REKLAMA

[Tylko u nas] Jakub Pacan: „Kosmopolityczne Imperium Europy” dopiero się rozpędza

Marsz w kierunku europejskiego superpaństwa nie jest przy końcu swojej realizacji, ale wychodzi dopiero z fazy początkowej. Wielu Polaków chce zostać w Unii, ale w jakiej? Na poważną ogólnoeuropejską dyskusję czekają strategie interwencji unijnych instytucji wobec państw członkowskich.
Ursula von der Leyen [Tylko u nas] Jakub Pacan: „Kosmopolityczne Imperium Europy” dopiero się rozpędza
Ursula von der Leyen / EPA/ETTORE FERRARI / POOL Dostawca: PAP/EPA

Trybunał Konstytucyjny wydał 7 października wyrok uznający, że część przepisów unijnych jest niezgodna z konstytucją. Za niezgodne uznano  m.in., przepisy traktatowe uprawniające polskie sądy do kontroli legalności powołania sędziego przez prezydenta oraz uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w sprawie powołania sędziów. Orzeczenie zapadło po wniosku skierowanym do TK przez premiera Mateusza Morawieckiego. Decyzja Trybunału Konstytucyjnego wywołała histerię po stronie opozycyjnej. Donald Tusk zwołał wiec poparcia na Placu Zamkowym w Warszawie pod hasłem zatrzymania rzekomego polexitu. W mediach społecznościowych zaroiło się od niebieskich oznaczeń z deklaracją „Zostaję w Unii”.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości na tyle poczuł się zagrożony fake newsem o polexicie, że wszedł w narrację Platformy Obywatelskiej i na wszelkie sposoby się zaklinał, że Polska pozostanie w Unii, a każda sugestia, że mogłoby być inaczej jest dla nich myślozbrodnią.

A przecież w tym wszystkim umyka rzecz podstawowa, czyli debata nad przyszłością coraz ściślej integrującej się Unii Europejskiej i rolą państw narodowych w tym procesie. Szkoda, że Donald Tusk, w końcu były szef KE,  i jego akolici zamiast grać na lękach Polaków nie podjęli fachowej dyskusji na żywym organizmem jakim jest Unia.

UE to organizm w permanentnym procesie stawania się, kształtowania swojej tożsamości, miejsca w świecie, choć z drugiej strony możliwości Unii w walce o świat są coraz mniejsze. Jean Monnet twierdził, że przy tak dużym i skomplikowanym organizmie jak wspólnota europejska trzeba być gotowym na to, że wspólnota ta będzie zarządzana przez ciągłe kryzysy i gaszenie pożarów.

Dlatego politycy i intelektualiści strony opozycyjnej zamiast wołać o ratunek w obliczu  wyimaginowanego polexitu mogliby z należytą powagą zastanowić się nad polskim wkładem w Unię jutra. Bo już nawet wielu twardych federalistów coraz częściej widzi problem zbytniego osłabienia parlamentów narodowych kosztem umocnienia władzy wykonawczej i sądowniczej na poziomie europejskim i zastanawiają się co z tym zrobić. Równie ważne i coraz bardziej niepokojące pytanie dotyczy deficytu demokracji europejskiego systemu politycznego. Wyrok hiszpańskiej sędzi Rosario Silva de Lapuerta nakładający na Polskę 500 tys. euro kary dziennie za niewygaszenie kopalni Turów zaniepokoił nie tylko Warszawę. Na te i inne szaleństwa TSUE z coraz większą złością patrzą kolejne europejskie stolice.

W kolejce na poważną ogólnoeuropejską dyskusję czekają również strategie interwencji unijnych instytucji wobec państw, które niekoniecznie chcą podzielać europejskie w nazwie a lewicowe w praktyce wartości, bardzo modne wśród europejskich biurokratów wychowanych przez rewolucję obyczajową 1968 roku. Dalej Unię Europejską czeka potężna debata nad rolą i zakresem obowiązków instytucji regulacyjnych, które kontrolują coraz więcej obszarów życia ludności wspólnoty.

Wielu Polaków chce zostać w Unii, pytanie tylko brzmi w jakiej Unii chcą funkcjonować? Wszak „projekt, który od dawna był instytucjonalizowany i rozwijany milczkiem (…) tym co powstaje, tym, co trzeba podjąć i zademonstrować, jest nowa res publica, kosmopolityczne imperium Europy” - pisali już w 2009 roku U. Beck i E. Grande w książce „Europa kosmopolityczna. Społeczeństwo i polityka w drugiej nowoczesności”. Dalej ci bardzo poczytni i szanowani w Europie myśliciele twierdzą, że „europeizacja przekształca państwa narodowe w państwo transnarodowe. Interesy narodowe  i europejskie scalają się do tego stopnia, że te pierwsze postrzegane są jako drugie”, a w związku z tym „europeizacja nie oznacza nic innego jak tylko wymuszanie od nich państw »krok po kroku« części ich suwerenności i przeobrażanie jej w suwerenność kosmopolityczną”.

Dobrze mieć świadomość, że prymat wszystkiego co europejskie nad poszczególnymi segmentami polityk narodowych dopiero nabiera rozpędu. Marsz w kierunku europejskiego superpaństwa lub jak to wolą Beck i Grande kosmopolitycznego imperium europejskiego nie jest przy końcu swojej realizacji, ale wychodzi dopiero z fazy początkowej.

Jak wygląda ta kosmopolityczna suwerenność w praktyce? Autorzy jasno pokazują do kogo należy ostatnie słowo, „Nowy europejski porządek panowania różni się od innych organizacji międzynarodowych m.in., tym, że posiada własny porządek prawny, niezależny od państw członkowskich, zachowując prymat w stosunku do nich, i rozwijając bezpośrednie oddziaływanie na ich obywateli. Po drugie [UE] dysponuje własnymi instytucjami, z których najważniejsze (Rada, Komisja, Trybunał, Parlament), posiadają własny zakres kompetencji, przy czym podejmowane decyzje są częściowo niezależne od zgody państw członkowskich (…) Integracja Imperium Europy następuje pierwotnie przez prawo, przez dobrowolne ustalenie, uznanie i zastosowanie europejskiego prawa”.

Asymetryczne, zróżnicowane obszary panowania wewnątrz jednego organizmu politycznego równych ponoć państw są zatem konstytutywną zasadą budowania europejskiego superpaństwa i nikt specjalnie tego nie ukrywa. Ciekawe czy Polacy wiedzieli o tym w 2003 roku, kiedy przed referendum akcesyjnym w potoku płynących na nich argumentów o korzyściach wynikających z członkostwa nikt ze strony liberalnego mainstreamu nawet się nie zająknął o drzemiącej niemieckiej hegemonii i np. europejskich ambicjach Francji.

Wielkie zmiany polityczne potrzebują wielkich zmian świadomości społeczeństw, które w jakimś stopniu muszą utożsamiać się z nowymi ideologiami. W Unii także testuje się utopię lepszego jutra lub kosmopolitycznego imperium pokoju i tolerancji na społeczeństwach. Problem pojawia się wtedy, gdy jakaś grupa obywateli nowo tworzonej utopii nie chce tymi dobrodziejstwami zostać obdarowana. Na takich jest prawo ze swoim przymusem, by krnąbrnych zmuszać do posłuszeństwa. ”Lewica znalazła sobie swoisty szlak Ho Shi Minha, by obejść zasady demokracji. Dzięki upychaniu w sądach swoich zwolenników, może narzucać swoje poglądy i wartości społeczeństwu, bez konieczności wygrywania wyborów lub przekonywania ustawodawców (…) Naród już Ameryką nie włada. Chociaż nasze społeczeństwo jest demokratyczne, rządy takie nie są. Państwo popadło w tyranię nieobieralnych sędziów ” - pisze Patrick Buchanan w książce „Prawica na manowcach”. Widać, że lewica po obu stronach Atlantyku ma takie same metody działania.

W poprzek budowania nowego raju na ziemi znowu stają chrześcijanie z ich dbałością o autonomię i wolność własnego sumienia. Toteż w dyskusjach nad ciągłym budowaniem nowej, lepiej zintegrowanej Unii Europejskiej coraz mniej miejsca poświęca się chrześcijańskim imponderabiliom, jakby walka o chrześcijańską duszę Europy była już definitywnie przegrana. Tymczasem Jan Paweł II w Encyklice „Redemptoris missio” stwierdza, że „schyłku drugiego tysiąclecia misja Kościoła dopiero się rozpoczyna”.

I przyjdzie taki moment, ba już nadchodzi, gdy jego nauka z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych o pogwałcaniu wolności sumienia i praw ludzkich nabiera niepokojącej aktualności.

W Encyklice „Veritatis splendor” poświęconej rozważaniom nad nauką moralną Kościoła i zagadnieniom ludzkiego sumienia Jan Paweł II pisze, „Można z całą pewnością stwierdzić, że w naszych czasach ukształtowała się szczególna wrażliwość na kwestię wolności. „W naszej epoce ludzie coraz bardziej uświadamiają sobie godność osoby ludzkiej” — stwierdza już soborowa deklaracja Dignitatis humanae o wolności religijnej. Stąd postuluje się, aby „w działaniu ludzie cieszyli się i kierowali własną rozwagą i odpowiedzialną wolnością, nie przymuszani, lecz wiedzeni świadomością obowiązku”. Zwłaszcza prawo do wolności religijnej oraz szacunek dla sumienia poszukującego prawdy uważane są coraz powszechniej za fundament integralnie pojętych praw osoby”.

W większości państw starej Unii prawa religijne katolików i ich sumienia są jawnie łamane m.in., za przyczyną TSUE i kreowanej przez unijne instytucje kulturze prawnej niekorzystnej dla oddanych swej wierze chrześcijan-obywateli tejże Unii Europejskiej.

„Wszystkie prądy myślowe naszego starego kontynentu winny podjąć refleksję nad ponurymi konsekwencjami ewentualnego wykluczenia Boga z życia publicznego – Boga jako ostatecznego kryterium etyki i najwyższej gwarancji przeciw nadużyciom władzy człowieka nad człowiekiem. (…) Największe jednak zagrożenia naszych czasów pochodzą ze strony ideologii, które absolutyzują społeczeństwo jako takie lub jego dominującą grupę, gardząc osobą ludzką i jej wolnością. Człowiek tam, gdzie przestaje szukać oparcia w wartości wobec siebie transcendentnej, ponosi ryzyko, że stanie się ofiarą nieograniczonej samowoli władzy i pseudoabsolutów, które go zniszczą” - mówił święty papież w Parlamencie Europejskim w 1988 roku. Tylko kto dziś spośród wielkich w Europie mówi o szukaniu oparcia w wartościach wobec siebie transcendentnych?

Temu nowemu normatywnemu fundamentowi Unii, który nie bierze już pod uwagę dziedzictwa chrześcijańskiej Europy i nie szanuje tradycji i doświadczeń państw narodowych przeciwstawia się nie tylko polski Trybunał Konstytucyjny, ale i jego odpowiedniki w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Czechach czy na Litwie.

W wielu konserwatywnych środowiskach intelektualnych Europy dojrzewa dyskusja nad ponownym przemyśleniem demokracji w Unii oraz ukrócenia roli narzucających się natrętnie panujących w niej ideologii, bo coraz trudniej się żyje pod ich dyktatem.


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura