REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Wielotysięczne protesty. Chabarowsk, czyli ostrzeżenie dla Kremla

W Chabarowsku, na rosyjskim Dalekim Wschodzie, od dziesięciu dni trwają wielotysięczne protesty mieszkańców nie chcących się pogodzić z aresztowaniem „ich”, tzn. wybranego ich głosami, gubernatora Sergieja Furgala. Protesty trwają nie tylko w stolicy regionu, ale i w mniejszych miastach takich jak Komsomolsk nad Amurem (274 km od Chabarowska w prostej linii). Demonstracje, ale niewielkich rozmiarów miały tez miejsce we Władywostoku (ok. 660 km od Chabarowska). Te odległości mają o tyle znaczenie, iż pamiętając o rosyjskich dystansach możemy zrozumieć dlaczego protesty w Rosji mają charakter, który można określić mianem „wyspowego”. Dzieje się tak dlatego, że oddalone i w pewnym sensie odseparowane od siebie społeczności żyją własnymi problemami, a koordynacja ruchów opozycyjnych jest istotnym wyzwaniem. O ile władze nie popełnią w przypadku Chabarowska zasadniczego błędu, a póki co tego nie zrobiły, tzn. np. nie zaczną strzelać do demonstrantów, to można pokusić się o stwierdzenie, że z czasem siła protestów związanych z aresztowaniem byłego już gubernatora ucichnie, choć nie znikną powody które je wywołały.
 [Tylko u nas] Marek Budzisz: Wielotysięczne protesty. Chabarowsk, czyli ostrzeżenie dla Kremla
/ Na zdjęciu flaga Kraju Chabarowskiego. Screen YouTube Inquirer.net
W pewnym sensie, już, jak napisał w swoim blogu Leonid Gozman z opozycyjnego Sojuszu Sił Prawicowych, protesty w Chabarowsku przechodzą do historii. Po pierwsze będą opisywane w podręcznikach jako przykład niezrozumienia przez Kreml własnego narodu. Zamysł, który nie zadziałał, był prosty. Po tym jak w regionie odnotowano jeden z najniższych w kraju wyników (frekwencja i liczba głosów poparcia) w niedawnym referendum konstytucyjnym „technolodzy władzy” z Kremla najwyraźniej doszli do wniosku, że notowania Putina można poprawić podejmując działania w stylu „walczymy z kryminalistami u władzy”. Ale ten mechanizm w Chabarowsku okazał się nieskuteczny, bo wyborcy potraktowali aresztowanie gubernatora Furgala jako zamach na swe prawa wyborcze z jednej strony, a także manifestacyjne okazanie wyższości, w stylu „w Moskwie wiemy lepiej co jest dla was dobre” z drugiej. Kolejnym czynnikiem, który wyróżnia protesty w Chabarowsku na tle innych podobnych zjawisk, jest skala demonstracji oraz upór gromadzących się ludzi a także przyłączenie się do nich miejscowych elit politycznych. Miały już miejsce odejścia deputowanych do lokalnych ciał przedstawicielskich z rządzącej w regionie formacji Żyrinowskiego, bo nie mogli zaakceptować, że centrala partyjna nie dość silnie broniła aresztowanego gubernatora a zamiast tego weszła z Kremlem w targi, które zaowocowały nominacją dla Michaiła Diegtiariewa, mającego reputację klauna.

Skala protestów unaoczniła wszystkim w Rosji, że tym razem nie protestuje garstka inteligentów czy młodzieży. Jeżeli w mieście w którym mieszka 590 tys. osób (według danych z 2012 roku) wychodzi na ulice 50 tys. ludzi, to zdenerwowani są też ci, których władza boi się znacznie bardziej niźli wiecznie niezadowolonych inteligentów, trochę na wzór sytuacji za czasów komunizmu, czyli robotnicy i tzw. zwykli ludzie. Kolejnym czynnikiem jest to, że władze nie zdecydowały się do tej pory na „rozwiązanie siłowe”. W pierwszych dniach po wybuchu protestów były najprawdopodobniej zaskoczone ich skalą oraz intensywnością, a także pasywnością miejscowej elity i służb porządkowych. Gdyby władze spodziewały się tak licznych demonstracji to z pewnością zmobilizowałyby zawczasu znaczne siły, czego nie uczyniły. Tylko, że teraz cała Rosja widzi, iż „chłopcy Zołotowa” nie kontrolują sytuacji, a siłowicy nie muszą zawsze być stroną zwycięską. Jak tego rodzaju przykład wpłynie na zachowanie ludzi w innych regionach Federacji Rosyjskiej trudno przewidzieć, ale niewykluczone, że na Kremlu mają się czego obawiać.

Tym bardziej intrygujące jest to, że jak podano w oficjalnym komunikacie Władimir Putin „nie planuje” w najbliższym czasie odwiedzić Chabarowska, podobnie jak odwołał swą wizytę na Krymie, gdzie sytuacja z innych powodów jest też bardzo napięta. W nieodległym Azowie właśnie wypuszczono z domowego aresztu innego urzędnika, szefa administracji miasta, Władimira Raszczupkina, któremu zarzucono przekroczenie kompetencji. I jego ludzie witali kwiatami i głośnym aplauzem. Trzeba też pamiętać o zastanawiającej, jak na kraj przywiązującej niesłychaną wagę do kwestii kultywowania pamięci o II wojnie światowej, decyzji o nieprzeprowadzaniu w tym roku marszów w ramach uroczystości „nieśmiertelnego pułku”. Na oficjalnej stronie organizacji poinformowano, że Władimir Putin zgadza się z podjętą przez organizatorów decyzją o przeniesieniu uroczystości na maj 2021 roku. Oficjalnym powodem jest sytuacja epidemiologiczna, ale każdy kto śledzi sytuację w Rosji wie, że pochody w ramach tych uroczystości nigdy nie były do końca kontrolowane przez władze, a ich skala uniemożliwiała użycie sił porządkowych w razie niepożądanego przebiegu marszów. Po co więc prowokować los.

Wydaje się zatem, co potwierdzają wydarzenia w Chabarowsku, że w Rosji mamy do czynienia z wyraźnym pogłębieniem niezadowolenia społecznego. Wybuch miał miejsce na Dalekim Wschodzie zarówno z tego względu, że mentalność tam mieszkających ludzi zawsze była nieco inna niźli w Rosji centralnej. Tam trafiali ludzie w większym stopniu niezależni, poróżnieni z władzą, z losem, często są to zresztą potomkowie zesłańców do GUŁ-agu. Oddalenie od centrum władzy czyniło tez ich zawsze bardziej niezależnymi, zdanymi na własne siły. Sergiej Furgal, aresztowany gubernator z LDPR, niezależnie od tego, że jest człowiekiem z dość podejrzaną przeszłością, to po pierwsze „jest nasz” a nie z Moskwy, a po drugie, i to może nawet ważniejszy czynnik, prowadził politykę, którą w Europie określono by mianem populistycznej. Sprzedał luksusowy jacht, który używał jego poprzednik, zakazał urzędnikom latania klasą biznes a własną pensję obniżył z 1,4 mln rubli do 400 tys. Trzeba pamiętać, że według ostatnich niezależnych analiz 45 % obywateli Federacji Rosyjskiej ma do dyspozycji miesięczne dochody na poziomie 15 tys. rubli, a w przypadku 70 % nie przekraczają one 25 tys. rubli miesięcznie.

Innymi słowy, potencjał niezadowolenia w Rosji jest niemały. I to się raczej w dającej przewidzieć perspektywie nie zmieni, bo informacje rosyjskiego odpowiednika GUS na temat sytuacji w kraju są pesymistyczne. Według oficjalnych danych dochody Rosjan w pierwszym półroczu spadły o 8 %, co oznacza jednorazowy największy spadek w ciągu ostatnich 20 lat. Jak zauważa ekonomista Wladisław Inoziemcow oficjalne dane nie oddają grozy sytuacji. Po pierwsze dlatego, że spadek był tak głęboki mimo wypłacenia w ramach rosyjskiej „tarczy antykryzysowej” ludziom, w różnej postaci, 800 mld rubli, co stanowiło 0,8 % krajowego PKB. Mało tego, pierwszy kwartał jest zawsze czasem kiedy rosyjskie władze płacą rozmaitego rodzaju premie roczne, wyrównania, waloryzacje. Bez tych jednorazowych wypłat skala spadku dochodów byłaby jeszcze większa. Ale tych jednorazowych wypłat nie będzie w kolejnych miesiącach. Po drugie, nawet w świetle oficjalnych danych liczba zarejestrowanych bezrobotnych rosła w Rosji odpowiednio z poziomu 5,8 % w kwietniu do 6,1 % w maju i 6,2 % w czerwcu. To zdaniem Inoziemcowa dopiero zwiastun rysujących się problemów, bo jest on zdania, że zwolnienia, zwłaszcza w małych firmach zaczną się latem i wczesną jesienią. Po trzecie, zastanawia się on na ile oficjalne dane statystyczne odpowiadają rzeczywistości. W świetle komunikatu Rosstatu wynagrodzenia w dużych rosyjskich firmach udało się utrzymać na poziomie roku 2019. Jednak przeczą temu nie tylko publikowane w mediach opinie i sondy, ale również oficjalne dane na temat dochodów budżetu z tytułu podatku dochodowego, wpływy z którego w pierwszym półroczu okazały się mniejsze o 16,4 %. Potwierdzają to oficjalne informacje Sbierbanku, największej instytucji tego rodzaju w Rosji, który prowadzi rachunki 80 % mieszkańców kraju. Z ujawnionych informacji wynika, że zmniejszenie wypłat dotknęło w I półroczu połowę właścicieli rachunków, a 2,5 % w ogóle stracili źródła dochodów. Trzeba też przypomnieć, że Bank Rosji ocenił spadek PKB w II kwartale na 9,5 do 10 %. Pytaniem jest oczywiście to, czy w kolejnych miesiącach rosyjska gospodarka będzie w stanie „ruszyć” i czy odczuwany przez Rosjan spadek dochodów będzie tylko chwilowym zjawiskiem czy czynnikiem trwałym. Tego do końca nie wiadomo, ale symptomatyczne jest to, że Władimir Putin oficjalnie zatwierdził zmianę w tzw. „narodowych celach rozwoju”. Ambitne plany zostały przez Putina ogłoszone w 2018 roku i miały być zrealizowane w ciągu 5 lat. Teraz pozostają one w mocy, ale perspektywa ich realizacji nieco się wydłużyła i mają zostać zrealizowane do roku 2030. Za jednym wyjątkiem. W 2018 roku z wielką pompa ogłoszono, że rosyjska gospodarka w czasie nie dłuższym niźli 5 lat przegoni niemiecką i stanie się, licząc oczywiście według parytetu siły nabywczej, piąta na ziemi. Teraz tez cel w ogóle zniknął z listy putinowskich priorytetów rozwojowych.

Wygląda na to, że potencjał społecznego sprzeciwu wobec polityki władz utrzyma się w Rosji jeszcze dość długo. Jeśli Kreml nie popełni zasadniczych błędów to nie musi oznaczać to dla niego kłopotów, jednak przykład Chabarowska ilustruje, iż nawet „technolodzy władzy” z Kremla, których umiejętności nie można lekceważyć, nie są nieomylni.
 
Marek Budzisz

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura