Wrzesień 1939 – czy historia mogła potoczyć się inaczej?

Rozpoczęta we wrześniu 1939 r. II wojna światowa okazała się jedną z największych tragedii w historiach polskiej narodowości i państwowości. W jej wyniku zginęło nawet do 5 mln 670 tys. obywateli II RP, w tym liczna grupa Polaków pochodzenia żydowskiego. Zmiany granic dokonane po zakończeniu konfliktu spowodowały, że utraciliśmy istotne dla polskości miasta – Lwów i Wilno, będące ośrodkami akademickimi, kuźniami elit narodowych.
Pancernik Schlezwig-Holstein ostrzeliwuje Westerplatte Wrzesień 1939 – czy historia mogła potoczyć się inaczej?
Pancernik Schlezwig-Holstein ostrzeliwuje Westerplatte / Wikipedia domena publiczna

Wraz z utratą Kresów na rzecz Związku Sowieckiego odeszła też tak istotna dla polskości kultura dworków szlacheckich. Efektem wojny było wepchnięcie Polski w sowiecką strefę wpływów, co skutkowało kolejnymi dekadami zacofania i walki o suwerenność. Druga wojna światowa jest dla Polaków historią żywą, dotykającą naszych rodzin, w pewien sposób wpływającą na nas samych, z lupą bowiem można szukać polskich rodzin, które w trakcie tego konfliktu nie straciły w sposób tragiczny swoich bliskich, ale też majątków, lub nie były zmuszane do zmiany miejsca zamieszkania. Druga wojna wpłynęła więc na to, że rodziliśmy się w Szczecinie, Bytomiu czy Elblągu, a nie w Wilnie, Lwowie czy Stanisławowie, na to, że Warszawa jest „Paryżem Wschodu” już tylko na przedwojennych pocztówkach, ale i na to, że jesteśmy społeczeństwem dużo biedniejszym niż te zachodnie. 

 

Czas na dyskusje 

Wiek XX był wiekiem burzliwym dla naszych losów, nie mniej burzliwy był wiek XIX, podczas którego nie mieliśmy własnej państwowości. Nic więc dziwnego, że w XXI wieku w okresie największej od trzystu lat stabilizacji toczymy dyskusje nad przeszłością i decyzjami podejmowanymi przez polityków i wojskowych. Kiedy – jeśli nie w czasie pokoju – powinniśmy dyskutować o sensie powstań czy chociażby politycznych wyborach rządzących przed i w trakcie II wojny światowej. Ważne jednak, by dyskutując, pamiętać, że dziś jesteśmy bogatsi o wiedzę, której nie posiadali decydenci żyjący w omawianych przez nas czasach. Łatwo być mądrym po szkodzie, musimy jednak pamiętać, że jeśli przyjąć historię za cel czysto faktograficzny, polegający na ustaleniu biegu zdarzeń i wyjaśnieniu stosunku przyczynowo-skutkowego, staje się ona nauką nieomalże ścisłą. Dyskutując więc o historii, w tym historii poprzedzającej wybuch II wojny światowej, musimy uważać, by nie popaść w życzeniowość lub zupełnie fantastyczne historie alternatywne, które nie miały prawa się wydarzyć. 

Trafnie trudną sytuację geopolityczną Polski przed 1939 r. i pewien deterministyczny fatalizm przedstawiają w książce wydanej nakładem wydawnictwa Biały Kruk „Rok 1939. Od beztroski do tragedii” dr Małgorzata Żaryn i prof. Jan Żaryn. „Wydaje się, że Hitler trafnie zrozumiał mentalność polityków Zachodu, którzy także wbrew własnej opinii publicznej, jak się okazuje, chcieli ratować pokój za wszelką cenę, a szczególnie za cenę niepodległości innych narodów. Póki Hitler nie sięgał bezpośrednio po ziemie Francji czy Anglii oraz ich kolonii, warto było poświęcić wolność Czechów czy Polaków. (…) Wydaje się, że rację miał papież Pius XII, widząc w politykach zachodnich ludzi niewiarygodnych, gotowych do składania obietnic Polsce, byleby ona uległa ostatecznie żądaniom niemieckim. Ta krótkowzroczna polityka oddalała jedynie nieszczęście światowe, ale i zmieniała w czasie jego kierunki. Jeżeli Polska nie chciała ulegać presji niemieckiej, to oczywiście dobrze. Istniała bowiem obawa przed groźnym sojuszem polsko-niemieckim przerzucającym w konsekwencji roszczeniowość III Rzeszy na terytoria bliższe sercu zachodnich sojuszników Polski” – piszą historycy. „Czy należało zatem wierzyć w sojusze Francji i Anglii, w które nie dowierzał papież, czy też poddać się Niemcom i kontynuować w ten sposób scenariusz monachijski? Jak się wydaje, politycy polscy nie mieli wyboru, a każda decyzja kończyła żywot Polski Odrodzonej, zabezpieczonej niegdyś dwoma traktatami: wersalskim z 28 czerwca 1919 r. i pokojem ryskim z marca 1921 r. Obydwa traktaty wprowadziły ład europejski, o którego trwanie w przestrzeni międzynarodowej podjęła walkę jedynie Polska – 1 września 1939 r. Dlaczego tak się stało? Wydaje się, że w tradycji dyplomacji wielkich mocarstw nie istniało przekonanie o niezbędności Polski. Zarówno Niemcy i Rosja, jak i Francja, i Wielka Brytania, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych, potrafiły sobie radzić w polityce zagranicznej przez ostatnie stulecia bez Polski i porządku wersalskiego” – dodają Małgorzata i Jan Żarynowie. 

 

Wyciągnąć lekcję 

Oczywiście determinizm historyczny nie może równać się z brakiem ostrej recenzji ekipy sanatorów, która po śmierci Piłsudskiego wyjawiała się intelektualnie, odsuwając na boczny tor swoich najlepszych ludzi – gen. Kazimierza Sosnkowskiego i Walerego Sławka. Jak piszą małżeństwo Żarynowie: „Pycha sanatorów kroczyła przed ich upadkiem! Czy zatem minister Beck popełnił błąd, decydując się na zerwanie z Niemcami zbyt bliskich kontaktów na rzecz szukania wsparcia ze strony Anglii i Francji? Nie. Błąd jego i jego dyplomacji (podobnie jak błąd np. Kazimierza Papée i innych ambasadorów) polegał na tym, iż wierzyli, że są w staraniach skuteczni. Podobnie jak marszałek Rydz-Śmigły wierzący, że sztuka wojenna nie zmieniła się od czasu jego bezpośredniego kontaktu z wojną w 1920 r.”. To więc przestroga i dla obecnej klasy politycznej – klęska sanacji pokazuje, że nawet ekipa mająca olbrzymie zasługi historyczne i jak najlepsze zamiary, może sromotnie polec. 

Dyskutując o początku II wojny światowej, nie można pominąć istotnej kwestii, jaką jest wola narodu. „Czy wszyscy chcieli podporządkować się powyższej logice dziejów? W 1939 r. była na pewno jedna siła, która tego nie chciała i mentalnie nie mogła! Tą siłą byli Polacy – jako wspólnota narodowa, którzy zdążyli w ciągu 20 lat niepodległości przyzwyczaić się, że ich (nasze) państwo jest nieodzownym warunkiem istnienia rzeczywistego ładu europejskiego. Polacy dawali wyraz przywiązaniu do swojej państwowości nie tylko w latach niewoli, ale – z punktu widzenia współczesności to istotniejsze – w okresie I wojny światowej i w kolejnych latach, gdy musieli walczyć zbrojnie i środkami dyplomatycznymi o kształt i granice Niepodległej. Stopień determinacji w tej walce prezentowali poprzez masowy i czynny, a nie elitarny, udział w tworzeniu własnego państwa polskiego” – twierdzą Małgorzata i Jan Żarynowie. 

Z tragicznej lekcji września 1939 r. płynie więc nauka dla nas, ale również dla przyszłych pokoleń. Polska będzie bezpieczna tylko wtedy, gdy jej istnienie – a najlepiej również siła i bogactwo – będzie większym elementem geopolitycznej układanki, gdy będzie ona – z pragmatycznego punktu widzenia – opłacalna dla wszystkich najważniejszych państw świata. Ale nawet korzystna sytuacja geopolityczna nic nie da, gdy słaba będzie wola narodu lub gdy państwem kierować będą ludzie o ograniczonych talentach. 
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe