy mówić o tym, że mówi coś ot tak sobie. Otóż Cziżow powiedział, że to nie Rosja a Europa jest odpowiedzialna za stan kryzysu wzajemnych relacji. Stało się tak, w jego opinii w efekcie wprowadzenia przez Unię Europejską „jednostronnych restrykcji” przeciw Federacji Rosyjskiej. Kroki podjęte przez Moskwę były reakcją na działania państw europejskich. W tym sensie, jak zauważa rosyjski dyplomata, nie można mówić o sankcjach, bo te wprowadzane są w życie postanowieniami ONZ, a jedynie o jednostronnym działaniu Unii. Ta terminologia i chronologia jest w tym względzie w optyce Moskwy istotna. Przede wszystkim z tego powodu, że jak zauważa Cziżow ci którzy wprowadzili restrykcje muszą i powinni się z nich wycofać, bo zmienił się kontekst, czyli rozpoczęły rozmowy w sprawie sytuacji na wschodzie Ukrainy. I to jest, jego zdaniem, problem Europy, która musi ponownie przeanalizować sytuację i dojrzeć do podjęcia tego kroku. Może się to stać tylko wtedy, kiedy jak to określił grupa państw zwolenników współpracy z Rosją przeważy. O zbudowanie takiej „masy krytycznej” w Unii Europejskiej ma zamiar w najbliższym czasie zabiegać Moskwa. To co powiedział rosyjski dyplomata wiąże się nie tylko z ostatnią ofensywą propagandową Moskwy wymierzoną w Polskę i państwa Europy Środkowej. Ale słowa Cziżowa trzeba też rozumieć w ten sposób, że wraz z ich likwidacją zniknie powód do odwetowych kroków rosyjskich, czyli nastąpi ponowne otwarcie własnego rynku na europejskie towary, w tym żywność i artykuły konsumpcyjne. Ich napływ musi wywołać wzrost konkurencji i spadek cen, bo rosyjskie kontrsankcje i ich korzystny wpływ na rosyjskie rolnictwo sprowadził się głównie do rozwoju produkcji zbóż przeznaczonych na eksport, jeśli idzie o mięso i mleko, to zamknięcie rosyjskiego rynku przyniosło wzrost cen. W efekcie za te same dochody Rosjanie będą w stanie więcej kupić. Otwieranie się rynku musi wywołać napływ inwestycji, co znów korzystnie będzie pobudzać rosyjską gospodarkę. W perspektywie kilkunastu miesięcy to jedyne realne narzędzie pobudzenia rodzimej gospodarki i zwiększenia siły nabywczej statystycznego Rosjanina, jakim dysponuje Kreml. I dlatego w najbliższych miesiącach, presja na zniesienie sankcji będzie tylko narastać.

Marek Budzisz

#REKLAMA_POZIOMA#
 

 

POLECANE
Ta gmina zmieniła nazwę. Mieli dość pomyłek z ostatniej chwili
Ta gmina zmieniła nazwę. Mieli dość pomyłek

Gmina wiejska Nowe Miasto Lubawskie od nowego roku zmieniła nazwę na gmina Bratian. Lokalny samorząd liczy, że poprawi to jej rozpoznawalność i wzmocni poczucie tożsamości mieszkańców.

Koszmarny sylwester w Szwajcarii. Są ofiary z ostatniej chwili
Koszmarny sylwester w Szwajcarii. Są ofiary

Co najmniej 10 osób zginęło, a 10 zostało rannych w noc sylwestrową na skutek eksplozji w kurorcie narciarskim Crans-Montana w południowej Szwajcarii – poinformowała policja, cytowana przez stację SkyNews. Jak podały media, przyczyną wybuchu mogło być użycie materiałów pirotechnicznych.

Zabójstwo taksówkarza w Giżycku. Szokujące ustalenia z ostatniej chwili
Zabójstwo taksówkarza w Giżycku. Szokujące ustalenia

78-letni taksówkarz został zamordowany w noc sylwestrową w Giżycku w woj. warmińsko-mazurskim – informuje w czwartek rano RMF FM.

Pilny komunikat dla kierowców. Wszystkie drogi krajowe są przejezdne z ostatniej chwili
Pilny komunikat dla kierowców. Wszystkie drogi krajowe są przejezdne

W czwartek rano wszystkie drogi krajowe są przejezdne – poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Nocą na drogach pracowało ponad 1,3 tys. jednostek sprzętu do zimowego utrzymania.

Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy wideo
Karol Nawrocki: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy

„Wypowiadam te słowa z poczuciem wielkiego zaszczytu i wdzięczności, ale i odpowiedzialności – bo ten urząd nie jest nagrodą, jest przede wszystkim zobowiązaniem” - mówił prezydent Karol Nawrocki.

Jan Krzysztof Ardanowski: Żądałem i żądam skierowania sprawy do sądu tylko u nas
Jan Krzysztof Ardanowski: Żądałem i żądam skierowania sprawy do sądu

„Prokuratorzy od praktycznie 6 lat prowadzą śledztwo, które wcześniej prowadziło je Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dla mnie cała sprawa ma cel polityczny, mianowicie Kamiński i Wąsik wymyślili nieistniejącą aferę po to, by zamknąć mi usta, bym nie wypowiadał się w sprawach politycznych, a tym bardziej, bym nie wyrażał się krytycznie o polityce Prawa i Sprawiedliwości, a może i prezesa Kaczyńskiego” - mówi portalowi Tysol.pl Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa.

Akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B. z ostatniej chwili
Akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B.

Prokurator skierował w środę do sądu akt oskarżenia przeciwko działaczowi Ruchu Obrony Granic Robertowi B., któremu zarzucił cztery przestępstwa, w tym znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej – podała w środę Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim.

Pociąg „Mazury” utknął w Nidzicy. Oblodzone drzewa runęły na linię trakcyjną z ostatniej chwili
Pociąg „Mazury” utknął w Nidzicy. Oblodzone drzewa runęły na linię trakcyjną

Zerwana sieć trakcyjna i unieruchomiony skład PKP Intercity. Pasażerowie pociągu „Mazury” zostali ewakuowani, a ruch kolejowy na ważnej trasie wstrzymano bez podania terminu wznowienia.

Grafzero: Najlepsze i najgorsze książki 2025! z ostatniej chwili
Grafzero: Najlepsze i najgorsze książki 2025!

Grafzero vlog literacki o najlepszych i najgorszych książkach 2025. Co się udało, co w przyszłym roku, jak wyszedł start wydawnictwa Centryfuga?

Tusk podczas sztabu kryzysowego o „niedobrych numerach” pogody. Rząd szykuje się na czarne scenariusze z ostatniej chwili
Tusk podczas sztabu kryzysowego o „niedobrych numerach” pogody. Rząd szykuje się na czarne scenariusze

Rząd zakłada najgorsze scenariusze, a służby zostały postawione w stan zwiększonej gotowości. Podczas sztabu kryzysowego Donald Tusk przyznał, że pogoda „wykręciła niedobre numery”, a sytuacja w części kraju nadal pozostaje poważna.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Spadek dochodów ludności w Rosji, czyli o kłopotach Putina przed wyborami

Z przecieków, jakimi dysponują rosyjskie media wynika, że środowe (15 stycznia) wystąpienie przed Zgromadzeniem Federalnym, czyli połączonymi izbami rosyjskiego parlamentu, prezydent Putin ma zamiar poświęcić kwestii dochodów ludności.
/ fot. Flickr CC BY-SA 2.0
A precyzyjnie rzecz ujmując pochylić się z troską nad ich spadkiem i obiecać „wytężoną pracę” celem poprawy sytuacji. Jest to o tyle istotne, że już w tym roku trzeba będzie w Rosji rozpocząć kampanię wyborczą przed kluczowymi dla przyszłości kraju przyszłorocznymi wyborami do Dumy. W „sterowanej demokracji” przygotowania do wyborów rozpoczyna się od zmiany kodeksu wyborczego, tak, aby zwiększyć szanse sukcesu partii władzy. Z napływających do opinii publicznej strzępów informacji wynika, że póki co, jednym z najpoważniejszych scenariuszy, jaki chciałby realizować Kreml jest zmniejszenie liczby mandatów wybieranych z list partyjnych z jednoczesnym zwiększeniem liczby okręgów jednomandatowych. Konkretne zastosowanie tej zasady wiązałoby się z lokalną specyfiką. Ruchowi temu towarzyszyć miałoby dopuszczenie do wyborów większej liczby formacji politycznych, niektóre z nich byłyby wręcz powoływane do życia przez obóz władzy, po to aby, zwłaszcza w okręgach jednomandatowych zwiększyć znaczenie największego politycznego brandu, czyli partii władzy, Jednej Rosji. Ta musi nie tylko wygrać wybory, ale też utrzymać konstytucyjną większość, co z kolei gwarantuje utrzymanie politycznej kontroli nad transmisja władzy związaną z zakończeniem drugiej, kolejnej kadencji Putina (w 2024 roku). Brak takiej większości nie oznacza jeszcze dla reżimu katastrofy, ale ogranicza pole manewru, redukując pewną liczbę rozwiązań a przede wszystkim swobodę ich aplikowania. Może też oznaczać konieczność wejścia w alianse z tzw. systemową opozycją, co w rosyjskich realiach oznacza konieczność opłacenia tego rodzaju wsparcia. To też jest ryzykowne. Cała ta konstrukcja może okazać się ufundowaną na lotnych piaskach, o ile ludzie nie zaczną patrzeć na przyszłość z większym optymizmem.

Ostatnie badania opinii publicznej przeprowadzone przez Centrum Lewady mogą napawać władze nadzieją, że nastroje społeczne ewoluują w pożądaną stronę. Rosjanie patrzą z większą ufnością w przyszłość, liczba tych którzy spodziewają się wybuchu wojny światowej spadła o 11 % a udział oczekujących kryzysu gospodarczego w całym spektrum społecznym zmniejszył się z 57 % do 49 %. Jednak nie zmieniła się liczba tych (44 %) którzy spodziewają się niepokoi związanych z biedą, a wzrosła (do 66 %) grupa tych obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy są zdania, że w kraju będzie większa korupcja i więcej afer, w tym głośnych, związanych z dymisjami i aresztowaniami wysokich urzędników. Innymi słowy ten częściowy wzrost optymizmu wiązać wypada z oczekiwaniami niemałej grupy Rosjan, że władze rozpocznie energiczną walkę z patologiami we własnym gronie. Niezależnie jednak od tego jak silnie ugruntowane są te oczekiwania i na ile ten wzrost optymizmu jest zjawiskiem trwałym a nie chwilowym, jedno wydaje się pewne – pole manewru rosyjskiej władzy będzie się zawężało jeśli nie uda się „czegoś zrobić” z dochodami ludności. Taki jest dość zgodny pogląd rosyjskich socjologów, zarówno tych, którzy pracują dla rządu jak i sympatyzujących z opozycją. To, że Putin ma zamiar skoncentrować się na tych kwestiach może świadczyć, że i na Kremlu uważa się ten obszar za newralgiczny.

Pytanie tylko o czym jest mowa i co oznacza w rosyjskim wydaniu termin „spadek dochodów ludności”? Z ostatnio opublikowanych analiz wynika, że w trzecim kwartale 2019 roku były one o 6,4 % niższe niźli w roku 2013. Mało tego, niekorzystnie zmieniła się tez ich struktura. W ogólnej puli wzrósł udział dochodów pochodzących od państwa (z 72,4 do 78,6 %) a spadł tych z działalności gospodarczej (z 11,6 do 10,4 %). Ale co gorsze z badań Rosyjskiej Akademii Nauk wynika, że bogatsi Rosjanie praktycznie nie odczuli kryzysu, a nawet można mówić, że mają się lepiej niźli przed 2013 rokiem. Obniżenie dochodów dotknęło przede wszystkim grupy najuboższe. Statystyczny wzrost wydatków państwa na wypłaty, którym lubili się chwalić w ubiegłych miesiącach wysocy rosyjscy urzędnicy w praktyce został „przechwycony” przez bogatszych Rosjan. Biedniejsi są jeszcze biedniejsi niż byli. Z jedną wszakże różnicą, bezwzględna liczba najzamożniejszych znacznie się w ostatnich latach zmniejszyła, przede wszystkim spadła grupa uznawana za klasę średnią. W świetle badań specjalistów z moskiewskiej Wyższej Szkoły Gospodarki jest to zresztą trend trwający w Rosji znacznie dłużej. W ciągu ostatnich 30 lat, udział 80 % rosyjskiego społeczeństwa w całości osiąganych dochodów spadł o 21 %, za to 20 % najbogatszych podwoiło w tym czasie swe dochody.

Najbogatsi, którzy nie odczuli skutków kryzysu konsumują głównie artykuły luksusowe produkowane poza Rosją, zaś ogromna większość społeczeństwa zmuszona została do znacznego ograniczenia konsumpcji. W efekcie rosyjska gospodarka zderzyła się z problemem braku popytu i to jest jeden z głównych, jeśli nie najważniejszy problem genezy niskiego wzrostu. W efekcie wzrost rosyjskiego PKB, szacowany na 2,3 % w 2018 roku spowolnił do 1,1 % po trzech kwartałach 2019. Bariera braku popytu jest zdaniem rosyjskich ekonomistów niezwykle silna, o czym świadczy szybciej spadająca w Federacji Rosyjskiej, niźli planowano, inflacja. Rosyjski Bank Centralny w minionym roku musiał pięciokrotnie korygować własne prognozy wskaźnika inflacji na koniec 2019 roku, za każdym razem zmniejszając go. Pierwotnie szacunki mówiły, iż będzie ona kształtowała się na poziomie od 5 do 5,5 %, by ostatecznie zejść do 2,9 – 3,2 %. Pogarszają się też szybko inne wskaźniki obrazujące poziom konsumpcji w Rosji – takie jak wartość handlu hurtowego (spowolnienie wzrostu z 2,6 % do 1,8 %), liczba sprzedanych mieszkań w głównych rosyjskich aglomeracjach, czy sprzedaż samochodów, których po dwucyfrowych wzrostach sprzedaży w ostatnich dwóch latach w roku ubiegłym trafiło na rynek o 2,6 % mniej.

Jak się wydaje analitycy rosyjskiego Banku Centralnego nie docenili innego zjawiska, a mianowicie wyczerpywania się możliwości konsumpcji na kredyt, która napędzała wzrost gospodarki w 2017 i 2018 roku. Już w roku 2018 najlepiej zarabiający Rosjanie (z dochodami powyżej 40 tys. rubli miesięcznie) przeznaczali na spłatę zobowiązań niemal 21 % osiąganych dochodów a średniacy 28,8 %. To wyczerpanie się możliwości zaciągania nowych kredytów konsumpcyjnych spowodowało w efekcie pod koniec minionego roku spadek akcji kredytowej rosyjskich banków w tym zakresie (o 3,8 %) i to w czasie, kiedy malały stopy procentowe w związku z niższą inflacją, a w przypadku kart kredytowych można nawet mówić o załamaniu się rynku, bo liczba nowo wydanych spadła o 30,1 %.

Nadzieje władz, które liczyły, że ożywienie w gospodarce przyniosą tzw. programy narodowe również okazały się złudnymi. Administracja nie jest przygotowana do ich realizacji, inwestycje się opóźniają, co więcej, jak powiedział prezes rosyjskiego odpowiednika NIK Aleksiej Kudrin perspektywa, że dzięki tym nakładom rosyjski PKB będzie rósł szybciej niż o 1,0 – 1,5 % rocznie jest mamieniem się obietnicami bez pokrycia w rzeczywistości.

Wszystko zaczyna trochę wyglądać jak kwadratura koła. Rosjanie mało zarabiają i w efekcie mało wydają na konsumpcję. Gospodarka, która zderza się z barierą popytu nie rośnie a dochody, które Rosja osiąga z eksportu węglowodorów zapełniają rezerwy, bo urzędnicy różnych szczebli nie bardzo wiedzą jak je wydać. Czy jest z tego jakieś wyjście i czy Kremla ma pomysł „co z tym wszystkim zrobić”?

Wydaje się, że pewne wskazówki znajdują się w wywiadzie Władimira Cziżowa, rosyjskiego ambasadora przy Unii Europejskiej dla dziennika Kommiersant, którego udzielił kilka dni temu. W dyplomacji rzadko kiedy padają przypadkowe sformułowania, w rosyjskiej jeszcze rzadziej, a w przypadku Cziżowa, starego wyjadacza, który od 1976 roku pracuje w rosyjskim MSZ-cie, chyba w ogóle nie możemy mówić o tym, że mówi coś ot tak sobie. Otóż Cziżow powiedział, że to nie Rosja a Europa jest odpowiedzialna za stan kryzysu wzajemnych relacji. Stało się tak, w jego opinii w efekcie wprowadzenia przez Unię Europejską „jednostronnych restrykcji” przeciw Federacji Rosyjskiej. Kroki podjęte przez Moskwę były reakcją na działania państw europejskich. W tym sensie, jak zauważa rosyjski dyplomata, nie można mówić o sankcjach, bo te wprowadzane są w życie postanowieniami ONZ, a jedynie o jednostronnym działaniu Unii. Ta terminologia i chronologia jest w tym względzie w optyce Moskwy istotna. Przede wszystkim z tego powodu, że jak zauważa Cziżow ci którzy wprowadzili restrykcje muszą i powinni się z nich wycofać, bo zmienił się kontekst, czyli rozpoczęły rozmowy w sprawie sytuacji na wschodzie Ukrainy. I to jest, jego zdaniem, problem Europy, która musi ponownie przeanalizować sytuację i dojrzeć do podjęcia tego kroku. Może się to stać tylko wtedy, kiedy jak to określił grupa państw zwolenników współpracy z Rosją przeważy. O zbudowanie takiej „masy krytycznej” w Unii Europejskiej ma zamiar w najbliższym czasie zabiegać Moskwa. To co powiedział rosyjski dyplomata wiąże się nie tylko z ostatnią ofensywą propagandową Moskwy wymierzoną w Polskę i państwa Europy Środkowej. Ale słowa Cziżowa trzeba też rozumieć w ten sposób, że wraz z ich likwidacją zniknie powód do odwetowych kroków rosyjskich, czyli nastąpi ponowne otwarcie własnego rynku na europejskie towary, w tym żywność i artykuły konsumpcyjne. Ich napływ musi wywołać wzrost konkurencji i spadek cen, bo rosyjskie kontrsankcje i ich korzystny wpływ na rosyjskie rolnictwo sprowadził się głównie do rozwoju produkcji zbóż przeznaczonych na eksport, jeśli idzie o mięso i mleko, to zamknięcie rosyjskiego rynku przyniosło wzrost cen. W efekcie za te same dochody Rosjanie będą w stanie więcej kupić. Otwieranie się rynku musi wywołać napływ inwestycji, co znów korzystnie będzie pobudzać rosyjską gospodarkę. W perspektywie kilkunastu miesięcy to jedyne realne narzędzie pobudzenia rodzimej gospodarki i zwiększenia siły nabywczej statystycznego Rosjanina, jakim dysponuje Kreml. I dlatego w najbliższych miesiącach, presja na zniesienie sankcji będzie tylko narastać.

Marek Budzisz

#REKLAMA_POZIOMA#
 


 

Polecane