Dziennikarka Jewish Telegrahic Agency i Jewish.pl szczuje na Rotmistrza Pileckiego w 120 rocznicę urodzin?

- 28 września 1990 r. przed siedmioosobowym składem Izby Wojskowej Sądu Najwyższego odbyła się rozprawa, która miała zmazać hańbiący dla polskiego sądownictwa wyrok z 1948 r., kiedy "w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej" jednego z największych polskich bohaterów skazano jako zdrajcę na śmierć. W imieniu rtm. Witolda Pileckiego przed sądem wystąpiło trzech obrońców: mec. Stanisław Zabłocki, mec. Andrzej Grabiński i mec. Piotr Andrzejewski. - wywiad z mec. Stanisławem Zabłockim ukazał się dziś ku zdumieniu admiratorów pamięci o Witoldzie Pileckim na portalu Ringier Axel Springer - Onet.pl. Być może odpowiedzią na to zdumienie jest współpraca Onetu z Instytutem Pileckiego. Z kolei bardzo nie spodobało się to kontrowersyjnej dziennikarce Jewish Telegraphic Agency i Jewish.pl Katarzynie Markusz.
Witold Pilecki, zdjęcie obozowe Dziennikarka Jewish Telegrahic Agency i Jewish.pl szczuje na Rotmistrza Pileckiego w 120 rocznicę urodzin?
Witold Pilecki, zdjęcie obozowe / Archiwum Muzeum Auschwitz

Czytaj więcej: o dr. Władysławie Deringu pisaliśmy już na łamach „Tysola”: Dr Władysław Dering. Auschwitz. Brytyjskie więzienie. Niesprawiedliwe oskarżenia

[Tylko u nas] Dr Adam Cyra: Tekst w GW napisany jakby polska konspiracja w Auschwitz współpracowała z SS. Polemika

- Przeczytałam na Onecie wywiad z pracownikiem Muzeum Auschwitz o Pileckim. I zastanawiam się, dlaczego dziennikarz nie zadał trudnych pytań. Michał Wójcik w nowej książce napisał o współpracownikach Pileckiego, którzy brali udział w zbrodniach na Żydach w obozie. Pilecki o tym wiedział, ale bronił ich, bo pomagali Polakom (w tym jemu). Dziennikarz Onetu nie musiał czytać książki Wójcika (może go nie stać), ale był o tym artykuł w GW całkiem niedawno. Czy współpraca Onetu z Instytutem Pileckiego miała wpływ na kształt tego tekstu?

- pisze Markusz

O co jej chodzi? Prawdopodobnie o działalność współpracującego z ruchem oporu dr Deringa, który pracował w Auschwitz jako lekarz, a dr Adam Cyra pisał o nim na naszych łamach tak:

- Po wojnie wielu byłych więźniów KL Auschwitz twierdziło, że zawdzięczają mu życie, inni oskarżali go jako więźnia-lekarza o zbrodniczą działalność. Wysuwano również wobec niego zupełnie bezpodstawne zarzuty jakoby zabijał więźniów zastrzykami z fenolu w serce oraz brał udział w selekcjach do komór gazowych. Kpt. dr Władysław Dering pozostawił po sobie obszerne wspomnienia, które dotychczas nie zostały opublikowane

Z kolei Więzień Auschwitz Roman Taul [Nr 1108] wspominał got ak:

- Ratował on setki ludzi przed transportami na wyniszczenie, ukrywając ich na izbie chorych. Przed każdą selekcją do gazowania, o której wcześniej się dowiadywał, ukrywał różnymi sposobami ludzi, przenosząc ich z sali na salę lub zwalniając na obóz

- Władysław Dering aktywnie działał także w wojskowej konspiracji obozowej i był jednym z pierwszych, którzy weszli do tworzonej przez rotmistrza Witolda Pileckiego potajemnego Związku Organizacji Wojskowej. Zachowały się świadectwa Pileckiego, w których ten stwierdza, że najczęściej stosowanym środkiem pozyskania zaufania Niemców było „głośne ruganie” współwięźniów, co stało się jednym z powodów wysuwania po wojnie wobec niego zarzutów. 

- pisze o nim dr Adam Cyra

Sam Rotmistrz Pilecki pisał o Deringu:

- Stwierdzam, że prowadząc pracę konspiracyjno-wojskową (…) na terenie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu znałem dr. Władysława Deringa jako jednego z pracowników wymienionej organizacji ze strony jak najlepszej. Dr Dering (…) był przeze mnie tam zaprzysiężony i dostał rozkaz opanowania sytuacji w miejscowym szpitalu (Krankenbau. Praca była trudna, którą jednak dr Dering wykonywał przez trzy lata bardzo dobrze i po oponowaniu sytuacji w szpitalu był jednym z filarów naszej organizacji. Z konieczności na zewnątrz jednak musiał mieć sylwetkę, która mogłaby się nie podobać poszczególnym niewtajemniczonym w naszą pracę ludziom

W 1943 roku zmuszono Władysława Deringa wraz z kilkoma innymi więźniami-lekarzami do operowania  więźniów żydowskich, którzy wcześniej byli poddani przez lekarzy SS eksperymentom sterylizacyjnym, o czym tak dr Dering pisze w swoich wspomnieniach: 

„Po południu Schumann wrócił do szpitala z lekarzem naczelnym Entressem i wezwali mnie do Arztzimmer – pokoju lekarza, Entress jako mój bezpośredni przełożony oświadczył mi, że z rozkazu głównego komendanta oddaje salę operacyjną wraz z całym personelem do dyspozycji dr. Schumanna, który ma tu przeprowadzić „specjalne” zadania. Wtedy Schumann zabrał głos. "Chciałem uwzględnić wasze dziecinne przesądy i nie zmuszać was do posłuszeństwa, które was w obozie absolut­nie obowiązuje. Widzieliście, że przy mojej technice operacyjnej ca­łe moje zadanie trwałoby bardzo długo. Jestem wenerologiem i nie mam zamiaru stać się chirurgiem, Główny komendant polecił wam wykonać te operacje pod moim kierunkiem. Będzie to z korzyścią dla obozu, potrzebującego siły roboczej młodych Żydów, jak również i dla samych pac­jentów, którzy najdalej po tygodniu pobytu w szpitalu wrócą do swoje pracy".


Podczas tych operacji ofiarom eksperymentów usuwano jądra, naświetlone wcześniej promieniami Roentgena, poddając je dalszym badaniom medycznym. 

Na temat przymusu ze strony lekarzy SS polskich więźniów-lekarzy do wykonywania operacji kastracyjnych dr Władysław Dering relacjonuje tak w swoich wspomnieniach: 

„Zebrałem niezwłocznie na bloku chirurgicznym przede wszystkim zainteresowanych, a więc dwóch kolegów chirurgów – dra Jana Grabczyńskiego z Krakowa i Zbigniewa Sobieszczańskiego. Zaprosiłem kilku starszych kolegów lekarzy, między innymi prof, Uniwersytetu Jagiellońskiego Jana Olbrychta, mjr. dra Rudolfa Diema z Warszawy, dra Władysława Fejkla z Krosna, dra Leona Wasilewskiego z Poznania, z żydowskich lekarzy dra Samuela Steinberga z Paryża, z nie-lekarzy inż. Adama Kuryłowicza z Warszawy. Przed­stawiłem zebranym wymagania niemieckie i ewentualne konsekwencje dla wszystkich, zarówno pacjentów jak i lekarzy, w rasie sprzeciwu. Cze­kałem na wypowiedzenie się wszystkich, chodziło tu bowiem nie o mnie jednego, ale o cały zespół ludzi ze szpitala jak i o przeszło osiemdziesięciu pacjentów. Absolutnie nikt nie radził protestować, uważając to za zbyt ryzykowne. Argumenty kolegów na ogół pokrywały się. Najpoważniejszy wie­kiem i stopniem prof. Olbrycht, jako medyk sądowy, a więc mający do czynienia z medycyną i prawem, zajął stanowisko, które zostało jedno głośnie przyjęte jako zgodna opinia zebranych. Zdaniem profesora jesteśmy w obozie w warunkach wyjątkowych, przeciwnych wszelkim prawom międzynarodowym, ludzkim i boskim, osiemdziesiąt osiem osób pozbawionych przez naświetlania promieniami Roentgena jednostronnie gruczołów płciowych w wypadku odmowy pobrania przez nas na drodze operacyjnej próbek lub całych zni­szczonych gruczołów, zostaje narażonych na utratę życia. Abstrahując od jakiegokolwiek prawnego punktu widzenia, obowiązkiem naszym w istniejących warunkach obozowych jest ratowanie życia ludzkiego za wszelką cenę. Jego zdaniem, przyjętym przez zebranych, było: usunąć zniszczone gruczoły,  które praktycznie po zadziałaniu promieniami „X” są nieczynne, a więc dla organizmu bez znaczenia, a w pewnych - wprawdzie rzadkich przypadkach - stanowiących groźbę ewentualnego nowot­worowego bujania, nawet niepożądanych. Za to ratujemy osiemdziesiąt osiem młodych is­tnień ludzkich, z zachowanymi jednostronnie zdrowymi gruczołami płciowymi, gwarantującymi pełnię życia płciowego. Poza tym w ten sposób nie ryzykujemy też niebezpieczeństwa kar, do śmierci włącznie, dla personelu szpitalnego. Dr Steinberg przytoczył zdanie jednego z mają­cych być operowanych: "Za cenę życia - twierdził młody człowiek - wolałbym oddać jedną rękę, nie mówiąc już o jednym i w dodatku zniszczonym jądrze". 

Byli więźniowie KL Auschwitz, głównie związani z obozową konspiracją, twierdzą w swoich relacjach, że przetrwanie doktora Deringa na jego stanowisku miało ogromne znaczenie dla ruchu oporu i że jego bohaterskiej postawie zawdzięcza życie wiele osób, więzionych w obozie. 

Świadkowie ci mówią o nielegalnie wykonywanych operacjach ratujących życie, o dostarczaniu zastrzyków przeciwtyfusowych, o ukrywaniu w szpitalnej izbie przyjęć więźniów zagrożonych eksterminacją. Obozowej siatce konspiracyjnej pomagał też w pozbywaniu się szpiegów i donosicieli. 

Istnieją liczne świadectwa, będące dowodem na to, że Dering uratował życie wielu więźniom, bo jak stwierdził inny więzień-lekarz Rudolf Diem (nr 10022): „(…)samo legitymowanie się tym, że ktoś był flegerem w szpitalu obozowym w Oświęcimiu, wystarczyć powinno do uznania go za biorącego udział w masowym ratowaniu chorych”.

W listopadzie 1945 roku Władysław Dering zagrożony przez komunistów przedostał się potajemnie z Warszawy do II Korpusu Polskiego, dowodzonego przez gen. Władysława Andersa, który stacjonował we Włoszech. Tam rozpoczął pracę jako chirurg w polskim szpitalu wojskowym, skąd w sierpniu 1946 roku wraz z całym II Korpusem Polskim został przeniesiony do Wielkiej Brytanii. 

Po rozwiązaniu tego Korpusu, osiadł na stałe na ziemi brytyjskiej, gdzie na skutek powtarzających się oskarżeń o współpracę z lekarzami SS przy eksperymentach sterylizacyjnych, znalazł się na liście zbrodniarzy wojennych. 

W styczniu 1947 roku komunistyczny rząd w Polsce zażądał wydania Władysława Deringa. Oskarżenie było oparte przede wszystkim na zeznaniach byłej więźniarki KL Auschwitz, Żydówki, dr Aliny Brewdy (nr 62761), która pracowała jako lekarz w bloku nr 10 na terenie obozu macierzystego i zarzucała mu nieprawdziwie, że dokonał około siedemnaście tysięcy operacji eksperymentalnych na więźniach i więźniarkach żydowskich o charakterze pseudomedycznym.

Sprawa Władysława Deringa stała się też dla komunistycznych władz w Polsce okazją do rozprawy propagandowej z londyńską emigracją. Deringa przedstawiano jako "fanatycznego jeszcze sprzed wojny narodowca i rasowego antysemitę".  

Anglicy aresztowali go i rozpoczęli szczegółowe śledztwo, które trwało dziewiętnaście miesięcy, lecz nie znaleźli wystarczających dowodów, potwierdzających stawiane mu zarzuty. Z tego powodu nie zgodzili się na jego ekstradycję i ostatecznie zwolnili go z więzienia w Brixston jesienią 1948 roku.  

Warto zwrócić uwagę na to, że Władysław Dering przebywał w więzieniu brytyjskim  w tym samym czasie, kiedy w Warszawie odbywał się proces jego współpracownika  z wojskowej konspiracji w KL Auschwitz, bohaterskiego rotmistrza Witolda Pileckiego, skazanego na karę śmierci i zamordowanego strzałem w potylicę w warszawskim więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku. 

Kiedy Anglicy zwolnili dr. Deringa z więzienia, ten po kilkunastu miesiącach wyjechał do Somalii i pracował tam jako lekarz do 1960 roku. 

W 1959 roku ukazała się książka amerykańskiego pisarza żydowskiego pochodzenia, Leona Urisa, zatytułowana „Exodus”. Jej autor przedstawił Deringa jako zbrodniarza wojennego, powtarzając zarzuty wspominanej już Aliny Brewdy.
 
Władysław Dering w 1962 roku, przed sądem londyńskim, wytoczył Urisowi proces, podczas którego ustalono na podstawie zachowanych obozowych ksiąg chirurgii, że lekarz ten przeprowadził ponad sto operacji na więźniach i więźniarkach żydowskich, usuwając im narządy płciowe, uprzednio poparzone podczas zbrodniczych naświetlań promieniami rentgena. Te pseudomedyczne eksperymenty wcześniej przeprowadzali lekarze SS: prof. dr Carl Clauberg, dr Horst Schumann, dr Edward Wirths i dr Bruno Weber.

Operacje przeprowadzane przez polskich lekarzy, w tym Władysława Deringa, jego zadaniem, były niezbędne i ratowały życie współwięźniom. Przewód sądowy w sposób jednoznaczny wykazał, że liczby podawane przez Brewdę i  Urisa są nieprawdziwe.  

W 1965 roku Dering ten proces wygrał i otrzymał symboliczne odszkodowanie w wysokości jednego pensa. Ponadto wydawca „Exodusu” zobowiązany został do zapłacenia pięćset funtów odszkodowania i przeproszenia lekarza. 

- W „Gazecie Wyborczej” z 8 kwietnia br. ukazał się artykuł Michała Wójcika, zatytułowany „Czego nie ma w raporcie Witolda Pileckiego”. Ten tekst jest tak napisany, jakoby polska konspiracja wojskowa w KL Auschwitz, utworzona przez rtm. Witolda Pileckiego, pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, współpracowała z lekarzami SS przy zbrodniczych eksperymentach sterylizacyjnych, dokonywanych na więźniach i więźniarkach żydowskich.

Czytając ten artykuł można także odnieść wrażenie, że robiła to za akceptacją swoich członków, a nad wszystkim trzymał pieczę rtm. Witold Pilecki. Do tego w tekście opisującym tak szokujące wydarzenia jak sterylizacje promieniami Roentgena i pseudomedyczne eksperymenty kastracyjne, konsekwentnie umieszczane są zdjęcia wyłącznie obozu oraz Witolda Pileckiego z różnych okresów jego życia. Zupełnie jakby to Witold Pilecki, np. siedząc na koniu podczas defilady, nadzorował te zbrodnicze nazistowskie eksperymenty sterylizacyjne w KL Auschwitz.

- pisał na naszych łamach dr Adam Cyra

[W tekście wykorzystano obszerne fragmenty opracowań dr Adama Cyry]


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe